Kilka uwag o polityce pro Christianitate
Najważniejszym powodem załamania cywilizacji chrześcijańskiej jest to, że jej wartości przestały być traktowane jako najważniejsze składniki dobra wspólnego. Ataki na chrześcijaństwo, którym towarzyszył rosnący indyferentyzm duchowy i ideowy, spowodowały – w wielu krajach Europy – kapitulację moralną i polityczną mniejszości zachowujących przekonania integralnie chrześcijańskie. Cywilizacja chrześcijańska weszła w fazę najpoważniejszego kryzysu nie wtedy, gdy zaczęto ją atakować, ale wtedy, gdy przestano jej bronić. Przestano, bo uznano, że będzie to nieskuteczne. W ten sposób opinia chrześcijańska mogąca wywierać własny (choć ograniczony) wpływ na życie publiczne, zrezygnowała z jakiegokolwiek.
By uzasadnić tę kapitulację, formułowano różnego rodzaju eskapistyczne ideologie. Pierwszy ich rodzaj polegał na zawieszaniu idei do czasu samoczynnych zmian w kulturze i nastrojach społecznych (w teologii określa się to jako kwietyzm). Zręczni politycy wykorzystywali to, by wmawiać chrześcijanom, że owocne zaangażowanie może dotyczyć tylko celów dziś akceptowanych, np. dobrobytu i jego redystrybucji w wypadku zachodnich partii chadeckich, bądź silniejszych namiętności społecznych, jak w wypadku naszego Prawa i Sprawiedliwości. Poza polityką ów polityczny kwietyzm prowadził po prostu do wycofania się w prywatność i oczekiwania tam społecznej zmiany na lepsze.
Drugi rodzaj ideologii to ideologie władzy, millenarystyczne i doraźne. Te pierwsze zakładają, że jakiekolwiek dobro społeczne jest nieosiągalne w obecnym, skażonym liberalizmem, porządku politycznym. Cywilizacja chrześcijańska to kwestia przeszłości, można tylko kultywować jej nieskażoną pamięć. Drugie – emocjonują się demokratyczną walką o władzę, identyfikując ład chrześcijański z jednym obozem politycznym (zapominając, że partie w demokracji z zasady się zmieniają u władzy). Niekiedy zresztą to ci sami ludzie; dla tych, co mają chęć polityczną rojenia o Nowym Średniowieczu bywają pretekstem do milczącej akceptacji pragmatyzmu dzisiejszej polityki.
Mówiąc prawdę, w bardzo wielu kwestiach nie rozumiałem nauki Jana Pawła II. Był czas, że niemal buntowałem się, bo uważałem, że za dużo miejsca poświęca aktowi stworzenia a za mało odkupienia. Z dzisiejszej perspektywy widzę dużo lepiej. Zrozumiałem, że fakt stworzenia jest najważniejszym założeniem całej antropologii chrześcijańskiej. Od tego trzeba zaczynać. Jest to źródło wszystkich zasad społecznych i platforma porozumienia międzykulturowego. Dla nas najważniejszą obecnie rzeczą jest przekazanie tej prawdy dzieciom i młodzieży. To oni będą zmieniać świat. Tacy ludzie jak Jan Paweł czy brat Roger, dobrze to rozumieli. Najmądrzejszą postawą pokornego człowieka jest chodzenie po takich śladach. Wbrew pozorom jest to optymalny punkt wyjścia do dalszej autorskiej drogi.
Pozdrawiam
P.S. Warte uwagi jest dzisiejsze wydarzenie w małopolskiej szkole (www.prawica.wordpress.com).
Brawo!! Wspaniały tekst Panie Marszałku!!:-)
Dokładnie mamy dziś taką sytuację a największym dramatem Polaków jest to że wiele osób zupełnie nie zauważa tej stopniowej laicyzacji w życiu politycznym i społecznym.
Można powiedzieć, że ta laicyzacja odbywa sie stopniowo i bez rozgłosu.
W końcu może się okazać, że zasady, które kiedyś Polacy uznawali za jedyne i niepowtarzalne nagle zanikną.
Stadium tej sytuacji występuje dziś w Europie Zachodniej. Widać go na każdym kroku.
Obawiam się,że jeśli Polacy nie obudzą się z tego “snu” możliwie szybko, może mieć to bardzo poważne konsekwencje!!
Pozdrawiam!!
Tomasz P.
Kalisz
Te “wartości” nie były nigdy składnikami dobra wspólnego (wręcz przeciwnie). Były składnikami dobra ludzi zjednoczonych wokół doktryny chrześcijańskiej. Dziś z jednej strony walczy z tymi wartościami społeczeństwo: bardziej oczytane – myślące samodzielnie oraz też to mniej oczytane – które jednak jest libertyńskie i nie pasują mu ogólnie pewne zasady.
Z drugiej strony zwalcza je nieświadomie Kościól, który poprzez arogancki i agresywny interwencjonizm zmusza niektórzych do walki z nim a przez to do walki z tymi “wartościami”.
Odkupienie przyniesione człowiekowi przez Boga, który w tym celu przyjął pełną ludzką naturę (co było konieczne zarówno ze względu na nieskończoność grzechu wynikającą z nieskończoności Boga, jak i z racji natury człowieka) nie polega bowiem li tylko na wyznawaniu i choćby przyjęciu sercem i rozumem tej czy owej prawdy objawionej, która aksjologicznie jest tylko wartością, lecz na poddaniu swego życia Odkupicielowi, Jezusowi Chrystusowi. To poddanie się Bogu ma polegać na ustawicznym dążeniu do zjednoczenia się złączenie się Nim za pomocą środków, które On sam pozostawił w założonym przez siebie do zbawienia wszystkich ludzi Kościele. Środkami tymi są sakramenty, przede wszystkim zaś Najświętszy Sakrament, bez którego przywrócenie człowiekowi utraconego w raju obrazu i podobieństwa do Stwórcy nie jest możliwe. Toteż mówiący o “wartościach” nieuchronnie popadają w inną tylko odmianę gnostycyzmu chrześcijańskiego oddając się tworzeniu systemów wartości lub broniąc ich, zamiast oddaniu się samemu Bogu poprzez zbawcze środki. Toteż mówiący o “wartościach” nieuchronnie popada w inną tylko odmianę gnostycyzmu, w tym wypadku nawet zupełnie chrześcijańskiego i na pozór zgodnego z wiarą. Tworzy się lub broni nawet systemu wartości chrześcijańskich, ale nie samego chrześcijaństwa. To dotyczy też życia w organizacji, jaką jest państwo, które powinno zapewnić taki porządek, który jako cel główny będzie miał zbawienie żyjących w nim ludzi.
Jak więc niemożliwe było odkupienie bez Stwórcy, który się wczłowieczył, tak niemożliwe jest zbawienie poprzez wyznawanie jakichkolwiek wartości; gdyby tak było, Bóg nie musiałby stać się człowiekiem lecz aktem boskiej woli, bez uprzedniego zniżania się, zbawiałby ludzi na podstawie wyznawanego przez nich systemu wartości.
Tak więc można mówić bez końca o konieczności wartości chrześcijańskich w życiu społecznym, bo nie są one bytami realnymi i cała ta ludzka gadania nigdy nie zmieni w istocie niczego, a jednocześnie tolerować lub przede wszystkim nie działać na rzecz realnego usunięcia z życia osobistego i życia narodu tego, co chrześcijaństwu – i samemu Bogu – z natury się sprzeciwia, a to czego wręcz żąda od człowieka Bóg Chrystus Jezus – czyli konieczność przebóstwienia – zastąpić aksjologią.
Proszę wybaczyć mi tę nazbyt długą wypowiedź, ale ze słów gospodarza tego forum, z którymi przyszło mi się zapoznać wynika niezbicie, że padł ofiarą wspomnianej aksjologii skoro tak często pisze o wartościach.
Po prostu system jest zły i niemoralny. W tzw. demokracji liberalnej nie liczą się wartości,ale to, czy ktoś lepiej wychodzi w mediach. Przykładami są Aleksander Kwaśniewski, Kazimierz Marcinkiewicz, czy Donald Tusk. Potrafią gadać bardzo długo, ale gdy zanalizuje się ich wypowiedzi to okaże się,że nie powiedzieli nic. Ale niestety motłoch to “łyka”. To co mamy dzisiaj to właściwie nie demokracja, a ochlokracja.
Demokracje fasadowe – a taką jest również obecny ustrój w Polsce – stworzyli zydzi jako najlepsze dla nich środowisko do osiągania wpływów i dyskretnego przejmowania władzy, więc słowa p. Jurka, który wydaje się bronić tego ustroju muszą w najwyższym stopniu zdumiewać, zwłaszcza, że obnosi się jako katolik tradycjonalista. Panie Jurek! Jak można pogodzić tradycyjną doktrynę katolicką o żydach i ich knowaniach wobec narodów katolickich i ustawicznym prześladowaniu Kościoła aż do końca czasów z akceptacją ich porządków, jakie nam tu zaprowadzają w postaci tzw. demokracji/mediokracji? Czy starczy Panu odwagi, by zabrać głos w tej sprawie?
Kryzys cywilizacji zachodniego chrześcijaństwa rozpoczął się wcale nie wtedy kiedy przestano jej bronić, ale wtedy kiedy zaczęto to robić, tzn. kiedy jej wartości i instytucje utraciły walor oczywistości. Wtedy podstawowe wartości zachodniego chrześcijaństwa zaczęły być poddawane redefinicji ( a nie jak Pan Marszałek napisał marginalizacji).
W 1226 r. zmarł św. Franciszek ze świadomością, że nie zdołał “odbudować Kościoła”. Wkrótce odkrycia Gutenberga, Kopernika i Kolumba zmieniły świat tak, że koncepcje św. Tomasza i polityczny system w swoim starym kształcie nie były w stanie zapewnić mu spójności. To, co Pan Marszałek nazywa cywilizacją chrześcijańską (czyli zachodnie chrześcijaństwo) okazało się niezdolne do zapewnienia harmonijnego funkcjonowania w nowych warunkach dlatego doszło do rozłamu reformacji. Nastąpił on nie pod wpływem uderzenia z zewnątrz ale na skutek napięć wewnętrznych, z którymi system nie był w stanie sobie poradzić.
Zaniedbaniem Kościoła w okresie poprzedzającym reformację było skierowanie całego wysiłku na sprawy instytucjonalne i polityczne. Pan Marszałek zdaje się uważa, że wysiłek ten był za mało konsekwentny i niewystarczający ale to nieprawda. Był on zwyczajnie źle ukierunkowany a Pan Marszałek nie chce wybiegać wniosków z historii, tylko z uporem je powtarza.
Poprzedni wpis pisałem na kieszonkowym gadżeciku, który sam wstawia wyrazy i stąd wzięło się “wybieganie wniosków”. Powinno być oczywiście wyciąganie.
Do A:
Chyba myli Pan dobro wspólne z konsensusem społecznym. Dobro wspólne to nie jest to, co do czego wszystkie strony społecznego dyskursu umówią się, że mogą na to przystać. Jest to to, co rzeczywiście jest dobre dla społeczności jako całości. Oczywiście część tego dobra pozostaje niezdefiniowana i jest przedmiotem sporów. Jest jednak część, która jest oczywista i nie powinna być negowana. Do takich oczywistości należy moim zdaniem chrześcijański etos, którego podstawą jest idea służby i bezinteresownego poświęcenia. To chrzescijaństwo sprawiło bezprecedensowy w dziejach świata rozwój zachodniego świata. Gdyby nie ono nie było by Europy, Ameryki i całego świata jaki znamy dziś. Było by coś na kształt Indii lub Chin z czasów, kiedy jeszcze nie zaczęły przejmować dóbr zachodniej cywilizacji. Dziedzictwo chrześcijaństwa jest dobrem wspólnym całego świata zachodniego i naprawdę głupotą jest jego negowanie. Uważam także, że w zakres dobra wspólnego wchodzi także potencjał, który chrześcijaństwo cały czas posiada i może realizować. Ale to już jest ten obszar dobra wspólnego, który podlega dyskusji:-).
Pan abolicjant: “Dziedzictwo chrześcijaństwa jest dobrem wspólnym całego świata zachodniego…”
Nie tylko zachodniego lecz potencjalnie wszytkich ludzi; ewangelia jest dla wszytkich bez wyjątku. Proszę jednak zauważyć, że obecnie, oprócz technologii i kapitału, Zachód nie ma światu nic do zaoferowania, a to co ma – swoją pseudokulturkę istniejącą zresztą tylko dzięki technologii, jest nieużyteczne i w ogóle jest znakiem sprzeciwu wobec Boga. Zachód jest bowiem duchowym trupem, oczywiście w chrześcijańskim rozumieniu słowa.
[...] przedstawił nowe pretensje, bo raz użyłem słowa „wartości”, którego on w swoim komentarzu używa dziewięć razy [...]
Nie wiem czy w gronie czytelników tego forum są ludzie obeznani na teologii. Jeśli są to może ktoś odniesie się do sprawy “błędu” aksjologicznego o jakim pisze Lelewita. Chodzi mi dokładnie o to czy wartości mogą spełniać funkcje wybierania dobra bez “relacji”. W Biblii na wielu stronicach wspomniana jest relacja Jahwe – mądrość.
W moim przekonaniu o wartościach można mówić jako o relacji. Jeśli życie jest wartością – a niewątpliwie jest to warto się zastanowić że w chrześcijaństwie wartość życia bierze się z relacji pomiędzy Bogiem Stwórcą i stworzeniem – z relacji Miłości.