Pan Rafał Broda proponuje dyskusję na temat wydarzeń dwulecia rządów PiS i mojej działalności politycznej. Oczywiście, po to jest ten blog, by dyskutować; w miarę możliwości czasowych (dziękuję za wzięcie ich pod uwagę) mogę również odpowiadać autorowi bezpośrednio. Jednocześnie Pana Brodę chcę zapewnić, że nie znajduję żadnej szczególnej przyjemności w krytyce Jarosława Kaczyńskiego oraz Prawa i Sprawiedliwości. To raczej smutny obowiązek, wynikający z konieczności wyraźnego określenia politycznego. Trudno jednak nie zająć stanowiska, gdy czyta się wypowiedzi takie, jak dzisiejszy wywiad Premiera w „Rzeczpospolitej”.

Przede wszystkim Jarosław Kaczyński wyznaje Polakom, że „wyborów i tak byśmy nie wygrali. To, co maksymalnie mogliśmy osiągnąć, to mniej więcej remis z Platformą (…) ale władzy i tak byśmy nie utrzymali”. Premier dodaje, że zwycięstwo „było poza zasięgiem ze względu na słabość LiD”. Powtórzyć w tym miejscu mogę tylko tezy swego przemówienia z 7 września na przedostatnim posiedzeniu Sejmu.

Premier diagnozuje dzisiejszą kondycję PiS, która „w ostatnim okresie była partią rozmemłaną, była partią szalejącego liberalizmu, który musi zostać ukrócony”. Pamiętam posłów PiS karnie głosujących przeciw zobowiązywaniu rządu w Brukseli do obrony wartości chrześcijańskich w traktacie UE, przeciw świąteczności wszystkich niedziel, za znacznym ograniczeniem zmniejszenia podatków dla rodzin. Jak ma jeszcze wyglądać ta dyscyplina!? Jednocześnie J. Kaczyński deklaruje jasno: wicemarszałek Sejmu z PiS musi być „absolutnie lojalny”. Może wystarczyłoby, by był człowiekiem absolutnie prawym i dostatecznie doświadczonym?

I wreszcie plan polityczny: „będziemy pilnować IV RP. Zapewne natychmiast po dojściu do władzy PO wróci WSI, natomiast rola CBA zostanie zmarginalizowana”. IV Rzeczpospolita więc to przede wszystkim CBA i kontrwywiad (instytucje, które zresztą pomagałem budować). Prawa rodziny (podatkowe, macierzyńskie), chrześcijańska obecność w Unii Europejskiej, przywrócenie znaczenia przekonań w polityce – to tylko ornamentyka i towarzyszące „okoliczności ideologiczne”?

Ubezwłasnowolnienie przedstawicielstwa narodowego, mylenie – co do roli służb – środków z celem, milczenie o kryzysie demograficznym, budowanie (wątpliwej celowości zresztą) nadziei politycznych na sukcesie postkomunistów – to nie jest rewolucja moralna!

A że chodzi o partię politycznie bliską – dodam i to, że to nie jest plan na zjednoczenie Polaków. Rafał Broda może mi nie wierzyć, ale piszę to z niegasnącą przykrością.