W Paryżu władze regionalne prowadzą otwartą kampanię promującą „prawo do aborcji”. Trudno o bardziej drastyczny przykład łamania praw człowieka. I należy to nazwać po imieniu, w języku zrozumiałym dla opinii międzynarodowej. W tej sprawie reakcja publiczna jest absolutnie konieczna. Mamy do tego równie dobre prawo, jak Parlament Europejski do wystawiania nam cenzur z tolerancji. Ale przede wszystkim mamy moralny obowiązek. W końcu chyba – ciekawe, co o tym myślą Donald Tusk i Jarosław Kaczyński – do Unii Europejskiej nie poszliśmy na szaber.  

A tych, których nie przekonuje solidarność europejska, zachęcam do chwili refleksji na temat narodowego pragmatyzmu. Dopóty będziemy w imię praw człowieka przez obce rządy i parlamenty instruowani o politycznej poprawności, dopóki sami nie zaczniemy nazywać barbarzyństwa tak, jak na to zasługuje. I póki nie przeciwstawimy mu autentycznego uniwersalizmu.