W rzymskiej liturgii tradycyjnej kapłan, po oczyszczającym wyznaniu win, zanim zbliży się do ołtarza, prosi jeszcze wraz z ludem, aby Pan Bóg zechciał nas ożywić, dodać nam życia. Przychodzimy do świątyni nie tylko z tęsknotą do Boga, ale świadomi tego, że jeszcze nie żyjemy naprawdę. Bo (jak tłumaczy Benedykt XVI; „Jezus z Nazaretu” s. 233) człowiek z natury pragnie pełni życia, ale znaleźć ją może tylko w Bogu. Starożytna tradycja przekazała nam zeznanie przed sądem jednego z prowansalskich męczenników, który oskarżony o udział w kulcie chrześcijańskim – odpowiedział „beze Mszy żyć nie możemy”.

Z dzieciństwa zachowałem sobie maleńki mszalik, zawierający Ordo Missae po reformie’65. To z niego po latach poznawać zacząłem liturgię tradycyjną. A wczoraj kolega przyniósł mi świeżo wydany przez Pallottinum mszalik dla wiernych, zawierający porządek Mszy tradycyjnej, poprzedzony tekstem Summorum Pontificum. To, co było pamiątką przeszłości, którą co najwyżej można było znaleźć wśród starych papierów domowych, dziś jest dostępne dla każdego, z błogosławieństwem Rzymu.

Nie jesteśmy na nic skazani. Historia jest w ręku Boga i ludzi obdarzonych wolną wolą.