We czwartek byliśmy z Izą na przeglądzie chórów parafialnych w Zalesiu Dolnym. Cudze chwalicie – swego nie znacie: okazuje się, że w Piaseczyńskiem i w okolicy w wielu parafiach (a w naszym bezpośrednim sąsiedztwie we wszystkich) działają bardzo dobre chóry, wykonujące również sakralną muzykę tradycyjną. Licznie zebrani wierni najlepiej przyjmowali chorał łaciński: XVI-wieczne Credo „Cardinale” i Missa brevis, skomponowaną niedawno, dosłownie za miedzą, w Zalesiu Górnym. Czy więc naprawdę chodzi o język, który (w przeciwieństwie do angielskiego czy niemieckiego) nic nie może powiedzieć „współczesnemu człowiekowi”?
Wczoraj pojechaliśmy całą rodziną na Jasną Górę, na doroczną pielgrzymkę wspólnot tradycji łacińskiej, pierwszy raz po ogłoszeniu Summorum pontificum. Wszyscy modliliśmy się – zgodnie z wezwaniem Ojca Krzysztofa Stępowskiego CSSsR, naszego warszawskiego duszpasterza – by Pan Bóg strzegł na przyszłość od wszelkiej przeciwności tych, których raczył wysłuchać i ocalić, aby wzrastali w Bożej służbie i miłości” (za sekretą Mszy dziękczynnej).
A dziś ostatnia niedziela roku kościelnego. W Mszale Bł. Jana XXIII Kościół mówi nam o końcu świata, ale też dodaje odwagi wobec tej przerażającej najczęściej perspektywy: bo „po ucisku tych dni” wśród katastrof i kataklizmów „będą narzekać wszystkie narody ziemi; i ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego na obłokach niebieskich z wielką mocą i chwałą. Pośle On swych aniołów (…) i zgromadzą Jego wybranych z czterech stron świata…” (por. Mt 24,29-31). Oto horyzont i szansa naszego życia.
…i takie coś o mentalności ciemnego fornala ma czelność mieć pretensje do Pana Prezesa!
“Wszystkie narody, klaskajcie w dłonie, wykrzykujcie Bogu radosnym głosem, bo Pan Najwyższy, straszliwy jest Królem, nad całą ziemią. … Śpiewajcie Bogu, śpiewajcie !. Gdyż Bóg jest Królem całej ziemi, hymn zaśpiewajcie! Bóg króluje nad narodami, Bóg zasiada na swym świętym tronie.” Ps 47; 2,7-9 Polityka międzynarodowa, ład narodowy, pokój wewnętrzny spięte wezwaniem by śpiewem oddać Bogu należną chwałę.
Jezusowi na krzyżu więzy i gwoździe nie skrępowały możliwości sprawowania królewskiej władzy nad dobrym łotrem. Czy brak mandatu do Sejmu skrępuje Pana przed wykonywaniem tego wielkiego zadania na owoce którego tak wielu czeka?. Szczęść Boże.
Język jest dziełem Boga i tylko wypełniony znaczeniami może przemieniać świadomość ludzką bo “wiara rodzi się ze słuchania”. Osobiście uważam że głębia liturgii zasługuje na to była odprawiana w języku narodowym.
Jezus nauczył nas modlitwy Ojcze Nasz po aramejsku a apostołowie po zesłaniu Ducha Św. przemawiali do tłumów zgromadzonych w Jerozolimie w “ich języku”.
Ojciec Święty pragnie by Kościół był continuum tradycji i stąd dokument Summorum Pontificum. Przekaz niewerbalny który jest tak bardzo eksponowany przez tradycjonalistów odwraca de facto porządek Kościoła jako wspólnoty słuchania Słowa i dzielenia się przemienionym chlebem.
Witam Panie Marku!
Najwspanialsze chwile w życiu każdego człowieka to te, kiedy może wraz ze swoimi najbliższymi spędzać wolny czas w radości i miłości. Nestety takich dni, przy tak szybkim temie życia, jest niewiele. Niemniej każda taka chwila jest cenna i niezapomniana. Co do tradycynej liturgi to osobiście jestem pod jej wielkim wrażeniem. Potocznie zwanych “Tradycjonalistów” podziwiam i bardzo z nimi sympatyzuję. Zresztą swego czasu w Częstochowie miałem przyjemność być na mszy odprawianej wg tradycyjnego rytu i byłem pod wielkim wrażeniem. Szkoda, że w mojej okolicy nie mam, jak na razie, możliwości uczestniczyć w łacińskim nabożeństwie.
Z wyrazami szacunku Tornado.
Pańskie “marszałkowanie” będziemy wspominać, jako jedną z ciemniejszych kart w historii Sejmu.
Dorn, wiadomo z góry, że drań. Pan zaś rżnął i rżnie świętoszka a wrednością Pan przebijał nawet tego starozakonnego. A może wy, Panowie jednej krwi?
,,Ta ostatnia niedziela” ?
jak to było w tej piosence ?
,,Ta ostatnia niedziela… jutro się rozstaniemy, jutro się rozejdziemy”
hmm…
Pani Anno!
Ma Pani rację, to wyjątkowo paskudna postać, – zakłamany, jak cała ich sekta. Taki z faryzeuszowskim uśmieszkiem, wbił by nam wszystkim nóż w plecy.
I wcale nie nawiedzony, jak o nim łaskawie pisali, a zimny kunktator.
Na psychopatach się przejechał. Obyśmy na zawsze stracili go z oczu.
PS. Krzywdy taki nie da sobie zrobić, pewnie już się ustawił za nasze pieniądze.
Znalazłam u M.Karnowskiego”
“Dobry Boże, jak ten czas szybko leci…
Wczoraj żarli a dziś w Historii koszu na śmieci.
Zobaczcie Jabbę`prezesa, z brzuchem utuczonym,
popatrzcie na Marka Jurka, z kałdunem wypasionym…
A każde z tego stada karnych owiec,
to ukryty lub jawny poststalinowiec.
Odejdą na zawsze w pogardzie, w niesławie…
Pozwólcie, że jeszcze się nimi troszkę pobawię.”
No tak…na łaskę u nowych panów trzeba sobie zasłużyć.
Anna i Zygmunt. Ot, lewacka kultura i lewacki wdzięk.
Ana W-ska napisała: “[...]
Dorn, wiadomo z góry, że drań. Pan zaś rżnął i rżnie świętoszka a wrednością Pan przebijał nawet tego starozakonnego. A może wy, Panowie jednej krwi?”
Szanowna Pani,
nie od dziś wiemy, że koncesjonowanie “Tradycji”, szczególnie po dokonanych przez Lefebvrea w 1988 r., wbrew JP II, święceniach biskupich w Econe, było wentylem bezpieczeństwa, a nie słusznym i sprawiedliwym aktem mającym na celu przywrócenie Tradycji katolickiej w kościele łacińskim. To, że Novus Ordo Missae jest dziełem masonerii, stanowi już dziś tejemnicę poliszynela. Nie wszyscy jedak zdają sobie sprawę, że masoneria pozostaje ostatecznie pod kontrolą żydostwa światowego, i że żydzi starają się kontrolować wszystkie istotne sprawy w Kościele jedynie po to, by zgodnie ze swymi bardzo starymi planami zniszczyć Kościół. Zatem niech nikogo nie dziwi znaczna reprezentacja osób pochodzenia żydowskiego w środowiskach indultowych, których głównym zadaniem było faktycznie zabezpiecznie przed niekontrolowanych rozprzestrzenianiem się tak szybko i łatwo ujarzmionej po soborze Tradycji, oczywiście pod groźbą ekskomuniki, jesli ktoś pozostawał u lefebvrystów. Stąd tak ostro formułowany zarzut schizmy wobec lefebvrystów przy jednoczesnym zupełnym przemilczaniu istnienia nadal Wielkiej Schizmy między Kościołem a tzw. prawosławiem przy jednoczesnym nazywaniu rzeczywistych odszczepieńców wschodnich “kościołem siostrzanym” lub “bratnim” (chyba zależnie od tego, czy w danej loży masońskiej sa “siostry masonki” czy tylko fartuszkowi “bracia”).
Pan Jurek, jak wiemu, jest nader aktywnym i ważnym uczestnikiem, by nie powiedzieć graczem – ruchu indultowego. Z jednej strony bowiem chce uchodzić za obrońce Tradycji, a z drusgiej, wbrew tradycyjnej doktrynie katolickiej, raczy nas lekturą talmudysty Singera. No, o co w tym wszystkim chodzi, niech każdy już sam się spróbuje połapać.
No i objawia się nam p. Jurek jako autor nowych pojęć do ekonomii zbawienia, szczególnie zaś eschatologii: “bo „po ucisku tych dni” wśród katastrof i kataklizmów „będą narzekać wszystkie narody ziemi; i ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego na obłokach niebieskich z wielką mocą i chwałą. Pośle On swych aniołów (…) i zgromadzą Jego wybranych z czterech stron świata…” (por. Mt 24,29-31). Oto horyzont i szansa naszego życia.”
Czy ktoś może wskazać w tradycyjnej eschatologii katolickiej zakres pojęciowy terminów “szansa” i “horyzont”? Czy ortodoksyjna eschatologia katolicka posługiwała się kiedykolwiek takimi terminami? Czy jest choć jeden ortodoksyjny autor, który pisząc o nadzieji zbawienia używa tak dalekich od języka naszej religii słów?