Ledwie napisałem o Platformie, a już opozycja daje powody do komentarzy. Premier Kaczyński nie raczył przekazać osobiście władzy swojemu następcy, a przecież szacunek należny Premierowi RP jest wyrazem szacunku dla Rzeczypospolitej, a nie akceptacji dla poglądów politycznych szefa rządu. To kwestia zmysłu Państwa i dobrych obyczajów. 

Owszem – demokracja podlega prawu i nie relatywizuje racji stanu. Ale przywódca PO nie zrobił niczego, co pozwalałoby przywódcy PiS zakwestionować jego moralne prawo do objęcia urzędu.   

Pamiętam eleganckie przejęcie władzy przez prezydenta Kaczyńskiego od Aleksandra Kwaśniewskiego. A tam akurat można by znaleźć niejeden powód do demonstracji. Chodzi nie tylko o chroniczną niedyspozycję do szacunku dla wykonywanego urzędu, ale o akty niedopuszczalne – jak sankcja, jakiej Aleksander Kwaśniewski jako prezydent udzielił ustawie o zabijaniu nienarodzonych w pierwszym roku urzędowania czy veto, którym uniemożliwił uwolnienie Polski od pornografii. W obu wypadkach chodziło o czynne i skrajne działanie przeciw godności człowieka, którą nawet obecna Konstytucja uznaje za prawo przyrodzone, a więc wcześniejsze od pisanego.

Za bojkotem premiera Tuska przemawiają jednak racje znacznie poważniejsze od praw kardynalnych Rzeczypospolitej. Ze sprawy Rokity wiemy, że od działania na szkodę PC cięższe może być tylko niewątpliwe morderstwo z premedytacją.