Dowiedziałem się dziś, że Trybunał Konstytucyjny już dwa tygodnie temu po cichu zamknął sprawę zgodności z Konstytucją wekslowych praktyk Samoobrony. Opinia publiczna dowie się o tym dopiero teraz, bo dopiero po publikacjach w „Dzienniku” na temat sprawy rzecznik Trybunału poinformował, że sprawy już nie ma. O tej decyzji nie wiedział również marszałek Komorowski. 

Szczęście w nieszczęściu: Trybunał sformułował zasadę dyskontynuacji wniosków marszałkowskich, więc w ogóle nie odniósł się merytorycznie do sprawy. Lepsze to niż otwarta lub milcząca zgoda na zamianę partii politycznych w przedsiębiorstwa wyborcze, pomagające chętnym w karierach, w zamian za polityczną dyspozycyjność pod sankcją wywłaszczenia (bo tak należy traktować uruchomienie „zwrotu” ok. pół miliona złotych). Takim praktykom nie mogłem jako marszałek Sejmu przyglądać się biernie, bo jest to sprzeczne nie tylko ze zdrowym zmysłem państwa, ale z takimi wyraźnie sformułowanymi zasadami konstytucyjnymi jak dobrowolność partii politycznych, ich obywatelski charakter i cel, jakim jest umożliwianie Polakom kształtowania polityki państwa (wszystkie zawarte w art. 11.1), a także wolność mandatu poselskiego (art. 104.1). 

Samą zasadę „dyskontynuacji” (czyli nieaktualności skargi po zakończeniu kadencji Sejmu) Trybunał wyprowadził przez analogię z zamykaniem przez Sejm prac ustawodawczych wraz z zakończeniem kadencji. Ani zasada ta nie jest absolutna, ani analogia nie jest przekonująca. Marszałek Sejmu ma prawo zwracać się do Trybunału w sprawie zgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznych (art. 188.4) na podstawie bezpośrednio przysługujących mu uprawnień konstytucyjnych, niezależnie od podobnych działań grup posłów. A Trybunał nie powinien uchylać się od zajęcia stanowiska tam, gdzie zagrożone są wolności powierzone jego pieczy. 

Wygląda jednak na to, że Trybunał tą sprawą tak się zajmował, że w końcu zajmować się przestał. Nie zdołał jej rozpatrzyć ani przez osiem miesięcy przed decyzją o skróceniu kadencji, ani nawet po tej decyzji, przez dwa ostatnie miesiące, kiedy kadencja jeszcze trwała. Aż w końcu doczekał się sytuacji, w której w pełnym składzie mógł ogłosić, że sprawa jest nieaktualna. Ciekawe kwestie kontynuacji i dyskontynuacji okazały się znacznie ważniejsze od pytania, czy partie polityczne, które zapewnić mają działanie demokracji, nie zamieniły się w prywatne przedsiębiorstwa do robienia polityków.