Przeszkody osobiste zmusiły mnie do przerwy w pisaniu mego otwartego dziennika. Ale wracam do codziennych wpisów, które w miarę możności uzupełnię o zaległe refleksje. 

Złe wrażenie (nie zdążyłem tego zapisać we środę) zrobiła na mnie znowu polityka większości parlamentarnej kierowanej przez PO. Zlikwidowano sejmową Komisję Rodziny. Libertariańska część naszych gości powie, że nic się nie stało, co stanowi świetny argument stałego użytku do likwidowania tych instytucji, które właśnie są bardziej potrzebne. Parlamentarny komitet, nadzorujący przestrzeganie praw rodziny w polityce rządu i projektach ustawodawczych, korzystający z możliwości inicjatywy ustawodawczej i uchwałodawczej, to instytucja oczywiście użyteczna, szczególnie w obecnej sytuacji społecznej. Potrzebę pozostawienia innych komisji (z wyjątkiem małej przedsiębiorczości) uznano – tej nie.  

I sprawa druga – sposób używania władzy. W poprzedniej kadencji ostrzegałem Platformę przed wprowadzaniem praktyki bojkotu komisji sejmowych. Tym razem po ten instrument sięgnął PiS – wobec oczywistej niesprawiedliwości. Chodzi o Komisję Służb Specjalnych. PO narzuciła pięcioosobowy skład – dla siebie dwa miejsca, dla pozostałych trzech partii po jednym. Jeśli celem było zmniejszenie składu, to Komisja powinna mieć w ogóle tylko cztery miejsca, po jednym z każdej partii. Jednak sytuacja, w której przewodzący opozycji PiS, mający prawie dwa razy więcej miejsc od SLD i PSL, ma mieć od nich dwukrotnie mniejszą reprezentację – to tyleż demonstracja siły, co kpina z arytmetyki.  

Pierwsza z tych dwu decyzji źle wróży polityce państwa. Druga – zdolności współpracy rządu z opozycją. Wykorzystywanie władzy w ten sposób to sygnał, że tematów zastępczych karuzeli POPiS nie zabraknie. Co nie znaczy, że poszczególnych spraw nie należy rozpatrywać według zasad sprawiedliwości; w końcu tylko ona wprowadza porządek.