Leliwita przedstawił nowe pretensje, bo raz użyłem słowa „wartości”, którego on w swoim komentarzu używa dziewięć razy (twierdząc, że to ja używam go często). Rzecz w tym, że od Arystotelesa wiemy, że słów najlepiej używać w sposób zrozumiały. Ewangelia jest orędziem Zbawienia, które każdy powinien podjąć, ale w życiu publicznym musimy porozumiewać się również z tymi, którzy to rozumieją tylko częściowo. Natomiast (odnośnie kolejnego wpisu) antysemityzm uważam za truciznę zarówno wyrządzającą krzywdę ludziom, jak również niszczącą rozum i sumienie narodu. Ale – jeśli to możliwe – proszę nie brać tego jako ataku, tylko spokojnie się nad tym zastanowić.

Do abolicjanta: w „Kilku uwagach” pisałem nie o kryzysie Christianitatis, którego początki lokowane są różnie (Madiran od Deklaracji Praw Człowieka bez Boga, ale Weaver nawet od kryzysu nominalistycznego), ale o czymś więcej – o załamaniu cywilizacji chrześcijańskiej. To nastąpiło, gdy o ładzie chrześcijańskim faktycznie zapomniano. Inaczej rozumiem przyczyny kryzysu reformacyjnego (choć to temat na osobne rozważania), ale w żadnym wypadku nie uważam, by ład publiczny miał zastępować życie religijne; wręcz przeciwnie – ma je chronić, np. przeciwstawiając się demoralizacji czy ogólnie – broniąc naturalnej sprawiedliwości, bo i Łaska jest dana naturze.