Polityka w cieniu aresztowań. W przeciwieństwie do lewicowo-liberalnej opozycji nie zakładam z góry ich bezzasadności. Problem nie polega jednak na tym, czy aresztowani popełnili przestępstwa czy nie. Wiele śledztw byłoby niemożliwych bez zeznań przestępców. Pytanie dlaczego b.komendant Kornatowski nie musiał być aresztowany choćby w poniedziałek, a musiał być prawie natychmiast po tym, jak w Sejmie padł wniosek o jego wysłuchanie w Komisji Służb Specjalnych (miał tam przekazać swoją relację w sprawie zarzutów o podsłuchy i inwigilację polityków i dziennikarzy, co miało służyć weryfikacji rewelacji b.ministra Kaczmarka). Jeśli rząd nie chce by przypisywano mu uniemożliwianie prac kontrolnych Sejmu, powinien jak najszybciej tą nagłą konieczność aresztowań wyjaśnić. To realna alternatywa dla stawiania rządu przed Komisją Śledczą w roli oskarżonego.

Wieczorem mogłem odpocząć od polityki policyjnej na meczu GKS Bełchatów z Dniepropietrowskiem. Złośliwi powiedzą, że zaczęło się ładnie, a skończyło – jak zawsze. Niesłusznie. Piłkarze Lenczyka – będąc debiutantami w Pucharze UEFA – pokazali, że potrafią się włączyć do międzynarodowej rywalizacji, i po ładnej grze przegrali, strzelając dwie bramki. Następnym razem będzie lepiej.

W dzisiejszej prasie trochę komentarzy po zapowiedzi publikacji mojego dziennika z czasów kierowania Sejmem we wczorajszym „Życiu Warszawy”. Młody rzecznik rządu mówi, że celem publikacji dziennika jest „dramatyczne” zwrócenie uwagi na działalność Prawicy Rzeczypospolitej. Szkoda, że minister Dziedziczak nie rozumie, że polityka to walka o sprawy, a nie tylko szukanie rozgłosu. Widać praca w Centrum Informacyjnym Rządu nie jest najlepszą szkołą dla młodego polityka. W podobnej tonacji pisze też „Dziennik”, tym razem stawiając zarzut, ze politycy w ogóle piszą. Oczywiście, powinni tylko się kłócić, robić konferencje i produkować newsy – aby dziennikarze mogli rozszyfrowywać ich misterne gry.

Otóż celem publikacji moich codziennych notatek, które są już dostępne w „Christianitas”, jest przedstawienie, szczególnie opinii konserwatywnej, przebiegu największego dramatu od ’92 roku, jakim było zmarnowanie szansy na potwierdzenie w Konstytucji Rzeczypospolitej wyboru cywilizacji życia. Nikt o tym czytać nie musi, ale można – bo polityka ma konsekwencje historyczne, wagę społeczną i warto znać jej racje. I jeszcze jedno sprostowanie do „Gazety Wyborczej”. Przedrukowując fragment dziennika za „Życiem Warszawy” wpuściła chochlika pisząc, że za poprawką konstytucyjną głosowało 60 posłów. Takiego wyniku nie nazywałbym bardzo wysokim poparciem. Głosowało 60 procent posłów, dokładnie 269. „Gazeta” pomyliła się o ponad 200 głosów.