„Aktualny kryzys wiary” pisze w „Spe salvi” Benedykt XVI – „jest przede wszystkim kryzysem chrześcijańskiej nadziei” (17). Bo, pyta Papież, „czy wiara chrześcijańska jest również dla nas dzisiaj nadzieją, która przemienia i podtrzymuje nasze życie? Czy jest ona dla nas «sprawcza»”? (10)

Ojciec Święty wraca w tej encyklice do swoich podstawowych idei. Chrystus – przez swoje Wcielenie – dał nam Boga; jest to dla nas tak oczywiste, że przestaliśmy zdawać sobie sprawę, jak wygląda życie bez poczucia, że Bóg jest tak bliski. Ale poznanie Boga zobowiązuje do wierności w świecie, który Boga nie zna albo go odrzuca. I jest to zobowiązanie do nonkonformizmu. Dwadzieścia trzy lata temu, w „Raporcie o stanie wiary”, kardynał Ratzinger powiedział, że „musimy w sobie odkryć odwagę bycia nonkonformistami”. Od tamtej pory tę myśl powtarza stale, w przekonaniu, że chodzi tu o rzecz absolutnie konieczną dla świata, za który odpowiadamy. Dlatego powtarza „słowa Pseudo-Rufina: «Rodzaj ludzki żyje dzięki nielicznym; gdyby ich nie było, świat przestałby istnieć…»” (15)

Nadzieja, o której uczy Papież, ma dwa wymiary – nasz doczesny, w tym życiu, w historii. Mocą nadziei – pisze – możemy stawić czoła naszej teraźniejszości (1), bo „walczymy, aby rzeczy nie zmierzały ku «perwersyjnemu końcowi» (…) również w tym sensie, że utrzymujemy świat otwarty na Boga.” (34) Ale również wieczny – bo Sąd Ostateczny, na który czekają chrześcijanie, to nie germański Ragnarök; „konieczność powrotu Chrystusa i nowego życia staje się w pełni przekonująca tylko w połączeniu z uznaniem, że niesprawiedliwość historii nie może być ostatnim słowem” (43).