Pan Piotr Beniuszys pisze, że „przygniatająca większość Polaków popiera integrację europejską, popiera przyjęcie traktatu. Na co czekać?” Choćby na chwilę namysłu, do którego zachęcam przede wszystkim autora powyższej opinii. Można popierać traktat lizboński, ale nie można stawiać znaku równości między integracją europejską a jego przyjęciem. Po pierwsze dlatego, że traktat ten nie jest jeszcze prawem Unii, ale tylko uzgodnieniem jej rządów. Po drugie – bo budzi krytyczne opinie. Wykluczenie z debaty europejskiej krytyki tego traktatu jest zaprzeczeniem solidarności europejskiej. To właśnie takie nastawienie wywołuje uzasadnione opory wobec zwiększania kompetencji Unii. Gotowość dyskusji (i uzgodnień!) na temat zakresu integracji i charakteru Unii stanowi warunek autentycznej solidarności europejskiej.

I rzecz druga. Sugerowanie, że nieprzyjęcie traktatu oznacza wystąpienie (albo może usunięcie) z Unii Europejskiej, to całkowite wprowadzanie w błąd opinii publicznej. A biorąc pod uwagę, że Polacy – w rzeczy samej – popierają udział Polski w Unii, sugerowanie, że bez traktatu nie ma integracji, jest po prostu odwoływaniem się do irracjonalnego strachu.