Październik 2007


Christianitas 31 paź 2007

Benedykt XVI zaapelował do katolickich farmaceutów, aby nie udostępniali w swych aptekach środków służących niszczeniu życia, takich jak pigułki poronne. To bardzo ważne, że Ojciec Święty nauczanie społeczne adresowane do państw łączy z wezwaniami do indywidualnej odpowiedzialności ludzi. Właśnie indywidualne poświęcenie (a apel Papieża praktycznie wzywa farmaceutów do nieposłuszeństwa obywatelskiego) stanowi najbardziej dobitne potwierdzenie, że chrześcijaństwo nie zmierza do ograniczenia czyichkolwiek, mających oparcie w sprawiedliwości praw, ale przeciwnie – jest najpełniejszym wyrazem ludzkiej solidarności.

Benedykt XVI apelem swym raz jeszcze potwierdza, że nonkonformizm katolicki jest jedną z zasadniczych idei jego pontyfikatu. Tym bardziej, że dziś chodzi tyleż o opór wobec presji zdechrystianizowanego świata, co o przeciwstawienie się różnym formom moralnego czy społecznego indyferentyzmu w życiu katolickim. Bo nie jest wcale pewne, z jakim poparciem spotkają się farmaceuci-katolicy, którzy podejmą apel Papieża. I również politycy, którzy wystąpią o zmiany ustawowe chroniące odpowiedzialność moralną właścicieli aptek.

A przecież jest oczywiste, że wezwanie do nonkonformizmu – jest zawsze zobowiązaniem do solidarności i z tymi, którzy wezwanie to podejmą, i z tymi, którzy potrzebują otuchy, by je podjąć.

Polityka 30 paź 2007

JurekE podniósł ostatnio sprawę sytuacji w Radzie Polityki Pieniężnej, w związku z podniesieniem stóp procentowych. Tani kredyt to zasadniczy postulat polityki na rzecz polskiej przedsiębiorczości i konkurencyjności naszej gospodarki. To właśnie obniżanie stóp zadecydowało o przyspieszeniu wzrostu gospodarczego. Zdolność kontynuacji tej polityki jest również jednym ze sprawdzianów jej narodowego charakteru.  

Istotnie, sytuacja w RPP wskazuje na osamotnienie prezesa Skrzypka, ale dobrze, że trwa on przy swoich poglądach. Trzeba udzielać mu wsparcia, by nie zamienił interesu publicznego (którego broni) na „skuteczność”, czyli przejście na stronę silniejszych. 

Trzeba ubolewać nad tym, że będziemy mieli Parlament, w którym ta polityka – poprzez wybór członków Rady – będzie miała znacznie słabsze poparcie. To jeszcze jeden z kosztów oddania władzy, przed czym wielokrotnie ostrzegałem.

Polityka 29 paź 2007

Kilka dni temu pisałem tutaj o pierwszej ustrojowej konsekwencji wyborów, jaką może być przyjęcie Karty Praw Podstawowych. W sobotę dyskutowałem też o tym podczas Śniadania w Trójce, jednak przedstawiciele PO (Bronisław Komorowski) i LiD (Marek Borowski) gwałtownie zaprzeczali faktom dotyczącym charakteru tego dokumentu, szczególnie w odniesieniu do rodziny. Warto więc raz jeszcze wrócić do faktów.

Po pierwsze – pozytywizm prawny, podkreślany przez prawników, którzy komentowali ten tekst. W odróżnieniu od Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Konstytucji RP – Karta nie potwierdza przyrodzonego (czyli naturalnego) charakteru godności ludzkiej.

Po drugie – uznanie w art. 21 pojęcia „orientacji seksualnych” za element równości (niedyskryminacji) gwarantowanej przez Unię. To oznacza właśnie degradację rodziny do poziomu dowolnych związków seksualnych, z homoseksualnymi (na początek) włącznie. Warto tu przypomnieć, że Sejm RP rok temu wystąpił przeciw wprowadzaniu do dokumentów europejskich pojęć w rodzaju „homofobia”. Nie wolno więc wycofywać się z europejskiego sporu w obronie praw rodziny.

Po trzecie – jeżeli chodzi o własność polską na Ziemiach Odzyskanych – art. 19.1 jest bardzo niepokojący. Szczególnie w kontekście manifestacyjnego poparcia przewodniczącego Parlamentu Europejskiego dla ruchu niemieckich przesiedleńców. To nie są problemy wymyślone.

Nasi bagateliści mówią, że żaden z tych punktów nie oznacza automatycznego wprowadzenia zmian ustrojowo-społecznych w Polsce. Taka argumentacja dowodzi upadku powagi polityki. Stara prawda mówi: rządzić to znaczy przewidywać. Trzeba robić wszystko, by nowy rząd utrzymał stanowisko zajęte już przez Polskę.

Religia 28 paź 2007

W rzymskiej liturgii tradycyjnej kapłan, po oczyszczającym wyznaniu win, zanim zbliży się do ołtarza, prosi jeszcze wraz z ludem, aby Pan Bóg zechciał nas ożywić, dodać nam życia. Przychodzimy do świątyni nie tylko z tęsknotą do Boga, ale świadomi tego, że jeszcze nie żyjemy naprawdę. Bo (jak tłumaczy Benedykt XVI; „Jezus z Nazaretu” s. 233) człowiek z natury pragnie pełni życia, ale znaleźć ją może tylko w Bogu. Starożytna tradycja przekazała nam zeznanie przed sądem jednego z prowansalskich męczenników, który oskarżony o udział w kulcie chrześcijańskim – odpowiedział „beze Mszy żyć nie możemy”.

Z dzieciństwa zachowałem sobie maleńki mszalik, zawierający Ordo Missae po reformie’65. To z niego po latach poznawać zacząłem liturgię tradycyjną. A wczoraj kolega przyniósł mi świeżo wydany przez Pallottinum mszalik dla wiernych, zawierający porządek Mszy tradycyjnej, poprzedzony tekstem Summorum Pontificum. To, co było pamiątką przeszłości, którą co najwyżej można było znaleźć wśród starych papierów domowych, dziś jest dostępne dla każdego, z błogosławieństwem Rzymu.

Nie jesteśmy na nic skazani. Historia jest w ręku Boga i ludzi obdarzonych wolną wolą.

Polityka 27 paź 2007

Bilansem wyborów do Sejmu zajmują się media od tygodnia. My sami dokonaliśmy wstępnego bilansu wyborów senackich. Własny komitet Prawicy wystawił dziesięciu kandydatów w dziewięciu okręgach obejmujących jedną piątą kraju. Jest to obszar rozciągający się od wschodniej Wielkopolski (Konin) do wschodnich granic kraju (Biała Podlaska), od północnego Mazowsza (Ostrołęka) do granic południowych (Przemyśl). Na tym terenie nasi kandydaci (sumując wyniki dziewięciu, z pominięciem słabszego w Zamościu) zdobyli 7,5 % głosów, podczas gdy kandydaci PiS do Senatu 32 % głosów (sumując najlepsze wyniki w tych dziewięciu okręgach). Oczywiście – to wstępny pomiar naszego potencjału, ponieważ wyborcy głosując na naszych kandydatów mogli oddawać drugi lub trzeci głos. Jednak każdy z nich poparł naszych kandydatów osobiście. Wynik ten zdobyliśmy mimo braku kampanii medialnej oraz w sytuacji ostrej bipolaryzacji życia publicznego. To świadectwo reprezentatywności Prawicy Rzeczypospolitej, naszego mandatu społecznego. I również szczególnego zobowiązania, ponieważ wynik ten zdecydowanie wyprzedza inne ugrupowania pozaparlamentarne.

Rokyemu – i innym osobom dyskutującym zakończoną kampanię – należą się te uzupełniające wyjaśnienia.

Polityka 26 paź 2007

Pan Rafał Broda proponuje dyskusję na temat wydarzeń dwulecia rządów PiS i mojej działalności politycznej. Oczywiście, po to jest ten blog, by dyskutować; w miarę możliwości czasowych (dziękuję za wzięcie ich pod uwagę) mogę również odpowiadać autorowi bezpośrednio. Jednocześnie Pana Brodę chcę zapewnić, że nie znajduję żadnej szczególnej przyjemności w krytyce Jarosława Kaczyńskiego oraz Prawa i Sprawiedliwości. To raczej smutny obowiązek, wynikający z konieczności wyraźnego określenia politycznego. Trudno jednak nie zająć stanowiska, gdy czyta się wypowiedzi takie, jak dzisiejszy wywiad Premiera w „Rzeczpospolitej”.

Przede wszystkim Jarosław Kaczyński wyznaje Polakom, że „wyborów i tak byśmy nie wygrali. To, co maksymalnie mogliśmy osiągnąć, to mniej więcej remis z Platformą (…) ale władzy i tak byśmy nie utrzymali”. Premier dodaje, że zwycięstwo „było poza zasięgiem ze względu na słabość LiD”. Powtórzyć w tym miejscu mogę tylko tezy swego przemówienia z 7 września na przedostatnim posiedzeniu Sejmu.

Premier diagnozuje dzisiejszą kondycję PiS, która „w ostatnim okresie była partią rozmemłaną, była partią szalejącego liberalizmu, który musi zostać ukrócony”. Pamiętam posłów PiS karnie głosujących przeciw zobowiązywaniu rządu w Brukseli do obrony wartości chrześcijańskich w traktacie UE, przeciw świąteczności wszystkich niedziel, za znacznym ograniczeniem zmniejszenia podatków dla rodzin. Jak ma jeszcze wyglądać ta dyscyplina!? Jednocześnie J. Kaczyński deklaruje jasno: wicemarszałek Sejmu z PiS musi być „absolutnie lojalny”. Może wystarczyłoby, by był człowiekiem absolutnie prawym i dostatecznie doświadczonym?

I wreszcie plan polityczny: „będziemy pilnować IV RP. Zapewne natychmiast po dojściu do władzy PO wróci WSI, natomiast rola CBA zostanie zmarginalizowana”. IV Rzeczpospolita więc to przede wszystkim CBA i kontrwywiad (instytucje, które zresztą pomagałem budować). Prawa rodziny (podatkowe, macierzyńskie), chrześcijańska obecność w Unii Europejskiej, przywrócenie znaczenia przekonań w polityce – to tylko ornamentyka i towarzyszące „okoliczności ideologiczne”?

Ubezwłasnowolnienie przedstawicielstwa narodowego, mylenie – co do roli służb – środków z celem, milczenie o kryzysie demograficznym, budowanie (wątpliwej celowości zresztą) nadziei politycznych na sukcesie postkomunistów – to nie jest rewolucja moralna!

A że chodzi o partię politycznie bliską – dodam i to, że to nie jest plan na zjednoczenie Polaków. Rafał Broda może mi nie wierzyć, ale piszę to z niegasnącą przykrością.

Blog 25 paź 2007

Zulus twierdzi, że jestem chadekiem, Rothstein pyta, czy jestem faszystą. Wyjaśniam, że nie jestem ani jednym, ani drugim. Jestem konserwatystą. Jako konserwatysta wierzę zarówno w prawa podstawowe, na których opiera się porządek społeczny i wolność narodów, jak i w prawo oporu, przysługujące narodom, których wolność jest zagrożona.

Rothstein domagał się wyjaśnień „jak to było z krwawym dyktatorem Pinochetem”? Chodzi chyba o mój wyjazd do Wentworth. Był w więzieniu, nie tylko odsądzony od czci, ale osaczony moralnym przymusem potępień. Chciałem moje odwiedziny u więźnia, dobrowolne przyjęcie na siebie oskarżeń, które jeszcze dziś powtarza Rothstein, zrealizować w klimacie powagi moralnej, nie demonstracji. Byłemu prezydentowi Chile zawiozłem swój przetłumaczony na hiszpański esej, w którym pisząc, że każda wojna jest brudna, pokazywałem tragizm chilijskiej kontrrewolucji. Miałem nadzieję, że o moich motywacjach opowiem (przyjmując na siebie grad kierowanych przeciw gen. Pinochet zarzutów) na konferencji prasowej po powrocie.

Niestety, towarzyszący mi w podróży Michał Kamiński zrobił z tego kabaret, zwołując dziennikarzy już do sali odlotowej, prowokując burdę z ultralewicową młodzieżą i chwaląc się, że wiezie w prezencie ryngraf, jaki nosili żołnierze NSZ.

Jeden z moich wybitnych oponentów ideowych, człowiek, którego bardzo szanuję, odwiedził w więzieniu Adriano Sofriego, oskarżonego o komunistyczną działalność terrorystyczną. Sofri twierdził, że jest niewinny, ale poza sporem jest, że trzydzieści lat wcześniej wzywał do zabicia jak „faszystowskiego psa” oficera policji, który w końcu przez terrorystów został zamordowany. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby na osobę, o której piszę, rzucać gromy, oskarżać ją o moralne wspólnictwo z Sofrim, poddawać wiwisekcji sumienia. Prędzej potępiłbym uwolnienie Sofriego niż to, że po ludzku odwiedzano go w więzieniu.

A zulusa i Rothsteina – jako gości forum tego bloga – proszę o spokojne prowadzenie sporu.

Polityka 24 paź 2007

Pierwszą państwową konsekwencją zmiany rządu może być przyjęcie przez Polskę Karty Praw z jej koncepcją mniejszości seksualnych, a więc zakwestionowaniem społecznej roli rodziny i zasad etycznych, które ją określają. Dezynwoltura Platformy w tej kwestii nie dziwi. Gdy Sejm wybierał Rzecznika Praw Obywatelskich, a potem uzupełniał skład Trybunału Konstytucyjnego, PO uparcie popierała kandydaturę prof. Rzeplińskiego, mimo, że Artur Zawisza uświadomił im, że prawnik ten uznał tzw. małżeństwa homoseksualne za prawo człowieka. 

Uważałem ograniczanie działań Polski w sprawie nowego traktatu UE do spraw arytmetycznej reprezentacji (a potem już tylko zwłoki w podejmowaniu decyzji) i wyłączeń reguł ogólnych za bardzo niewłaściwą redukcję. Polska powinna nie tylko odmawiać, ale i proponować. Nasza kultura chrześcijańska jest czynnikiem więzi europejskiej, a nie tylko odrębności. Kto był na debacie, którą mieliśmy na Uniwersytecie Warszawskim z Norbertem Lammertem, przewodniczącym Bundestagu, wie, jak praktycznie można szukać dialogu – nawet z trudnymi partnerami – dzięki traktowaniu serio wspólnych wartości. Zadaniem Polski jest budowanie opinii chrześcijańskiej w Europie, czego praktycznym wyrazem w sprawie nowego traktatu powinna być poważna debata o jego wstępie i umieszczeniu (już w tekście podstawowym) praw rodziny w katalogu wartości Unii Europejskiej. 

Jednak wyłączenie działania Karty (jako narzędzia presji na Polskę) było właściwym minimum. Dziś i to minimum jest zagrożone. Ewentualne przyjęcie Karty Praw zaangażuje odpowiedzialność rządu, który podjąłby decyzję o zmianie stanowiska Polski w tej sprawie. Ale zaangażuje również odpowiedzialność premiera Kaczyńskiego, który nie licząc się z obowiązkiem zakończenia negocjacji europejskich zdecydował się na wyborcze oddanie władzy. Mówiłem o tym wielokrotnie, również 7 września w debacie rozstrzygającej o zamknięciu kadencji Sejmu.

Christianitas 24 paź 2007

Odchodząc z partii rządzącej wielokrotnie mówiłem, że pora, by po bezwarunkowym poparciu opinii katolickiej dla PiS przyszedł czas warunkowej współpracy. Największą stratą ostatnich miesięcy jest to, że Jarosław Kaczyński zdołał przekonać prawicową opinię, że wsparcie dla jego partii musi być bezwarunkowe. A to oznacza faktycznie milczącą zgodę na wyłączenie z polityki spraw cywilizacji życia.

Jak w praktyce wygląda taka milczącą negacja, można było usłyszeć w ostatni wieczór kampanii w Radio Maryja. Premier zapytany, co rząd zrobi dla ochrony życia, odpowiedział, że wprawdzie to sprawa Parlamentu, a nie rządu, ale w Polsce mamy wystarczający poziom ochrony życia.

Deklaracja Jarosława Kaczyńskiego była bardzo jednoznaczna; szła o wiele dalej niż dominująca do tej pory koncepcja „kompromisu życia” (co zakłada jednak kontrowersję). Poziom wystarczający, a więc niewymagający uznania praw nienarodzonych za prawa człowieka ani w polskiej Konstytucji, ani w wykładni Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (którego jurysdykcję uznajemy), i niewymagający ochrony karnej na przykład dla życia dzieci chorych przed urodzeniem. Ta jasna deklaracja Premiera nie wywołała polemiki czy dodatkowych pytań ani ze strony uczestniczących w debacie studentów, ani prowadzącego ojca-dziennikarza.

Evangelium Vitae (art. 73) uczy, że nigdy nie wolno uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej prawu zezwalającemu na zabijanie nienarodzonych. Do tego, by reagować, nie trzeba zresztą umocnienia w Magisterium Kościoła, wystarczy traktować zobowiązująco swoje przekonania. Choć Magisterium zobowiązuje bardziej.

Polityka 22 paź 2007

Kandydaci Prawicy Rzeczypospolitej przegrali wybory, ale po dobrej walce. Nasz mandat społeczny (choć nieparlamentarny) potwierdzili kandydaci do Senatu. W bardzo nierównej walce Marian Piłka, Lucyna Wiśniewska, Mieczysław Maziarz, Adam Biela – uzyskali wyniki blisko 10 %. Małgorzata Bartyzel na niełatwym łódzkim terenie zdobyła 5,5 %. Również pozostali koledzy potwierdzili poparcie społeczne. Nie podaję tych wyników, by epatować sukcesem, bo go nie ma – raczej by zapewnić tych, którzy nas poparli, że przyjmujemy ich głosy jako zobowiązanie. Głosy na nas oddane były wyraźną deklaracją poglądów, żaden z tych głosów nie jest zmarnowany.

Również kandydaci do Sejmu wykonali ważną i ciężką pracę; samo porozumienie uznaję jednak za poważny błąd. Przejmowanie społecznej dezaprobaty dla działalności Romana Giertycha na rachunek naszego środowiska, kierującego się racją stanu i autentyczną, a nie retoryczną, solidarnością narodową – zamazało nasze intencje i zaangażowało Prawicę w sprawę bardzo niejednoznaczną. Alternatywą było jednak ograniczenie naszej akcji wyborczej do wyborów senackich, a takiej opcji narzucać kolegom nie chciałem.

Mój wynik jest również niezadowalający. Przegrałem z dwoma kandydatami PiS oraz z Andrzejem Czaplą (PO), b. wiceprezydentem Piotrkowa. Wygrałem z drugim kandydatem Platformy oraz z pozostałymi kandydatami. Zdobyłem 19,2 % (ponad 56 tys. głosów), wybrani senatorowie PiS, panowie Grzegorz Wojciechowski i Wiesław Dobkowski – 27,9 i 26,2 %.

Nie jest to pierwsza porażka w mojej działalności politycznej: przegrałem wybory parlamentarne’93, rok później ustąpiłem (po odwołaniu moich zastępców, m.in. Marcina Libickiego) z przewodnictwa Rady Naczelnej ZChN, w następnym roku – jako przewodniczący Krajowej Rady RTV – zostałem zastąpiony przez Bolesława Sulika po zmianie ustawy. Mogę powiedzieć jedno – za każdym razem miało to związek w moimi poglądami i było etapem na drodze ich realizacji. W polityce ideowej sukcesom z reguły towarzyszą porażki.

Polityka 21 paź 2007

Wygrana Platformy zaskoczyła rozmiarami. 

W swoim przemówieniu 7 września, w debacie nad przerwaniem kadencji Sejmu, nazwałem tamto głosowanie – decyzją o zamknięciu budowy IV Rzeczypospolitej. Kolegom z Prawa i Sprawiedliwości przypomniałem, że wygrane wybory to nie zachowanie ich mandatów, ale taka większość parlamentarna, która pozwala na realizację deklarowanego programu. I – parafrazując Jarosława Kaczyńskiego – powiedziałem im, że głosując za wcześniejszymi wyborami biorą całą odpowiedzialność za wszystko, co po nich nastąpi. O tym samym Prawica Rzeczypospolitej mówiła już w Oświadczeniu z 12 sierpnia. 

To nie był żaden nieuchronny proces. Zamiast uwodzić politycznie Nelly Rokicinę – można było rozmawiać z jej mężem. Można było – gdy mówiłem wyraźnie, że PiS jest naszym naturalnym partnerem, bo odrębność nie oznacza wrogości – nie przeszkadzać w odejściu z PiS posłów katolicko-konserwatywnych. Po takim „aksamitnym rozwodzie” przystąpiłoby do nas (i pozostało w większości rządowej) wielu posłów LPR. Można było rozmawiać z PSL. Można było w ogóle rozmawiać. Wybrano strategię podwójnie wyborczą – dążenia do wyborów i propagandy wyborczej.  

Przy naszych ograniczonych siłach, robiliśmy, co było można, by uświadomić tę groźbę i by jej zapobiec.

Kultura 21 paź 2007

Hetman Stanisław Żółkiewski, jeden z najbardziej polskich i najbardziej katolickich bohaterów naszej historii, był – anachronizmy wyzwalają wyobraźnię – Ukraińcem, urodzonym w prawosławnej rodzinie. Bo taka też była Rzeczpospolita, katolicka, uznana przez Rzym za Regnum orthodoxum, a jednocześnie wspólna dla wszystkich tworzących ją społeczności. Opisywane przez Jerzego Besalę w biografii Żółkiewskiego ówczesne Wilno, z nekropolią królewską w katedrze Świętego Kazimierza, z wieżami kościołów, cerkwi i meczetu, to nie wizja, ale realna pamięć historii. Dziś taki porządek społeczny nie jest – w istocie – atrakcyjny dla żadnej z dominujących ideologii. Ani dla „rzeczników większości”, nie rozumiejących, że prawda nie ma charakteru arytmetycznego, a dialektyka większości-mniejszości nie należy do tradycji europejskiej, ani dla „rzeczników mniejszości”, odrzucających zbiorową tożsamość, która jest złożonym wyrazem wiary, historii i socjologii, a nie sumą roszczeń politycznych.

Czy jednak podoba się, czy nie – Polska katolicka powinna być kochającą matką wszystkich swoich dzieci, strzegącą świętości domowych, ale – gdy trzeba – nawet wyróżniającą tych, którzy mogliby się poczuć w rodzinie nie dość doceniani, nie dość u siebie.

Wczorajsza „Rzeczpospolita” publikuje tekst wykładu Andrzeja Nowaka o aktualności sarmackiej cywilizacji dawnej Polski. Wydaje się jednak, że profesor Nowak myli formę i treść Pierwszej Rzeczypospolitej. Od pochodzenia Świętego Hetmana, nawet od jego „inspirowanego chrześcijaństwem” umiaru politycznego i humanitaryzmu, ważniejsza była po prostu – stanowiąca motor jego życia – wiara.

Blog 20 paź 2007

Wczoraj wieczór zaczął się mały jubileusz mojego bloga. W debacie padło już ponad tysiąc wypowiedzi, tysięczny był głos fidela – wyborczy, historyczny, dosadny bardziej niż zwykle, ale również przyszłościowy. Do wyborczych uwag fidela nie będę się dziś odnosił, bo zanim przeczytałem jego głos, zaczęła się cisza wyborcza. A choć trudno określić status publiczny debaty blogowej – jako kandydat wszystkich zachęcam do zawieszenia do jutra wieczór sporów partyjnych w tym miejscu. Uczestnikom naszych e-spotkań, a szczególnie Autorowi jubileuszowej wypowiedzi, przekazuję okolicznościowe pozdrowienia: do następnego tysiąca!

Blog 19 paź 2007

Dziś rocznica śmierci Księdza Jerzego. Kiedyś powinna się stać trzecim świętem narodowym, zarazem świętem trzeciej niepodległości. Jego męczeństwo, osobiste, to znak ofiar, dzięki którym zachowaliśmy godność narodową, wytrwaliśmy w duchowym i społecznym oporze i odzyskaliśmy wolność. 

Kończy się też kampania. Nadzwyczajne przeżycie, bo po raz pierwszy startowałem w kampanii większościowej. Mam nadzieję, że również przyszłe kampanie do Sejmu będą podobne – politycy będą prezentować przede wszystkim osobiste doświadczenie i przekonania, i brać pełną (z ryzykiem utraty mandatu) odpowiedzialność za swoich liderów.  Jako zobowiązanie wyborcze złożyłem deklarację wystąpienia w Senacie do końca stycznia z inicjatywą zmiany art. 96 Konstytucji, umożliwiającą wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych.   

Dziękuję za wsparcie – również w wypowiedziach na forum tego bloga. 

Christianitas 18 paź 2007

Dziś „Dziennik” opublikował ważny wywiad z abp. Kazimierzem Nyczem, moim biskupem. Arcybiskup krytykuje stan polskiej polityki, w której „nie ma dyskusji, które rzutują na wiele lat. Taką jest właśnie kwestia polityki prorodzinnnej”. Dalej abp Nycz mówi o nieuchronnie fatalnych skutkach gospodarczych starzenia się społeczeństwa. I zarzuca nieodpowiedzialność politykom, którzy „nie myślą w perspektywie dalszej niż jedna kadencja parlamentu”. Arcybiskup zauważa też, że „pomysły na politykę prorodzinną pojawiają się tylko przed wyborami”.

Ten apel o odpowiedzialność polityczną powinien być motywem do uczciwej autorefleksji dla każdej partii. Prawica Rzeczypospolitej może jednak powiedzieć spokojnie – tak właśnie myślimy. Od lat nasze środowisko prowadzi politykę w poczuciu odpowiedzialności historycznej – i tego domaga się od innych. Prawa rodziny są dla nas pierwszym wymogiem dobra wspólnego. Do wyborów idziemy zarówno z gotowymi projektami (dłuższe urlopy macierzyńskie, lepsze ubezpieczenia dla matek), jak i z konkretnym dorobkiem radykalnie zmniejszonych podatków dla rodzin. Chcemy być awangardą tych spraw, nie monopolistą. Cieszy nas każdy odzew w innych środowiskach politycznych. Marian Piłka, orędując za zmniejszeniem PIT, pozyskał nie tylko większość Platformy, ale nawet siedem głosów z SLD. Dobrze, żeby tak myśleli i działali wszyscy – ale na dziś, ze spokojem, możemy odpowiedzieć, że taka jest właśnie nasza polityka.

I wiadomość dla Majchera: jutro będę w Opocznie.

Ziemia Nadpilicka 17 paź 2007

Dziś w filii Akademii Świętokrzyskiej w Piotrkowie odbyliśmy debatę przedwyborczą. Brali udział kandydaci PiS, LPR, PSL i LiD do Sejmu oraz Andrzej Czapla (PO), b.wiceprezydent Piotrkowa i ja, czyli dwaj kandydaci do Senatu prowadzący w sondażach. Debacie przysłuchiwali się studenci, więc jednym z ważniejszych tematów były perspektywy zatrudnienia dla młodej inteligencji. Również kwestia mieszkaniowa, którą kiedyś Wojciech Wasiutyński określał jako centralną sprawę polityki dla rodzin.  

Polityka na rzecz rodzin młodzieży kojarzy się najczęściej z polityką na rzecz ich rodziców, a przecież chodzi w niej przede wszystkim o młodych. Mieszkania, zmniejszanie podatków wraz z przychodzeniem na świat dzieci, urlopy macierzyńskie to w ogromnym stopniu sprawy ludzi przed trzydziestką.  

Mówiliśmy też o promocji regionu – od przeniesienia siedziby BOT do Bełchatowa (obecnie w Łodzi), przez rozwój Instytutu Historii Parlamentaryzmu po modernizację stadionu Concordii. A także – o co pytali studenci stosunków międzynarodowych – o polityce wobec Rosji. 

W końcowej wypowiedzi mówiłem o tym, że kandydując do Senatu chcę dowieść dwóch rzeczy – że jest możliwa polityka oparta na przekonaniach i odpowiedzialności indywidualnej, ale również, że taka polityka może mieć silny mandat społeczny. 

Polityka 16 paź 2007

Występowałem dziś w TV Trwam i Radio Maryja z Marianem Piłką oraz senatorami Trybułą i Wiatrem. Rozmawialiśmy o polityce na rzecz rodzin oraz o nowym traktacie europejskim. Przypomniało mi się, co wczoraj napisał fidel: polityk zawsze chce się „wykazać”. Otóż to, dziś – niezależnie od wyborczych polemik i dyskusji – najważniejsze jest, by dać Polsce politykę naprawdę. Nie na pokaz, ale naprawdę. Zmierzającą nie do wysyłania sygnałów wyborczych (najczęściej poprzez deklaracje intencji), ale do osiągania celów państwowych i społecznych. Bo polityka prorodzinna spełni swe cele nie wtedy, kiedy partia, która o tym mówi, będzie miała aurę prorodzinną, ale wtedy, gdy w sposób empiryczny potwierdzi się zmiana sytuacji rodzin. W Europie potrzebne są nie jałowe, kontrowersyjne deklaracje, ale zmiany w traktacie i rzeczywiste korekty solidarności w polityce wobec Polski (na przykład wobec naszego rolnictwa). A jeśli chodzi o budowę dróg – to to jest akurat najbardziej wymierne.

Przy okazji przedstawiam swój głos w tegorocznych wyborach. Do Sejmu głosuję – już po raz trzeci – na Artura Zawiszę (Prawica, lista LPR). Do Senatu – na Piotra Andrzejewskiego (PiS) oraz na Łukasza Abgarowicza (PO). Wszyscy będą opowiadać się za cywilizacją życia.

Ziemia Nadpilicka 15 paź 2007

Święty Prosper z Akwitanii ma do mnie pretensję, że czytam w czasie kampanii. Czytam, ale wyjaśniałem, że akurat Bruca Marshalla w czasie krótkiej przymusowej przerwy. A jeśli piszę o tym w niedzielę, to dlatego, że kampania – kampanią, niedziela – niedzielą, a blog – otwartym dziennikiem, a nie „gazetą wyborczą”.

Kampania trwa non stop. Pisałem o swoich podróżach po kraju, ostatnio spędzam czas w swoim okręgu wyborczym. I mówię między innymi, że najbardziej „drogowo-ekspresowy” okręg w Polsce ma szanse dalszego rozwoju infrastruktury. Mimo niepotrzebnego sporu między Bełchatowem a Łodzią, na temat przebiegu drogi ekspresowej Białystok-Wrocław (S-8). Ja w tej sprawie bronię wcześniejszych decyzji rządu, notyfikowanych już w Brukseli, i dotychczasowego przebiegu „ósemki”, prezydent Kropiwnicki zabiega o poparcie premiera Kaczyńskiego na „skręcenie” drogi na Łódź.

Niepotrzebnie, bo Łódź może mieć nowe drogi ekspresowe (S-12 i S-74) do Lublina (przez Tomaszów) i dalej wschód, oraz do Rzeszowa (przez Piotrków) i na południe Europy środkowej. W ten sposób będzie najlepiej skomunikowanym miastem w Polsce, bez szkody dla całego województwa, którego jest metropolią.

Kultura 14 paź 2007

Rozpęd kampanii sprawia, że pewnie – teraz, na finiszu – będę coraz większe problemy z terminowymi wpisami. Skoro jednak dziś niedziela, warto spojrzeć na rzeczy z dystansu. 

Zgodnie z planem podczas przymusowej przerwy przeczytałem Bruca Marshalla „ale i oni otrzymali po denarze”. Gdyby nie zamiłowanie do tradycji łacińskiej, Marshalla można by łatwo wziąć za katolickiego progresistę. W opowieści o księdzu Gaston powraca i motyw empatii wobec komunistów, i uprzedzeń wobec warstw wyższych, i niechęci do hiszpańskich powstańców. W jednym miejscu staje się jednak jasne, że za tym wszystkim jest nie ideologia, ale autentyczny nonkonformizm. Trudno bowiem w literaturze znaleźć bardziej dosadny opis épuration, stalinowskiego „wyzwolenia” Francji. Bruce Marshall nie ukrywa ani zbrodni, ani tortur, ani kłamstw. Bohater „ale i oni otrzymali po denarze”, ksiądz Jean Gaston, wierzył, że „jedyną nadzieją byłoby przywrócenie ludziom fanatycznej miłości prawdy”.

Polityka 13 paź 2007

Wiele lat temu, w wypowiedziach publicznych, Jarosław Kaczyński ubolewał nad tym, że w polityce polskiej nie działa mechanizm obyczaju. Jeśli nie ma prawnych nakazów i zakazów – nic nie trzeba, wszystko wolno.

Przed wczorajszą debatą doradcy – zakładam hipotezę przychylną dla premiera Kaczyńskiego – którzy zachęcili go do manifestowania lekceważenia dla szefa opozycji („Panie Donaldzie”), zrobili Premierowi niedźwiedzią przysługę. Opozycja w dobrze funkcjonującej demokracji to instytucja równie konieczna jak rząd, a nie wyraz prywatnych ambicji swoich liderów.

Piszę o tym z przykrością, bo chodzi o stronę mi bliższą. Trudno w tych warunkach przekonująco udzielać dezaprobaty publiczności PO, wnoszącej do wczorajszej debaty nastrój lekceważenia i pogardy, a nie dyskusji.

Od przywódców wymaga się więcej, od ludzi władzy najwięcej. To właśnie przestrzeganie reguł daje mandat do krytyki tych, którzy je naruszają. A krytykować jest za co. Gdy parę tygodni temu zwróciłem Donaldowi Tuskowi uwagę, że powinien podjąć zarzucony program wprowadzenia wyborów większościowych – nie raczył nawet zająć stanowiska publicznego. Mam wrażenie, że przywódca liberałów rzeczywiście bardzo lubi rozmawiać z ludźmi, ale pod dwoma warunkami – przez telewizję i że będzie ich dostatecznie dużo, by dać mu władzę.

Następna strona »