Listopad 2007


Blog and Międzynarodowe and Polityka 29 lis 2007

W tym tygodniu występowałem w Radomiu, najpierw ze środowiskiem Prawicy Rzeczypospolitej, a potem w Duszpasterstwie Akademickim. Radomskich studentów najbardziej interesowały problemy polityki na rzecz rodziny i młodzieży, oprócz oczywiście oceny wyniku wyborów i nowego rządu.

Dziś natomiast w Instytucie Spraw Publicznych wystąpiłem w dyskusji prowadzonej przez profesor Kolarską-Bobińską, w której uczestniczyli też profesorowie Olechowski i Nałęcz. Najciekawsza dla mnie była wymiana zdań na temat polityki zagranicznej, którą istotnie uznaję na jedyną silną różnicę między PO i PiS (choć nie sięga ona oceny samego nowego Traktatu UE). PiS ma wyraźną orientację atlantycką i środkowoeuropejską, tymczasem wszystko wskazuje na to, że PO będzie nastawiona na adaptację do oczekiwań Unii Europejskiej. Profesor Olechowski uznał to za zupełnie normalne, bo kraj oponujący przeciw dwudziestu sześciu partnerom to najwyraźniej państwo nieprzystosowane do współpracy międzynarodowej. Niestety, musiałem uznać ten zarzut za demagogiczny, bo to nie Polska prowadzi politykę unilateralną w Europie, tylko silni często narzucają ją całej Unii. Trudno bowiem znaleźć przykłady bardziej jednostronnie narodowego stanowiska jak Niemiec w sprawie gazociągu bałtyckiego czy Francji w sprawie wartości chrześcijańskich (Republika jest konstytucyjnie laicka i Europa ma się do tego dostosować).

Jeśli chodzi o sytuację na Śląsku – zaznaczam wyraźnie: żadna współpraca z LiD nie wchodzi i nie może wchodzić w grę. Natomiast oczywiście chcemy zająć swoje miejsce w polityce regionalnej i stąd porozumienie z PO-PSL w Sejmiku Wojewódzkim. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość chce współpracy z Prawicą Rzeczypospolitej, jesteśmy najzupełniej gotowi, z całą świadomością granic naszego mandatu. Ale warunkiem nieprzekraczalnym jest uznanie samodzielności i odrębności ruchu chrześcijańsko-konserwatywnego.

Międzynarodowe and Polityka 28 lis 2007

We Francji znowu rozruchy młodych imigrantów, choć jest i nowa jakość. Strzelano do policji, co na krótką metę grozi ekskalacją, ale na długą może oznaczać sygnał wejścia w nową fazę kryzysu społecznego.

Dla nas zresztą to też jest sygnał ostrzegawczy. Już premier Belka umieścił w Narodowym Planie Rozwoju zapowiedź otwarcia Polski w bliskiej przyszłości na zarobkową imigrację, jako konieczność wobec strukturalnego kryzysu urodzeń. Wypowiedzi premier Gilowskiej szły w tym samym kierunku. Tymczasem imigracja – przenoszenie ludzi z korzeniami w zupełnie inne środowisko społeczne – to problem daleko wykraczający znaczeniem poza ekonomię.

Fenomen współczesnej imigracji wymaga zresztą rozsądnej polityki imigracyjnej, choćby takiej jak Irlandii, która przyjęła masową (ale w znacznym stopniu czasową) imigrację z innych krajów Unii Europejskiej, unikając tym samym szoku kulturowego, który wystąpił we Francji czy w Niemczech.

W swego rodzaju przymusie imigracyjnym narody zachodnioeuropejskie znalazły się wraz z załamaniem demograficznym. Pisał o tym już pół wieku temu Jean-François Revel, zapowiadając, że kryzys urodzeń doprowadzi do masowej imigracji z jej wszystkimi problemami społecznymi. Gdy imigracja się już pojawia – wówczas koniecznością staje się polityka integracji, która ma jednak swoje nieprzekraczalne granice. Ale przymusu imigracyjnego można uniknąć, dbając o normalny społeczny i demograficzny rozwój własnego narodu.

Blog and Christianitas 27 lis 2007

Leliwita przedstawił nowe pretensje, bo raz użyłem słowa „wartości”, którego on w swoim komentarzu używa dziewięć razy (twierdząc, że to ja używam go często). Rzecz w tym, że od Arystotelesa wiemy, że słów najlepiej używać w sposób zrozumiały. Ewangelia jest orędziem Zbawienia, które każdy powinien podjąć, ale w życiu publicznym musimy porozumiewać się również z tymi, którzy to rozumieją tylko częściowo. Natomiast (odnośnie kolejnego wpisu) antysemityzm uważam za truciznę zarówno wyrządzającą krzywdę ludziom, jak również niszczącą rozum i sumienie narodu. Ale – jeśli to możliwe – proszę nie brać tego jako ataku, tylko spokojnie się nad tym zastanowić.

Do abolicjanta: w „Kilku uwagach” pisałem nie o kryzysie Christianitatis, którego początki lokowane są różnie (Madiran od Deklaracji Praw Człowieka bez Boga, ale Weaver nawet od kryzysu nominalistycznego), ale o czymś więcej – o załamaniu cywilizacji chrześcijańskiej. To nastąpiło, gdy o ładzie chrześcijańskim faktycznie zapomniano. Inaczej rozumiem przyczyny kryzysu reformacyjnego (choć to temat na osobne rozważania), ale w żadnym wypadku nie uważam, by ład publiczny miał zastępować życie religijne; wręcz przeciwnie – ma je chronić, np. przeciwstawiając się demoralizacji czy ogólnie – broniąc naturalnej sprawiedliwości, bo i Łaska jest dana naturze.

Christianitas 26 lis 2007

Tak jak zwieńczeniem chrześcijańskiego ładu społecznego jest dobro wspólne, tak jego podstawą są prawa właśnie określane jako podstawowe, fundamentalne, a w naszej tradycji – kardynalne. Benedykt XVI użył też określenia zasady nienegocjowalne. Trzeba ich bronić zawsze, bo w nich najbardziej konkretyzuje się dobro publiczne. Ich przyjęcie dobrze orientuje politykę, ich odrzucenie (albo nawet zgoda na odrzucenie) nieuchronnie powoduje zło i szkody społeczne. Od obrony praw kardynalnych nie zwalnia ani niepopularność, ani – tym bardziej – konieczność cierpliwego przekonywania współobywateli.  A pierwszym wśród tych praw, kamieniem węgielnym samego porządku społecznego, jest prawo do życia. Dlatego tak ważny jest porządek konstytucyjny, dający oparcie sprawiedliwości, i opinia publiczna, podlegająca mniejszym zmianom niż demokratyczna władza. Dwie rzeczy bowiem w demokracji mają polityczną trwałość: normy konstytucyjne i narodowy consensus. 

Polityka dobra wspólnego musi przede wszystkim stać na straży owych praw kardynalnych, zawsze mając przed oczyma ład na nich oparty i zawsze reagując na ich otwarte bądź milczące odrzucenie. 

Skuteczność w polityce wymaga przede wszystkim świadomości celu (a polityka rezygnująca z najważniejszych składników dobra wspólnego jest z zasady nieskuteczna) i na wytrwałym, realistycznym dążeniu do jego realizacji. A podstawowym warunkiem rzeczywistej skuteczności (zorientowanej na skutki społeczne, a nie ambicje osobiste) jest zdolność działania na rzecz poglądów, które są atakowane, odrzucane – i przemilczane przez tych, którzy ich bronić powinni.

Religia 25 lis 2007

We czwartek byliśmy z Izą na przeglądzie chórów parafialnych w Zalesiu Dolnym. Cudze chwalicie – swego nie znacie: okazuje się, że w Piaseczyńskiem i w okolicy w wielu parafiach (a w naszym bezpośrednim sąsiedztwie we wszystkich) działają bardzo dobre chóry, wykonujące również sakralną muzykę tradycyjną. Licznie zebrani wierni najlepiej przyjmowali chorał łaciński: XVI-wieczne Credo „Cardinale” i Missa brevis, skomponowaną niedawno, dosłownie za miedzą, w Zalesiu Górnym. Czy więc naprawdę chodzi o język, który (w przeciwieństwie do angielskiego czy niemieckiego) nic nie może powiedzieć „współczesnemu człowiekowi”? 

Wczoraj pojechaliśmy całą rodziną na Jasną Górę, na doroczną pielgrzymkę wspólnot tradycji łacińskiej, pierwszy raz po ogłoszeniu Summorum pontificum. Wszyscy modliliśmy się – zgodnie z wezwaniem Ojca Krzysztofa Stępowskiego CSSsR, naszego warszawskiego duszpasterza – by Pan Bóg strzegł na przyszłość od wszelkiej przeciwności tych, których raczył wysłuchać i ocalić, aby wzrastali w Bożej służbie i miłości” (za sekretą Mszy dziękczynnej). 

A dziś ostatnia niedziela roku kościelnego. W Mszale Bł. Jana XXIII Kościół mówi nam o końcu świata, ale też dodaje odwagi wobec tej przerażającej najczęściej perspektywy: bo „po ucisku tych dni” wśród katastrof i kataklizmów „będą narzekać wszystkie narody ziemi; i ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego na obłokach niebieskich z wielką mocą i chwałą. Pośle On swych aniołów (…) i zgromadzą  Jego wybranych z czterech stron świata…” (por. Mt 24,29-31). Oto horyzont i szansa naszego życia.

Blog 24 lis 2007

Wczoraj odebrałem nagrodę Polskiej Izby Handlu za wspieranie polskiej przedsiębiorczości handlowej w poprzedniej kadencji Sejmu. Istotnie, nadzorując proces ustawodawczy, pilnowałem, by uzgadnianie projektów z prawem europejskim nie polegało na zestawianiu ich z opiniami naszych krajowych eurocenzorów, ale z realną praktyką silnych (politycznie i gospodarczo) państw Unii wobec własnej przedsiębiorczości. To metoda, która znacznie lepiej pozwala ustalić realne standardy ochrony konkurencji i rynku krajowego. Bo wbrew potocznym wyobrażeniom jest to możliwe również na wspólnym, otwartym rynku, który oczywiście jest wartością, czyniąc Europę swego rodzaju przymierzem gospodarczym, gdzie każdy z uczestniczących krajów ma otwarte pole dla swojego eksportu. Instruktywny jest tu przypadek Irlandii, która przez pierwszych kilkanaście lat po wejściu do EWG rzeczywiście była peryferium, płacącym cenę niekonkurencyjności swojej gospodarki. Ale potem, po reformach gospodarczych, potrafiła wykorzystać swoje szanse.

Polityka 23 lis 2007

W swoim exposé premier Tusk cytował Jana Pawła II i Norwida, i powiedział kilka rzeczy, które parę lat temu pozwalały mieć nadzieję, że PO może być partnerem polityki dobra wspólnego. Ale już pozytywny konkret – podtrzymanie sprzeciwu wobec Karty Praw zasłonił zastrzeżeniami licznych środowisk społecznych, które respektuje, ale z którymi się nie zgadza. Najważniejsze, że sprzeciw podtrzymał. 

Oczywiście całe wystąpienie mieściło się we współczesnym paradygmacie liberalnym. Ideał społeczny nowego rządu to „skok cywilizacyjny”, a miarą postępu cywilizacji zachodniej w ostatnich dziesięcioleciach jest ilość wybudowanych dróg. Rzecz sama w sobie bardzo ważna – sam jestem bardzo aktywnym kierowcą, a w budowę dróg ekspresowych byłem (i będę) zaangażowany. Ale trudno to uznać za ostateczną miarę dobra wspólnego i charakterystykę stanu naszej cywilizacji. 

Pozytywna deklaracja o polityce na rzecz urodzeń była poparta zapowiedzią nieokreślonych ulg dla rodzin wychowujących dzieci, powiązanych z podatkiem liniowym. Nie wiadomo jakie „ulgi” i jakie relacje między ich zakresem a prawdopodobnie uliniowionym VAT. Niestety, może być to kropla pomarańczy do łyżki tranu dla naszych dzieci. W polityce mieszkaniowej deklaracje Tuska niepokoją, bo bez zaangażowania państwa może rozwijać się budownictwo jednorodzinne i samorządowo-socjalne, ale dobry rozwój mieszkaniowego wymaga przede wszystkim wieloletnich kredytów, które młode rodziny będą w stanie spłacać z przeciętnych dochodów. A tu wsparcie publiczne, w fazie uruchamiania systemu, jest potrzebne. 

Mamy rząd PO-PSL, w interesie Polski jest, by miał poczucie interesu publicznego – w tym zdolność przyjmowania argumentów opozycji i krytyków. Czas pokaże, czy będzie to rząd liberalny, czy post-liberalny, zdolny do przekroczenia barier własnej ideologicznej poprawności.

Christianitas 22 lis 2007

Najważniejszym powodem załamania cywilizacji chrześcijańskiej jest to, że jej wartości przestały być traktowane jako najważniejsze składniki dobra wspólnego. Ataki na chrześcijaństwo, którym towarzyszył rosnący indyferentyzm duchowy i ideowy, spowodowały – w wielu krajach Europy – kapitulację moralną i polityczną mniejszości zachowujących przekonania integralnie chrześcijańskie. Cywilizacja chrześcijańska weszła w fazę najpoważniejszego kryzysu nie wtedy, gdy zaczęto ją atakować, ale wtedy, gdy przestano jej bronić. Przestano, bo uznano, że będzie to nieskuteczne. W ten sposób opinia chrześcijańska mogąca wywierać własny (choć ograniczony) wpływ na życie publiczne, zrezygnowała z jakiegokolwiek. 

By uzasadnić tę kapitulację, formułowano różnego rodzaju eskapistyczne ideologie. Pierwszy ich rodzaj polegał na zawieszaniu idei do czasu samoczynnych zmian w kulturze i nastrojach społecznych (w teologii określa się to jako kwietyzm). Zręczni politycy wykorzystywali to, by wmawiać chrześcijanom, że owocne zaangażowanie może dotyczyć tylko celów dziś akceptowanych, np. dobrobytu i jego redystrybucji w wypadku zachodnich partii chadeckich, bądź silniejszych namiętności społecznych, jak w wypadku naszego Prawa i Sprawiedliwości. Poza polityką ów polityczny kwietyzm prowadził po prostu do wycofania się w prywatność i oczekiwania tam społecznej zmiany na lepsze. 

Drugi rodzaj ideologii to ideologie władzy, millenarystyczne i doraźne. Te pierwsze zakładają, że jakiekolwiek dobro społeczne jest nieosiągalne w obecnym, skażonym liberalizmem, porządku politycznym. Cywilizacja chrześcijańska to kwestia przeszłości, można tylko kultywować jej nieskażoną pamięć. Drugie – emocjonują się demokratyczną walką o władzę, identyfikując ład chrześcijański z jednym obozem politycznym (zapominając, że partie w demokracji z zasady się zmieniają u władzy). Niekiedy zresztą to ci sami ludzie; dla tych, co mają chęć polityczną rojenia o Nowym Średniowieczu bywają pretekstem do milczącej akceptacji pragmatyzmu dzisiejszej polityki.

Christianitas 21 lis 2007

Portugalscy lekarze sprzeciwiają się naciskom rządu, który (po przeprowadzonej na początku tego roku legalizacji zabijania dzieci przed urodzeniem) domaga się od organizacji lekarskich wycofania, w ciągu trzydziestu dni, z Kodeksu Etyki zawodowej przepisów sprzeciwiających się tzw. aborcji. Portugalski kodeks lekarski mówi, że „lekarze powinni szanować życie ludzkie od poczęcia” oraz że „wykonywanie aborcji jest poważnym błędem moralnym”. Normy te są zresztą zgodne z osobistymi decyzjami większości lekarzy, którzy odrzucają praktyki ustawowo zalegalizowanego dzieciobójstwa.  

Szkoccy biskupi, kardynał Keith O’Brien z Saint Andrews i Edynburga oraz abp Mario Conti z Glasgow wezwali władze polityczne do potraktowania serio katolickiego sprzeciwu wobec nowego ustawodawstwa embriologicznego, które dopuszcza sztuczne tworzenie embrionów «zwierzęco-ludzkich». Biskupi protestują przeciw podporządkowywaniu racji etycznych na rzecz interesów naukowo-technicznych. 

Katolicki arcybiskup Westminsteru, kardynał Comac Murphy O’Connor, zaprotestował natomiast przeciw prawu gwarantującemu związkom homoseksualnym prawo rodzicielstwa wobec dzieci poczętych na ich zamówienie in vitro. Kardynał pokazuje, że przepisy te oznaczają negację praw dziecka do posiadania ojca i matki.  

Kościół meksykański zdecydował się na zamknięcie stołecznej katedry do czasu, aż władze nie zagwarantują bezpieczeństwa kultu i wiernych. Decyzję tę podjęto po najściu, jakie podczas Mszy świętej odprawianej przez kardynała Rivera Carrerę w ostatnią niedzielę urządzili zwolennicy Andrèsa Manuela Lopeza Obradora, którego Partia Rewolucji Demokratycznej uważa za prawowitego prezydenta Meksyku. Aktywiści radykalnej lewicy napadli na katedrę, bo rozdrażniły ich dzwony kościelne, które usłyszeli podczas wiecu swojego przywódcy.

Polityka 21 lis 2007

Dzisiejsza „Rzeczpospolita” drukuje mój tekst „Czy jest dziś w Polsce prawica?”. Sens polityki prawicy to działanie na rzecz ładu moralnego, strategicznych zadań narodowej racji stanu (do których należy przekonywać opinię publiczną), wartości republikańskich, a więc znaczenia przekonań i osobistej odpowiedzialności w polityce.

A sprawy, w których się to dziś konkretyzuje to polityka praw rodziny i odpowiedź na wyzwanie demograficzne, narodowe zaangażowanie na rzecz Europy szanującej nasze wartości i interesy, tu szczególnym zadaniem prawicy jest budowa opinii chrześcijańskiej w Europie, i wreszcie głęboka reforma polityki polskiej, polegająca przede wszystkim na zmianie prawa wyborczego na większościowe.

W żadnej z tych spraw dwie wielkie partie nie dają zadowalającej odpowiedzi. Warto zapytać, jakie będą jednak skutki odłożenia tych zadań? Zapaść demograficzna, łatana zewnętrzną imigracją, postępujące wyobcowanie w Europie, Państwo ciągle traktowane z niechęcią przez społeczeństwo, będące za to atrakcyjnym łupem dla polityków. Prawica, której Polska potrzebuje, to efektywna odpowiedź na te wyzwania. Ta odpowiedź to naród silny życiem rodzin, ciągłość pokoleń i tradycji, Europa, w której zarówno uniwersalne wartości, w które wierzymy, i interesy, które najczęściej dzielimy z innymi krajami Europy środkowej, będą szanowane, życie polityczne rzeczywiście skoncentrowane wokół dobra wspólnego, a nie partykularnych ambicji i interesów polityków.

Repliki 20 lis 2007

Bogusław skierował do mnie wszelkie możliwe pretensje, zamiast napisać jasno, czy należy okazywać szacunek legalnej władzy swoich przeciwników politycznych czy nie. Zresztą również kilku innych Czytelników przekonuje mnie, że PO w swej polityce postępowała często nie fair. Do tego naprawdę mnie nie trzeba przekonywać, bo ja sam byłem przez tę partię, kierując Izbą, wielokrotnie niesprawiedliwie atakowany. Ale nie znajduję w tym powodu do zachowywania się tak, jakby ich władza była moralną uzurpacją.

Są sytuacje, gdy również władzy wybranej należy przypomnieć, że prawidłowa desygnacja to jeszcze nie wszystko w państwie prawa. I że wybór może dać władzę i mandat prawny, ale niekoniecznie moralny. Sam wobec prezydenta Kwaśniewskiego zachowywałem się z największą rezerwą. Ale on zdobył swą władzę dzięki nienaprawieniu oczywistych krzywd narodu z czasów PRL, poprzez odwoływanie się do mentalności PRL-owskiej (słynne „Wróć komuno!” na jego wiecach’95) i wreszcie naruszył prawa podstawowe Rzeczypospolitej, o czym pisałem. Niczego takiego właśnie (a nie niczego przeciw czy wbrew PiS albo Prawicy!) Tusk nie zrobił.

Poza tym dobre obyczaje mają po prostu dydaktyczną funkcję społeczną – one również budują i naprawiają Państwo.

Międzynarodowe and Polityka 19 lis 2007

Art. 21 ust. 1 Karty Praw Podstawowych zakazując m.in. „wszelkiej dyskryminacji ze względu na (…) orientację seksualną”, implicite uznaje równość z małżeństwem i rodziną nieokreślonej liczby „nastawień płciowych”, które tym samym mają prawo do „wszelkich” praw wynikających ze społecznej pozycji rodziny. Implikacje tej normy mogą być oczywiste: całkowita aprobata prawna politycznych żądań ruchu homoseksualnego łącznie z adopcjami sierot, propagowaniem homoseksualizmu w szkołach czy wreszcie represjami wobec osób wyrażających moralną dezaprobatę homoseksualizmu. To ostatnie to nie teoria, ale rzeczywistość w Szwecji czy we Francji.  

W okresie prac nad konstytucyjnym potwierdzeniem ludzkiej godności dziecka przed urodzeniem najbardziej żarliwi oponenci (jak Cezary Michalski z „Dziennika”) grozili, że może to spowodować pojawienie się Straszliwego CZA (całkowitego zakazu aborcji). Dowodem na to miało być, że taki zakres ochrony wiele osób uważa za moralnie słuszny.Przeciwnicy konstytucyjnego potwierdzenia godności podnosili sztandar umiaru – twierdząc, że dyskusja o abstrakcyjnej słuszności normy musi ustąpić przed ochroną zgody społecznej i zapobieganiem „skrajnym” konsekwencjom pochopnie proklamowanej sprawiedliwości. 

Teraz przyszedł czas weryfikacji. Jeżeli rzeczywiście chodziło o umiar, pokój społeczny i podobne przesłanki – to dziś ci sami publicyści i politycy powinni równie twardo wystąpić przeciw tak kategorycznej normie o tak nieokreślonych konsekwencjach, budzących sprzeciw bardzo znaczącej części społeczeństwa. A intencje też tu nie są jasne! Znaczący politycy PO – jak Andrzej Olechowski czy Elżbieta Radziszewska – swego czasu publicznie uznawali wprowadzenie w Polsce szczególnych uprawnień homoseksualizmu za przedwczesne bądź nieodpowiadające dzisiejszym przekonaniom społeczeństwa. A jutrzejszym? A jaką furtkę otworzy zapis, który oznacza całkowitą aprobatę dla homoseksualizmu?  

Oczywiście, w przypadku prawa do życia nienarodzonych chodziło o umiar politycznie poprawny. Umiar wobec politycznych roszczeń homoseksualnych miałby charakter najzupełniej niepoprawny; tu poprawny jest radykalizm. Co nie zmienia faktu, że tym bardziej swej niezależności dziennikarskiej i intelektualnej mogą dziś dowieść ci, którzy wczoraj tyle mówili o umiarkowanej i pragmatycznej wizji prawa; i o niezgodzie na dyktat większości. Dziś ci rycerze umiaru mogą przeciwstawić się jeszcze większej presji i jeszcze większym potęgom. Chyba że górę nad pragmatyzmem społecznym weźmie osobisty, bo lepiej pamiętać w jakiej Europie żyjemy.

Kultura and Religia 18 lis 2007

Zmagania z asymilacją i Oświeceniem, które przeżywają bohaterowie Izaaka Singera, to coś więcej niż seria przypowieści o kolejach losu żydowskiej inteligencji u progu współczesności. To – w pewnym sensie – historia współczesnego człowieka. 

O jednym ze swoich bohaterów – Azrielu Babadzie, psychiatrze-agnostyku chcącym odnaleźć wiarę –  autor „Spuścizny” pisał: „Być może stanowi wyjątek wśród Żydów, lecz wśród chrześcijan są miliony jemu podobnych. (…) W niektórych państwach nastąpił rozdział nie tylko Kościoła od państwa, lecz nawet w swej psyche chrześcijanie rozróżniają prawdę religijną od naukowej. Czyż to możliwe! Wszak istnieje tylko jedna prawda.” 

Oczywiście, odpowiedź, jaką daje Singer swoim bohaterom, wiąże się z religijnym doświadczeniem żydowskim. Jest nią nieustanna mediacja między duszą, która pragnie Boga, a namiętnościami, którymi odzywa się nasze doczesne istnienie. Ale nam, chrześcijańskim czytelnikom jego książek, to nieustanne szukanie i czekanie Boga pozwala lepiej zrozumieć sens Zbawienia, w które uwierzyliśmy: „Co takiego właściwie dał nam Chrystus, jeśli nie zbudował światowego pokoju, powszechnego dobrobytu, lepszego świata? Co nam przyniósł? Odpowiedź – pisze Benedykt XVI –  jest całkiem prosta: Boga”.

Polityka 17 lis 2007

Ledwie napisałem o Platformie, a już opozycja daje powody do komentarzy. Premier Kaczyński nie raczył przekazać osobiście władzy swojemu następcy, a przecież szacunek należny Premierowi RP jest wyrazem szacunku dla Rzeczypospolitej, a nie akceptacji dla poglądów politycznych szefa rządu. To kwestia zmysłu Państwa i dobrych obyczajów. 

Owszem – demokracja podlega prawu i nie relatywizuje racji stanu. Ale przywódca PO nie zrobił niczego, co pozwalałoby przywódcy PiS zakwestionować jego moralne prawo do objęcia urzędu.   

Pamiętam eleganckie przejęcie władzy przez prezydenta Kaczyńskiego od Aleksandra Kwaśniewskiego. A tam akurat można by znaleźć niejeden powód do demonstracji. Chodzi nie tylko o chroniczną niedyspozycję do szacunku dla wykonywanego urzędu, ale o akty niedopuszczalne – jak sankcja, jakiej Aleksander Kwaśniewski jako prezydent udzielił ustawie o zabijaniu nienarodzonych w pierwszym roku urzędowania czy veto, którym uniemożliwił uwolnienie Polski od pornografii. W obu wypadkach chodziło o czynne i skrajne działanie przeciw godności człowieka, którą nawet obecna Konstytucja uznaje za prawo przyrodzone, a więc wcześniejsze od pisanego.

Za bojkotem premiera Tuska przemawiają jednak racje znacznie poważniejsze od praw kardynalnych Rzeczypospolitej. Ze sprawy Rokity wiemy, że od działania na szkodę PC cięższe może być tylko niewątpliwe morderstwo z premedytacją.

Polityka 16 lis 2007

Przeszkody osobiste zmusiły mnie do przerwy w pisaniu mego otwartego dziennika. Ale wracam do codziennych wpisów, które w miarę możności uzupełnię o zaległe refleksje. 

Złe wrażenie (nie zdążyłem tego zapisać we środę) zrobiła na mnie znowu polityka większości parlamentarnej kierowanej przez PO. Zlikwidowano sejmową Komisję Rodziny. Libertariańska część naszych gości powie, że nic się nie stało, co stanowi świetny argument stałego użytku do likwidowania tych instytucji, które właśnie są bardziej potrzebne. Parlamentarny komitet, nadzorujący przestrzeganie praw rodziny w polityce rządu i projektach ustawodawczych, korzystający z możliwości inicjatywy ustawodawczej i uchwałodawczej, to instytucja oczywiście użyteczna, szczególnie w obecnej sytuacji społecznej. Potrzebę pozostawienia innych komisji (z wyjątkiem małej przedsiębiorczości) uznano – tej nie.  

I sprawa druga – sposób używania władzy. W poprzedniej kadencji ostrzegałem Platformę przed wprowadzaniem praktyki bojkotu komisji sejmowych. Tym razem po ten instrument sięgnął PiS – wobec oczywistej niesprawiedliwości. Chodzi o Komisję Służb Specjalnych. PO narzuciła pięcioosobowy skład – dla siebie dwa miejsca, dla pozostałych trzech partii po jednym. Jeśli celem było zmniejszenie składu, to Komisja powinna mieć w ogóle tylko cztery miejsca, po jednym z każdej partii. Jednak sytuacja, w której przewodzący opozycji PiS, mający prawie dwa razy więcej miejsc od SLD i PSL, ma mieć od nich dwukrotnie mniejszą reprezentację – to tyleż demonstracja siły, co kpina z arytmetyki.  

Pierwsza z tych dwu decyzji źle wróży polityce państwa. Druga – zdolności współpracy rządu z opozycją. Wykorzystywanie władzy w ten sposób to sygnał, że tematów zastępczych karuzeli POPiS nie zabraknie. Co nie znaczy, że poszczególnych spraw nie należy rozpatrywać według zasad sprawiedliwości; w końcu tylko ona wprowadza porządek.

Blog 13 lis 2007

Jedna z Pań, o których pisałem wczoraj, wręczyła mi po spotkaniu swój list do Klubu Parlamentarnego PiS, zresztą anonimowy – podpisany Wyborcy i patrioci z Zielonej Góry. Mnie dotyczy o tyle, że jestem tam wymieniony wśród ludzi szkodzących PiS-owi (jak Marcinkiewicz, Dorn, Ujazdowski), choć określenie „nikczemnie” zastrzeżone jest tylko dla byłego premiera i dla mnie. To tylko dla porządku, bo w liście najważniejsza jest ekspozycja poglądów historycznych autorów, którą przytoczę w całości: 

„Prawie że mafijne układy, kolesiostwo, bezkarność doprowadziły do upadku i rozkradania całego niemal przemysłu i PGR-ów i stąd największego bezrobocia a z tym związanej patologii.Dlatego program odnowy państwa i ratowania tego co się da uratować i rozliczenia przynajmniej tych największych afer popieraliśmy…”. 

List kończy się apelem o jedność i konsekwencję. Pomijając już to, że autorzy nie widzą obiektywnych źródeł trudności gospodarczych kraju – dziedzictwa komunizmu, charakterystyczne jest, że w całym tym emocjonalnym manifeście, powstałym w środowisku katolickim, wśród oczekiwań formułowanych pod adresem PiS, nie ma ani słowa o cywilizacji życia, o prawach rodziny, o walce z demoralizacją. Chyba więc powinienem wprowadzić korektę do moich analiz. To nie tylko Jarosław Kaczyński zrezygnował ze składania zobowiązań wobec opinii katolickiej, to również (znacząca w istocie) część tych, którzy powinni je żywić, niczego od przywódcy PiS nie oczekiwała. Ciekawe dlaczego?

Blog 13 lis 2007

Zielona Góra to piękne miasto na północno-zachodnim krańcu historycznego Śląska i na południu obecnego województwa lubuskiego. Ma piękną Starówkę i wzgórze winne z kawiarnią-palmiarnią. Między moim rodzinnym Gorzowem a Zieloną Góra istniał przez lata silny antagonizm; mecze żużlowe Stali i Falubazu oraz piłkarskie Stilonu i Zastalu to były prawdziwe święte wojny o honor miasta. Do tej pory pamiętam pierwszy gorzowski, po awansie Stilonu do trzeciej ligi, gdy Dudek strzelił gola na 1:0 w ostatnich minutach. Ulubionym tematem dowcipów były w tamtych czasach zielonogórskie tramwaje, których (w przeciwieństwie do gorzowskich, chluby miasta) nie było. Teraz jednak, gdy oba miasta są stolicami Lubuskiego, antagonizm chyba przygasł.

Dziś wieczorem wystąpiłem w zielonogórskim uniwersyteckim Salonie Myśli u Edyty Stein. Debata dotyczyła dialogu między polityką a religią. Mówiłem o prymacie pracy nad aktywizacją opinii chrześcijańskiej w Polsce i w Europie, i konieczności chrześcijańsko-konserwatywnego zaangażowania politycznego. Przez półtorej godziny była to debata o zasadach (bez odniesień partyjnych), w końcówce dotknęła aktualności polityki polskiej. Moja odpowiedź na pytanie o poparcie katolików dla PiS, że nie powinno mieć charakteru bezwarunkowego i że nie można popierać partii bez uzyskania od niej zobowiązań wobec ładu chrześcijańskiego, wywołało mocną reakcję uczestników związanych z Radiem Maryja. Niestety, przeciwko zasadzie warunkowości.

Sam Salon to kapitalna instytucja, dzięki której po prostu realizuje się budowa opinii katolickiej. I co ważne, wśród uczestników reprezentujących różne środowiska inteligencji nie brakuje młodych – absolwentów, studentów, licealistów.

Historia 11 lis 2007

Jednym z paradoksów naszej historii jest to, że katolicka Polska znalazła się w wieku XIX w obozie rewolucji europejskiej, podczas gdy nasi zaborcy zawiązali Święte Przymierze, powołując się na moralność chrześcijańską, zasady prawowitości władzy i solidarnej odpowiedzialności za pokój międzynarodowy. Czy więc prawie cała tradycja polska – wołająca z Mickiewiczem o wojnę powszechną o wolność ludów – rzeczywiście zrywała z wcześniejszym dziedzictwem sarmacko-katolickim, czy, obłąkana nieszczęściem, przestała rozumieć ducha własnej cywilizacji?

Jednak przywoływanie chrześcijaństwa przez postoświeceniowych władców miało niewiele wspólnego z autentycznym dziedzictwem Christianitatis. Owszem, w reakcji na Rewolucję myśl katolicka zaczęła przeakcentowywać kompetencje władzy, stąd później częste kłopoty w rozróżnieniu powstań narodowych i rewolucji, nie tylko w wypadku Polski, ale również np. Irlandii.

W istocie już Kardynał Kajetan, a za nim myśliciele kontrreformacji uważali, że wojna z obcym najazdem jest sprawiedliwa z zasady i nie wymaga dla swej słuszności autorytetu władzy. Opór wobec przemocy jest bowiem (w etyce katolickiej) najoczywistszym naturalnym prawem ludzi i narodów.

Dla nas niepodległość zawsze pozostanie – według słów Prymasa Woronicza – najświętszą sprawą. Jak szkoda zresztą, że tak rzadko śpiewamy w naszych kościołach drugą zwrotkę „Boże, coś Polskę”. A oczywiście, wszyscy, którzy – idąc za głosem serca i sumienia – dali odpowiedź na jej wezwanie, mają miejsce w naszej tradycji. I legioniści, i Biali, i Czerwoni, i socjaliści, i konserwatyści, i narodowcy, i ludowcy. Tradycja narodowa jest bogata dorzeczem swoich tradycji, a Święta Narodu winny być również świętami solidarności. Polityka i tak jutro o sobie przypomni.

Blog 11 lis 2007

Miałem wczoraj przyjemną uroczystość w Opolu, gdzie odbierałem honorowe członkostwo Stowarzyszenia Horyzonty. Ta młoda organizacja studencka angażuje się w najróżniejsze inicjatywy społeczne na rzecz tradycji, polskiej racji stanu, społeczeństwa Opola i spraw akademickich.

Postanowili wyróżnić honorowym członkostwem Romana Kirsteina, pierwszego przewodniczącego Solidarności Opolskiej, posła do Parlamentu UE Konrada Szymańskiego i mnie. To bardzo sympatycznie ustawiony łańcuch polskiej prawicy. Gdy Roman Kirstein stawał na czele Zarządu Regionu „S” ja byłem 20-letnim działaczem Ruchu Młodej Polski, gdy zostałem posłem po wyborach’89, Konrad Szymański był 20-letnim działaczem młodzieży prawicowej na poznańskim UAM. Dziś, gdy należy do najlepszych polskich posłów w Parlamencie Strasbourgskim – studenci, którzy nas wyróżnili (na czele z prezesem Marcinem Ociepą) też mają po 20 lat.

To największa satysfakcja, która może spotkać polityka: widzieć, jak głoszone poglądy przekraczają ramy własnego ugrupowania i jak są podejmowane przez młodzież, zachowując aktualność dla kolejnego pokolenia. To jeszcze nie wpis świąteczny, ale spóźniony wigilijny.

Polityka 9 lis 2007

Donald Tusk został desygnowany na premiera. To dobra okazja, by dalej zastanowić się nad kwestią postawioną przez Gościa, czy należy z góry wykluczać Platformę jako uczestnika większości prawicowej w Polsce. Gość zachęca do śmiałej, bez uprzedzeń, refleksji, więc warto ją podjąć.

Niewątpliwie zastąpienie przez Platformę Unii Demokratycznej w liberalnym centrum przesunęło polskie życie polityczne na prawo, i był to pozytywny obrót. Wydawało się przez długi czas, że PO to partia postliberalna (jak neokonserwatyści amerykańscy), która pozytywnie zrewidowała stosunek UD-UW do religii i wartości chrześcijańskich, do antykomunizmu, do współpracy z prawicą, również do integracji europejskiej (krytyczne nastawienie do Traktatu Konstytucyjnego). PO chwaliła się nawet, że jako pierwsza partia polityczna w historii odbyła pielgrzymkę do Rzymu…

Co z tego wyszło w praktyce? Pozytywne głosowania Platformy w sprawach zasiłków porodowych i – przede wszystkim – zmniejszenia podatków dla rodzin wychowujących dzieci. Obie sprawy były możliwe w tym zakresie dzięki poparciu PO. Ale na tym się kończą pozytywy. W innych widzieliśmy już tylko regres. Względnie szybkie przejście na pozycje SLD w sprawie Traktatu Konstytucyjnego (teraz czekamy na ostateczne stanowisko w spawie Karty Praw). Fatalna rola (przy odrębnym stanowisku prawicowej mniejszości) w trakcie prac konstytucyjnych nad prawem do życia, odrzucenie sformułowania nowego consensus moralnego w Polsce. Przede wszystkim ogromna, populistyczna skłonność adaptacji do poprawności politycznej, co wydaje się decydujące dla polityki PO. Tworzy to bardzo poważne zagrożenie w sprawach europejskich – bo poprawność polityczna to nie tylko bezrefleksyjna ideologia, ale świadomie używane narzędzie destrukcji cywilizacji chrześcijańskiej.

Donald Tusk ostatnio otwarcie zadeklarował się jak zwolennik odpowiedzialnego populizmu. I tak zapewne będzie biegła jego polityka – pomiędzy wyborczym populizmem i poprawnością polityczną; bez rezygnacji z kontroli nad partią oczywiście.

Następna strona »