Listopad 2007


Blog 8 lis 2007

Zgadzam się z Gościem, że o polityce państwa w demokracji trzeba myśleć kompleksowo – bo ta zależy od jakości tak rządu, jak i opozycji (przecież opozycja to – bardzo prawdopodobny – przyszły rząd). Szkoda, że PiS w tak niewielkim stopniu szukał okazji do poszerzania zakresu consensus narodowego z PO, bo naprawdę trwała w demokracji jest Konstytucja i rzeczy wchodzące w zakres zgody wielkich sił politycznych. Miarą rzeczywistej skuteczności jest utrzymanie zbudowanych kierunków polityki i instytucji po oddaniu władzy.

Emigrantowi dziękuję za ciekawe informacje na temat wyborów amerykańskich. Jeden z wymienionych kandydatów już idzie w górę.

Wczoraj minął również miesiąc od kiedy Paweł de Varsovie po raz ostatni lżył w sposób nieprzystojny Prawo i Sprawiedliwość. Dziękuję, że od miesiąca tego nie robi, bo to partia, którą współtworzyłem, a którą potem musiałem krytykować. W sumie – jako gospodarz tego bloga, zobowiązany dbać o dobre obyczaje debaty – cieszę się, że Monsieur de Varsovie zmienił uczucia wobec PiS i przestawił się na mnie.

Historia 7 lis 2007

90 lat temu miał miejsce pucz Lenina, który zapoczątkował potworności komunizmu na świecie. Nie widać naokoło żałoby. Stosunek świata liberalnego do rządów marksistowskich był zawsze ambiwalentny. Ich zbrodnie z reguły traktowano jako przypadkowe nieszczęścia danego miejsca i czasu, a nie manifestacje tego samego powracającego zła. Stalinizm, maoizm, zbrodnie Czerwonych Khmerów, Czerwone Brygady – traktuje się z reguły jako zbrodnicze przedsięwzięcia, bardziej związane z patologicznymi cechami swych uczestników, niż z ideologią, której pochodną była ich działalność. 

Tak jak komunizm nie został potępiony, tak do Panteonu Zachodu nie weszli bohaterowie militarnego oporu wobec komunizmu – ani Denikin, ani Piłsudski, ani Mannerheim, ani MacArthur, ani karliści, ani żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych. 

A dziś – po wielokrotnym odtrąbieniu końca komunizmu – najszybciej rozwijającym się państwem świata są Chiny komunistyczne, gdzie funkcjonuje postkomunizm doskonały, któremu na drodze do kapitalizmu udało się ominąć demokrację. Opinia międzynarodowa jest dla nich tak samo tolerancyjna, jak wobec wszystkich poprzednich rządów komunistycznych.  

Komunizm nie został potępiony przez wielkie organizacje międzynarodowe, ale to nie znaczy, że należy się na to godzić. Jego potępienie przez europejską opinię publiczną, analogiczne do potępienia nazizmu, pozostaje zarówno niezmiennym zadaniem polityki polskiej, jak i przedmiotem dla solidarnych działań krajów, które doświadczyły tego, co my, w swojej historii.

Polityka 6 lis 2007

W polityce nie kłótnie są najważniejsze, choć niewątpliwie zaspokajają realne potrzeby psychologiczne nie tylko polityków, ale i dużej części publiczności politycznej.    

Najważniejsze są instytucje i w ten sposób warto patrzeć na realność zmian i charakter nadchodzącej władzy. Choć można go przewidzieć i dlatego warto znać poglądy polityków. Donald Tusk już zapowiada zmiany radykalne, choć zapowiadając je – powtarza to, co mówił od lat. Chodzi o telewizję publiczną.  

Tusk mówił wczoraj w „Gazecie Wyborczej” generalnie o potrzebie konsekwentnej prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, a w wypadku TVP o zniesieniu abonamentu i ograniczeniu działalności do realizacji misji publicznej („więcej dokumentalistów, mniej prezenterów”). Taki program to co najmniej wycofanie TVP z rynku i oddanie go stacjom prywatnym. A potem, po kolejnym rachunku kosztów – otwarcie drogi do prywatyzacji, czyli przekazania TVP w ręce jednego z (najpewniej zagranicznych) magnatów medialnych. Oczywiście, jestem doskonale świadom racji, które można za taką opcją wysunąć, ale prywatyzacja (czy choćby wycofanie z rynku) TVP to likwidacja jedynej stacji, do której opinia publiczna może sobie rościć oczekiwania i prawa.   

Niestety władza PiS nie pokazała atrakcyjnej wizji tego, na czym ta egzekucja praw opinii publicznej miałaby polegać. Znam swoją za to odpowiedzialność, choć widząc niebezpieczeństwa instrumentalizacji mediów publicznych i Krajowej Rady RTV, nie głosowałem półtora roku temu za wyborem jej składu. Ale PO też wówczas nie przyjęła żadnych propozycji porozumienia i kompromisu w tej sprawie; widocznie uznała, że gorzej – to lepiej.

Polityka 5 lis 2007

Ruszył Sejm VI kadencji. Z pewnym wzruszeniem słuchałem, jak kolejni posłowie prosili, by Bóg pomógł im wypełnić powinności, które ślubowali. Kto z nas wie, na co kogo stać? Oby każdy zdobył się na to, co zrobić może.

Szybko jednak nastrój się rozwiał. Wielokrotne przerwy już na początek, zamiast poważnego wyboru Marszałka w obecności korpusu dyplomatycznego – to nie służy ani autorytetowi Państwa, ani polskiej racji stanu. Znów potwierdza się, że Sejm – w obecnym systemie wyborczym, z partiami, których charakter w znacznym stopniu z tego systemu wynika – musi stać się polem nieustającej kampanii i to bynajmniej nie parlamentarnej, ale prezydenckiej. Nawet jeśli zawsze miałaby istnieć taka tendencja, ustrój polityczny powinien ją hamować, a nie wzmagać.

Jarosław Kaczyński desygnował na kluczowe funkcje (wicemarszałka i szefa opozycji w Parlamencie) Przemysława Gosiewskiego i Krzysztofa Putrę, „wiernych” z Porozumienia Centrum. Odpowiedzią był kryzys frustracji liderów i dymisje wiceprezesów Dorna, Ujazdowskiego i Zalewskiego. Prezes PiS najwyraźniej zawiesił koncepcję partii zjednoczonej prawicy na rzecz neo-PC. Oczywiście, jest to zapewne taktyka etapowa, na czas opozycji. Ale polityka oprócz propagandy potrzebuje jeszcze wiarygodności. Odrzucona jedność prawicy może już nigdy w tej formule nie zostać zrekonstruowana. A jeśli miałaby być odtworzona dzięki propagandzie i zaspokajaniu ambicji polityków, którzy będą chcieli być jej statystami – to dla jedności realnej, nie propagandowej, jeszcze gorzej. Szkoda, bo choć ruch chrześcijańsko-konserwatywny musi zbudować swą siłę poza PiS-em, trudno cieszyć się z tak złego stanu partii, która powinna być ważnym składnikiem większości prawicowo-centrowej.

Religia and Repliki 4 lis 2007

Parę uwag w związku z wpisami Leliwity, o sprawach ogólnych, nie o jego atakach osobistych, bo na to szkoda niedzieli. Dziwi mnie to, że Leliwita, tak radykalnie wypowiadający się w kwestiach liturgicznych, nie słyszał o reformie z RP 1965. Była to pierwsza reforma po Soborze Watykańskim II, wprowadzająca poważne zmiany w porządku Mszy. Prał. Gamber podkreśla natomiast, że można ją było traktować jako ostateczną, bo dekret wprowadzający ją mówił o niej jako o realizacji postanowień Soboru. Po tej reformie, która w Ordo Missae przede wszystkim skróciła modlitwy przedołtarzowe i zniosła ostatnią ewangelię, ale również rozszerzyła używanie języków narodowych – Pallottinum wydało w masowym nakładzie mszaliki dla wiernych, z których jeden zachowałem i o nim napisałem. Choć był wydany po pierwszej reformie, można było z niego poznać większość modlitw tradycyjnego Ordo, z Kanonem i modlitwami Ofiarowania na czele. 

Główną reformą bł. Jana XXIII było natomiast wprowadzenie do Kanonu imienia Świętego Józefa. Choć wywołało to wtedy pewne kontrowersje, nie ulega chyba dla nikogo wątpliwości, że szczegółowe reformy tego typu mieszczą się w tym, co Kardynał Ratzinger określał jako rozwój organiczny liturgii. Nie wiem, co w tej reformie tak poruszyło Leliwitę. Dziś może bardziej niż kiedyś trzeba nam orędownictwa Patrona Rodzin. 

Leliwicie i zulusowi sugerowałbym, by więcej pisać o wartościach (przede wszystkim duchowych, bez umniejszania jurydycznych) Mszy tradycyjnej, a nie tylko o swoich złościach i frustracjach. To naprawdę nie służy sprawie. A Leliwicie wyjaśniam, że ani nigdy nie administrowałem Pałacem Staszica, ani w jakikolwiek inny sposób nie zajmowałem się działalnością pracujących tam instytucji.

Blog 4 lis 2007

Dziś odbyła się powyborcza Konferencja Prawicy Rzeczypospolitej. Przyjechali nasi działacze z całego kraju, od Szczecina do Rzeszowa, od Katowic do Olsztyna. Wszyscy przekonani o wartości naszego wyborczego zaangażowania. Najlepiej nastrój zebrania oddał Wiesław Domagalski, lider Prawicy w Płocku: „To nie były przegrane wybory, tylko po prostu pierwsze wybory”. 

W „Gazecie Wyborczej” natomiast ukazała się moja polemika z b. senatorem Andrzejem Wielowieyskim w sprawie ochrony życia. Zasadnicza kwestia, którą tam stawiam, to kim jest dziecko przed urodzeniem, bo od tego w końcu wszystko zależy. Jeśli jest człowiekiem (a nie „życiem” zapowiadającym człowieka lub problemem moralnym) to ma prawo nie do „promocji etycznej”, ale do realnej, również karnej, obrony swoich praw. 

Autorzy wysyłający teksty do gazet na ogół się martwią, czy artykuł pójdzie w całości. Mojego tekstu natomiast przybyło. W jednym miejscu, na temat prac konstytucyjnych, piszę: „nie było bezpośrednim celem prac konstytucyjnych zmienianie ustawodawstwa zwykłego. To wymagałoby oddzielnych inicjatyw o niepewnym wyniku”. Natomiast w „Gazecie” przeczytałem znacznie więcej: nie było bezpośrednim celem prac konstytucyjnych zmienianie ustawy antyaborcyjnej, która dopuszcza usunięcie ciąży m.in. właśnie w przypadku prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu. To wymagałoby oddzielnych inicjatyw o niepewnym wyniku”. I tak przybyło nie tylko tekstu, ale określeń (jedno i drugie zaznaczyłem wyżej), których w ogóle nie używam. Niby od przybytku głowa nie boli…

Międzynarodowe 2 lis 2007

W czasie gdy u nas rozgrywały się wybory, w Stanach Zjednoczonych prawica chrześcijańska decydowała, któremu z republikańskich kandydatów udzielić poparcia w wyborach prezydenckich. Chrześcijańscy konserwatyści od lat popierają kandydatów republikańskich, jednak zanim zadecydują o stopniu poparcia oficjalnego kandydata Starej Partii, sami chcą współdecydować o jego desygnacji. Na kierowanie się pragmatyzmem jedności partii i popularności kandydatów jest czas przed ostatecznymi wyborami – prawybory to czas wyboru otwartego i walki o zasady.  

Republikańscy kandydaci oceniani są z perspektywy chrześcijańskiej wiarygodności, bo przecież z góry wiadomo, że gdy przyjdzie do praktycznej polityki, będą mieli sto pragmatycznych powodów, by nie walczyć o prawo do życia, prawa rodziny, wartości chrześcijańskie w wychowaniu i o włączenie obrony prześladowanych chrześcijan do agendy polityki praw człowieka USA. Poparcie dla kandydatów ma zawsze charakter warunkowy, związany z przyjmowanymi przez nich konkretnymi zobowiązaniami. Jeżeli Stany Zjednoczone znacznie lepiej niż Europa zachodnia opierają się zjawiskom dechrystianizacji życia społecznego, to przede wszystkim dzięki aktywnej obecności chrześcijańskiego konserwatyzmu w polityce amerykańskiej. 

Głównym pytaniem w tym roku było, czy organizacje chrześcijańskie poprą Rudyego Giulianiego, będącego również dla naszej radykalnej centroprawicy idolem neokonserwatyzmu „law & order”. Prawica republikańska zdecydowała inaczej – poparła mniej znanego, ale budzącego większe zaufanie Mitta Romneya, b. gubernatora Massachusetts. A jeżeli Giuliani zostanie oficjalnym kontrkandydatem Pani Clinton (o ile ona będzie kandydatką Demokratów), i tak zapewne dostanie poparcie całej Partii Republikańskiej. Ale o nominację Republikanów musi walczyć sam. Cywilizacja życia ma prawo do swojej polityki.

Religia 1 lis 2007

Za komunizmu z uroczystości Wszystkich Świętych zrobiono święto zmarłych. A liturgia, która jest mową Kościoła milczenia, odpowiadała: „zdało się oczom głupich, że pomarli, a oni trwają w pokoju” (Mdr 3,2.3). Przede wszystkim jednak Kościół przytacza dziś świadectwo Świętego Jana, który w Niebie widział „wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków” (Ap 7,9). To prawdziwa rękojmia życia, które przed każdym z nas kładzie Bóg, i nadziei spotkania z bliskimi w Niebie. Dziś zresztą jeszcze bardziej niż codzień mamy powód, żeby się do nich zwracać.

« Poprzednia strona