Byłem wczoraj pierwszy raz od prawie dwóch lat w „Forum” TVP1. Zaskoczyła mnie nie tylko zmiana scenografii. Naprzeciwko zobaczyłem chimerę – LiSa o dwóch głowach – Romana Giertycha i Mateusza Piskorskiego. Jedna głowa chrześcijańska, katolicka, druga – pogańska, „rodzimowiercza”. Potem w zasadzie głowy mówiły dość zgodnie, nawet o rzeczach niewidzialnych (podglądy, podsłuchy itp.), lecz omijając dzielące kwestie duchowe. W studio było jednak mniej zgody niż między głowami LiSa. Permanentna awantura, argumenty poniżej porozumienia nie co do faktów, ale samej rzeczywistości – montowane sondaże, animowane dowody prokuratorskie etc. A co najgorsze – zupełna atrofia dyskusji, tylko deklamacje nieomylnych stanowisk partyjnych. Politycy zawsze prezentują stanowisko swoich partii, dlaczego dziś jest to już tak mechaniczne – i w recytacji, i w zderzeniach? Chyba dlatego, że wzrost agresji wytrzymać może tylko wspólnota cynizmu (w umownym traktowaniu swoich stanowisk), ale nie wspólnota odpowiedzialności (zmagania się z tą samą materią mimo dzielących różnic).
Jedno jest pewne – bez głębokiej reformy politycznej, bez wprowadzenia ordynacji większościowej, która jednocześnie wzmocni społeczną kontrolę polityków i siłę parlamentarnego mandatu – nie wyjdziemy z kryzysu polityki polskiej.
Może jednomandatowe okręgi wyborcze ?
Może te reformy coś by i poprawiły. Może/?/
Ja jednak mam od dłuższego czasu wrażenie, że bardzo mało zależy od nas i od wybranych przez nas polityków, partii, rządów itd.
Los Polski od dawna jest bardziej uzależniony od zdarzeń dziejących się w świecie, niż od tego co się wydarza u nas. Tylko nam się wydaje, że mamy jakiś istotny wpływ na swoją przyszłość. Jednak faktyczne decyzje podejmują inni, ci najpotężniejsi, globalni władcy. Stąd konieczność jednoczenia się w ponadpaństwowe i ponadnarodowe struktury. Wspólnotowe działania to zaledwie zwrotnice na rozjazdach, którymi z wielką szybkością pędzi pociąg dziejów.
Taplając się we własnych odchodach sami pozbawiamy się uczestnictwa w tworzeniu przyszłości. Inni są mądrzejsi, śmieją się z nas i korzystają na naszej głupocie.
Zdecydowanie JOW, Panie Marszałku… Cieszę się, że Prawica RP jest jedyną partią (obok UPR), która naprawdę tego chce. Bo na co możemy liczyć ze strony PO – chyba wiadomo po medialnej reakcji (właściwie – jej braku) na Pański list.
Przy okazji – można spytać, czy otrzymał Pan jakąś odpowiedź ? W mediach cisza na ten temat, chyba nawet komentarza nie było. Fakt, głupio się tłumaczyć, prawie jak z subwencją.
I skoro już przy tematach finansowych – pomysł Prawicy RP na finansowanie partii uważam za znakomity.
Panie Marszałku jakie są szanse wspólnego startu z UPR, PSL, LPR? Jakie są szanse na porozumienie z ludźmi dawnego ZCHN-u i Przymierza Prawicy. Czy “nowe” radio Maryja tj. zgodne z wizją kard. Dziwisza będzie popierać w jakieś formie choćby zniuansowanej, zdystansowanej Pana formację?
Z mojej strony – rozmowy z PSL to jakieś nieporozumienie (postkomuniści, buzi prawicy i … wiadomo co lewicy). Wiązanie się z Giertychem (i Lepperem!?) – polityczne samobójstwo. Najlepsza możliwa opcja – start kandydatów Prawicy (wszak nie ma ich wielu…) z list UPR. Wbrew pozorom to połączone sił może dużo dać.
Oczywiście idea porozumienia dawnego Przymierza Prawicy mnie w znacznym stopniu przekonuje ale… Jest chyba całkiem nierealna. Już więcej oczekiwałbym po “konserwatywnych” secesjach z PiS i PO.
Panie Marszalku,
Panskie niesmiale propozycje co do reformy ordynacji i wiekszosc zalozen programowych pokrywaja sie z propozycjami i czescia programy UPR.
Co do braku jezyka dyskusji czy tez ograniczeniu jej do medialnych deklamacji stanowisk partyjnych – czy z UPR-owcami rozmawia sie Panu tak samo zle jak z reszta?
Czy moze uwaza Pan ze nie warto rozmawiac z UPR bo nie maja poparcia mimo ze programowo stoicie blisko?
Czy Pana tez obowiazuje zmowa milczenia politykow prawicy z stosunku do UPR?
Pytanie do PAna Marszałka:
Czy Pan zagląda “pod kreskę”? Fajnie byłoby poznać Pana odpowiedzi na wpisy i pytania komentujących.
A co do meritum.
Forum zawsze takie było… . A druga rzecz to mamy kampanię wyborczą i ja nie wierzę w spokojną i merytoryczną dyskusję wykraczającą poza wygłaszanie stanowisk partii… .
Wydaje się, że alians wyborczy z UPR miałby sens.
Pozdrawiam,
))
Utopijny pseudo-realizm UPR w tandemie z socjal-Prawicą RP (patrz tzw. program prorodzinny), to dość osobliwy zestaw.
Ale kto wie? Może takie koktajle mają swoich smakoszy?
Niestety w Polsce nie ma dyskusji, a jedynie żenująca walka o to, która, jak Pan to określił – głowa – dłużej będzie na wizji. Bo im dłużej jest się widocznym i lepiej słyszanym, tym większe poparcie. To tak, jak z miernymi serialowymi aktorzynami, którzy tylko dzięki temu, iż goszczą na szklanych ekranach kilka razy w tygodniu, uznawani są za supertalenty. Obyśmy doczekali czasów, gdy celem polityków będzie służba sprawie poprzez konstruktywną rozmowę i wspólne szukanie potrzebnych rozwiązań, pomimo różnic światopoglądowych. I oby politycy nazywający siebie “chrześcijańskimi” rzeczywiście byli godni takiego określenia. Tego Panu i sobie życzę, choć coraz trudniej wierzyć mi, iż kiedykolwiek to się ziści. Liczę na Prawicę RP. Oby nie był to kolejny zawód…
A mi przyszedł taki pomysł. Posłowie i senatorowie o rzecywiście prawicowych poglądach, akceptujący społeczną naukę kościoła opuszczają PiS, PO, LPR i dolączają do Prawicy Rzeczypospolitej wspólnie tworząc Prawicę.
Dla mnie PiS był i jest partią lewicową, a PO parią liberalną, szczególnie jeżeli patrzy się na liderów tych partii – co mówią i jak postępują. Nie trzeba byłoby rozwiązywać Sejmu, a zacząć mądrze rządzić przez następne dwa lata i dzięki temu wygrać następne wybory.
Tak, warto zastanawiać się nad tym, jak doprowadzić do sytuacji, by zlikwidować mozaikę etniczno – folklorystycznych partyjek i stworzyć dwie poważne partie, które mogłyby być dla siebie prawdziwą alternatywą.
Perspektywa wchodzenia zwycięskiej partii, lecz bez wystarczającej do samodzielnego rządzenia większości, w kolejne kapryśne i destrukcyjne koalicje, może i powinna nas martwić.
Potrzebna jest zmiana ordynacji wyborczej, która szybko doprowadzi do pożądanej optymalizacji wybierania tych, którzy powinni nas reprezentować.
Może /?/na początek dać zwycięzcom siłę przynajmniej 51% głosów w sejmie, mimo, że uzyskali poparcie niższe, bo np. 30%. Pozostałe 49% obdzielić proporcjonalnie opozycyjne ugrupowania, które mogłyby stanowić stabilizującą “masę krytyczną”, o pewnych prerogatywach, z którymi rządzący musieliby sie liczyć.
Zdecydowanie popieram system jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW). Ale to nie wszystko trzeba też zdecydowanie zmniejszyć liczbę posłów np. do 150 i senatorów np. do 50. Ważna jest jakość, a nie ilość. Poza tym niższe koszty i mniej ludzi, którym trzeba patrzeć na ręce.