Św. Prosper z Akwitanii (i z naszej dyskusji) ma całkowicie rację, że prawo musi interweniować tam, gdzie ludzie je łamią i – tym bardziej – tam, gdzie uważają, że mogą je łamać. W tym drugim wypadku przyczyną jest z reguły jakaś głęboka dezorientacja moralna części społeczeństwa. Były czasy, gdy zabójstwo w pojedynku uznawano za dopuszczalne (o ile powód do pojedynku był dostateczny), albo gdy niewolnych (chłopów lub niewolników) pozostawiano na łasce osobistej dobroci ich panów. Zasada praw jednostki i godności osoby tym bardziej potrzebuje państwa jako gwaranta praw, im słabiej działa sam porządek społeczny, im bardziej ludzie są zagrożeni. Znakomicie uczy o tym Jan Paweł II w Evangelium Vitae 71: „Prawna tolerancja przerywania ciąży lub eutanazji nie może więc w żadnym przypadku powoływać się na szacunek dla sumienia innych właśnie dlatego, że społeczeństwo ma prawo i obowiązek bronić się przed nadużyciami dokonywanymi w imię sumienia i pod pretekstem wolności.”

Ale w tym wszystkim jedno zastrzeżenie, o którym często zapominamy. Przecież legalne dzieciobójstwo prenatalne to inwencja całkiem nowa, powstała dopiero w naszych czasach. Człowieczeństwa dziecka przed urodzeniem nie kwestionowano przez całe wieki. Tak więc to nie my, broniący życia zgodnie z całym dziedzictwem cywilizacji europejskiej, wprowadzamy inwencję, która wymaga szczególnego dowodu. Choć pewnie dlatego oponenci cywilizacji życia tak uparcie starają się dowieść, że dziecko nie zawsze jest człowiekiem, a „zabieg” to nie zabójstwo.