Najbliższa „Christianitas” opublikuje mój dziennik z pierwszych miesięcy tego roku, z czasu prac nad poprawką konstytucyjną. Dziś „Życie Warszawy” drukuje jego fragmenty. Dziennikarzy – „Życia”, TVN-24 i potem już innych mediów – najbardziej zainteresowała sprawa zachowania Jarosława Kaczyńskiego podczas ostatniego Komitetu Politycznego, w którym brałem udział. Tak to wyglądało, więc to zapisałem i nie będę tego ukrywał. Jednak robienie z tego najważniejszego momentu opisywanych wydarzeń to kompletne nieporozumienie. Dla wyborów ideowych takie sprawy w ogóle nie mogą mieć znaczenia, na planie osobistym sprawa jest w ogóle zamknięta, a po publicznych przeprosinach wracać do niej nie chcę. O wiele ważniejsze – w tym co publikuje „Życie Warszawy” – jest to, że nie mogliśmy się zgodzić na koncepcję partii, na którą wyborcy katolicko-konserwatywni muszą głosować, nie mając na jej politykę żadnego wpływu. Radykalnej centroprawicy, która wyborców katolickich traktuje jak formację posiłkową. Partii, która poszła w tym kierunku wspierać nie mogłem. A inni, którzy wierzą, że dzięki aresztowaniom Kaczmarka i Kornatowskiego cywilizacja życia spadnie sama z Nieba – niech działają inaczej. Nawiasem mówiąc – gdyby PiS realizował politykę dekomunizacji ani Kaczmarek, ani Kornatowski nie objęliby swoich stanowisk.