wrzesień 2007
Miesiąc
Chwila przerwy
Wczoraj miałem występować na konferencji w Poznaniu “Quo vadis Europo? Quo vadis Polsko? Polska w Europie: debata o wartościach, tradycjach i społeczno-ekonomicznych wizjach przyszłości”.
Niestety, dojechawszy na miejsce poczułem dość silną “niedyspozycję”, która zatrzymała mnie na świeżym powietrzu przed gmachem Akademii Muzycznej, gdzie mieliśmy debatować. Złośliwy obserwator mógł odnieść wrażenie, że wyciągając dobrą naukę z przypadku Aleksandra Kwaśniewskiego postanowiłem posiedzieć na murku, zamiast wchodzić w stanie niepewnym na salę obrad. I zamiast na debacie – wylądowałem w szpitalu. Cóż, jestem – jak powiedział piętnaście lat temu Lech Kaczyński – “panem po czterdziestce” i wiek wyegzekwował pierwszy raz swoje prawa. Stąd brak wczorajszego wpisu.
Korzystam więc z przerwy podarowanej przez Pana Boga, z nadzieją, że szybko dokończę “Ale i oni otrzymali po denarze” Bruca Marshalla, którego towarzystwo nadzwyczaj lubię. I mam nadzieję, że dzięki uprzejmej opiece nie uchybię regularności wpisów.
Polityka
28 września 2007
Kandydaci Prawicy do Senatu
Skończyła się rejestracja kandydatów. Bezpośrednią akcją Prawicy Rzeczypospolitej będzie kampania do Senatu w ramach Komitetu Wyborczego Wyborców Prawicy Marka Jurka, gdzie (oprócz mnie) wystartują:
1. Poseł Małgorzata Bartyzel (Łódź)
2. Poseł Lucyna Wiśniewska (Radom)
3. Poseł Marian Piłka (Siedlce-Ostrołęka)
4. Senator Mieczysław Maziarz (Rzeszów)
5. Senator Adam Biela (Chełm-Zamość)
6. Marek Grzelaczyk, b. prezydent Zamościa (Chełm-Zamość).
7. Dr Witold Misiuda-Rewera, dyplomata i działacz katolicki (Kielce)
8. Wojciech Winter, przewodniczący radnych Prawicy w Przeworsku (Przemyśl-Krosno)
9. Stanisław Cieślak, wieloletni radny ZChN i działacz sportowy (Konin)
Nasi kandydaci do Sejmu, na czele z posłami Arturem Zawiszą i Dariuszem Kłeczkiem, wystąpią na liście porozumienia Ligi Prawicy Rzeczypospolitej (LPR).
Przygotowaliśmy akcję wyborczą stosownie do krótkiego czasu, jakim Prawica Rzeczypospolitej dysponowała. Kiedy rozmawiałem ze Zdzisławem Podkańskim z Parlamentu Europejskiego, liderem PSL-Piast, uświadomiłem sobie, że w ciągu czterech miesięcy wykonaliśmy pracę porównywalną z tym, co koledzy zrobili przez szesnaście miesięcy. Polityka ma przynajmniej dwa wymiary: przedsięwzięć i reakcji. Dziś reagujemy na nagłe wyzwanie wyborcze.
Porządek chroni wolność
Św. Prosper z Akwitanii (i z naszej dyskusji) ma całkowicie rację, że prawo musi interweniować tam, gdzie ludzie je łamią i – tym bardziej – tam, gdzie uważają, że mogą je łamać. W tym drugim wypadku przyczyną jest z reguły jakaś głęboka dezorientacja moralna części społeczeństwa. Były czasy, gdy zabójstwo w pojedynku uznawano za dopuszczalne (o ile powód do pojedynku był dostateczny), albo gdy niewolnych (chłopów lub niewolników) pozostawiano na łasce osobistej dobroci ich panów. Zasada praw jednostki i godności osoby tym bardziej potrzebuje państwa jako gwaranta praw, im słabiej działa sam porządek społeczny, im bardziej ludzie są zagrożeni. Znakomicie uczy o tym Jan Paweł II w Evangelium Vitae 71: „Prawna tolerancja przerywania ciąży lub eutanazji nie może więc w żadnym przypadku powoływać się na szacunek dla sumienia innych właśnie dlatego, że społeczeństwo ma prawo i obowiązek bronić się przed nadużyciami dokonywanymi w imię sumienia i pod pretekstem wolności.”
Ale w tym wszystkim jedno zastrzeżenie, o którym często zapominamy. Przecież legalne dzieciobójstwo prenatalne to inwencja całkiem nowa, powstała dopiero w naszych czasach. Człowieczeństwa dziecka przed urodzeniem nie kwestionowano przez całe wieki. Tak więc to nie my, broniący życia zgodnie z całym dziedzictwem cywilizacji europejskiej, wprowadzamy inwencję, która wymaga szczególnego dowodu. Choć pewnie dlatego oponenci cywilizacji życia tak uparcie starają się dowieść, że dziecko nie zawsze jest człowiekiem, a „zabieg” to nie zabójstwo.
Katyń Andrzeja Wajdy
Do dzieła Wajdy miałem kiedyś stosunek nadzwyczaj krytyczny. Drażnił mnie jego rewizjonizm narodowy, pokazanie Powstania Warszawskiego jako „Kanału”, poczciwa twarz Tadeusza Łomnickiego – Szczuki w „Popiele i diamencie”, nawet sprowadzanie oporu społecznego wobec komunizmu do przebudzenia moralnego wczorajszych budowniczych PRL w “Człowieku z marmuru”.
Zanim jednak z czasem zacząłem widzieć rewers każdego z tych obrazów, uświadomiłem sobie, że – niezależnie od dyskusji o przesłaniu ideowym – nikt tak jak Wajda nie potrafił pokazać urody życia polskiego, w „Panu Tadeuszu” i w „Pannach z Wilka”, w „Weselu” i w „Popiele i diamencie”.
Dziś Wajda daje nam „Katyń”. Wielki film, który po raz pierwszy w polskim kinie tak dobrze realizuje wzór fabularnego filmu historycznego: pokazanie zwrotnego momentu dziejów poprzez (przykuwające uwagę) losy indywidualnych, z reguły fikcyjnych, bohaterów. Film głęboko wzruszający, dlatego trudno o nim pisać. Wzruszający, bo pokazujący przede wszystkim cierpienie Polski: słabość polityczną, nierozstrzygalne dylematy, cenę pamięci. I w cierpieniu – wielkość. To głębsze przesłanie tego filmu, lokujące go w tradycji humanizmu katolickiego. Ale ten widoczny jest też w warstwie materialnej – katolicyzmie przenikającym polskie życie, niezależnie nawet od kondycji duchowej poszczególnych bohaterów.
Jest też druga strona. Film może być ilustracją do tezy Zdziechowskiego o komunizmie jako manifestacji historycznej metafizycznego zła. Nie chodzi o jakieś perwersje moralne, bo życie moralne jest atrybutem człowieczeństwa. Nie, Wajda dobrze pokazuje, że w komunizmie ujawniło się coś nie-ludzkiego. Jedna z bohaterek mówi zdecydowanie, choć z pewną melancholią – „Polska nigdy nie będzie już wolna”. A Bóg raz jeszcze pokazał, że u Niego nie ma rzeczy niemożliwych.
Międzynarodowe and Polityka
25 września 2007
Europejski Trybunał przeciw Prawom Człowieka
Europejski Trybunał Praw Człowieka potwierdził wyrok przeciw Polsce odmawiający uznania prawa do życia dziecka pani Tysiąc. Dziś dziewczynce już nic nie grozi, ale Trybunał potwierdza, że prawo urodzenia zostało jej nielegalnie przyznane przez Państwo Polskie.
W sprawie pani Tysiąc interweniowałem kilkukrotnie. Wniosek o odwołanie rządu w tej sprawie był moim ostatnim urzędowym pismem jako marszałka Sejmu. Napisałem tam, że wyjątków od karalności nie można traktować jako zezwolenia, a tym bardziej jako pozytywnego uznania prawa do zabicia dziecka. Potem musiałem jeszcze w tej sprawie występować dwukrotnie, już jako przewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej. Pod koniec maja, gdy toczyły się negocjacje koalicyjne między szefami PiS, LPR i Samoobrony, i jeszcze później, w przeddzień terminu zamykającego możliwość odwołania, gdy reakcji rządu ciągle nie było.
Nakłonienie rządu do odwołania w tej sprawie jest sukcesem mimo wyroku Trybunału. Stanowi bowiem ważną przesłankę interpretacji art. 38 Konstytucji dla Trybunału Konstytucyjnego, tak jak brak odwołania oznaczałby, że przyjęta przez Polskę interpretacja prawa chroniącego nienarodzonych jest całkowicie zbieżna z wyrokiem Trybunału Strasbourgskiego.
Niestety, nie zaskakuje w tej sprawie stanowisko Jarosława Kaczyńskiego. Nazywanie zabicia dziecka nienarodzonego „zabiegiem” potwierdza sposób myślenia, który spowodował storpedowanie prac nad konstytucyjnym potwierdzeniem prawa do życia. Już wtedy wielu luminarzy środowiska PC-PiS uznawało, że to właśnie przepisy pozbawiające ochrony dzieci takie jak córka pani Tysiąc zasługują na ochronę, a nie życie tych dzieci. Premier uznał wyrok Trybunału za ostateczny. Porządek panuje w Warszawie.
Polityka
24 września 2007
Dwa filary reformy politycznej
Ustrój instytucji państwa nie zapewni – sam z siebie – dobra publicznego. Ale może zwiększać lub zmniejszać szanse jego osiągnięcia. Dziś zamęt naszego życia publicznego, destrukcja zgody narodowej, oportunizm partii politycznych i konformizm polityków – to efekty kompletnie chorego ustroju partyjno-wyborczego. Dlatego podstawą programu Prawicy Rzeczypospolitej jest głęboka reforma polityczna – po pierwsze przez wprowadzenie wyborów większościowych w jednomandatowych okręgach wyborczych (a więc zgodnie z tym, co w naszej debacie pisali Antonio i J100) oraz zniesienie przymusowego finansowania partii politycznych z budżetu (o stanowisko w tej sprawie pytał Zulus).
Dzisiejsza ordynacja oparta na krajowym progu wyborczym skutecznie zabezpiecza wielkie partie polityczne przed nonkonformizmem polityków (również przypominaniem im przez własnych działaczy o zobowiązaniach społecznych), tworzy też trudną do pokonania barierę dla nowych sił politycznych, tym samym zabezpieczając monopol partii na reprezentowanie poszczególnych nurtów opinii publicznej.
Przymusowe finansowanie zapewnia bossom i sztabom partyjnym niesamowitą przewagę komunikacyjną nad inicjatywami oddolnymi i poszczególnymi politykami, i jest demoralizującym narzędziem kontroli politycznej. Proponujemy zastąpienie tego chorego mechanizmu możliwością dobrowolnego adresowania 1 % płaconego przez podatników PIT na wybraną partię polityczną. To pozwoli na działanie partii w oparciu o poparcie własnych zwolenników, a nie dzięki mechanicznemu utrwalaniu „klasy politycznej”. Dziękuję za poparcie mg dla tego projektu.
Religia and Repliki
23 września 2007
Przy niedzieli
Dziś Kościół, w rzymskim Mszale tradycyjnym, przypomina nam Największe Przykazanie. A Św. Paweł wskazuje pokorę (por. Ef 4,3) jako jedną ze stacji na drodze do jego wypełnienia.
Ostatnio, w sposób zwyczajny dla kondycji polityka, okazję do pokory dał mi Ebenezer, twierdząc, że założyłem ten blog i zajmuję uwagę Czytelnikom, bo kandyduję do Senatu. Wyjaśniałem już, że kandyduję do Senatu, bo nie kandyduję do Sejmu, więc (idąc za myślą Ebenezera) założyłem blog, bo nie kandyduję do Sejmu. Przyznam, że sylogizm ten ujawnia ziarno prawdy. Decyzja odejścia z Krainy Gadających Nakręconych Głów, głoszących chwałę swoich partii, daje lepszą perspektywę do prezentacji własnego stanowiska politycznego, jak również jego źródeł, racji i odniesień.
A bardziej serio – Ebenezer może pisać tak jak myśli być może wielu. Szkoda, że - nie dla niego, ale dla wyznawców tego bardzo rozpowszechnionego poglądu – nie do pojęcia jest, że wypowiedź może mieć sens nie instrumentalny (osiągnąć coś przez to, co się mówi) i również nie podmiotowy (zademonstrować swoją oryginalność); że celem wypowiedzi publicznej może być po prostu komunikacja, porozumienie, jedność. A jedność to kolejna stacja, na którą kieruje dziś Apostoł Narodów (por. Ef 4,4).
Dzięki za wszystkie uwagi ogólne i bieżące. W tygodniu będę się starał na nie odpowiadać.
A Nation once again
Lady Thatcher pisze w swoich „Latach na Downing Street” o prawicowych zwolennikach idei wolnej woli, „którzy uważają, że dzieci nie zasługują na uwagę w ramach systemu podatkowego i zasiłków bardziej niż artykuły trwałego użytku”. A sama deklaruje pogląd, że „podatek, który ktoś zapłacił od swojego dochodu, powinien obejmować także zobowiązania tej osoby względem rodziny”.
Żelazna Dama broniła tego stanowiska, bo była konserwatystką. Cel, jaki sobie stawiała, definiowała krótko: „ożywienie gospodarki i ducha narodu brytyjskiego”. Przekonywała, że „nie należy obawiać się państwa narodowego”, bo tylko państwa narodów mogą budować ich skuteczną współpracę. Jeżeli jednak państwa „będą dążyły do wyparcia tego narodowego elementu, z pewnością zakończy się to ich upadkiem, gdyż nie będzie nikogo, kto poczuwałby się do najmniejszych ofiar w imię obrony swego kraju”.
Nagłego wybuchu odpowiedzialności budżetowej po zmniejszeniu podatków dla rodzin nie zwiastowały jakiekolwiek rozterki o przychodową stronę budżetu podczas żadnej z wcześniejszych debat na temat ograniczenia fiskalizmu. Jeżeli się mylę – chętnie zobaczę analogiczne przykłady. Rzecz stanowi ciekawe zagadnienie dla psychologa społecznego. Mam wrażenie, że przez chwilę pokazało się skrywane zazwyczaj źródło naszego kryzysu. Czy chcemy być jeszcze narodem?
Spokojniej, Panie Rafale!
Zdawałoby się, że obniżenie podatków to pierwszy artykuł liberalnego Credo. Chyba jednak tylko dla niektórych – liberałów bądź podatników. Rafał Ziemkiewicz, publicysta odważny i trzeźwy, przypuścił frontalny atak na podjęte z inicjatywy Prawicy Rzeczypospolitej zmniejszenie podatków dla rodzin wychowujących dzieci. Nie mogę pojąć dlaczego Ziemkiewicz zmniejszenie podatków nazywa „rozdawaniem pieniędzy”. Wynika z tego, że przez pobór dziś obowiązujących podatków państwo nabyło trwały tytuł własności do części naszych dochodów. Naszych i naszych dzieci, skoro obniżenie podatków to łaskawa cesja tego, co moralnie i prawnie należy nie do zarabiających, ale do państwa.
Nie wyobrażam sobie, by Rafał Ziemkiewicz z podobną pasją potępiał „rozdawanie pieniędzy”, jakim – w ramach uruchomionej przez niego nie-logiki – jest na przykład uliniowienie podatków. Przecież obniżenie stawek to też poważne zmniejszenie przychodów budżetu.
Przechodząc na plan ekonomii – do tej pory liberałowie z reguły twierdzili, że zmniejszenie podatków zawsze się opłaca, bo prowadzi do zwiększenia dochodu narodowego, więc również stopniowego wzrostu dochodów państwa. Czemu zawieszają swoje poglądy, gdy chodzi o rodziny?
Christianitas
20 września 2007
Lepiej późno niż wcale, lepiej tak niż w ogóle…
Nasz rząd wystąpił przeciw obchodom europejskiego Dnia przeciw Karze Śmierci, postulując zastąpienie go Dniem przeciw wszelkim formom podważania prawa do życia, również tzw. aborcji i eutanazji. Stanowisko materialnie słuszne i zasługujące na poparcie. Ale co oznacza? Zapytałem o to na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych wiceministra Karskiego. Jeśli deklaracja ta nie ma być traktowana jako manifestacja wyborcza, czy oznacza ona trwałe zaangażowanie Rzeczypospolitej – w ramach polityki praw człowieka – przeciw legalizacji naruszeń prawa do życia nienarodzonych, ludzi starych i chorych, dzieci w embrionalnej fazie życia, które padają ofiarą inżynierii genetycznej? Niestety, niczego takiego przedstawiciel rządu nie potwierdził.
A podstawą mojego pytania było doświadczenie. Cztery lata temu chciałem, by w ramach uchwały zastrzegającej nienaruszalność w ramach UE polskiego ustawodawstwa chroniącego życie, rodzinę i wychowanie, napisać również, że Polska uważa swoje ustawodawstwo chroniące życie za nasz wkład w moralną i społeczną regenerację Europy. Rok temu zaproponowałem (co Sejm przyjął) sprzeciw wobec wprowadzania do europrawodawstwa pojęć w rodzaju „homofobia”, które (kwalifikując jako fobię – moralną dezaprobatę homoseksualizmu) oznacza faktycznie odrzucenie całego judeochrześcijańskiego dziedzictwa moralnego. Oba te stanowiska Jarosław Kaczyński uznał za szkodliwe prowokowanie Unii Europejskiej. Zaznaczę, że żadne nie wywołało międzynarodowego skandalu, choć prezentowałem je na spotkaniu wszystkich przewodniczących klubów parlamentarnych w Parlamencie Europejskim. Tego samego nie można powiedzieć o obecnej manifestacji.
Manifestacja rządu dowodzi jednak, że jest możliwe zaangażowanie (w planie europejskim) na rzecz chrześcijańskiej cywilizacji życia. Brak jasnej deklaracji – potwierdzającej celowy i konsekwentny sens tego wystąpienia – potwierdza natomiast konieczność katolicko-konserwatwnej akcji politycznej. Bo konserwatyści mogą na tym polu zaproponować metodyczne i odpowiedzialne zaangażowanie. Bez niego będziemy mieli najwyżej sporadyczne manifestacje dla chwilowego podelektryzowania chrześcijańskich wyborców.
Polityka
19 września 2007
Wyjaśnijmy intencje
W dzisiejszych „Sygnałach dnia” prezes Janusz Korwin-Mikke udzielił wywiadu, który nie umacnia mnie w przekonaniu, że porozumienie polityczne Prawicy, LPR i UPR zostanie wykonane z powagą moralną, skutecznie i odpowiedzialnie. Upewnia mnie za to w słuszności decyzji o kandydowaniu do Senatu.
Indagowany przez Marka Mądrzejewskiego prezes Mikke oświadczył, że w sprawie ochrony życia poczętego są „różne techniki”, a między naszymi partiami są różnice co do „sposobu zapobiegania aborcjom”. Enigmatyczna wypowiedź, niczym premiera Kaczyńskiego z czasów prac nad poprawką konstytucyjną. Ta sprawa zasługuje jednak na więcej niż felietonowe komentarze, wymaga wyjaśnienia intencji. Nasze porozumienie ma sens jeśli będzie przymierzem ideowej prawicy, opartej na wspólnocie ideałów, a nie wspólnocie kontestacji.
Repliki and Polityka
18 września 2007
O zwycięstwie wyborczym i jego warunkach
Kilka odpowiedzi na opinie Czytelników. W żadnym sondażu, nawet najbardziej optymistycznym dla PiS, partia rządząca nie ma większości absolutnej, również względnej, tworzonej wspólnie z PSL. Nawet w takim układzie prognozowana „większość” nie przekracza 200 mandatów. W tej sytuacji mówienie o „wygraniu wyborów” to zwykła demagogia. PiS wygrał wybory, jest największą partią w Sejmie – i uznał, że nie jest w stanie rządzić. Zwycięstwo wyborcze (rozumiane w kategoriach państwowych) to coś znacznie poważniejszego niż zdobycie sporej ilości mandatów. Ewentualne utworzenie rządu z tymi, których przedstawia się nie jako konkurentów, ale zasadniczych przeciwników – będzie potwierdzeniem wyborczego niepowodzenia, a nie zwycięstwa. Jedyną szansą większości kontynuującej zwrot polityczny’2005 jest sukces Ligi Prawicy (oczywiście na miarę współkomponującą większość parlamentarną). To – w przeciwieństwie do większości absolutnej PiS – jest możliwe. W tej prostej arytmetyce politycznej i myśleniu w kategoriach solidarności nie ma nic tajemniczego. Większość prawicowo-ludowa nie przesądza jeszcze powstania takiego rządu. Ale otwiera taką szansę i poprawia kontrolę parlamentarną nad każdym rządem.
Janek pisze, że ceni nas za prawicowo-katolickie poglądy. Pyta jednak, czy nie lepiej było zostać w PiS? Otóż nie, przywrócenie samodzielności ruchu katolicko-konserwatywnego stało się konieczne w momencie, gdy PiS wielokrotnie odrzucił misję reprezentanta opinii katolickiej w Polsce. Dotyczyło to nie tylko konstytucyjnej ochrony życia, ale również prawnej ochrony świątecznego charakteru niedziel, zakazu pornografii czy rewindykowania szacunku Unii Europejskiej dla życia chrześcijańskiego w Europie. Na rzecz tych spraw trzeba prowadzić politykę, co wymaga zdolności dialogu i stopniowości działań. Ale trzeba mieć świadomość, że chodzi o obronę praw, które implikują obowiązki Państwa, a nie prywatnych opinii. Żeby tę politykę prowadzić, trzeba zapewnić jej polityczną samodzielność wobec opinii publicznej, a nie względną tolerancję Jarosława Kaczyńskiego.
Repliki and Polityka
17 września 2007
Panie Tomaszu, nil desperandum!
Tomasz Terlikowski poświęcił porozumieniu Ligi Prawicy Rzeczypospolitej artykuł o „desperacji wyborczej”, która ma być wspólnym mianownikiem prawicowej listy do Sejmu. Nie bardzo rozumiem, dlaczego start w wyborach miałby być aktem desperackim. Do tej pory wydawało mi się, że to rzecz zupełnie normalna w naszej zachodniej, republikańskiej kulturze. Czyżby jednak na wybitnego rusycystę-teologa tak podziałała Chomiakowowska koncepcja „wolności od polityki” – że zaangażowanie polityczne traktuje jako akt wyjątkowo dramatyczny?
Terlikowski proponuje prawicy konserwatywnej działalność przede wszystkim kulturalną. Tylko kto wtedy (poprzestanę na najoczywistszym i najświeższym przykładzie) doprowadziłby do zwolnienia z podatków bezpośrednich miliony Polaków, z rodzin płacących wysokie podatki pośrednie i świadczących codziennie opiekę swoim dzieciom? Jestem dumny, że mam udział w tej decyzji i wiem, że bez nas Sejm by jej nie podjął. I cieszę się, że nie jest już tylko pięknym projektem, na temat którego można urządzać budujące seminaria.
Najbardziej rozbawiło mnie, że Tomasz Terlikowski kieruje zarzut desperacji również do mnie. Do tej pory zarzucano mi raczej upartą determinację, by kandydować do Senatu. Istotnie, nie po to występowałem z PiS, by się pchać na jakąś inną listę partyjną. A porozumienie Prawicy, LPR i UPR wsparłem, bo stwarza szansę na Sejm stojący po stronie interesu narodowego, praw rodziny i upowszechnienia własności.
Dziś też usłyszałem, że Jarosław Kaczyński grozi, że bez wygranej PiS dojdzie do „narodowej zguby”, czyli koalicji PO-LiD. Ta wyborcza desperacja mi się podoba. Świadczy o przypływie moralnego realizmu. Ale to, kto – PiS czy PO – dostanie znowu o dwadzieścia mandatów więcej, nie ma żadnego wpływu na to, czy powstanie koalicja postkomunistyczno-liberalna. Ani jeden sondaż nie prognozuje, że PiS będzie w stanie zapobiec jej samodzielnie (czy nawet z pomocą PSL). Sytuację przyszłego Sejmu może zmienić tylko jednoczesny sukces PiS i Ligi Prawicy – i to jest tak naprawdę stawką zawartego prawicowego porozumienia w odpowiedzi na wybory przegłosowane przez PO-PiS wspólnie z postkomunistami. Tomasza Terlikowskiego zachęcam do refleksji, co za desperacja popchnęła te potęgi polityczne do tak dramatycznego aktu.
Międzynarodowe
17 września 2007
Konferencja tyniecka
Nie zrobiłem wczoraj wpisu, bo już późną nocą wróciłem z Tyńca, gdzie występowałem na Konferencji Stowarzyszenia Świętego Benedykta Patrona Europy, europejskiej organizacji działającej na rzecz chrześcijańskiego charakteru współpracy europejskiej. Jej działacze to głównie Niemcy związani z CDU/CSU oraz Francuzi zaangażowani w konserwatywną działalność społeczną. Gośćmi było trzech Opatów benedyktyńskich z Francji – z Fongambault, Triors i Randol.
Mówiłem na temat „Europa federalna czy Europa narodów”. Współpraca europejska może wzmacniać siłę państw narodowych – jeżeli oczywiście będzie na to ukierunkowana. Przedstawiłem więc naszą doktrynę europejską: „tyle wspólnych instytucji i kompetencji, ile wspólnych wartości i interesów”. Dziś trzeba najpierw osiągnąć solidarność przede wszystkim w planie moralno-społecznym (chrystofobia rozbija Europę) i geopolitycznym (solidarność energetyczna, której probierzem jest przyszłość gazociągu bałtyckiego, najbardziej jednostronnie narodowego przedsięwzięcia w Unii Europejskiej). Dopiero do ustalonych kierunków polityki można dobudowywać nowe instytucje, wyposażone w nowe kompetencje. Oczywiście zakres ustaleń dotyczy wielu innych spraw, pokazuję te, które dziś są szczególnie pilne.
Organizatorzy konferencji chcą animować nowy ruch – Europa dla Chrystusa. Taka aktywna obecność katolicka, podejmowana przez ludzi różnych w swoich przekonaniach narodowych, ale głęboko zjednoczonych duchowo, to prawdziwe działo jedności, budujące wspólnotę ideałów i odpowiedzialności, a więc coś znacznie trwalszego, niż sumę partykularnych aspiracji konsumpcyjnych.
News z Chin Ludowych
W szpitalu więziennym w Chinach zmarł bp Han Dingxiang. Zmarły biskup spędził dziewiętnaście lat w obozie koncentracyjnym, trzydzieści pięć lat pod nadzorem policyjnym, w końcu osiem lat w więzieniu. Umierając prosił najbliższych (bo tylko ich dopuszczono do łoża śmierci), by odmawiali różaniec. Władze nie zgodziły się na obecność przy umierającym Biskupie ani jego księży, ani diecezjan. Ale dzięki śmierci wierni dowiedzieli się - po raz pierwszy od ośmiu lat - gdzie jest ich ordynariusz. Nie stało się w sumie nic nadzwyczajnego. Po prostu epizod z życia Kościoła wiernego Rzymowi w Chinach.
Niedawno jeden z naszych oponentów ideowych napisał, że ludzie tacy jak Paweł Lisicki czy Artur Zawisza marzą tylko o męczeństwie. Nie wiem, czy ktokolwiek trzeźwy może marzyć o pobycie w chińsko-komunistycznym obozie koncentracyjnym. Ale wiem, że we Mszy modlimy się o jakąś cząstkę i wspólnotę ze świętymi Męczennikami. Bez tego życie chrześcijańskie nie ma sensu, a modlitwy podczas Mszy ku czci męczenników, gdy kapłan ma na sobie czerwony ornat, są tylko mieszczańską (i pewnie gorszącą) konwencją.
W poniedziałek o 15.00 pójdę pod Ambasadę Chin Ludowych zapalić lampkę za duszę umęczonego Biskupa, prosząc przez jego wstawiennictwo za Kościół w Chinach.
Et in Arcadia ego
U Świętego Benona Msza świąteczna ku czci Podwyższenia Krzyża, a jednocześnie dziękczynienie za papieskie motu proprio. Chociaż modlitwy dzisiejszej liturgii są bliskie Wielkiego Piątku, nastrój Mszy niezwykle przypominał Wielki Czwartek – nieuchwytną atmosferą pokoju, spokojnej radości, doświadczenia Bożej miłości „do końca”. Kościół w rzymskiej liturgii tradycyjnej każe w Wielki Czwartek, w litanii Agnus Dei, trzykrotnie prosić Chrystusa o miłość, bo w dniu, w którym pokój po prostu panuje, nie ma potrzeby prosić „dona nobis pacem”.
Niestety, radość dzisiejszego dnia nie wszystkim się udziela. „Gazeta Wyborcza” w tekście poświęconym przywróceniu praw Mszału Św.Piusa V znowu wraca do pretensji podnoszonych w USA i w Niemczech, że modlitwy wielkopiątkowe zawierają prośby o nawrócenie Żydów. Te modlitwy to wyraz wiary (i historii) Kościoła, że Ewangelia jest posłana najpierw do Żydów (por. Rz 1,16). Trzeba złej woli, by sugerować, że jest to przejaw antysemityzmu. Rzymski Mszał tradycyjny zawiera modlitwy, które odmawiał błogosławiony papież Jan XXIII i którymi modliła się Św.Edyta Stein. Ale czym są jego modlitwy dla wiary, dobrze poświadczyć może katechumenka, która ostatecznie chrztu nie przyjęła – Simone Weil. W jednym ze swoich listów pisała: „Gdy czytam katechizm Soboru Trydenckiego, wydaje mi się, że nie mam nic wspólnego z przedstawioną tam religią. Gdy czytam Nowy Testament, mistyków, liturgię, gdy widzę, jak odprawia się msza, odczuwam ze swego rodzaju pewnością, że ta wiara jest moja…”
Zupełnie inaczej niż Simone Weil odbieram naukę tradycyjnych dokumentów Kościoła. Jednak widoczna w liturgii prawda, przenikająca swym światłem niedoskonałości socjologicznego kształtu chrześcijaństwa, to doświadczenie, które przeżyło wielu z nas.
Polityka
13 września 2007
Notatka wyborcza w drodze
Jestem w Gnieźnie, gdzie udzielam właśnie wsparcia kandydatom Ligi Prawicy Rzeczypospolitej z Wielkopolski. Rozmawiamy też z działaczami Prawicy o organizacji naszych struktur.
Moja decyzja o kandydowaniu do Senatu wywołała poruszenie, mimo że mediom mówiłem o tym wielokrotnie wcześniej; oficjalna deklaracja, wczoraj w Piotrkowie, jest tylko potwierdzeniem znanego już stanowiska. Otóż porozumienia Ligi Prawicy nie zawierałem dla siebie, ale dla współpracy całej mojej partii w nadchodzących i gwałtownie przyspieszonych wyborach. Wierzę, że to porozumienie jest szansą co najmniej na zapobieżenie lewicowo-liberalnej większości w Sejmie. Jeśli to osiągniemy – zmienimy wynik wyborów. Natomiast ja sam, po namyśle, postanowiłem pozostać przy wcześniejszej decyzji, tym bardziej, że Prawica nie wystąpi w tych wyborach w formie, którą zakładaliśmy dla „terminowych” wyborów. Nie zmienia to (jak pokazałem na początku tego wpisu) ani mojego poparcia teraz, ani poparcia dla naszej współpracy w przyszłości.
Ebenezer w jednym ma rację – wybory (szczególnie większościowe) mają zawsze wynik otwarty; zawsze są trudne. Dlatego w nich startuję. Decyzje, które musiałem podejmować w tej kadencji też były trudne i dlatego od wielu tygodni chciałem je poddać ocenie tych, którzy mi powierzyli mandat. Nie ma natomiast racji ani tam, gdzie deprecjonuje Senat, ani tym bardziej tam, gdzie pisze, że w polityce najważniejsza jest władza.
Cały czas czekam na wynik głosowania w Senacie nad ustawą o obniżeniu podatków dla rodzin, ale po porannych telekonsultacjach z senatorami jestem dobrej myśli.
Polityka
12 września 2007
Kandyduję do Senatu
Trwa sezon wyborczo-transferowy. Politycy szukają list i miejsca na listach. Ja zrezygnowałem z szukania tam swojego miejsca. Dziś w Piotrkowie złożyłem oświadczenie o kandydowaniu do Senatu – w wyborach trudniejszych, ale dających bezpośredni, silniejszy mandat. Chcę wyjaśnić zasadnicze motywy tej decyzji:
1. Po sprawowaniu przez większą część kadencji stanowiska marszałka Sejmu, po konieczności opuszczenia stanowiska i partii rządzącej – bezpośredni start jest najwłaściwszym sposobem poddania się ocenie wyborców.
2. Wybory do Senatu pozwalają Prawicy Rzeczypospolitej na potwierdzenie samodzielności politycznej i moralnie wzmacniają start naszych kandydatów do Sejmu w ramach Ligi Prawicy Rzeczypospolitej (jako wyboru, a nie przymusu politycznego).
3. Samodzielny start do Senatu pozwoli bronić naszej postawy i naszego stanowiska, które zmierza do współpracy z innymi środowiskami, ale samo stanowi istotny wyraz naszych poglądów i przedmiot naszej odpowiedzialności.
Porozumienie sejmowe, które zawarliśmy, może zapewnić w Sejmie obecność posłów prawicowych, może też istotnie poprawić kształt większości parlamentarnej. Może też stać się początkiem ściślejszej współpracy, wszystko jest możliwe – mimo ostatnich wypowiedzi Prezesa JKM. Ale wymaga to wysiłku i odpowiedzialności, które dopiero trzeba zrealizować.
Repliki and Polityka
11 września 2007
Dla jasności
Jacek Karnowski w „Sygnałach dnia” zapytał Premiera o przebieg Komitetu Politycznego, na którym złożyłem rezygnację z udziału we władzach i członkostwa Prawa i Sprawiedliwości. Opis tego zdarzenia w moim „Dzienniku” (pełny tekst w „Christianitas”) jest całkowicie dokładny (było przy tym zresztą sporo osób), natomiast eksponowanie tych właśnie najbardziej znanych fragmentów to wybór „Życia Warszawy” i mediów, które to podjęły. Premier zaprzecza mojej relacji – może był tak wzburzony, że nie pamięta, może nie chce pamiętać (uczucie zasadne, do którego ma prawo). Nieważne, piszę o tym dla porządku i sprawę uważam za zamkniętą. Bezpośrednim powodem mojego odejścia z PiS – na tym właśnie Komitecie i trzy kwadranse po wspomnianym wydarzeniu i długiej jeszcze rozmowie – było kategoryczne żądanie Jarosława Kaczyńskiego, by nie wypowiadać się na Radzie Politycznej w ogóle na temat prac nad konstytucyjnymi gwarancjami prawa do życia. Było, minęło, jest Polska – poglądy PiS mają mandat społeczny, nasze też. Racje zobowiązują do działania.
Deklaracja wyborcza, którą wczoraj podpisali przedstawiciele Prawicy, LPR i UPR otwiera szansę na prawicowo-ludową większość parlamentarną, dzięki czemu i rząd (niezależnie od ostatecznego kształtu), i Parlament może lepiej bronić interesu publicznego. Liga Prawicy Rzeczypospolitej będzie działać skutecznie, jeżeli będzie się kierować solidarnością narodową, nastawiać na zbudowanie dobrej większości parlamentarnej, stawiać bardzo zdecydowanie priorytety narodowe – ale odrzucać agresję, obrażanie zarówno konkurentów (którzy nie są przeciwnikami!), jak i oponentów. Tego będę oczekiwał od naszych partnerów.
Polityka
10 września 2007
Czy następny Sejm musi być gorszy?
Ledwie doszło do samoskrócenia kadencji Sejmu, a już pojawiły się sondaże świadczące, że Polacy uważają, że następny Parlament będzie gorszy. Bo nawet w najoptymistyczniejszych dla PiS sondażach mamy – abstrahując od rządów z udziałem postkomunistów lub rządów mniejszościowych – jedynie szanse na PO-PiS bez żadnej prawicowej opozycji i żadnej prawicowej alternatywy. PiS przy najlepszym wyniku nie ma większości również z PSL. A żeby się przekonać, kto rozbija prawicę – warto przeczytać dzisiejszy „Wprost”: Komitet Polityczny PiS podjął uchwałę zakazującą jakiejkolwiek współpracy z Prawicą Rzeczypospolitej. Można by to traktować jako mechaniczny odwet na niepokornych konserwatystach, gdyby nie to, że politycy o podobnych poglądach działający nadal w PiS nie dają żadnych politycznych oznak życia. My od PiS się nie odcinamy. Przeciwnie, pracujemy dla zbudowania prawicowo-centrowej większości w przyszłym Sejmie. A jest to konieczne, chyba że ktoś naprawdę wierzy w 280 mandatów zapowiedzianych przez Premiera.
Artur Zawisza – w imieniu Prawicy Rzeczypospolitej – parafował dziś porozumienie wyborcze Liga Prawicy Rzeczypospolitej z LPR i UPR. Porozumienie wyborcze, ale rysujące szerokie pola współpracy, między innymi zmniejszenie podatków w ogóle, a szczególnie dla rodzin, zasadniczą reformę polityczną (ordynacja większościowa i zniesienie przymusowego finansowania partii), budowę chrześcijańskiej opinii w Unii Europejskiej (szacunek dla cywilizacji życia i praw rodziny). Przed ostateczną ratyfikacją porozumienia czeka nas jeszcze uzgodnienie organizacyjnych i wyborczych zasad współpracy. Od tego ostatecznego kształtu będzie zależał zakres mojego osobistego zaangażowania.
Next Page »