W Summorum pontificum Ojciec Święty pisze wyraźnie, że Mszał Bł. Jana XXIII nigdy nie został odwołany (por. art. 1). Czy to jasne stwierdzenie, nawiązujące do wezwania Jana Pawła II, aby zagwarantować szacunek dla słusznych życzeń wiernych tradycji łacińskiej (por. Ecclesia Dei 5c), nie zobowiązuje po prostu do zadośćuczynienia za lata krzywd wyrządzanych przede wszystkim całości liturgii Kościoła?

Rzecz się wydaje oczywista w czasach, gdy tak wielką wagę przywiązujemy do oczyszczania pamięci Kościoła, by nie obciążały jej błędy popełnione przez jego sługi i dzieci. Jednak po lekturze artykułu Ewy Czaczkowskiej w wigilijnej „Rzeczpospolitej” wielkiej nadziei na szybkie postępy takiej refleksji po ogłoszeniu papieskiego motu proprio nie nabrałem. Bo zadośćuczynienie można rozumieć dwojako – jako zadośćuczynienie sprawiedliwości (która gwarantuje prawa nawet tego, dla którego sprawiedliwości nikt się nie domaga); ale również jako zadośćuczynienie oczekiwaniom i roszczeniom świata, z którym lepiej się jakoś ułożyć.

Jak pisał Liebert: „Uczyniwszy na wieki wybór,/ w każdej chwili wybierać muszę”.