Przez przykre wydarzenia ubiegłego tygodnia zrezygnowałem z niedzielnego wpisu. Natomiast w ostatnią niedzielę ubiegłego roku pisałem o Summorum pontificum, po czym ks. Jakub Przybylski (którego przyjaźń i opinie bardzo sobie cenię) komentując moje stanowisko napisał, że „nie można domagać się zadośćuczynienia” za lata kwestionowania ważności Mszału Bł. Jana XXIII. Jednak zadośćuczynienie, o którym piszę, nie ma nic wspólnego z tryumfalistycznym egzekwowaniem racji. Chodzi po prostu o chrześcijańskie wynagrodzenie miłością dobrom i ludziom, którzy odczuwali jej brak: zainteresowanie tam, gdzie wcześniej było lekceważenie, wielkoduszność (o którą w Ecclesia Dei apelował Jan Paweł II) tam, gdzie były ograniczenia, życzliwość tam, gdzie panowała krzywdząca nieufność, zauważanie potrzeb, nawet jeśli nie są wyrażane, skoro przez lata zniechęcano do ich wyrażania. To najlepsza droga do wzbogacenia życia Kościoła, o którym przy okazji ostatniego motu proprio pisał do całego Episkopatu katolickiego Benedykt XVI.