Europejski Trybunał Praw Człowieka potwierdził wyrok przeciw Polsce odmawiający uznania prawa do życia dziecka pani Tysiąc. Dziś dziewczynce już nic nie grozi, ale Trybunał potwierdza, że prawo urodzenia zostało jej nielegalnie przyznane przez Państwo Polskie.

W sprawie pani Tysiąc interweniowałem kilkukrotnie. Wniosek o odwołanie rządu w tej sprawie był moim ostatnim urzędowym pismem jako marszałka Sejmu. Napisałem tam, że wyjątków od karalności nie można traktować jako zezwolenia, a tym bardziej jako pozytywnego uznania prawa do zabicia dziecka. Potem musiałem jeszcze w tej sprawie występować dwukrotnie, już jako przewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej. Pod koniec maja, gdy toczyły się negocjacje koalicyjne między szefami PiS, LPR i Samoobrony, i jeszcze później, w przeddzień terminu zamykającego możliwość odwołania, gdy reakcji rządu ciągle nie było.

Nakłonienie rządu do odwołania w tej sprawie jest sukcesem mimo wyroku Trybunału. Stanowi bowiem ważną przesłankę interpretacji art. 38 Konstytucji dla Trybunału Konstytucyjnego, tak jak brak odwołania oznaczałby, że przyjęta przez Polskę interpretacja prawa chroniącego nienarodzonych jest całkowicie zbieżna z wyrokiem Trybunału Strasbourgskiego.

Niestety, nie zaskakuje w tej sprawie stanowisko Jarosława Kaczyńskiego. Nazywanie zabicia dziecka nienarodzonego „zabiegiem” potwierdza sposób myślenia, który spowodował storpedowanie prac nad konstytucyjnym potwierdzeniem prawa do życia. Już wtedy wielu luminarzy środowiska PC-PiS uznawało, że to właśnie przepisy pozbawiające ochrony dzieci takie jak córka pani Tysiąc zasługują na ochronę, a nie życie tych dzieci. Premier uznał wyrok Trybunału za ostateczny. Porządek panuje w Warszawie.