Cywilizacji chrześcijańskiej bronimy nie tylko dlatego, że jesteśmy katolikami, ale dlatego, że jest po prostu najbardziej ludzka. Cywilizacja życia, prawa rodziny czy państwo dobra wspólnego to zasady, które służą wszystkim. Nasi oponenci podnoszą często zasadę, że to wartości, które narzucamy, ponieważ wcale ich nie chcą (przynajmniej w wersji przez nas wyznawanej). Taki zarzut jednak jest zbyt słaby; opiera się bowiem na podwójnie błędnym antyuniwersalistycznym paradygmacie, zakładającym, że (1) nie może być dobrem wspólnym coś, co budzi kontrowersje społeczne oraz że (2) niedopuszczalne jest jakiekolwiek realizowanie w życiu publicznym narodów wspólnie wyznawanych wartości. Tak rozumując należałoby uznać za wyraz partykularyzmu światopoglądowego zniesienie walk gladiatorów, zniesienie niewolnictwa na amerykańskim Południu albo domaganie się na Białorusi rządów prawa, swobód języka białoruskiego i zerwania z sowiecką przeszłością. Nasi oponenci – chcąc być konsekwentni – winni w imię neutralności światopoglądowej państwa atakować obchodzenie przez Republikę Francuską 14 lipca (bo wielu Francuzów uważa zgładzenie biednych inwalidów pilnujących więzienia Bastylii za pospolitą zbrodnię) albo domagać się zniesienia Monarchii Brytyjskiej (bo z zasady nie odpowiada republikanom, a w swym prawie dynastycznym jakobitom-legitymistom). Żeby znaleźć dobro wspólne, należy rozmawiać o naturze człowieka, zasadach naszej cywilizacji i kulturze narodu, i po prostu uznawać za dobro wspólne sam fakt życia narodowego.
“(1) nie może być dobrem wspólnym coś, co budzi kontrowersje społeczne”
Nie chodzi o same kontrowersje, ale o
- wprowadzanie nierówności
- usprawiedliwianie czegoś uznanego w jednym przypadku za złe, gdy dotyczy przypadku
“opozycji”.
- godzenie w wolność jaką gwarantują zarówno podstawowe prawa człowieka jak i Konstytucja
“(2) niedopuszczalne jest jakiekolwiek realizowanie w życiu publicznym narodów wspólnie wyznawanych wartości. ”
Dlaczego niedopuszczalne i kto takimi argumentami się posługuje?
problem w tym, że chrześcijańskie “wartości” godzą w zasady wspólnie wyznawane, gdyż zarówno chrześcijanie jak i inni cenią sobie np. wolność. Chrześcijanie chcą jednak w imię poszerzania swojej “wolności” ograniczyć wolność cudzą.
“Żeby znaleźć dobro wspólne, należy rozmawiać o naturze człowieka, zasadach naszej cywilizacji i kulturze narodu, i po prostu uznawać za dobro wspólne sam fakt życia narodowego.”
Należy rozmawiać, analizować, dochodzić do wspólnych wniosków, ale to ostatnie temu przeczy, bo dlaczego coś mamy odgórnie uznać? Ponadto naród, to nie tylko ideologia jaką w narodzie przeforsowano, ale wszyscy np. Polacy.
JAK SKOMENTUJESZ FAKT ZE W TYGODNIKU WPROST DOSTAłES DRUGIE MIEJSCE DARWINA ZA ZREZYGNOWANIE Z FUNKCJI MARSZALKA I CO NAJGORSZE ODEJSCIE OD PIS
O naturze ludzkiej zawsze trzeba rozmawiać, bo ona jest punktem wyjścia w mówieniu o religii i wartościach. Jest tu jednak pewna pułapka, której trzeba mieć świadomość. Polega ona na tym, żeby nie zredukować religii do antropologicznej genezy – wtedy oponenci chętnie uznają jej pragmatyczne znaczenie, ale od razu powiedzą o tym, że dojrzałość cywilizacyjna oznacza bezkonfesyje akceptowanie wspólnych wartości, a religię chętnie utożsamiliby z heglowskim duchem absolutnym.
Droga “naturalna” jest ważna, jest pomostowa i skuteczna, ale najeżona jest różnymi pułapkami…
Naucznaie Vaticanum Secundum wciąż domaga sie realizacji – człowiek jest drogą Kościoła.
Ukłony.
Szanowny Ateisto,
Czytając Twe słowa aż chciałoby się wskoczyć na barykadę. Niestety, analiza krytyczna tekstu uzasadnia wątpliwość, czy owa barykada istnieje. Weryfikacja tej wątpliwości wymagałaby poznania choćby jednego konkretu spośród Twoich zarzutów względem chrześcijaństwa. Takich jednak nie znalazłem w tekście. Tekst jest zatem tak samo merytoryczny, jak stwierdzenie, że ateiści pożerają na śniadanie chrześcijańskie dzieci.
Po raz drugi niestety, istnienie praw stanowionych (w tym: Konstytucji) nie wyklucza w żaden sposób celowości a nawet konieczności dyskusji na ich temat.
Po trzecie, nawet decyzja większości nie gwarantuje wierności prawdzie. Demokrację trzeba szanować, ale ona sama ma tę przypadłość, że raz wyrokuje tak a raz siak. Warto więc debatować nad mądrością głosów większości.
Po kolejne, owe naruszane prawa człowieka i ogólnie wyznawane wartości, to zapewne wartości powszechne, uniwersalne a więc również wyznawane przez tę garstkę chrześcijan na świecie (nie chcę podawać liczb, bo po co się znęcać). Jeśli tak jest, to głupcami muszą być ci chrześcijanie, którzy występują przeciwko swoim wartościom. Jeśli jednak te “uniwersalne wartości” są sprzeczne z poglądami tej garstki, to nie zazdroszczę takiego uniwersalizmu.
Po ostatnie, jak rozumiem, sprawiedliwy i godny świat będzie dopiero wówczas, gdy z debaty publicznej wyeliminuje się głos chrześcijan. Jak wiadomo przecież, prawdziwe dobro chrześcijan, to wprząc ich w ateistyczny zaprzęg. Nawet, gdybym miał być ostatnim, będę naruszał ową ateistycznie idealną ciszę chrześcijan, zarówno ze względu na moje poglądy, jak i na wartość pluralizmu w debacie.
Pozdrawiam
http://www.prawica.wordpress.com
P.S. Żeby nie było nieporozumień, powyższe stwierdzenie nt. śniadania ateistów jest zamierzoną farsą.
Jeśli wierzyć tym słowom:
„…kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”
/J 12,25/
to chrześcijaństwo raczej ludzkie nie jest. Obiecuje coś czego nie da się dowieść, pod warunkiem wrogości, a nawet nienawiści do swego życia, którego jesteśmy świadomi. Ono akurat jest doświadczane, co upewnia nas, że jest realne. Dlatego teraz warto być i cieszyć się życiem, wbrew temu co głosi kościół.
Wartości uniwersalne mogą być jednak bardzo wybiórczo interpretowane – co jest powszechne u większości religii. Weźmy choćby katolicyzm – dla każdego człowieka prześladowanie i nękanie bliźniego będzie złe. Święty Augustyn jednak robi tu wyjątek i rozróżnia prześladowanie dobre i złe. Dziś KK cechuje się podobnym poglądem na sprawę, choć może fizyczne prześladowanie zmieniło się jedynie w dyskryminację. Dalej jednak w imię swoich zasad, łamie (z pomocą rządu) zasady powszechnie uznane – wolność, własność (pośrednio), równość itd.
Ku rozwadze: Leon XIII Immortale Dei:
Były niegdyś czasy, kiedy filozofia ewangeliczna rządziła państwami; wtenczas to dzielność owa i moc Boska chrześcijańskiej mądrości wniknęła w prawa, ustawy, obyczaje ludów, we wszystkie wreszcie stany i stosunki rzeczpospolitej; kiedy religia, przez Jezusa Chrystusa ustanowiona, niewzruszenie stojąc na tym stopniu godności, który jej się, należy, przychylnością panujących i ochroną prawna rządów wszędzie rozkwitała; gdy rząd duchowny ze świeckim łączyła zgoda i przyjazna wymiana usług. W ten sposób urządzone państwo przynosiło owoce nad wszelkie oczekiwanie, których pamięć trwa i trwać będzie, niezliczonymi dowodami dziejów stwierdzona tak, że żadnymi wybiegami nieprzyjaciół zatrzeć ani zaciemnić się nie da. – Że Europa chrześcijańska barbarzyńskie narody pokonała i z dzikich w łagodne przemieniła, a z zabobonów do prawdy przywiodła; że najazdy Mahometan zwycięsko odparła, że zachowała pierwszeństwo w cywilizacji i że zwykła innym być przewodniczką i nauczycielką w każdej gałęzi oświaty, że prawdziwą a tylostronną wolnością udarowała narody; że wiele rzeczy ustanowiła mądrze dla ukojenia nędzy, – za to bez wątpienia wielka winna wdzięczność religii, w której znalazła zachętę do przedsięwzięcia i pomoc do wykonania tak wielkich rzeczy. – Trwałyby zaiste po dziś dzień te same korzyści, gdyby była utrzymała się zgoda pomiędzy dwiema władzami, i większych jeszcze było można się słusznie spodziewać, gdyby powaga, nauka, rady Kościoła były znała zły większy posłuch i stalszą wiarę. To bowiem może służyć za niewzruszone prawidło, co Iwon Karnuteński napisał do Paschalisa II papieża: “Gdy władza świecka i duchowna w dobrej ze sobą są zgodzie, wtedy dobrze świat jest rządzony, kwitnie i przynosi owoce Kościół. Kiedy zaś nie zgadzają się, nie tylko drobne rzeczy nie rosną, ale także wielkie nędznie rozpadają się”.
Ale zgubna ona i opłakana gonitwa za nowościami, jaka wszczęła się w XVI wieku, kiedy najprzód zamieszanie sprawiła w chrześcijańskiej wierze, naturalnym biegiem rzeczy dostała się do filozofii, a z filozofii do wszystkich ustaw ludzkiego społeczeństwa. Z tego to źródła wynikły co główniejsze zasady nowoczesne owej wyuzdanej wolności, wśród niesłychanych zaburzeń przeszłego wieku wymyślone i światu ogłoszone, jako zasady i podwaliny nowego prawo, dawniej nieznanego, a sprzecznego w niejednej rzeczy nie tylko z prawem chrześcijańskim, ale i przyrodzonym. Z tych zasad ta najważniejsza, jakoby wszyscy ludzie, jak widocznie są do siebie podobni rodzajem i przyrodą, tak też byli w sposobie życia rzeczywiście sobie równi; jakoby każdy taką miał wolność i niezawisłość, że niczyjej zgoła nie podlega powadze: więc wolno myśleć o każdej rzeczy, co kto chce; robić, co się podoba; nie zaś nikt prawa drugiemu nakazywać. Skoro społeczeństwo takimi przejmuje się zasadami, jedyną już władzą jest wola narodu, który, ponieważ sobie tylko samemu jest podległy, więc też sam jeden może sobie rozkazywać; wybiera zaś tego, komu powierzyć władzę nad sobą, w ten sposób, w ten sposób jednak, że nie władzę rządzenia przelewa, lecz prosty urząd nadaje, mający być piastowany w jegoż tylko imieniu. W zapomnienie poszło imię Boskie, zupełnie, jak gdyby Boga wcale nie było, albo jak gdyby Bóg zgoła nie dbał o społeczeństwo ludzkie, albo jakby ludzie, ani zbiorowo, nie mieli żadnych dla Boga obowiązków, albo jak gdyby można pojąć zwierzchność, której początek, siła i powaga nie wypływa z Boga. W ten więc sposób widoczna, że państwo niczym innym już nie jest, jeno tłumem, co sam się oświeca i rządzi; a ponieważ naród w sobie rzekomo zawiera źródło wszelkiego prawa i wszelkiej władzy, więc wynika, że państwo nie powinno poczuwać się do żadnych obowiązków względem Boga, że nie powinno żadnej religii wyznawać publicznie, że nie ma obowiązku ani szukać wiary jedynie między wszystkimi prawdziwej, ani jednej nad inne przenosić, ani żadnej nie sprzyjać więcej, niż innym, ale ma każdej przyznać równe prawo w takich granicach, żeby porządek państwowy nie poniósł jakiegokolwiek od nich szwanku. Będzie więc rozumnym, jeżeli każdemu zostawi się wszelką wolność w kwestiach religii, wolność obrania sobie tej, którą woli, lub nieobrania żadnej, jeżeli mu się żadna nie podoba. Stąd zaiste rodzą się: żadnych praw nie znająca wolność sumienia, najdowolniejsze zdania o tym, czy czcić trzeba Boga, czy nie; nieograniczona niczym swawola myśli i wygłaszania swych myśli.
Panie Marku – ad vocem. Pisze Pan że zniesienie niewolnictwa na amerykańskim Południu należałoby uznać za wyraz partykularyzmu światopoglądowego. Zupełnie bez znieczulenia posyła pan Abraham Lincolna na piedestał “uniwersalistów”.
Jeśli zniesienie niewolnictwa nie było partykularyzmem to dlaczego Św. Paweł nie potępił niewolnictwa? Ten sam Św. Paweł, który z taką siłą mówi w Liście do Galatów o roli wolności i o tym że wolność jednostki może zostać w pełni zrealizowana jedynie przez postawę służebną?
Czy świadomie pomija Pan bezpośrednie skutki owego wyboru światopoglądowego jakim była wojna domowa pomiędzy Północą i Południem która pochłonęła 600 tysięcy istnień ludzkich?
Abraham Lincoln miał wybór – mógł w pełni pokojowo starać się o wykupienie niewolników z Południa. Wybrał jednak drogę do której najlepszym komentarzem niech będą słowa Zbawiciela: “Kto mieczem walczy ten od miecza ginie”.
Emigrancie. W rzeczywistości Lincolnowi wcale nie zależało, aż tak bardzo na zniesieniu niewolnictwa. Chciał zintegrować państwo,poprzez likwidację partykularyzmów stanowych. Po wojnie Stany z “konfederacji” stały się “federacją”.
Pytanie dnia dzisiejszego: czy obchodzić święta Bożego Narodzenia czy raczej święta grudniowe?
P.S. Nie mój pomysł, nie moja inicjatywa