W polityce międzynarodowej nietrudno wskazać najważniejsze wydarzenie roku. Przyjęcie Traktatu Europejskiego to radykalne zwiększenie władzy Unii Europejskiej, włącznie z (formalnym) prezydentem Unii i (nieformalnym) ministrem spraw zagranicznych. To również nowe zdefiniowanie celów i wartości jedności europejskiej, zawarte w Karcie Praw Podstawowych. Niestety, w tej sprawie władze Rzeczypospolitej zadecydowały odwrót bez walki – choć polskie votum separtum w sposób jeszcze bardziej zrozumiały można było złożyć po poważnej moralno-ideowej debacie na temat charakteru Unii.

W planie narodowym najważniejszym wydarzeniem były prace na rzecz potwierdzenia w Konstytucji ludzkiej godności od poczęcia. Zostały podjęte w samą porę – bo już dziś widać, jak sprawy zabijania ludzi w embrionalnej fazie życia oraz „odszkodowań” za życie chorych dzieci domagają się normatywnego potwierdzenia, na poziomie wyższym niż ustawowy, przysługującej człowiekowi od początku godności i realnych praw, które z niej wynikają. Polski Sejm – dużą większością głosów – przerwał milczącą zgodę na fatalizm cywilizacji śmierci, choć tych głosów zabrakło na zmianę Konstytucji. Machinacje wielkich partii politycznych stanęły w poprzek wielkiej koalicji sumień.

Wydarzenia życia Kościoła nie narzucają się tak brutalnie opinii publicznej, co w niczym nie umniejsza wielkości ich znaczenia. Tu najważniejsze w tym roku było ogłoszenie przez Ojca Świętego listu Summorum Pontificum, w obronie praw tradycyjnej liturgii katolickiej. Najcelniej określił jego znaczenie Paweł Milcarek, nazywając go przywróceniem pokoju między nowoczesnością a Tradycją Kościoła. Przy czym nie chodzi tylko o spory w Kościele (bo te, gdy toczone są w prawdzie i miłości, są w pełni uprawione), ale o pokój w ludzkich sercach. Deo gratias!

Co niesie nam nadchodzący czas? Przyjęcie Traktatu jest kwestią otwartą, szczególnie w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Czechach. Donald Tusk kiedyś obiecywał umierać za Niceę. Teraz niech chociaż spokojnie poczeka na rozwój debaty w innych krajach. Po drugiej stronie Atlantyku wielkie znaczenie będą miały amerykańskie wybory prezydenckie.

Nasz eurocentryzm przysłania nam znaczenie wydarzeń poza horyzontem naszej cywilizacji. Tymczasem zabójstwo Benazir Bhutto to kolejny sygnał wzrostu antyzachodniego radykalizmu w krajach Islamu; i jego naporu na państwa chcące współpracować z Zachodem. Nachodząca Olimpiada w Pekinie to gwarancja spokoju w polityce zagranicznej Chin; obejrzymy demonstrację sukcesu najszybciej rozwijającego się państwa świata, którym… rządzi komunistyczna dyktatura. Życie potwierdza trafność geopolitycznych analiz Paula Brackena; niestety.

Jak każdy Nowy Rok trzeba i ten powierzyć Bogu i Maryi, która jest prawdziwą Arką między starymi i nowymi czasy. Nadziei, radości i pomyślności życzę Wszystkim Czytelnikom tego dziennika!