Art. 21 ust. 1 Karty Praw Podstawowych zakazując m.in. „wszelkiej dyskryminacji ze względu na (…) orientację seksualną”, implicite uznaje równość z małżeństwem i rodziną nieokreślonej liczby „nastawień płciowych”, które tym samym mają prawo do „wszelkich” praw wynikających ze społecznej pozycji rodziny. Implikacje tej normy mogą być oczywiste: całkowita aprobata prawna politycznych żądań ruchu homoseksualnego łącznie z adopcjami sierot, propagowaniem homoseksualizmu w szkołach czy wreszcie represjami wobec osób wyrażających moralną dezaprobatę homoseksualizmu. To ostatnie to nie teoria, ale rzeczywistość w Szwecji czy we Francji.  

W okresie prac nad konstytucyjnym potwierdzeniem ludzkiej godności dziecka przed urodzeniem najbardziej żarliwi oponenci (jak Cezary Michalski z „Dziennika”) grozili, że może to spowodować pojawienie się Straszliwego CZA (całkowitego zakazu aborcji). Dowodem na to miało być, że taki zakres ochrony wiele osób uważa za moralnie słuszny.Przeciwnicy konstytucyjnego potwierdzenia godności podnosili sztandar umiaru – twierdząc, że dyskusja o abstrakcyjnej słuszności normy musi ustąpić przed ochroną zgody społecznej i zapobieganiem „skrajnym” konsekwencjom pochopnie proklamowanej sprawiedliwości. 

Teraz przyszedł czas weryfikacji. Jeżeli rzeczywiście chodziło o umiar, pokój społeczny i podobne przesłanki – to dziś ci sami publicyści i politycy powinni równie twardo wystąpić przeciw tak kategorycznej normie o tak nieokreślonych konsekwencjach, budzących sprzeciw bardzo znaczącej części społeczeństwa. A intencje też tu nie są jasne! Znaczący politycy PO – jak Andrzej Olechowski czy Elżbieta Radziszewska – swego czasu publicznie uznawali wprowadzenie w Polsce szczególnych uprawnień homoseksualizmu za przedwczesne bądź nieodpowiadające dzisiejszym przekonaniom społeczeństwa. A jutrzejszym? A jaką furtkę otworzy zapis, który oznacza całkowitą aprobatę dla homoseksualizmu?  

Oczywiście, w przypadku prawa do życia nienarodzonych chodziło o umiar politycznie poprawny. Umiar wobec politycznych roszczeń homoseksualnych miałby charakter najzupełniej niepoprawny; tu poprawny jest radykalizm. Co nie zmienia faktu, że tym bardziej swej niezależności dziennikarskiej i intelektualnej mogą dziś dowieść ci, którzy wczoraj tyle mówili o umiarkowanej i pragmatycznej wizji prawa; i o niezgodzie na dyktat większości. Dziś ci rycerze umiaru mogą przeciwstawić się jeszcze większej presji i jeszcze większym potęgom. Chyba że górę nad pragmatyzmem społecznym weźmie osobisty, bo lepiej pamiętać w jakiej Europie żyjemy.