Kilka dni temu pisałem tutaj o pierwszej ustrojowej konsekwencji wyborów, jaką może być przyjęcie Karty Praw Podstawowych. W sobotę dyskutowałem też o tym podczas Śniadania w Trójce, jednak przedstawiciele PO (Bronisław Komorowski) i LiD (Marek Borowski) gwałtownie zaprzeczali faktom dotyczącym charakteru tego dokumentu, szczególnie w odniesieniu do rodziny. Warto więc raz jeszcze wrócić do faktów.

Po pierwsze – pozytywizm prawny, podkreślany przez prawników, którzy komentowali ten tekst. W odróżnieniu od Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Konstytucji RP – Karta nie potwierdza przyrodzonego (czyli naturalnego) charakteru godności ludzkiej.

Po drugie – uznanie w art. 21 pojęcia „orientacji seksualnych” za element równości (niedyskryminacji) gwarantowanej przez Unię. To oznacza właśnie degradację rodziny do poziomu dowolnych związków seksualnych, z homoseksualnymi (na początek) włącznie. Warto tu przypomnieć, że Sejm RP rok temu wystąpił przeciw wprowadzaniu do dokumentów europejskich pojęć w rodzaju „homofobia”. Nie wolno więc wycofywać się z europejskiego sporu w obronie praw rodziny.

Po trzecie – jeżeli chodzi o własność polską na Ziemiach Odzyskanych – art. 19.1 jest bardzo niepokojący. Szczególnie w kontekście manifestacyjnego poparcia przewodniczącego Parlamentu Europejskiego dla ruchu niemieckich przesiedleńców. To nie są problemy wymyślone.

Nasi bagateliści mówią, że żaden z tych punktów nie oznacza automatycznego wprowadzenia zmian ustrojowo-społecznych w Polsce. Taka argumentacja dowodzi upadku powagi polityki. Stara prawda mówi: rządzić to znaczy przewidywać. Trzeba robić wszystko, by nowy rząd utrzymał stanowisko zajęte już przez Polskę.