Sierpień 2007


Polityka and Repliki 31 sie 2007

Polityka w cieniu aresztowań. W przeciwieństwie do lewicowo-liberalnej opozycji nie zakładam z góry ich bezzasadności. Problem nie polega jednak na tym, czy aresztowani popełnili przestępstwa czy nie. Wiele śledztw byłoby niemożliwych bez zeznań przestępców. Pytanie dlaczego b.komendant Kornatowski nie musiał być aresztowany choćby w poniedziałek, a musiał być prawie natychmiast po tym, jak w Sejmie padł wniosek o jego wysłuchanie w Komisji Służb Specjalnych (miał tam przekazać swoją relację w sprawie zarzutów o podsłuchy i inwigilację polityków i dziennikarzy, co miało służyć weryfikacji rewelacji b.ministra Kaczmarka). Jeśli rząd nie chce by przypisywano mu uniemożliwianie prac kontrolnych Sejmu, powinien jak najszybciej tą nagłą konieczność aresztowań wyjaśnić. To realna alternatywa dla stawiania rządu przed Komisją Śledczą w roli oskarżonego.

Wieczorem mogłem odpocząć od polityki policyjnej na meczu GKS Bełchatów z Dniepropietrowskiem. Złośliwi powiedzą, że zaczęło się ładnie, a skończyło – jak zawsze. Niesłusznie. Piłkarze Lenczyka – będąc debiutantami w Pucharze UEFA – pokazali, że potrafią się włączyć do międzynarodowej rywalizacji, i po ładnej grze przegrali, strzelając dwie bramki. Następnym razem będzie lepiej.

W dzisiejszej prasie trochę komentarzy po zapowiedzi publikacji mojego dziennika z czasów kierowania Sejmem we wczorajszym „Życiu Warszawy”. Młody rzecznik rządu mówi, że celem publikacji dziennika jest „dramatyczne” zwrócenie uwagi na działalność Prawicy Rzeczypospolitej. Szkoda, że minister Dziedziczak nie rozumie, że polityka to walka o sprawy, a nie tylko szukanie rozgłosu. Widać praca w Centrum Informacyjnym Rządu nie jest najlepszą szkołą dla młodego polityka. W podobnej tonacji pisze też „Dziennik”, tym razem stawiając zarzut, ze politycy w ogóle piszą. Oczywiście, powinni tylko się kłócić, robić konferencje i produkować newsy – aby dziennikarze mogli rozszyfrowywać ich misterne gry.

Otóż celem publikacji moich codziennych notatek, które są już dostępne w „Christianitas”, jest przedstawienie, szczególnie opinii konserwatywnej, przebiegu największego dramatu od ’92 roku, jakim było zmarnowanie szansy na potwierdzenie w Konstytucji Rzeczypospolitej wyboru cywilizacji życia. Nikt o tym czytać nie musi, ale można – bo polityka ma konsekwencje historyczne, wagę społeczną i warto znać jej racje. I jeszcze jedno sprostowanie do „Gazety Wyborczej”. Przedrukowując fragment dziennika za „Życiem Warszawy” wpuściła chochlika pisząc, że za poprawką konstytucyjną głosowało 60 posłów. Takiego wyniku nie nazywałbym bardzo wysokim poparciem. Głosowało 60 procent posłów, dokładnie 269. „Gazeta” pomyliła się o ponad 200 głosów.

Polityka 30 sie 2007

Najbliższa „Christianitas” opublikuje mój dziennik z pierwszych miesięcy tego roku, z czasu prac nad poprawką konstytucyjną. Dziś „Życie Warszawy” drukuje jego fragmenty. Dziennikarzy – „Życia”, TVN-24 i potem już innych mediów – najbardziej zainteresowała sprawa zachowania Jarosława Kaczyńskiego podczas ostatniego Komitetu Politycznego, w którym brałem udział. Tak to wyglądało, więc to zapisałem i nie będę tego ukrywał. Jednak robienie z tego najważniejszego momentu opisywanych wydarzeń to kompletne nieporozumienie. Dla wyborów ideowych takie sprawy w ogóle nie mogą mieć znaczenia, na planie osobistym sprawa jest w ogóle zamknięta, a po publicznych przeprosinach wracać do niej nie chcę. O wiele ważniejsze – w tym co publikuje „Życie Warszawy” – jest to, że nie mogliśmy się zgodzić na koncepcję partii, na którą wyborcy katolicko-konserwatywni muszą głosować, nie mając na jej politykę żadnego wpływu. Radykalnej centroprawicy, która wyborców katolickich traktuje jak formację posiłkową. Partii, która poszła w tym kierunku wspierać nie mogłem. A inni, którzy wierzą, że dzięki aresztowaniom Kaczmarka i Kornatowskiego cywilizacja życia spadnie sama z Nieba – niech działają inaczej. Nawiasem mówiąc – gdyby PiS realizował politykę dekomunizacji ani Kaczmarek, ani Kornatowski nie objęliby swoich stanowisk.

Blog 29 sie 2007

Jeśli media są areopagiem współczesności, to jego agorą i forum jest internet. To tu polityce może towarzyszyć prawdziwa debata, a nie teatr z podziałem na role dziennikarzy i polityków, gdzie jedni udają że nie mają poglądów, a inni że je mają. Nie ma republikańskiego rozumienia polityki bez debaty oświetlającej i poprzedzającej decyzje. Dziś prezentację argumentów zastępuje produkcja spinów i newsów. Ale zamiast narzekać, że w ciągu 30-sekundowej „setki” nie sposób wyjaśniać racji, że dziennikarze są obojętni na sprawy naprawdę ważne – trzeba po prostu mówić. Mówić, czyli pisać.