Jedna z Pań, o których pisałem wczoraj, wręczyła mi po spotkaniu swój list do Klubu Parlamentarnego PiS, zresztą anonimowy – podpisany Wyborcy i patrioci z Zielonej Góry. Mnie dotyczy o tyle, że jestem tam wymieniony wśród ludzi szkodzących PiS-owi (jak Marcinkiewicz, Dorn, Ujazdowski), choć określenie „nikczemnie” zastrzeżone jest tylko dla byłego premiera i dla mnie. To tylko dla porządku, bo w liście najważniejsza jest ekspozycja poglądów historycznych autorów, którą przytoczę w całości: 

„Prawie że mafijne układy, kolesiostwo, bezkarność doprowadziły do upadku i rozkradania całego niemal przemysłu i PGR-ów i stąd największego bezrobocia a z tym związanej patologii.Dlatego program odnowy państwa i ratowania tego co się da uratować i rozliczenia przynajmniej tych największych afer popieraliśmy…”. 

List kończy się apelem o jedność i konsekwencję. Pomijając już to, że autorzy nie widzą obiektywnych źródeł trudności gospodarczych kraju – dziedzictwa komunizmu, charakterystyczne jest, że w całym tym emocjonalnym manifeście, powstałym w środowisku katolickim, wśród oczekiwań formułowanych pod adresem PiS, nie ma ani słowa o cywilizacji życia, o prawach rodziny, o walce z demoralizacją. Chyba więc powinienem wprowadzić korektę do moich analiz. To nie tylko Jarosław Kaczyński zrezygnował ze składania zobowiązań wobec opinii katolickiej, to również (znacząca w istocie) część tych, którzy powinni je żywić, niczego od przywódcy PiS nie oczekiwała. Ciekawe dlaczego?