Donald Tusk zapowiada, że Polska jako pierwszy kraj ratyfikuje nowy Traktat UE. By uświadomić sobie nieodpowiedzialność tego stanowiska, nie trzeba spekulować na temat przyszłości, wystarczy doświadczenie ostatnich lat. Kraje, które po referendalnych vetach Francji i Holandii wstrzymały się od ratyfikacji (jak Polska, Czechy, Wielka Brytania) zachowały swobodę dyskusji nad Traktatem. Kraje, które go ratyfikowały – praktycznie z dyskusji się wyłączyły. W interesie Polski (niezależnie od wybranej formy ratyfikacji) nie leży ani zniechęcanie innych państw do przeprowadzania referendów, ani zachęcanie do pospiesznej ratyfikacji. Można zrozumieć polityków, którzy bojąc się izolacji w Europie – zakładają ratyfikację ze względu na stanowisko innych krajów. Stanowisko innych państw zawsze jest okolicznością, którą trzeba brać pod uwagę, nawet jeśli się jej nie ulega. Nie można jednak zrozumieć polityki, poprzez którą rząd Tuska już nie następcom, ale sobie ogranicza swobodę działania w Europie. Skoro premier Tusk podpisał Traktat – powinien zapowiedzieć nie ekspresową ratyfikację, ale otwarcie debaty narodowej nad ratyfikacją. Czas nie goni, a dla Polski czas na orientację w rzeczywistym (tzn. obejmującym nie tylko rządy, ale opinię publiczną) stanowisku innych krajów, jest bezcenny.