Zmagania z asymilacją i Oświeceniem, które przeżywają bohaterowie Izaaka Singera, to coś więcej niż seria przypowieści o kolejach losu żydowskiej inteligencji u progu współczesności. To – w pewnym sensie – historia współczesnego człowieka. 

O jednym ze swoich bohaterów – Azrielu Babadzie, psychiatrze-agnostyku chcącym odnaleźć wiarę –  autor „Spuścizny” pisał: „Być może stanowi wyjątek wśród Żydów, lecz wśród chrześcijan są miliony jemu podobnych. (…) W niektórych państwach nastąpił rozdział nie tylko Kościoła od państwa, lecz nawet w swej psyche chrześcijanie rozróżniają prawdę religijną od naukowej. Czyż to możliwe! Wszak istnieje tylko jedna prawda.” 

Oczywiście, odpowiedź, jaką daje Singer swoim bohaterom, wiąże się z religijnym doświadczeniem żydowskim. Jest nią nieustanna mediacja między duszą, która pragnie Boga, a namiętnościami, którymi odzywa się nasze doczesne istnienie. Ale nam, chrześcijańskim czytelnikom jego książek, to nieustanne szukanie i czekanie Boga pozwala lepiej zrozumieć sens Zbawienia, w które uwierzyliśmy: „Co takiego właściwie dał nam Chrystus, jeśli nie zbudował światowego pokoju, powszechnego dobrobytu, lepszego świata? Co nam przyniósł? Odpowiedź – pisze Benedykt XVI –  jest całkiem prosta: Boga”.