Co zyskujemy na odłożeniu ratyfikacji?
Przede wszystkim – w wypadku odrzucenia go w którymkolwiek kraju – szansę na ponowne podniesienie naszych polskich postulatów, tak fatalnie porzuconych w okresie niemieckiej prezydencji w Unii. To szansa nie dla opozycji pozaparlamentarnej, ale dla obozów Prezydenta i Premiera. Warto skorzystać. Warto dla Polski.
Jeżeli traktat pochopnie ratyfikujemy – to inni, niezadowoleni (więc ci, którzy odrzucą) i ci, którzy zachowali rezerwę (ratyfikacyjną) – zachowają prawo zmian (czy odrębności) w przyszłych regulacjach europejskich. Absurdem jest włączanie się w presję na innych, by ten zły dokument ratyfikowali. Bo rozumiem, że można ten traktat uważać za nieuchronny, ale nie można go uznać za dobry. W końcu zastrzeżenia do jego przepisów zgłaszali nie tylko Kaczyński, Rokita i Tusk, ale nawet Belka i Miller. Co się zmieniło, prócz kalkulacji polityków? Ratyfikując go pospiesznie, zamykamy stanowisko polskie, jak kraje, które ratyfikowały wcześniej traktat konstytucyjny.
Piszę to dla porządku, korzystając z okazji, że i tak dziś nie zamieszczę dłuższego wpisu. Wróciłem z Torunia, a niedługo wyjeżdżam do Łodzi, na spotkanie z naszym środowiskiem Prawicy.
Uważam,że referendum w sprawie Traktatu Konstytucyjnego, zakończy się zdecydowanym zwycięstwem zwolenników. Cała nadzieja,że referendum odbędzie się w Irlandii, a może też w Wielkiej Brytanii. Władze francuskie i holenderskie pewnie nie zaryzykują.
Słuchałem wczoraj audycji z Pana udziałem. Muszę stwierdzić, że była to jedna z ciekawszych wypowiedzi na temat ratyfikacji traktatu. Do dyskusji na ten temat należy wracać bezustannie. Szczególnie interesujący jest wątek “dobroci traktatu” względem samej Unii. Wspólnota państw europejskich jest niewątpliwie ogromnym dobrem dla Europy. Nie można jednak myśleć życzeniowo: “wielkie europejskie państwo jako twór silny i decyzyjny”. Nawet gdyby ktoś odrzucał “wspólnotę ojczyzn” na rzecz “jednego państwa”, to musi się obudzić. Dzisiaj nie ma warunków, by takie spójne, solidarne państwo powołać. To są mrzonki! Współpraca europejska odbywa się na poziomie ekonomii. Stworzenie jednego państwa poprzedzone musiałoby być dziesięcioleciami unifikacji politycznej (przede wszystkim w zakresie polityki zagranicznej) oraz kulturowej. W tych kwestiach, nie tylko, że integracja się nie pogłębia, ale wręcz przeciwnie. Coraz większa różnorodność państw UE powoduje coraz większe rozwarstwienie interesów i wspólnych wartości. Jeśli nie możemy stworzyć Stanów Zjednoczonych Europy (a nie będzie to możliwe za naszego życia), to twórzmy dziś realne zręby wspólnych interesów i odłóżmy dylemat dla naszych pra-wnuków.
P.S. Sam nie jestem przeciwnikiem superpaństwa z silnymi tradycjami regionalnymi, ale wiem, że potrzeba nam kilka razy więcej czasu na dojrzewanie niż Stanom Zjednoczonym.
Jeśli PIS i PO wspólnie z LID ratyfikują ten traktat, konsekwencje poniosą następne pokolenia!!
Zachowanie PISu powinno zostać przez wyborców bardzo uważnie prześledzone!!
Zapomnieliśmy zachowania PISu podczas kwietniowych głosowań nad poprawkami w które tak mocno zaangażował się pan Marek Jurek!!
Tłumaczyliśmy wówczas, że to “wypadek przy pracy” PISu!! Jednak jeśli PIS poprze ten traktat myśle, że większość Polaków nie będzie miała problemu z wyciągnięciem wniosków z zaistniałej sytuacji!!
Jeszcze raz gratulacje za wspaniała audycje w Tvtrwam i Radiu Maryja!!
Pozdrawiam!!
Tomasz P.
Kalisz
Ten nowy traktat (zwany lisbońskim) nie jest jakimś nie wiadomo jakim nieszczęściem. Po prostu władza i wpływy w Europie zostały na nowo podzielone. Centrum władzy i podejmowania decyzji zostało przesunięte, niektórzy twierdzą, że Europa dzięki temu się bardziej integruje.
Nie oznacza to, że Polska powinna ten traktat jak najszybciej ratyfikować. Szybka ratyfikacja nic Polsce nie daje, tak jak podkreśla to Pan Marszałek. Jest to polityka spod znaku określonego przez Bartoszewskiego jako polityka ‘mało urodziwej panny’, mówiąc inaczej polityka ‘prowadzona na kolanach’…na kolanach twarzą w kierunku elit europejskimi.
Jako ciekawostkę dodam, iż właśnie dziś doszło do problemów ratyfikacyjnych traktatu zwanego lisbońskim na Słowacji. I jest to trochę tragikomiczna sytuacja, bo rząd słowacki jest rządem populistów pod przywódctwem ex-komunisty Roberta Fico (WikiPedia podaje, iż jako prawnik był on swego czasu reprezentantem Słowacji w Europejskim Trybunale Praw Człowieka). No i śmieszna sytuacja:
- Jako populista Fico jest dla europejskich elit nawet beeee, szczególnie z powodu koalicjantów (rząd tworzy m.in. w koalicji z eks-komunistą i populistą Mečiarem),
- Jako premier, który chce ratyfikować traktat lisboński Fico i jego koalicja są fajni, za to chrześcijańko-demokratyczna opozycja, przeciwna ratyfikacji traktatu lisbońskiego, jest beeee.
Choćby przedstawiona przeze mnie krótka notka na temat pana Fico pokazuje, jak Europa odeszła od chrześcijańskich korzeni, jakie przyświecały Twórcy (Father) zjednoczonej Europy, a także sygnatariuszowi paktu ustanawiającego NATO, politykowi odznaczonemu w 1956 roku Orderem Piusa przez Papieża Piusa XII, więzionemu przez Gestapo w czasie II wojny światowej, ponieważ odmówił on współpracy z rządem marszałka Pétain, Robertowi Schumanowi.
Dlatego Panie Marszałku, to czy wartości chrześcijańskie są wpisane do traktatów europejskich, czy nie, nie ma takiego dużego znaczenia. Jak pokazuje przykład premiera Fico, decydującym czynnikiem o ‘istocie Europy’ jest to, kto zasiada w jakich jej instytucjach i urzędach.
Ruchy lewicowe, ateistyczne, laickie zawłaszczyły Europę (niektórzy twierdzą, że więkaszość obywateli UE jest niewierząca, tak więc może tak powinno być???). Żeby tę Europę odzyskać, nie wolno dopuszczać, żeby ludzie pokroju Fico zajmowali eksponowane stanowiska w UE.
A ten obecny traktat nie jest ostatnim traktatem europejskim. Będzie ich po drodze jeszcze wiele i każdy z nich będzie ‘reformował’, ‘ulepszał’, ‘poprawiał’, ‘przybliżał Europę obywatelom’, ‘demokratyzował’, itp., a wszystko w imię nowych podziałów wpływu i władzy. Najważniejszym zagadnieniem jest jednak to, kto tę władzę sprawuje: ex-komunista i populista, czy chrześcijański demokrata?
Próbuje się stworzyć państwo europejskie, poza głowami narodów. Ten twór będzie sztuczny, niektórzy zwą go (wg mnie słusznie), Zwiazkiem Socjalistycznych Republik Europejskich. Próbuje się wszystko ujednolicać, a przecież różnorodność jest wartością. USA powstały w XVIII w., a do dzisiaj prawa, w poszczególnych stanach, różnią się między sobą. W Europie próbuje się wszystko wrzucić do jednego worka. To efekt porozumienia zawartego w latach 80-tych, przez przedstawicieli lewicy europejskiej i Biuro Polityczne KPZR (powoła się na Władimira Bukowskiego). Za wszelką cenę próbuje się usunąć z Europy USA, jedynego gwaranta naszej niepodległości. I wczyi interesie się to dzieje? Rosji i Niemiec. To drugie państwo, krok po kroku, usuwa skutki II wojny światowej. Jeszcze pokolenie, czy dwa, i ludzie na świecie będą myśleli,że t Polacy odpowaiadają za niemieckie ludobójstwo. Przykładem jest gloryfikacja,przez wiele środowisk pseudouczonego J.T. Grossa. Dzisiaj odpór próbuje mu dać, niemal w pojedynkę dr Marek Chodakiewicz (niestety prof. Strzembosz już nie żyje). A wielu polityków, czy bardziej znanych wykształciuchów bierze udział w kampani promocyjnej “Strachu”.
Ad zulus
Popieram twój komentarz całym sercem.
[...] zaczyna się zastanawiać, czy rzeczywiście warto wyzbywać się atutów w sporze o kształt Unii Europejskiej, pospiesznie ratyfikując niepewny Traktat Reformujący. [...]
Do Zulusa i Czytelników: odpór Grossowi na imponującą skalę – bo też w dużej mierze w pojedynke – daje prof. Jerzy Robert Nowak (zob: http://www.jerzyrobertnowak.com ) – oczywiście przy wytrwałym wsparciu emdialnym nielicznych mediów (np. Radio Maryja, Niedziela). Dziwnym-niedziwnym trafem w wielu księgarniach i domach księgarskich Pomorza Gdańskiego jest Gross, nie ma natomiast choćby np. rzeczonego Nowaka. Staram sie mowic o tym w naszym lokalnym radiu Glos. Uważam, ze kluczowa sprawa dla stwarzania posluchu dla konkretnych wiadomosci jest nie tyle powszechnosc docierania z nimi ile promowanie, stwarzanie autorytetow – a potem to juz autorytety mowia, a cokolwiek powiedza, jest przyjmowane za dobra monete…
Adam