Nasz rząd wystąpił przeciw obchodom europejskiego Dnia przeciw Karze Śmierci, postulując zastąpienie go Dniem przeciw wszelkim formom podważania prawa do życia, również tzw. aborcji i eutanazji. Stanowisko materialnie słuszne i zasługujące na poparcie. Ale co oznacza? Zapytałem o to na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych wiceministra Karskiego. Jeśli deklaracja ta nie ma być traktowana jako manifestacja wyborcza, czy oznacza ona trwałe zaangażowanie Rzeczypospolitej – w ramach polityki praw człowieka – przeciw legalizacji naruszeń prawa do życia nienarodzonych, ludzi starych i chorych, dzieci w embrionalnej fazie życia, które padają ofiarą inżynierii genetycznej? Niestety, niczego takiego przedstawiciel rządu nie potwierdził.

A podstawą mojego pytania było doświadczenie. Cztery lata temu chciałem, by w ramach uchwały zastrzegającej nienaruszalność w ramach UE polskiego ustawodawstwa chroniącego życie, rodzinę i wychowanie, napisać również, że Polska uważa swoje ustawodawstwo chroniące życie za nasz wkład w moralną i społeczną regenerację Europy. Rok temu zaproponowałem (co Sejm przyjął) sprzeciw wobec wprowadzania do europrawodawstwa pojęć w rodzaju „homofobia”, które (kwalifikując jako fobię – moralną dezaprobatę homoseksualizmu) oznacza faktycznie odrzucenie całego judeochrześcijańskiego dziedzictwa moralnego. Oba te stanowiska Jarosław Kaczyński uznał za szkodliwe prowokowanie Unii Europejskiej. Zaznaczę, że żadne nie wywołało międzynarodowego skandalu, choć prezentowałem je na spotkaniu wszystkich przewodniczących klubów parlamentarnych w Parlamencie Europejskim. Tego samego nie można powiedzieć o obecnej manifestacji.

Manifestacja rządu dowodzi jednak, że jest możliwe zaangażowanie (w planie europejskim) na rzecz chrześcijańskiej cywilizacji życia. Brak jasnej deklaracji – potwierdzającej celowy i konsekwentny sens tego wystąpienia – potwierdza natomiast konieczność katolicko-konserwatwnej akcji politycznej. Bo konserwatyści mogą na tym polu zaproponować metodyczne i odpowiedzialne zaangażowanie. Bez niego będziemy mieli najwyżej sporadyczne manifestacje dla chwilowego podelektryzowania chrześcijańskich wyborców.