Lepiej późno niż wcale, lepiej tak niż w ogóle…
Nasz rząd wystąpił przeciw obchodom europejskiego Dnia przeciw Karze Śmierci, postulując zastąpienie go Dniem przeciw wszelkim formom podważania prawa do życia, również tzw. aborcji i eutanazji. Stanowisko materialnie słuszne i zasługujące na poparcie. Ale co oznacza? Zapytałem o to na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych wiceministra Karskiego. Jeśli deklaracja ta nie ma być traktowana jako manifestacja wyborcza, czy oznacza ona trwałe zaangażowanie Rzeczypospolitej – w ramach polityki praw człowieka – przeciw legalizacji naruszeń prawa do życia nienarodzonych, ludzi starych i chorych, dzieci w embrionalnej fazie życia, które padają ofiarą inżynierii genetycznej? Niestety, niczego takiego przedstawiciel rządu nie potwierdził.
A podstawą mojego pytania było doświadczenie. Cztery lata temu chciałem, by w ramach uchwały zastrzegającej nienaruszalność w ramach UE polskiego ustawodawstwa chroniącego życie, rodzinę i wychowanie, napisać również, że Polska uważa swoje ustawodawstwo chroniące życie za nasz wkład w moralną i społeczną regenerację Europy. Rok temu zaproponowałem (co Sejm przyjął) sprzeciw wobec wprowadzania do europrawodawstwa pojęć w rodzaju „homofobia”, które (kwalifikując jako fobię – moralną dezaprobatę homoseksualizmu) oznacza faktycznie odrzucenie całego judeochrześcijańskiego dziedzictwa moralnego. Oba te stanowiska Jarosław Kaczyński uznał za szkodliwe prowokowanie Unii Europejskiej. Zaznaczę, że żadne nie wywołało międzynarodowego skandalu, choć prezentowałem je na spotkaniu wszystkich przewodniczących klubów parlamentarnych w Parlamencie Europejskim. Tego samego nie można powiedzieć o obecnej manifestacji.
Manifestacja rządu dowodzi jednak, że jest możliwe zaangażowanie (w planie europejskim) na rzecz chrześcijańskiej cywilizacji życia. Brak jasnej deklaracji – potwierdzającej celowy i konsekwentny sens tego wystąpienia – potwierdza natomiast konieczność katolicko-konserwatwnej akcji politycznej. Bo konserwatyści mogą na tym polu zaproponować metodyczne i odpowiedzialne zaangażowanie. Bez niego będziemy mieli najwyżej sporadyczne manifestacje dla chwilowego podelektryzowania chrześcijańskich wyborców.
Musze przyznac, ze wystapienie przeciwko “obchodom europejskiego Dnia przeciw Karze Śmierci” byly jedynym racjonalnym posunieciem. Jednakze co do postulatu musze wyrazic zdanie odrebne.
Warto zauwazyc, ze calosc sprowadzalaby sie zapewne do eurokratow urzadzajacych huczne “obchody” za ciezkie pieniadze podatnikow. No, poza eurokratami mogliby korzystac politycy udajacy sie na rozmaite okolicznosciowe pochody, etc… Moim zdaniem takie obchodzy to hipokryzja i instrumentalne traktowanie wartosci. Dlaczego hipokryzja? Gdyz przeciwko smierci niewinnych powinnismy wystepowac kazdego dnia – i w kazdych okolicznosciach – takze, gdy ta smierc bywa okreslana jako “aborcja” lub tez “eutanazja”. Wszelkie “obchody” w chwili, gdy w tej samej Europie niewinni traca zycie bylyby co najmniej niesmaczne. Co wiecej – takze w sytuacji, gdyby zostal uwzgledniony postulat o rozszerzenie zakresu “obchodow”, to wszelkie moje zarzuty pozostaja w mocy.
Nie traktujmy Zycia jako maszynki politycznej tworzac sztuczne sekularne jednodniowe “swieto” – lepiej walczmy o to, by zadnego dnia Zycie niewinnych nie bylo zagrozone!
W Europie pańska prezentacja nie wywołała skandalu, jak podejrzewam, dzięki pańskiemu stylowi prezentowania wartości chrześcoajńskich. Wyraźna różnica między Panem a rodziną Giertychów na formum europejskim i ich stylowi forsowania czegokolwiek, prawda? Możnaby powiedzieć, że z ich strony to jakiś sabotaż, strzelanie sobie w stopę, niezalżnie od prawdziwych intencji.
Panie Marku, dlaczego zostawił Pan kolegów? Na pożarcie, na pastwę losu… To Pan ich wyprowadził z PiS-u. Gdzie odpowiedzialność? I żadne tłumaczenia, że nie lubi Pan tego czy tamtego polityka, nic tu nie znaczą. Kapitan schodzi ostatni z tonącego statku, pierwsze schodzą szczury! Zawiodłem się.
Panie Marszałku,
zależy mi na tym, by poznać program PRz oraz wspólne cele jakie w ramach LPRz chcą Panowie realizować.
Do tej pory był Pan kojarzony z obroną życia i polityką prorodzinną, ale wielu obrońców życia znajeduje się także w PiS oraz w PO.
Proszę powiedzieć więcej o programie.
Pozdrawiam serdecznie,
Obrona życia powinna być rozszerzona na wszelkie żywe istoty. Wszystkie odczuwające istoty pragną żyć i mają do tego takie samo prawo.
Co zawiniły zwierzeta, że kara się je śmiercią?
Co takiego zrobiły krowy, mamki ludzkości, które własnym mlekiem nas karmiły, że je ciągle zabijamy?
Ebenezer,
jedząc, pijąc, oddychając odbierasz życie wielu bakteriom (istoty żywe), chodząc po leśniej drodze czy po trwaniku zabijasz przeróżne owady.
A wiesz ile jest bakterii we wspomnianym krowim mleku ?
Antonio, ubolewam nad tym że nasze ludzkie życie jest tak bardzo kosztowne. Jednak nie powinniśmy się tym faktem rozgrzeszać i przyczyniać się do powiększania cierpienia. Konieczna ofiara jaką ponosi natura podtrzymując ludzką egzystencję jest olbrzymia, daltego jest bardzo istotne co z tym naszym życiem zrobimy. Tym umierającym z naszego powodu istotom należy się od ludzi wielka wdzięczność i współczucie.
Uważam też, że świadomi tej ofiary ludzie nie powinni z rozmysłem jej jeszcze powiększać. Ludzie mogą bardzo długo i w dobrym zdrowiu żyć bez zbrodni dokonanej na zwierzetach. Nie musimy zabijać i pożerać stworzeń. Tylko dlatego, że krowa, owca, kura, ryba, mucha nie są ludźmi, to nie znaczy, że nie mają takiego samego prawa jak my do własnego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Stanowczo twierdzę, że mają takie samo prawo do życia, współżyjąc tu z nami, na tym samym jednym świecie, na naszej wspólnej Ziemi. Poza tym dostrzeżenie wartości życia zwierząt z pewnością zwiększy dostrzeganie wartości życia ludzkiego. Człowiek, który w naturalny sposób nie unicestwia jakiegokolwiek życia nie odbierze go też drugiemu człowiekowi. Troska o życie powinna być rozszerzona na całe stowrzenie, a nie tylko sprowadzona do egoistycznej normy własnego gatunku. Ale niestety chrześcijaństwo nie dorasta do takiego poziomu zrozumienia. To ciągle jest barbarzyński światopogląd, który, jestem o tym przekonany, nie ma nic wspólnego z nauką Jezusa.
Ebenezer:
“Konieczna ofiara jaką ponosi natura podtrzymując ludzką egzystencję jest olbrzymia, daltego jest bardzo istotne co z tym naszym życiem zrobimy.”
Tak, cozby to biedna ludzkosc uczynila bez Gaji, ktora “karmi i chroni” [a technologia i rozwoj to pewnie straszne naruszenie "rownowagi Gaji"]. Nadal nie znudzil Ci sie neopoganski gajanizm?
Cos mi sie zdaje, ze takze w czasach, gdy cywilizacja rozwinie sie juz poza nasz system planetarny gajanisci beda nadal ograniczeni do swej zabobonnej wizji “Matki-Ziemi”…
“Poza tym dostrzeżenie wartości życia zwierząt z pewnością zwiększy dostrzeganie wartości życia ludzkiego.”
O tak, jak szczegolnie potwierdza to dzialalnosc eko-terrorystow oraz lobbystow tzw. “pro-srodowiskowych”, ktorych przed forsowaniem regulacji nie powstrzyma ani utrata pracy przez setki tysiecy osob, ani miliony dzieci glodujacych w Afryce. Bo czymze sa ‘masy ludzkie’ wobec zycia rybki?
(A szczegolnie wobec zyskow z takiego lobbowania i z “odpowiednio” uregulowanych branzy…)
“Człowiek, który w naturalny sposób nie unicestwia jakiegokolwiek życia nie odbierze go też drugiemu człowiekowi.”
Coz, powtorze cytat:
““osoby uwielbiające zwierzęta do przesady zdolne są do popełnienia największych okrucieństw wobec istot ludzkich.” — G. G. Marquez, “Miłość w czasach zarazy”
Chrzescijanstwo ma bardzo wiele wspolnego z naukami Jezusa – w istocie, jest realizacja tychze nauk.
Natomiast na pewno nie sa ta realizacja neopoganskie zabobony, jak wegetarianizm. Zabobony sa czescia mroku i nie naleza do Swiata Prawdy. Nie mozna pogodzic tkwienia w mroku nieswiadomosci z blaskiem Prawdy. W istocie tkwienie w zabobonach to niewola – ale nie musi byc ona wieczna:
„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”! (J 8,32)
Matt, powtarzasz ciągle te same slogany, próbujące ludzi myślących inaczej niż Ty wtłoczyć do jakiejś egzotycznej, zapyziałej sekty i jednocześnie odmawiasz rozumnym i wrażliwym chrześcijanom prawa do osobistego rozwoju duchowego, do wzniesienia się ponad strupieszałe standardy religijne.
To sprawia, że powiem, acz niechętnie coś o sobie – jestem wegetarianinem od ponad dwudziestu lat i równoczesnie katolikiem, ochrzczonym w Kościele Rzymskokatolickim. Nikt też nie dał Ci prawa mnie z niego usuwać, z powodu poglądów dotyczących mojego sumienia.
Natomiast rozwój technoligiczny i cywilizacyjny nie musi pociągać za sobą zabijania innych istot. Przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że zachodzą w świecie pozytywne zmiany. Świadomość społeczeństw coraz szybciej rośnie. Tradycyjne przeświadczenia są wypierane przez otwarty na świat rozum, który znajduje racje w prawdziwym, realnym doswiadczeniu. Dziś w coraz mniejszym stopniu ludzie polegają na wierzeniach. To pomyślny jest prognostyk i w końcu wielu dochodzi do celu, jakim jest właściwe poznanie prawdy, która nas wyzwala. I nie jest to tylko magiczny zwrot, ale rzeczywisty stan ducha, dziś jeszcze bardzo ekskluzywnej grupy ludzi.
Ebenezer, sam stwierdziles, iz: “Ale niestety chrześcijaństwo nie dorasta do takiego poziomu zrozumienia. To ciągle jest barbarzyński światopogląd, który, jestem o tym przekonany, nie ma nic wspólnego z nauką Jezusa.”
Cytujac zas Twoje wczesnieje wypowiedzi:
“Duch ludzki musi się uwolnić od chciwości, dogmatyzmu, kłótliwości, a uczucia i troska o drugiego człowieka powinny zastąpić chłodny racjonalizm; pragniemy dbać o naszą planetę – Gaję, o nasze życie.”
“Ten poziom rozwoju obserwuje się: u osób silnie zaangażowany w ochronę środowiska naturalnego i w ekologię, wśród zwolenników postmodernizmu, niderlandzkiego idealizmu, w psychologii humanistycznej, teologii wyzwolenia, we wszystkich dociekaniach prowadzonych wspólnym wysiłkiem, w pracy Światowej Rady Kościołów, organizacji Greenpeace, w obronie praw zwierząt, ekofeminizmie, postkolonializmie, w politycznej poprawności, a także w ideologii ruchów broniących praw do różnorodności, zagadnieniach praw człowieka i ekopsycholigii.”
Jesli chodzi o “powtarzanie ciagle tych samych sloganow” chcialbym zauwazyc, iz podklejanie “obrony praw(?) zwierzat” do kazdego mozliwego watku, ilustrowane tychze za kazdym razem wlasnie sloganami, nie zwiazanymi z danym tematem, polaczone z probami “duchowych” uzasadnien wegetarianizmu (co jest niczym innym, jak zabobonem), stalo sie juz znakiem rozpoznawczym Ebenezera
Nie zamierzam z niczego Ciebie usuwac – gdyz, jak slusznie zauwazyles, nikt nie dal mi to tego prawa. Wrecz przeciwnie, namawiam Cie do dolaczenia do wspolnoty ludzi racjonalnie myslacych i Chrzescijan.
Jest w tym wszystkim zamieszanie.
Walka z eutanazją i z aborcjami to jedno, kara śmierci za niektóre czyny (gwałt, morderstwo z premedytacją lub z nudów) to drugie. Np za aborcje powinna być kara śmierci. Obecne deklaracje niektórych posłów że ks nie o ile aborcja i eutanazja nie to nieuczciwy handel. Zarówno aborcja, eutanazja i zakaz ks to czysty satanizm. Prawicę cechuje wręcz umiłowanie stosowania ks w konkretnych przypadkach.
Matt, zacytowałeś fragmenty teorii naukowej zwanej Spiralą Rozwoju, którą przytoczyłem w innym wątku. Teorii naukowej będącej z samej swej natury efektem racjonalnego myślenia. Jednak racjonalne myślenie jest charakterystyczne dla niższego poziomu świdomości, niż ten, z którego czerpiesz cytaty.
Zgodnie z tą teorią świadomość podlega ewolucji. W skrócie polega to na tym, że każdy człowiek, a przynajmniej wiekszość z nas, wyjąwszy ludzi ciężko psychicznie chorych, w ciągu swego życia zmienia (wzrasta) duchowo. Jest to cykl polegający na kolejnym przekraczaniu i zawieraniu niższych poziomów świadomości. Przekraczając niższy poziom wcale się go nie pozbywamy, ale już właściwie go rozumiemy.
Często jeden człowiek może być na kilku poziomach świdomosci naraz. To zdarza się np. mistykom, których świadomość osiąga najwyższe poziomy zjednoczenia z Bogiem, ale ciągle zachowują wierzenia oni charakterystyczne dla świadomości mitycznej i magicznej. Poznają rzeczywistość taką, jaka jest naprawdę, ale nadal wierzą w cuda i rozmaite wymyślone historie. Uwolnienie się od tego jest tym trudniejsze im bardziej są uwarunkowani od swych zakorzenionych w dzieciństwie czy młodości przyzwyczajeń i nawyków.
Matka Teresa z Kalkuty może być tego najlepszym przykładem. Nie potrafiła się uwolnić z iluzji, którą zakodowała sobie w umysśle i z tego powodu znosiła straszne duchowe katusze. Wydaje się, że doszła do ściany, której nie potrafiła jednak przeniknąć. Nielicznym się to udaje, a już w przypadkach podobnych do niej chyba nikomu. Ciągle stała przed Bogiem w postawie dualistycznej “ja-Ty”.
Żeby przeniknąć ten iluzoryczny mur należy zupełnie wyzbyć się siebie, tak, że już nie ma ani “ja” ani “Ty”. Trzeba porzucić tego trupa i wejść do pełni wiecznego Życia. Obumrzeć, by się ponownie narodzić. Pozostawić umarłym grzebanie ich umarłych.
To bardzo trudne do osiągnięcia, ale możliwe. Każdy człowiek może zmienić swoją świadomość. Tego właśnie dotyczą słowa Jezusa:
A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie.
Trzeba przekroczyć przyziemną świdomość “ja”, utracić siebie, by stać się wszystkim i być życiem, być prawdą, być drogą.
Kto to pojmuje?
Panie Ebenezer!
Ciekaw jestem w takim razie jak w ogole pojmuje Pan Boga. Jak mozna sie wyzbywac relacji ja- Ty w stosunku do Boga? Czy w takim razie odmawia Pan Bogu formy osobowej? Czy jest to taka panteistyczna mgielka wg. Pana?
Pan myli sie mocno w swoich dywagacjach.
To Chrystus jest zyciem, prawda i droga. Nie do tego nawolywal nas Chrystus , co Pan. My mamy nia podazac a nie nia byc. My nie jestesmy dawcami Prawdy. Raczej jej beneficjentami. I slugami nieuzytecznymi.
Podane przez Pana cytaty(wyrwane z kontektu)
moga byc calkowicie inaczej zinterpretowane.
Pan dopasowuje sobie fragmenciki do swojego widzi mi sie i je dziwacznie interpretuje.
Jezus nie nawolywal nikogo do porzucania swiadomosci. Obumarcie dla swiata nie wymaga porzucania swiadomosci lecz rzeczy tego swiata. A wiec zdolnosci poswiecenia wszystkiego to co ziemskie dla zbawienia wlasnego i innych, ze wzgl. na Chrystusa. Wymaga to zmiany myslenia a nie przechodzenia na pulapy swiadomosci.
Panski walkowany przyklad mistykow jest zupelnym nieporozumieniem. Mistycy nie zawdzieczali swego mistycyzmu przenoszeniu sie na inny poziom swiadomosci lecz darowi Łaski. Nie byli to inni chrzescijanie niz pozostali. Malo tego, ta “skorupa” jak pan mawia, a wiec obrzedowosc i Tradycja , byla dla nich , tak jak i dla nie mistykow fundamentem, a nie przeszkoda.
Eucharystia, sakramenty, pismo, byly dla nich nawet bardziej drogie, poniewaz byly dla nich sensualnym doswiadczeniem Boga(jak i dla innych wierzacych), z ta tylko roznica, ze oni doswiadczali go jeszcze niejako osobowo. Nie przeszkadzalo to im trwac w koscielnym posluszenstwie i zyciu sakramentalnym, a wrecz przeciwnie(vide ss.Franciszek,o.Pius, s. Faustyna), nawet gdy wladza koscielna byla zbyt podejrzliwa czy podejmowala zle decyzja. Wczesniej czy pozniej Kosciol zawsze odpowiednio rozpoznal wartosc tych osob.
Przyklad M.Teresy jest tez pudlem.
Z czego Pan mniema , ze byla ona Mistyczka? To, ze przezywala kryzys wiary, to znaczy ze szukala, byc moze nietrafnie, ale nie oznacza ze to “milczenie niebios” jest wynikiem niewzniesiena sie na wyzszy poziom swiadomosci. Pan Bog obdarza łaska , ale nie zawsze musi mistycyzmem. jak i np.Stygmatami. Mistycy mieli wielka wiarei glebokie zycie duchowe, Pan Bog pozwolil im na doswiadczenie, wiec co w rodzaju “wiedzy”, tylko ze opartej na wierze ,wyrastajacej z wiary. Coz stego zeby slyszeli wewnerzny glos, gdyby mieli widzenia i objawienia, gdyby nie uwierzyli, ze to jest Chrystus, tylko mysleli by ze zly duch. Coz, jak nie wiara ,dala im mozliwosc poznania i rozeznania Tego, Ktory do nich przemawial ?
Wiara jest domena wszytkich , ktozy podazaja za Chrystusem. Z tym rozroznieniem, ze sa tacy, ktozy nie widzieli a uwierzyli, tacy ktozy i widzieli i wierzyli(zarowno mistycy jaki i np. Apostolowie i inni pierwsi uczniowie ktorzy mieli ta Łaske zyc w tym akurat czasie), i tacy ktorzy i widzieli i nie uwierzyli. I wszyscy z nich bez otwarcia sie na Boza laske moga nie wierzyc. Bo skoro i aniolowie mogli Zywego Boga odrzucic…
W kazdym razie i “Blogoslawieni ci, co nie WIDZIELI, a uwierzyli”.
i nie mowili o wegetarinizmie.
Poza tym wie Pan przeciez z czego rodzily sie pytania m.Teresy do Niebios. Ze z jej bolu z nieuchronnosci i ogromu ludzkiego cierpienia.
Wiele osob tak ma i mialo i nie bylo zadnymi mistykami.
Poza tym wlasnie ta “skorupa” dawala M. Teresie oparcie, to sakramenty i Kosciol zachowywaly ja przy wierze.
Panie Michaelu
Zaspokajając pańską ciekawość odpowiadam:
- Nie pojmuję Pana Boga.
- Wyzbycie się relacji “ja-Ty” w stosunku do Boga polega na konsekwentnym i całkowitym odrzuceniu tej relacji, bo jest ona z gruntu fałszywa.
- Nie odmawiam Bogu formy osobowej. Jakoś przecież jestem.
- Nie wiem czym jest panteistyczna mgiełka.
Błądzenie jest rzeczą ludzką.
Natomiast pańskie dywagacje wychodzące z poziomu magiczno-mitycznego, próbują opisać mistyczne stany świadomości takich autorytetów duchowości jak np. Mistrz Eckhart, czy Św. Jana od Krzyża.
To zabawniejsze od przedszkolaka próbującego wykładać ogólną teorię względności.
Nawet nie zamierzam polemizować z pańskimi wywodami.
Według Anne Bancroft (“Współcześni mistycy i mędrcy” wyd.1987)”Matka Teresa jest osobą, której mistyka przejawia się w działaniu.” Byc może, że był to jedyny element mistyki Matki Teresy.
“Prawicę cechuje wręcz umiłowanie stosowania ks w konkretnych przypadkach.”
Zgadzając się z potrzebą zachowania ks na szczególne przypadki, wyrażam jednak opinię, że jej “umiłowanie” to wyraz wyjątkowej perwersji. Nb, zdziwiło mnie, gdy przeczytałem gdzieś, że w czasach publicznych egzekucji większość widzów uczestniczących w nich dobrowolnie, stanowiły kobiety. Obserwując internetowe odzywki p.Beaty na różnych forach dziwię się trochę mniej. Jest pewna kategoria kobiet znajdujących przyjemność w epatowaniu okrucieństwem (exemplum: pewna znana pisarka od niedawna liderka partii politycznej).
“Panie Michaelu
Zaspokajając pańską ciekawość odpowiadam:
- Nie pojmuję Pana Boga.
- Wyzbycie się relacji “ja-Ty” w stosunku do Boga polega na konsekwentnym i całkowitym odrzuceniu tej relacji, bo jest ona z gruntu fałszywa.
- Nie odmawiam Bogu formy osobowej. Jakoś przecież jestem.
- Nie wiem czym jest panteistyczna mgiełka.”
Dziekuje za odpowiedz.
Ok.zle sformulowalem pytanie o to, czy Boga uwaza pan za byt osobowy, odpowiedz jednak jakas dostalem.Ja tez Boga nie pojmuje.
Nie odmawia pan Bogu formy osobowej(coz za punkt wyjscia do budowania relacji z kimkolwiek?), ale jednoczesnie odmawia pan sobie relacji osobowej z Nim, jednoczesnie z gory patrzac na tych, ktorzy taka relacje uznaja za wlasciwa, jako trwajacych w iluzji i “skorupie”. Fajnie! Gratuluje!
“Błądzenie jest rzeczą ludzką.
Natomiast pańskie dywagacje wychodzące z poziomu magiczno-mitycznego, próbują opisać mistyczne stany świadomości takich autorytetów duchowości jak np. Mistrz Eckhart, czy Św. Jana od Krzyża.
To zabawniejsze od przedszkolaka próbującego wykładać ogólną teorię względności.
Nawet nie zamierzam polemizować z pańskimi wywodami.”
Panie szanowny!! Niech sie pan nie osmiesza. Jak pan chce sobie mnie uwazac za smieszniejszego od przedszkolaka-ma pan prawo. W dyskusji prosze jednak merytoryczniej, mniej beztresciowo i mniej erystycznie.
Ja zas uzylem takich a nie innych argumentow, nie po to aby opisywac czyjekolwiek stany duchowosci, ba, wogole tego nie czynilem. W ogole nie wspominalem Johannesa Eckharta.
Odnioslem sie tylko do tego co Pan nazwal iluzja i skorupa, jako do tego , o czym powszechnie wiadomo, ze dla tej duchowosci stanowilo absolutny fundament a nie balast.
Pan szanowny odlecial troche daleko.
Poza tym szmieszniejsze jest, gdy wykorzystuje sie teorie wzglednosci do objasniania rzeczy zgola banalnych.
Merytorycznie? Eh… Niech będzie merytorycznie.
Cytat:
“Pan myli sie mocno w swoich dywagacjach.To Chrystus jest zyciem, prawda i droga. Nie do tego nawolywal nas Chrystus , co Pan. My mamy nia podazac a nie nia byc. My nie jestesmy dawcami Prawdy. Raczej jej beneficjentami. I slugami nieuzytecznymi.
Podane przez Pana cytaty(wyrwane z kontektu)
moga byc calkowicie inaczej zinterpretowane.
Pan dopasowuje sobie fragmenciki do swojego widzi mi sie i je dziwacznie interpretuje.”
Odpowiem cytatem:
aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich.
(Ew. Jana 17…)
W tym fragmencie Jezus wielokrotnie powtarza jedność, wręcz identyczność Jego samego z uczniami.
To nie podążanie za Nim jest istotą Jego nauki, a właśnie ta identyczność, którą osiąga się na planie świadomości.
Pan Marek Jurek założył, jak sądzę, ten blog z powodów racze nie mistycznych, a głównie politycznych. Kandyduje bowiem do Senatu. Może się mu nie spodobać, że zagnieździła się tu jakaś dzika szkółka duchowości. Dlatego proponuję dla zainteresowanych miastyką chrześcijańską zajrzenie np. tu:
http://www.medytacja-chrzescijanska.pl/chrzescijanska.html
Oczywiscie,ze blog jest polityczny. Wiec nalezalo by skonczyc.A moze raczej nie zaczynac w niewlasciwym fo tego miejscu.
Ja tylko chce dodac, co juz powiedzialem, ze cytaty , rowniez i powyzszy moga byc roznorodnie interpretowane.Bez mowienia o planach(pulapach?)swiadomosci, o ktorych nie ma mowy.
Pan natomiast swoja mysl zaserwowal w sposob conajmniej pretensjonalny. Z jednej strony wyzwolony a z drugiej skorupa i iluzje. To nie jest punkt wyjscia do jakiejkolwiek dyskusji.
Ja tylko odpowiadalem na to, co uznalem za niewlasciwe i mnie, jako katolika, ponizajace.
No ale koniec juz. Pozdrawiam.
Odmienność interpretacji wypływa nie tylko z różnic światopoglądowych, z poziomu wykształcenia itp., ale również z różnic ludzkiej świadomości (stopnia rozwoju duchowego). Podstawą jej jest osobiste doświadczenie. Dlatego unikalne doświadczenia mistyczne dla tych, którzy tylko o nich słyszeli są wątpliwe i mają oni prawo sądzić, że są to jakieś miraże, iluzje, urojenia.
Dla mistyków urojeniem, iluzją, mirażem jest zwyczajny sposób poznawania rzeczywistości.
Zwyczajny człowiek widzi np. konkretny stół.
Nie ma najmniejszej wątpliwości, że stół jest prawdziwym, namacalnym stołem.
Mistyk, który osiągnął wgląd w rzeczywistość, wie dobrze, że widzi jedynie światło i zdaje sobie sprawę, że stół nie jest realny, że jest projekcją jego umysłu.
Fizyk, naukowiec przekonuje znów, że jest to przeważnie pusta przestrzeń, w której szybko przemieszczają się drobniutkie ładunki.
Interpretacji na temat stołu może być wiele.
Ta wielość interpretacji dotyczy również zrozumienia słów Jezusa i jego przekazu, i jest też zależna od stopnia rozwoju duchowego, od indywidualnego poziomu świadomości.