Październik 2007


Blog 11 paź 2007

Ostatnie dni spędzałem wspierając kampanie naszych kandydatów w Kielcach, w Radomiu i w Siedlcach. Wszędzie nadzwyczajne zrozumienie budzą nasze projekty reformy politycznej, zarówno zniesienie przymusowego finansowania partii politycznych, jak i wprowadzenie ordynacji większościowej. Ale wybory do Senatu to również lekcja poglądowa zalet wyborów większościowych. Konkretna rozmowa o zaletach ludzi, o ich postawach, możliwość debat i konfrontacji nie tylko w krajowej telewizji, ale praktycznie wszędzie.

W czasie wyjazdów wyborczych widzę, ilu mamy ludzi zdolnych do budowy autentycznie konserwatywnej prawicy, katolickiej, oddanej narodowej racji stanu, popierającej wolną przedsiębiorczość, zdolnej do wpływania (tak przez spór, jak dialog) na kształt całego życia publicznego. W tych wyborach walczymy o mandat na prowadzenie takiej polityki.

Repliki 10 paź 2007

Napiszę niedługo o tym więcej, ale prawdziwą skuteczność mierzy się skutkami społecznymi, nie władzą. Zresztą również władzę publiczną mierzy się zdolnością zmieniania rzeczywistości, a nie stanowiskami czy uzależnianiem ludzi.

Deklaracje Pana Rafała Brody w sprawie ochrony życia jako racji stanu i prawdzie chrześcijaństwa budzą mój najwyższy szacunek i sympatię. Jednak jego tezy na temat skuteczności w polityce są mało odkrywcze, a sądy szczegółowe trudno mi uznać za sprawiedliwe.

Można dopatrywać się wyższej mądrości politycznej w wycofaniu ustawy o zakazie pornografii albo w teorii, że partia, która chce zdobyć 30 % głosów, nie może mieć jednego zdania w sprawie – zacytuję Pana Brodę – najważniejszej, z której wywodzi się to wszystko, co winno być uznane za rację stanu. Ja jednak widzę w tym po prostu oportunizm.

Wiele razy mówiłem, że cenię Jarosława Kaczyńskiego. Jednak bardziej tego, który „niósł sztandar przed armią, której nie było” po roku ’97, niż tego, który najpierw potrafił skutecznie zrobić Wałęsę prezydentem, potem skutecznie go zwalczać, a w międzyczasie budować pozycję swojej partii na izolowaniu ZChN (który przyjmując na siebie falę nienawiści antykatolickiej skutecznie pracował dla cywilizacji życia). Po prostu do tego niesienia sztandaru potrzeba więcej siły, a to również jest miara skuteczności.

Christianitas 9 paź 2007

Mądrzy Anglosasi – Evelyn Waugh i T.S.Eliot – zgadzali się, że podstawy naszej cywilizacji są (mimo wszystko) wciąż chrześcijańskie. Wciąż na przykład świętujemy (z aprobatą praw państwowych) i Boże Narodzenie, i Wielkanoc, a dniem wolnym jest niedziela, choć coraz mniej jej pełna wolność jest gwarantowana. Świętowanie niedzieli to nie przymus, ale gwarancja wolności (od urzędowego czy konkurencyjnego) przymusu. Papież świetnie w „Jezusie z Nazaretu” pokazuje, jak Kościół chrześcijański podjął i wypełnił zasadę spoczynku sobotniego, która od początku służyła tak oddawaniu Bogu czci, jak i okazywaniu szacunku człowiekowi, nawet wykonującemu najmniej cenione prace.

Jan Paweł II pisał ze smutkiem, „że jeszcze stosunkowo niedawno «świętowanie» niedzieli było ułatwione w krajach o tradycji chrześcijańskiej (…) przez samą organizację społeczeństwa, w którym odpoczynek niedzielny stanowił trwały element prawodawstwa dotyczącego różnych form pracy” (Dies Domini 3) i jednocześnie zalecał w Katechizmie Rzymskim, by chrześcijanie domagali się uznania niedziel za ustawowe dni świąteczne (por. KKK 2188). Tę samą myśl podejmuje Benedykt XVI pisząc, że „walka o niedzielę zalicza się do wielkich zadań Kościoła w czasach teraźniejszych” („Jezus z Nazaretu”, s. 109).

Kierując się tą zasadą, świadomi, jak bardzo pozbawia się prawa do święta wielu pracowników i dyskryminuje wielu przedsiębiorców, wsparci stanowiskiem „Solidarności”, dążyliśmy do zagwarantowania świątecznego charakteru każdej niedzieli. Mimo że istniała konieczna większość parlamentarna w obu Izbach – sprawa upadła. Wskutek porozumień kierownictwa PiS z organizacjami patronatu. W tym roku można to było jeszcze załatwić. Być może za paręnaście dni – wskutek decyzji o wcześniejszych wyborach – PiS będzie mógł powiedzieć, że to nie jest możliwe, bo takiej większości nie ma. I materialnie będzie to prawda (bo uczciwie należałoby powiedzieć „już nie ma”).

Nie piszę tego, by oskarżać, ale by wykazać, że nakłonienie Prawa i Sprawiedliwości do lojalności wobec katolickiej opinii publicznej wymaga samodzielnego występowania w obronie jej zasad i praw. A wolność niedzieli to nie żadna utopia.

Christianitas 8 paź 2007

W swoim głosie Janek przywołuje zasłyszane opinie na temat mojego „odejścia z PiS-u”. Rzeczywiście – te motywy są bardzo istotne, ponieważ stanowią podstawę naszej akcji politycznej.

Dla Prawicy Rzeczypospolitej cywilizacja chrześcijańska to rzecz najzupełniej realna. „Nie trzeba bowiem – jak uczył Święty Pius X w „Notre charge apostolique” – ani wymyślać cywilizacji, ani budować nowego społeczeństwa od podstaw. Cywilizacja chrześcijańska była i jest, tak jak jest społeczeństwo katolickie”. A nasz dyskutant Święty Prosper przypomniał Mickiewiczowskie „Księgi narodu”: cywilizacja prawdziwie ludzka musi być chrześcijańska.

Dla Jarosława Kaczyńskiego cywilizacja chrześcijańska to retrospektywna utopia – zwodząca naiwnych, może trochę inspirująca („wartości”), ale generalnie, jak każda utopia, niebezpieczna. Co więcej, Kaczyński w PiS politykom z prawicy katolickiej każe działać tak, jakby cywilizacja chrześcijańska rzeczywiście była utopią. A oni się zachowują tak, jakby się z tym zgadzali. To jest istota sporu.

Nie poróżnił nas realizm czy gradualizm polityczny. Przypomnę, że w trakcie prac konstytucyjnych, kierując się art. 73 Evangelium Vitae (który domagając się konsekwentnego działania na rzecz cywilizacji życia, dopuszcza jego etapowość) uznałem pierwszeństwo zmian konstytucyjnych nad debatą wokół ustawy. Więcej, zaproponowałem pakt polityczny o moratorium na zmiany w ustawodawstwie zwykłym. Była to trudna propozycja, ale uważałem, że może prowadzić do poważnego umocnienia prawa do życia poprzez potwierdzenie go w Konstytucji. Na jedno się zgodzić nie mogłem – na milczące uznanie finis Christianitatis. I to jest istota naszego wyboru.

Blog 7 paź 2007

Uczestniczyłem ostatnio w serii inauguracji roku akademickiego. Rozwój szkolnictwa wyższego w miastach takich jak Piotrków Trybunalski, Tomaszów Mazowiecki czy Stalowa Wola to jeden z niedocenionych sukcesów trzeciej niepodległości. Wyższe wykształcenie jest bardziej powszechne i tańsze, życie akademickie bliższe.  

Młodzieży lubię uparcie powtarzać, że są pokoleniem największej szansy. Największej od trzystu lat. Polska niepodległa bowiem ma teraz szansę stać się nie pięknym epizodem – jak Druga Rzeczpospolita – ale trwałym faktem na mapie Europy. Budowa Państwa może być wielką przygodą nowego pokolenia, a niezależnie od nikłego entuzjazmu dla faktu bytu państwowego, już dziś widać – u sporej części młodzieży – naturalne pożytki wychowania w wolności.  

Szansa to nie smakołyki podarowane przez los, ale możliwość jego tworzenia.

Polityka 6 paź 2007

Ledwie pochwaliłem Romana Giertycha, okazało się, że było to stanowisko pochopne. Pisząc o jego reakcji na zamach na generała Pietrzyka miałem na myśli wyważony wywiad dla Polskiego Radia, w którym (zaznaczając, że jego stanowisko w sprawie obecności naszych wojsk w Iraku i Afganistanie jest znane) powiedział, że nie zamierza wykorzystywać tej sprawy w kampanii wyborczej. Ale, niestety, zmienił zdanie. Wczoraj w Słupsku Roman Giertych zapowiedział demonstracje w czasie kampanii przed Pałacem Prezydenckim przeciw tarczy antyrakietowej i za wycofaniem wojsk ze Środkowego Wschodu.

Na to muszę zareagować, bo przekracza to i granice kampanii wyborczej, i naszych ustaleń. Podobnie jak uporczywe deklaracje indyferentyzmu w ocenie wszystkich innych partii. Podobnie jak deklaracje o tym, że porozumienie LPR walczy nie o rekonstrukcję prawicowo-centrowej większości, ale przeciw większości PiS. Tamto pomijałem, w tej sprawie milczeć nie mogę.

Nie można deklarować poglądów narodowych i dawać odzewu zamachom na Polskę. I nie można urągać poświęceniu polskich dyplomatów, żołnierzy i innych funkcjonariuszy publicznych, pełniących służbę w krajach, gdzie zagrożone jest bezpieczeństwo międzynarodowe.

O bezpieczeństwie narodowym można i należy rozmawiać, ale z odpowiedzialnością za Państwo, w duchu dialogu zmierzającego do przyjęcia stanowiska państwowego i w świadomości granic mandatu, którym każdy z uczestników debaty dysponuje. Nie dla wyborczej walki o władzę.

Blog 5 paź 2007

Antonio wyrażał obawę, co do zachowania Romana Giertycha po zamachu na ambasadora Pietrzyka w Iraku. Na ile je obserwowałem – było bardzo odpowiedzialne, co mnie cieszy.

Pawła de Varsovie chcę zapewnić, że rozmawiałem z Arturem Zawiszą o Pana rekomendacjach wyborczych i dowiedziałem się, że jesteście Panowie w kontakcie.

Pani Kasi Skrok chcę serdecznie pogratulować nawrócenia Ojca, bo niezależnie od tego, że prawo do życia jest prawdą naturalną, to jednak jego uznanie jest zwróceniem się ku Dobru. Zawsze trzeba bronić prawdy i przekonywać do niej ludzi. Człowiek ma wolną wolę, uznanie tego to wymóg elementarnego realizmu. Naiwnością jest tylko przekonanie technologów władzy, że zamiast przekonywania ludzi wystarczy parę tygodni skutecznej kampanii marketingowej. W wyborach trzeba przede wszystkim znaleźć tych, którzy już (przynajmniej częściowo) zgadzają się z racjami, których bronimy.

Pan Michał Tyrpa pyta o stanowisko Prawicy Rzeczypospolitej w kwestii stosunków polsko-izraelskich i polsko-żydowskich. Chcemy żeby to były jak najlepsze stosunki, oparte na przyjaźni, szacunku i wspólnej pamięci. Jeśli chodzi o antypolski artykuł w „El Pais” to w tym wypadku, jak w każdym, należy bronić prawdy i honoru Polski.

Wprowadzenie wyborów większościowych (o co pytał Cyrus) to zasadniczy element naszego programu głębokiej reformy politycznej. W ciągu pierwszych tygodni pracy w Senacie chcę zgłosić inicjatywę zmiany Konstytucji, przez skreślenie w artykule 96 wymogu proporcjonalności w wyborach do Sejmu.

Blog 4 paź 2007

Mądry Clemenza w „Ojcu chrzestnym”, na pytanie Michaela „Co teraz będzie?”, odpowiada „Wojna, raz na parę lat trzeba to przeżyć”. Z kampaniami wyborczymi jest trochę podobnie. A jednak lubię kampanie. Lubię ten solidarny, skoncentrowany wysiłek, współpracę ludzi, zmagania o najlepsze wykorzystanie z reguły skromnych środków. 

Wyborcy mają na ogół wyrobione poglądy, naiwni tylko mogą wierzyć, że dzięki „skuteczności” można je radykalnie zmienić. Argumenty wzmacniają przekonanie naszych zwolenników, nie zawsze zyskuje się nimi nowych. Zresztą wiece polityczne już dawno straciły urok nowości. Ale do ludzi, tych, którzy myślą tak jak my, choć może nie wiedzą, że my myślimy tak jak oni, trzeba po prostu dotrzeć. Trzeba ich znaleźć i przekonać, że to my jesteśmy rzecznikami ich poglądów. A to angażuje już techniczną stronę kampanii. 

Kampania to po prostu wysiłek przypominający trochę – jak to ładnie napisał Tolkien – czasy, gdy dobro ze złem toczyło fizyczną walkę. Wysiłek daje efekty. Dwa lata temu, w naszym nadpilickim okręgu, zdobyliśmy trzeci mandat dzięki pięciuset głosom. Udało się je znaleźć i zdobyć.   

Oczywiście, w tym wszystkim potrzebne jest Błogosławieństwo Boga. Bo to On ostatecznie rozstrzyga, panując nie tylko nad wiatrami, ale również nad powiewami opinii. I od Niego pochodzi wszelka władza.

Polityka 3 paź 2007

Wszyscy jesteśmy poruszeni wiadomościami z Iraku, śmiercią na służbie młodego funkcjonariusza BOR podczas ataku na naszego ambasadora, gen. Edwarda Pietrzyka, który w zamachu sam został ranny. 

Generała Pietrzyka poznałem podczas wspólnego pobytu w Iraku, w czasie drugiej zmiany służby pełnionej przez naszych żołnierzy. Generał nadzorował misję jako dowódca Wojsk Lądowych. Bardzo dbał, by dowódcy wszystkich szczebli towarzyszyli żołnierzom w patrolach i innych stale wykonywanych zadaniach. Dziś – już jako dyplomata – raz jeszcze dotrzymał im towarzystwa w ryzyku, które ponoszą.  

Atak na polskiego ambasadora to oczywisty akt presji na Polskę, w trakcie toczącej się kampanii. Ale nawet gdyby był to akt agresji irracjonalnej, reakcją na każdy atak przeciw Polakom pełniącym zadania powierzone im przez Rzeczpospolitą powinien być zawsze odruch solidarności narodowej. I nigdy ofiar ponoszonych przez ludzi pełniących służbę Polsce nie wolno wykorzystywać w walce o władzę. To najelementarniejszy wymóg narodowej przyzwoitości.

Polityka 2 paź 2007

Debaty Kaczyński-Kwaśniewski nie widziałem; wysłuchałem jej dokładnie w radio, a moje wrażenia okazały się zgodne z odczuciami tych, którzy oglądali w telewizji. Obaj liderzy mówili nie do tej samej, ale każdy do swojej publiczności. Uczestnicy starcia wystąpili jako przekonujący rzecznicy Trzeciej i Czwartej Rzeczypospolitej. Obaj przedstawiali się jako gwaranci zapobieżenia władzy drugiego. Elektoraty PiS i LiD to zbiory pozbawione “socjologicznej” granicy, ale z dwóch stron graniczą ze wspólnym obszarem. Była to więc umówiona próba – zobaczymy czy skuteczna – wyborczego rozbioru elektoratu Platformy.

Ja do sympatyków PO nie należę. Uważam zachowanie tej partii za przykład skrajnego populizmu wyborczego, który nie cofnął się przed stanięciem “poza dobrem i złem” w momencie najważniejszej debaty ustrojowej, jaką była próba konstytucyjnego doprecyzowania zasady prawa do życia. A jednak (pamiętając, że żyjemy w pluralistycznej demokracji, z wszystkimi jej blaski i cieniami opisanymi jeszcze przez Kardynała Ratzingera) jednym z ważniejszych przejawów moralnej ewolucji wolnej Polski, od III do IV Rzeczypospolitej, było przejście obozu liberalnego z pozycji UD/UW na pozycje PO. Czy warto to cofać dla korzyści partyjnych? Oczywiście są tacy, którzy powiedzą, że w wyborach wszystko wolno, środki są demokratyczne, a środek uświęca cel. To oznacza jednak utratę szans na nowy consensus polityczny, który naprawdę mógł oznaczać rewolucję moralną, szansę na trwałą zmianę charakteru Państwa i polskiej polityki.

Dziś, gdy padają kolejne zapewnienia o coraz to nowych konceptach Coraz Większych Koalicji, ja zapewniam, że zrobię wszystko, by po wyborach mogła powstać normalna koalicja prawicowo-centrowa, z liberałami, a nie postkomunistami – jako oficjalną opozycją.

Dziękuję Wszystkim za dobre słowa. Odpoczynek się przydał, a ja wracam do spraw.

« Poprzednia strona