Międzynarodowe and Polityka 2 wrz 2010

Dwa wydarzenia nie do przyjęcia w ciągu dwóch dni: bojkot wizyty Prezydenta przez najważniejszych posłów PiS w Parlamencie Europejskim oraz urządzone przez MSZ spotkanie polskich ambasadorów z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych. Moje stanowisko nie jest żadnym szukaniem via media, po prostu nie mogę zaakceptować ani jednego, ani drugiego. Oba te akty – rządu i opozycji – są bowiem wyrazem lekceważenia dla Państwa.

Nie zmienimy Prezydenta przez pięć lat i w interesie Polski jest by miał na zewnątrz mocną pozycję. Nie wykluczam w sytuacjach wyjątkowych powinności mocnej kontestacji, ale wtedy gdy zasadnicze prawa i interesy Państwa byłyby zagrożone. Kontestacja Prezydenta ze względu na „poglądy” czy „uczucia” to jedynie potwierdzenie, że radykalna centroprawica jest częścią tego samego liberalnego świata, za opozycję wobec którego chce uchodzić wśród części wyborców.

Jeszcze gorszą rzeczą jest urządzanie spotkania polskich ambasadorów z rosyjskim ministrem. Ambasadorowie nie są politykami, którzy mają wyrabiać sobie osobiste poglądy i prezentować je w debacie publicznej. Są reprezentantami Państwa Polskiego wobec innych państw. Czy mają w reprezentacji Rzeczypospolitej na zewnątrz traktować opinie rosyjskiego ministra jako składową polskiej racji stanu? I co w ogóle można na zewnątrz myśleć o państwie, które wbrew wszelkim regułom dyplomacji dokonuje aktów, w których pozorna kurtuazja zamienia się w serwilizm.

Pora na powrót do zasad elementarnych – szacunku dla Państwa, szacunku dla naszych interesów, szacunku dla samych siebie.

Kultura 29 sie 2010

Julian Klaczko opowiada w „Dwóch kanclerzach” następującą historię z czasów niemieckiej Wiosny Ludów:

„Izba deputowanych Wirtembergii uchwaliła adres wymagający, by król uznał Fryderyka Wilhelma IV cesarzem. Monarcha odmówił, wywołując tym rozruchy takie, że dwór musiał się schronić do Ludwigsburgu. «Nie poddam się Hohenzollernom – odpowiedział stary Wilhelm deputacji poselskiej – nie mówię tak dla siebie, bom stary i bliski grobu, lecz wytrwać winienem dla mego kraju, domu i rodziny!».

I dziś chyba nikt nie ma wątpliwości, że stary król lepiej wiedział czym pachnie prusko-imperialna demokracja, od liberalnych posłów, którzy go w nią pchali.

Blog 28 sie 2010

Według Krytyki RP władze w Polsce powinni objąć normalni ludzie, których cechuje to, że zamiast czytać książki siedzą w pubach, a zamiast chodzić na cmentarze – chodzą do restauracji. Mam nadzieję, że Czcigodna Krytyka RP pozwoli jeszcze Polakom decydować czy mają ochotę na taką „normalność”. Tym bardziej, że jeszcze dość wielu z nas ciągle zgadza się z Mirceą Eliade, że najstarszym materialnym śladem ducha ludzkiego są po prostu groby zmarłych.

Bez kategorii 27 sie 2010

ikc ma do mnie pretensje, że – jeśli dobrze rozumiem – administracja mojego bloga nie cenzuruje go (z wyjątkiem otwartych bluźnierstw, również wobec ludzkiego cierpienia). Rzeczywiście łatwiej znosić przykrości dla sprawiedliwości, niż je sprawiać. Wszelkiego rodzaju działalność wywrotowa chętnie zresztą ten ludzki odruch wykorzystuje. Każdy akt suwerennej władzy, dyktowany dobrem wspólnym, może być przedstawiony jako NIETOLERANCJA, a każda negatywna ocena – jako NIENAWIŚĆ.

Choć bowiem nie tylko (za bł. Piusem IX i Janem Pawłem II) uważam, że wolność nie polega na możliwości mówienia wszystkiego, ale więcej – jestem przekonany, że bez czynnego wyznawania tego poglądu nie sposób postępować (szczególnie w życiu publicznym) po katolicku – to jednak doskonale rozumiem Maurrasa, który sprzeciwił się cenzurze wojennej twierdząc, że cenzura może osłaniać bezpieczeństwo narodowe, a nie głupiego ministra. Oczywiście, wolność słowa (realna wartość naturalna, o którą zawsze walczyłem) nie może przekraczać granic dobra wspólnego, ale nie wolno jej ograniczać ani ze względu na interesy władzy, ani własne. Ale oczywiście – ikc ma rację, dobre obyczaje stanowią jeden z najpierwszych składników dobra wspólnego, bo dzięki nim życie wspólne może ludzi cieszyć, a przynajmniej nie być nieznośne. Ja sam na chamstwo mam alergię, więc wytyk ikc’a wezmę sobie do serca. Wszystkich (a jego szczególnie) pozdrawiam!

Christianitas and Religia 25 sie 2010

Dziś mija sto lat od wydania przez świętego papieża Piusa X encykliki Notre charge apostolique. Papież potwierdził w niej aktualność cywilizacji chrześcijańskiej wobec pokus chrześcijaństwa zaadaptowanego do świata bez Boga. Św. Pius X pisał, że cywilizacji nie trzeba wymyślać od nowa, trzeba po prostu odbudować cywilizację chrześcijańską. Ostrzegał przed utopizmem chrześcijańskiej demokracji, pisząc, że skoro w społeczeństwie zawsze mogą pojawić się ludzie występni, władza państwowa musi być tym silniejsza – im groźniejszy jest egoizm złoczyńców. Przestrzegał  przed wypaczonym pojęciem godności ludzkiej, przeciwstawianym wierności i posłuszeństwu. „Czyż bowiem święci – pytał – najposłuszniejsi z ludzi, byli wynaturzonymi niewolnikami?”. Uczył chrześcijańskiej miłości społecznej, która polega na integralnym zaangażowaniu na rzecz moralnych, intelektualnych i materialnych potrzeb bliźnich. Pokazywał, że wszystko to budowali wielcy biskupi i władcy Christianitas.

Napisana u progu XX wieku „Notre charge apostolique” to wielki manifest nieprzedawnialności zasad cywilizacji chrześcijańskiej. Bo i święty Pius X był papieżem na wskroś nowoczesnym. Rozumiał, że w dechrystianizującym się świecie to nie rządy będą oparciem porządku społecznego. Bronił wszędzie silnej opinii katolickiej. Dlatego podtrzymał opór wobec zaboru Państwa Kościelnego przez Włochy sabaudzkie, popierał monarchistyczną opozycję we Francji, strajki szkolne w Wielkopolsce młodzieży walczącej o polskie nauczanie religii. Gdy rząd niemiecki chciał narzucić niemieckiego biskupa prymasowskiej stolicy w Gnieźnie – Papież powiedział: nigdy nie powołam tam Niemca! Jego najważniejszym polskim doradcą był prał. Adam Sapieha, późniejszy Książę-Kardynał, który udzieli święceń kapłańskich ks. Karolowi Wojtyle. Ks. Sapiehę święty papież tak lubił, że kiedyś podarował mu w prezencie pudełko najprzedniejszych cygar.

Polityka 21 sie 2010

Odejście z wojska gen. Michnowicza to symptom zjawiska jeszcze groźniejszego niż samo niedofinansowanie Armii. Nieobniżalnego progu wydatków 1,95 % na obronę należy twardo bronić, a wydatki obronne – optymalizować. Jednak fundamentalny kryzys przeżywa samo państwo. Nie istnieje porozumienie między rządem i opozycją co do koniecznych, wyjętych z pola konfliktu politycznego, kierunków walki z kryzysem finansowym. Instytucje państwowe, które powinny być poza polem sporu partyjnego, są w jego ogniu. Politycy nie szanujący się nawzajem – swoim zachowaniem podważają szacunek dla państwa. Państwo nie ma realnej reprezentacji, stojącej ponad sporem partyjnym. Prezydent, który od początku urzędowania angażuje się w spór z opozycją, nie będzie jej budował (o ile nie podejmie innej polityki). Wszystko to jest „skutecznością” brutalnej walki o władzę dominujących sił politycznych, z których jedna ma niedowład zmysłu państwa, a druga myśli w kategoriach „państwo to ja”. Polsce potrzebny jest zasadniczy przełom polityczny – dla którego jedyną alternatywą jest postępujący rozkład polityki państwa i życia publicznego. Nawiasem mówiąc – każdy kto czytał Konopczyńskiego wie, że w czasach saskich życie polityczne („kto kogo”) było niezwykle ciekawe. Tylko Polska nie prowadziła żadnej polityki.

Polityka 18 sie 2010

Przepraszam za długie milczenie. Wczoraj występowałem w Polsat News z minister Julią Piterą, która oświadczyła mi, że nie można używać określenia podwyżka cen w stosunku do podwyżki VAT. Nie zgodziliśmy się, bo uważam, że nie tylko można, ale trzeba nazywać rzeczy po imieniu, niezależnie od tego jak ładną nazwę dla brzydkich rzeczy wymyśli liberalna propaganda. Tym bardziej, że premier oświadczył, iż następna podwyżka podatków będzie znowu podwyżką VAT. Donald Tusk zastrzegł oczywiście, że na pewno nie będzie konieczna. I można mu wierzyć – tak jak można wierzyć, że podwyżka VAT nie oznacza podwyżki cen.

Udzieliłem też ostatnio wypowiedzi portalowi money.pl, który opublikował dane pokazujące skutki obniżenia podatków dla rodzin wychowujących dzieci, przeprowadzonej dzięki Prawicy Rzeczypospolitej przed trzema laty. Wtedy rodziny z dwójką dzieci oddawały budżetowi 27 % swoich pensji, dziś oddają 20 %. Dotyczy to ogromnej ilości rodzin 2+2, w wypadku większych rodzin skutki są głębsze. I to jest miara skuteczności naszej polityki. Pamiętać trzeba jednak i o tym, że o ile w polityce od słów ważniejsze są czyny, jest rzecz od czynów jeszcze ważniejsza: ich konsekwencje. Podatki płacone przez rodziny w Polsce należą do najwyższych w Europie, a przyrost naturalny do najniższych. Polskę trzeba zmieniać, ale zmienić ją możemy tylko wtedy, gdy w polityce zasady i odpowiedzialność zastąpią narracje mistrzów wyborczej iluzji.

Prawa człowieka and Repliki 31 lip 2010

Azrael głosi „prawo do dziecka, jeżeli nauka, prawo i miłość rodziców na to pozwala. Jeżeli politycy realizują te postulaty, akceptowane przez WIĘKSZOŚĆ społeczeństwa – jestem za”. Ale co wtedy, gdy większość społeczeństwa będzie akceptować kupowanie dzieci w krajach ubogich i gdy wszyscy będą zadowoleni: rodzice kupujący, rodzice sprzedający, wraz z promessą na zadowolenie kupowanego dziecka? Dziś prawo tego zakazuje odwołując się do niezbywalnych praw dziecka, których nie mogą uchylić ani rodzice, ani większość – a więc do normy różnej od kryterium decydowania o dziecku, proponowanego przez Azraela. Czy ta realistyczna hipoteza (bo odnosząca się do zjawiska, które istnieje) nie zmusza do moralnego namysłu? Z tym namysłem jest właśnie najgorzej, bo Azrael odwołując się do argumentów populistyczno-emocjonalnych odmawia po prostu debaty na temat konkretnych aspektów in vitro. Na moją uwagę, że przecież wie „na czym polegają zastrzeżenia wobec in vitro” odpowiada stanowczo i – jak na twitter – wcale nie krótko: „Zastrzeżenia jakie Pan ma, wynikające z doktryny KK nie powinny przekładać się na regulacje prawne. Jeżeli Pańskie zastrzeżenia będą normą, będą ograniczały prawa obywateli. Dlatego nie są one do przyjęcia”. W debacie na temat in vitro nie powoływałem się na „doktrynę KK”, po prostu na prawo do życia. Ściśle biorąc – na prawo do życia dzieci poczętych in vitro. Bo to nas różni z Azraelem: mnie interesują dzieci poczęte in vitro, Azraela również, ale tylko w zakresie, w którym „prawo do dziecka (…) i miłość rodziców na to pozwala”. Czy dziecko jest człowiekiem zależnie od cudzych oczekiwań, czy nie ma własnych niezbywalnych praw? Na te pytania nie usłyszymy odpowiedzi, ponieważ koncept „doktryny KK”, bardzo sprawny wytrych Azraela, zwalnia nie tylko z dyskusji, ale i z namysłu. A użyć go można wszędzie – wchodzi nawet tam, gdzie nie pasuje.

Prawa człowieka and Repliki 30 lip 2010

Na twitterze podjąłem dyskusję ze znanym lewicowym felietonistą Azraelem Kubackim na temat in vitro. Piszę podjąłem, bo właściwie zaczęła się od reakcji Azraela Kubackiego na moją uwagę, że „skutecznością” ostatnich wyborów jest to, że „SLD już dyktuje politykę rządowi, m.in. ws. in vitro”. Oczywiście – tweet ma swoją specyfikę, ale po pierwsze – nawet po lakońsku można wyrażać poglądy ogólne, po drugie właśnie dlatego warto ją przenieść na bloga, o czym mojego dyskutanta uprzedziłem.

Istotą poglądów Azraela (to nie poufałość; pod tym pseudonimem mój polemista występuje w mediach i internecie) jest unicestwienie wszelkiego obiektywnego porządku normatywnego. Gdy Azrael pisze o „cierpieniach i oczekiwaniach dziesiątek tysięcy par” pisze o rzeczywistości, która domaga się badań naukowych, namysłu politycznego i reakcji, więc podjęcia wszelkich dostępnych (materialnie i moralnie) działań – ale która nie usprawiedliwia wszystkiego! Przemoc rewolucyjna z reguły usprawiedliwiała popełnianą przez siebie niesprawiedliwość „cierpieniami i oczekiwaniami dziesiątek tysięcy”, tymczasem tak naprawdę uzurpowała reprezentację i instrumentalnie wykorzystywała niedolę ludzi w służbie żądzy władzy, a nierzadko materialnych interesów. Czy na przykład mieszkaniowe „cierpienia i oczekiwania dziesiątek tysięcy par” mogłyby usprawiedliwiać wywłaszczenia? Może zamiast szukać takich dróg na skróty – warto zastanowić się nad działaniami nie naruszającymi sprawiedliwości? Można nie przypisywać prawu własności wartości absolutnej, ale czy można je unieważniać i unicestwiać za każdym razem, gdy politycy zdecydują się uprawomocnić swe działania „cierpieniami i oczekiwaniami dziesiątek tysięcy”? A wracając do uzurpacji reprezentacji i instrumentalnego wykorzystywania niedoli, umysł tak krytyczny jak Azrael nie powinien w swej analizie abstrahować od interesów firm przeprowadzających zabiegi in vitro, dążących do uzyskania finansowania przez państwo swej działalności, rozszerzenia praktyki in vitro i zwiększenia swoich dochodów. Można usprawiedliwiać działanie grup interesu, ale nie jest rzeczą intelektualnie przyzwoitą udawać, że ich nie ma. Moje felietony mają swój format, więc cdn.

Polityka 29 lip 2010

W „Rzeczpospolitej” ważny tekst Igora Janke, z ponurymi konkluzjami: „Po trzech miesiącach [od 10 kwietnia wróciliśmy] do punktu wyjścia. Mamy wojnę o to, kto kogo bardziej upokorzy, a nie o to, kto zrealizuje swoją wizję państwa. Wojnę pustą, wyniszczającą polską politykę i życie publiczne, a na dodatek nieposuwającą żadnej ze spraw do przodu. Wojnę, którą rozpoczęła Platforma Obywatelska, ale którą dziarsko podjął PiS”.

To prawda, choć jest to po prostu przewidywalny rezultat polaryzacji życia publicznego, dzięki której dwaj dominujący kandydaci otrzymali w pierwszej turze (z góry pewna była zarówno ich dominacja, jak i druga tura) 78 % głosów, a z destrukcyjną, nie wnoszącą żadnej alternatywy, korektą postkomunistyczną – prawie 92 %. W kampanii wyborczej wielokrotnie powtarzałem, że prezydent zaangażowany w walkę o władzę dwóch dominujących, zwalczających się partii nie będzie miał warunków, by dobrze wypełnić swój urząd, by w pełni zrealizować narodową rację stanu ponad partykularyzmem wyborczej walki. Stanie się stroną – albo biegunem – wzmacniającym i ogniskującym konflikt.

Igor Janke słusznie martwi się również palikotyzacją mediów. (Trudno bowiem mówić o palikotyzacji życia publicznego, bo palikotyzacja jest wirusem niszczącym życie publiczne). „Przejmujący jest dla mnie widok – pisze Igor Janke – maszerującego przez Sejm Palikota i pędzącej za nim bezmyślnej – właśnie tak koledzy dziennikarze: bezmyślnej – sfory młodych mężczyzn i kobiet z mikrofonami w rękach, którzy z jego warg gotowi są spijać każde słówko”. Słusznie!

Jest tylko jedno pytanie: ilu jest wydawców i szefów redakcji, którzy akceptowaliby decyzje tych młodych mężczyzn i kobiet z mikrofonami w rękach” odmawiających, w imię szacunku dla naszego Państwa, relacjonowania wybryków Palikota? Odpowiedź pozwoli wręcz procentowo określić zarówno poziom zdrowia polskiego życia publicznego, jak i głębsze przyczyny jego choroby.

Christianitas and Polityka 23 lip 2010

• Miałem ostatnio interesującą debatę o uniwersalizmie na… twitterze. Nie będę jej tu relacjonował. Najkrócej mówiąc chodziło o to czy uniwersalne jest to, czego nikt nie odrzuca (z czego wynikałoby, że uniwersalny nie jest zakaz bicia żon, co islam dopuszcza) – czy to, co wszystkich obowiązuje, bo wynika z natury ludzkiej (w wymiarze osobowym i życia społecznego)? Nie wznawiając w tym miejscu debaty chcę podać tylko jeden ciekawy przyczynek w kontekście podstawowego dla sprawy aspektu.

• Wiara w Boga – źródło uniwersalizmu – łączy chrześcijan, Żydów, muzułmanów, w nią wpisuje się cała tradycja klasyczna. Niewątpliwie akceptacja naturalnej cnoty pobożności łączy nas też z wierzącymi poganami (szczególnie z czasów przedchrześcijańskich). Wiarę w Boga odrzucają tylko ateiści, którzy chcą tej własnej perspektywie podporządkować całe społeczeństwo, a nawet kulturę – domagając się społecznego uznania wiary w Boga za niewiarygodną hipotezę.

• Politykiem budzącym najmniej zaufania w polskim społeczeństwie jest Janusz Palikot. Wg najnowszych badań CBOS nie ufa mu 54 % Polaków. W kategorii średnich ocen (można wystawiać oceny od +5 do -5) ma również rekordową ocenę -1,52. Jedynie w dwóch grupach społecznych Palikot ma przewagę zaufania nad nieufnością: wśród młodzieży 18-24 lat (czyli środowiska ciągle pozostającego w stanie inkulturacji) oraz wśród Polaków niepraktykujących żadnej religii. Czyż więc popularność Palikota w tej drugiej grupie (tak mocno kontrastująca z nastrojami całego społeczeństwa) nie jest drobnym świadectwem tego, że najoczywistsze normy społeczne (tak często kontestowane przez Palikota) są najsłabiej bronione tam, gdzie odrzuca się religię jako taką?

Bez kategorii 22 lip 2010

Włączyłem i zobaczyłem: TVP Info na całego świętuje 22 lipca. Gdyby kilka lat temu PO nie przeszkodziła w Sejmie w ustanowieniu 22 lipca Dniem Pamięci Ofiar Komunizmu – zapewne byłoby dziś trudniej jawnie bagatelizować, a nawet rewidować historię PRL. Choć wtedy w Sejmie się to nie powiodło, nie przeszkadza to nam traktować ponurej rocznicy ustanowienia kolaboracyjnych rządów komunistycznych w Polsce jako Dnia Pamięci jego ofiar. Nie tylko w Polsce zresztą, ale wszędzie na świecie, wczoraj i dziś. A dzisiejszy program TVP Info pokazuje rzeczywistą „skuteczność” wyborczych deklaracji o końcu postkomunizmu. Jest także zwiastunem rosnącej roli postkomunistów w mediach publicznych. Właśnie zmieniają układ z PiS na układ z PO. Za nieodpowiedzialność polityków płacić będziemy wszyscy – również ci, którzy dali im mandat do takiej polityki.

Christianitas 13 lip 2010

Przede wszystkim dlatego, że argumentacja zwolenników jego usunięcia (doprecyzowuję – z miejsca, gdzie stoi) jest zwrócona wprost przeciw obecności krzyża w przestrzeni publicznej. Wystarczy jeszcze raz przeczytać te wypowiedzi. W Polsce stoją krzyże na drogach i przy drogach, na miejscach wypadków (nie tylko na grobach), ale i na miejscach żałoby. Nie podoba mi się, gdy PiS chce obchodzić żałobę sam, tak jakby tragedia dotyczyła tylko tej partii – to nie tylko zawłaszczanie, ale pomniejszanie znaczenia tragedii smoleńskiej, która miała charakter narodowy. Ale właśnie dlatego, że również żałoba po Smoleńsku miała wymiar narodowy, zasługuje na szczególną pamięć. Nie chodzi tylko o to – jak pisze pan Marcin Skrzypczak – że „jeszcze nie było grobu gdzie zazwyczaj zapala się znicze”, ale o modlitwy i uczucia setek tysięcy Polaków przeżywane właśnie w tym miejscu. Bardzo celnie napisał o tym pan Jan Piskowik. A swoją drogą – gdyby PiS mówił o żałobie w bardziej narodowy sposób – na pewno łatwiej byłoby o tym rozmawiać. Od PiS zresztą czekamy na dowód wiarygodności w postaci podjęcia rzeczywistych działań na rzecz zaangażowania Polski w sprawę obrony krzyży w Trybunale Strasburskim. Nie zgadzam się z panem Andrzejem Pogłódkiem zwalniającym opozycję z jej roli, bo ten rząd by [opozycję] zbył”. Opozycja jest od tego, by definiować te zadania interesu publicznego, których rząd nie podejmuje. A sprawa, która się toczy w Strasburgu na pewno nie jest (uspokajam pana Michała Zawiszę Bruszewskiego) „zastępcza”; to nie jest ustawka PO-PiS (być może dlatego jedni i drudzy milczą). To sprawa przyszłości Europy – tym bardziej, że podjęta przez sporo europejskich rządów. Musimy o niej mówić tym bardziej – im bardziej jedni chcą ją przemilczać, a inni nakłonić nas do milczenia.

Christianitas 12 lip 2010

Polska od pierwszej tury wyborów przesuwa się w lewo i nie zatrzymała tego druga tura. Prezydent-elekt i jego obóz polityczny podjęli nową kampanię laicką przeciw krzyżowi, który po katastrofie smoleńskiej stanął przed Pałacem Prezydenckim. Najpierw prezydent Komorowski zapowiedział, że jako symbol religijny zostanie „przeniesiony w inne, bardziej odpowiednie miejsce”, potem minister Graś, rzecznik rządu, doprecyzował, że „Pałac Prezydencki jest budynkiem administracji państwowej, a nie miejscem kultu, takie symbole nie powinny się tam znajdować”, co potwierdziła Iwona Katrasińska-Śledzińska, przewodnicząca sejmowej Komisji Kultury: „instytucja państwowa, jaką jest Pałac Prezydencki, jest miejscem do pracy, a nie stawiania symboli religijnych”. Jednobrzmiący ton nie pozostawia złudzeń – to po prostu regularna kampania.

Znaków żałoby się nie rusza – to zaprzeczenie zasad naszej cywilizacji. Krzyży się nie usuwa – to zawsze ma charakter dechrystianizacji i powinna to wiedzieć przewodnicząca Komisji Kultury Sejmu. Zapewne nie byłoby tej niegodziwej prowokacji, gdyby opozycja PiS domagała się od rządu PO w czasie kampanii wyborczej wystąpienia po stronie Włoch, Litwy i Rumunii w obronie Krzyża przed Trybunałem Strasburskim. Wtedy milczeli, podczas wyborów prezydenckich nie było żadnej opozycji, nawet gdy Biskupi otwarcie wzywali „w kontekście wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (…) do obrony obecności znaku zbawienia – krzyża – w przestrzeni publicznej w krajach Europy”. Gdy teraz politycy PiS zaczynają protestować – mogliby przynajmniej być świadomi swego zaniechania. I bezzwłocznie je naprawić – wzywając rząd do dołączenia w Strasburgu do obrony „obecności krzyża w przestrzeni publicznej w krajach Europy”. Od tego trzeba zacząć – to kwestia wiarygodności.

Bilans kampanii RP 2010 and Historia and Repliki 6 lip 2010

Pan Rafał Broda w swej odpowiedzi na moje uwagi przyznaje się do „osobistego, a więc bardzo subiektywnego uczulenia”, które każe mu wszystkie moje wypowiedzi oceniać „dokładnie pod kątem szkodliwości dla J.Kaczyńskiego”. Jednocześnie nie przytacza żadnych wypowiedzi napastliwych, niesprawiedliwych czy tym bardziej nieprawdziwych. Przeciwnie, sam potwierdza, że w swoich wypowiedziach publicznych „uprzejmie, łagodnym słowem przekonywał[em] do swoich poglądów, zawsze podkreślając, że poglądy JK są odmienne”. Profesor Broda twierdzi natomiast, że PO krytykowałem „tylko w kontekście rzekomej zbieżności celów PiS i PO”. Czy za zaniechania rządu po katastrofie smoleńskiej? Czy w sprawie afery hazardowej? Czy gdy broniłem konstytucyjnych kompetencji Prezydenta w sporach z rządem Donalda Tuska? Rozumiem, że Profesor Broda uznał stanowisko w tych (i wielu innych) sprawach za nieistotne „pod kątem szkodliwości dla J.Kaczyńskiego”, więc za nieistotne w ogóle. Na taką metodologię nic nie poradzę, podobnie jak na brak jakichkolwiek rzeczowych argumentów popierających tezę, że przed pierwszą turą wyborów „we wszystkich swoich wystąpieniach atakował[em] prawie wyłącznie J.Kaczyńskiego i PiS”.

Bezradność wobec argumentów Profesor nadrabia charakterystyczną w takiej sytuacji „argumentacją” ad hominem, w której jednak widoczne są ślady szlachetnego zakłopotania stanowiskiem Jarosława Kaczyńskiego wobec postkomunizmu. Pan Rafał Broda wyraża nadzieję, że „może Pan Marek Jurek publicznie wytłumaczy swoje wsparcie dla wyboru gen. W.Jaruzelskiego na pierwszego prezydenta RP w 1989 roku”. Jaruzelski nie został nigdy wybrany na Prezydenta RP, został Prezydentem PRL. Nie wspierałem jego „wyboru”, nie brałem w nim w ogóle udziału. W Obywatelskim Klubie Parlamentarnym mocno i publicznie domagałem się wystawienia naszego kontrkandydata. Jego niewystawienie skomentowałem w publicznym piśmie. O sprawie tej nie tylko mówiłem wiele razy publicznie, ale pisałem również na tym blogu. Nie tylko przypisywanie mi „wsparcia” jest insynuacją, również formułka „może publicznie wytłumaczy”. „Argument” ten mnie nie zaskakuje – parę dni temu podobny, w podobnym kontekście, z podobnych ust, padł w jednej ze stacji radiowych.

Tylko co to wszystko (od początku do końca) ma wspólnego z prawdą?

Bilans kampanii RP 2010 and Repliki 5 lip 2010

Uwag Pana Rafała Brody na temat mojej kampanii nie będę komentował póki Autor nie powie co konkretnie ma na myśli twierdząc po drugiej turze wyborów, że „we wszystkich swoich wystąpieniach atakował[em] prawie wyłącznie J.Kaczyńskiego i PiS”. To raczej do mnie miało pretensje wielu ludzi, że chyba żaden kandydat nie powiedział w żadnej kampanii (jeszcze w pierwszej turze) tylu życzliwych słów pod adresem swojego kontrkandydata. Takie były okoliczności i drugi raz zrobiłbym to samo – bo w wyborach też musimy być ludźmi. Okoliczności były szczególne, da Bóg (jeśli zechce) że będziemy jeszcze pracować w lepszych.

Pana Brodę w ogóle razi uprzejmość (z wyjątkiem czysto wyborczej), więc ja – zachęcony zaproponowaną przez Pana konwencją – powiem Panu otwarcie: to Pan i Pana chałupnicza demoskopia, wprowadzająca w błąd Jarosława Kaczyńskiego, ma bardzo duży udział w zwycięstwie Bronisława Komorowskiego. Jak Pan nie chce gratulować jemu – proszę pogratulować sobie.

zn lublin zwraca natomiast uwagę, że Rafała Brody nie ma wśród krytykujących rząd Donalda Tuska za niewystąpienie z Włochami, Litwą i Rumunią w obronie Krzyża przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Nic dziwnego – entuzjaści państwa POPiS atakują PO, gdy trzeba, ale nie atakują – gdy partia, w którą wierzą, z PO się zgadza. Ta dialektyka PO to jedna ze znamiennych cech radykalnej centroprawicy.

Joanno, słusznie Pani ostrzega przed agresją, ale w wypadku vegety (dziękuję za solidrność:) w ogóle Pani nie ma racji. Przecież dla nas wierszyk „minie zima, przyjdzie wiosna” to jedno z najprzyjemniejszych wspomnień młodości. I nikomu się krzywda od tego nie stała.

Bilans kampanii RP 2010 4 lip 2010

W drugiej turze wyborów poparłem Jarosława Kaczyńskiego. Polska dokonała innego wyboru – wbrew mojemu stanowisku, wbrew naszym głosom. Gratuluję wyboru Bronisławowi Komorowskiemu. Życzę mu, by jako Prezydent Rzeczypospolitej był świadom nadrzędnych powinności wynikających z urzędu – odpowiedzialności przed Bogiem za przyszłość i ład moralny życia narodowego, z której nie zwalnia ani popularność, ani solidarność partyjna, ani władza zdobyta w drodze wyborów. Będę i będziemy o tej odpowiedzialności przypominać. Pierwsze analizy wyborcze mówią, że o wyniku wyborów (i wbrew taktyce Jarosława Kaczyńskiego) rozstrzygnęły głosy SLD. My byliśmy po drugiej stronie wyborczej barykady – tak jak w obronie rządów Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej, i jak przeciw rozwiązaniu Sejmu przed trzema laty. Wypełniliśmy obowiązek solidarności. Od jutra przystępujemy do dalszej pracy dla Polski, której – po zwycięstwie SLD w pierwszej turze wyborów – prawica chrześcijańska i konserwatywna będzie jeszcze bardziej potrzebna.

Bilans kampanii RP 2010 and Polityka 2 lip 2010

Na twitterze jeden ze zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, marcinek_sz, „[wkurza] się, że [jego] głos uznano już za pewnik i że można teraz spokojnie wychwalać Gierka. Ale polityka to sztuka zdobycia i utrzymania władzy”. Otóż nie! Polityka to kwestia odpowiedzialności. Bardzo się myli każdy, kto myśli, że jedynym skutkiem „skuteczności” strategii Jarosława Kaczyńskiego będzie zdobycie przez niego władzy. Metody w drodze do władzy generują własne skutki i kształtują rzeczywistą „skuteczność”. Makiawelizm zakładający, że można się łatwo otrzepać z używanych metod jest albo naiwny, albo zakłamany. Nie mówiąc o tym, że polityka, której głównym wymiarem staje się walka o władzę sprowadza odpowiedzialność obywatelską do dopingowania i kibicowania ambicjom polityków. Powtórzę, polityka to kwestia odpowiedzialności. Dlatego pojutrze będę głosował na Jarosława Kaczyńskiego. Nie ze względu na jego „sztukę zdobycia” czy tym bardziej „utrzymania władzy”, ale dokonując wyboru między nim a Bronisławem Komorowskim, po to, by zapobiec poszerzeniu nieodpowiedzialnych rządów POp-liberalnych. W wyborach należy oddać swój głos na kandydata, a nie kandydatowi. Pojutrze wybierzemy, a za 70 godzin będziemy znali, następnego Prezydenta Rzeczypospolitej. I wtedy własnym głosem trzeba nadal budować prawicę chrześcijańską i konserwatywną, patriotyczną i antykomunistyczną (bo po tych wyborach – niezależnie od wyniku – antykomunizm nabierze nowej aktualności).

Religia 29 cze 2010

Dla odrodzenia cywilizacji chrześcijańskiej warto odbudować w naszej kulturze zmysł święta, zdolność świętowania. Wczoraj pisałem o wartości świąt, które są ciągle publicznie uznane. Ale nie ma lepszego społecznego dowodu, że na ich publicznym uznaniu nam zależy – niż waga przywiązywana do uroczystości, których w takim komforcie nie obchodzimy. O obiektywnym znaczeniu świątecznych dni nie decyduje zresztą konwencjonalne uznanie lepszej lub gorszej władzy, ale ranga w kalendarzu Kościoła. Dziś Święto niezwykłe (kanonicznie zresztą obowiązkowe, z oczywistą dyspensą dla pracujących) – uroczystość Apostołów Piotra i Pawła. Święto par excellence rzymskie – przywołujące początki i charakter Kościoła. Kościoła, który jest hierarchiczny, powierzony – jako całość – następcom Księcia Apostołów; rzymski – bo Papiestwo jest nieodłączone od Rzymu (Papieży można prześladować, wygnać, Rzym można okupować – ale Papieżem zawsze pozostanie Biskup Rzymu, choćby wygnano go jak Piusa VI); i wreszcie wspólnotowy – bo dar największej energii apostolskiej dał Bóg Pawłowi, którego powołał spoza pierwotnego grona Apostołów i którego – obok Piotra – postawił jako filar swego Kościoła.

Na mojej drodze Bóg postawił wielu Piotrów i Pawłów – Wszystkim serdecznie dziękuję za przyjaźń i życzę Wszystkiego Najlepszego!

Blog 28 cze 2010

Od tylu miłych życzeń można odmłodnieć, a nie nabrać nobliwości godnej pięćdziesięciolatka. Wszystkim serdecznie dziękuję!

dalej