Pan Piotr Beniuszys pisze, że „przygniatająca większość Polaków popiera integrację europejską, popiera przyjęcie traktatu. Na co czekać?” Choćby na chwilę namysłu, do którego zachęcam przede wszystkim autora powyższej opinii. Można popierać traktat lizboński, ale nie można stawiać znaku równości między integracją europejską a jego przyjęciem. Po pierwsze dlatego, że traktat ten nie jest jeszcze prawem Unii, ale tylko uzgodnieniem jej rządów. Po drugie – bo budzi krytyczne opinie. Wykluczenie z debaty europejskiej krytyki tego traktatu jest zaprzeczeniem solidarności europejskiej. To właśnie takie nastawienie wywołuje uzasadnione opory wobec zwiększania kompetencji Unii. Gotowość dyskusji (i uzgodnień!) na temat zakresu integracji i charakteru Unii stanowi warunek autentycznej solidarności europejskiej.
I rzecz druga. Sugerowanie, że nieprzyjęcie traktatu oznacza wystąpienie (albo może usunięcie) z Unii Europejskiej, to całkowite wprowadzanie w błąd opinii publicznej. A biorąc pod uwagę, że Polacy – w rzeczy samej – popierają udział Polski w Unii, sugerowanie, że bez traktatu nie ma integracji, jest po prostu odwoływaniem się do irracjonalnego strachu.
Najbardziej zastanawia mnie podejście do tematu, jakie chce się narzucić większości: “traktat albo śmierć Unii”, “albo za traktatem albo przeciwko Unii”. Największym zagrożeniem UE jest, moim zdaniem, osłabienie mechanizmów rynkowych. Unia ma szanse na rozpad nie dlatego, że nie zostanie superpaństwem, ale dlatego, że ustępuje czołówce światowej gospodarki. Jeśli zmiana systemu władzy ma być lekarstwem na tę słabość, to proponuję poczytać “Proces” albo “1984″, bo chyba ku temu zmierzamy. System władzy nie może zastąpić długookresowo słabości systemu. Niestety, według porzekadła “nie bierze się miski jedzącemu psu”. Kierunek ku konkurencyjności jest trudny i zawrócenie z modelu socjal-ekonomii jest szalenie trudne. Usprawnienie procesu decyzyjnego jest dobre, ale… chyba nie w tym kierunku zmierzamy.
Wszyscy z nas wiedzą że ten traktat jest zły. Pytanie jest inne – co można zrobić żeby nie dopuścić do jego ratyfikacji.
Chyba zbyt romantycznie Polacy, jako nowi członkowie UE, podchodzą do Unii. Otóż prawdopodobnie coś takiego jak ‘solidarność europejska’ nie istnieje. Ot choćby mały przykład:
- Polska, żeby wzbudzić ‘solidarność europejską’ w sprawie eksportu mięsa do Rosji, użyła jako instrumentu mechanizmu veto w sprawie negocjacji Rosji z UE dot. nowego układu stowarzyszeniowego.
- Obecnie veto w tej sprawie używa Wielka Brytania, bo Rosja nie chce wydać mordercy obywatela Wielkiej Brytanii, Aleksandra Litwinienko. Polska w tej sprawie nie wykazała się ‘solidarnością’. Nie uczynił tego także nowy prezydent Francji, który publicznie wychwala rosyjskiego prezydenta.
‘Solidarność europejska’ nie będzie istnieć prawdopodobnie nigdy. Istnieją za to wymierne interesy państw członkowskich, często przeciwstawne. Być może należy ‘odczarować’ Unię, jako wspólnotę wartości. Należy jednak ‘odczarować’ chyba również pozycję Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (sic!) [kto wymyślił taką nomenklaturę w jęz. polskim??? powinien to być co najwyżej Trybunał Europejski lub Europejski Sąd Najwyższy, ale żeby zaraz 'Sprawiedliwości'?], który rozstrzyga także w sprawie wartości, które jeśli nie są wartościami ekonomicznymi, wydają się być różne dla różnych społeczeństw europejskich.
Zgadzam się z wypowiedzią nr 1. Unia nie jest konkurencyjna, a kolejne traktaty są po prostu “ucieczką do przodu” Socjalizm bowiem, nie rozwiązuje problemów, tylko je tworzy. W rzeczywistości Europa to tylko azjatycki półwysep. Upadek naszej cywilizacji potwierdza, dekadencja, pacyfizm, demoralizacja; żeby się rozwijać społeczeństwa muszą być dynamiczne. Tak nie jest,a spowodowane jest to,realizacją w praktyce, idei państwa opiekuńczego.
Zgadzam się z Panem Marszałkiem a ewentualne nieprzyjęcie traktatu spowoduje z natury rzeczy dalszą dyskusje i powstrzyma przynajmniej na krótko tworzenie superpaństwa!!
Pozdrawiam!!
Tomasz P.
Kalisz
Panie Marszałku!
Proszę przemyśleć moją radę dla Pana i całej Prawicy.
Żadnych kompromisów względem traktatu reformującego.Dążmy do tego, żeby ta eurokonstytucja nigdy nie weszła w życie.
Walczmy.
Nazwiązując do wypowiedzi Piotrka:
Potrzebujemy sojuszu na szeroką skalę.Należy w tej sprawie porozumieć sięz UPR, może nawet z LPR i innymi mniejszymi partiami prawicowymi, typu Ruch Patriotyczny, a może i z tą częścią PiS-u, która nie oderwała się od własnych korzeni, z których wyrosła.
Związek Socjalistycznych Republik Europejskich, bo tym tak naprawdę jest unia europejska, najlepiej żeby upadł.Najlepiej, żeby to wszystko, ta jak ładnie się mówi integracja europejska funkcjonowała na zasadzie umów gospodarczo-wolnorynkowych i tyle.
Większość ludzi popiera euro-kołchoz, ponieważ słyszało tylko o jakiś dopłatach, bliżej nieokreślonych, a poza tym karmiona jest reżymową papką jak to wspaniale jest w tej unii.Czym dla Polski jest unia pokazują niemieckie roszczenia względem naszych ziem.
Do Roky.
Zagrożenie niemieckimi roszczeniami co do naszych ziem to zwykła propaganda. Trybunał nie może tam rozpatrywać spraw które wydarzyły się zanim powstała UE!
Druga sprawa – widać nie lubisz socjalistów, dlaczego więc chcesz porozumienia z socjalistyczną LPR?
Do A.
Wg prawa rzymskiego: “prawo nie działa wstecz”. Tylko,że były już wyjątki od tej zasady, choćby wydanie polskiego Cygana Belgii za morderstwo. Przypomne, w tym momencie w konstytucji był zapis, który uniemożliwiał wydawabie polskich obywateli (potem dopiero to poprawiano). Sędziowie, za to odpowiedzialni, powinni zostać ukarani.
Druga sprawa to LPR. Ta partia była, w poprzednim, parlamencie najbardziej wolnorynkowa (wolałbym,żeby bardziej to akcentowała). Wydaje się,że w tym środowisku zaczyna doceniać się Romana Rybarskiego.
Roszczenia niemieckie to nie mit, to rzeczywistość. Dlatego rząd niemiecki, ni chce wziąć tego na siebie. Poza tym w konstytucji niemieckiej jest napisane,że prawo niemieckie obowiązuje w granicach z 1937 roku.
Nie stawiam równości pomiędzy traktatem a ideą integracji (choć większość społeczeństwa pewnie tak – cóż, to być może efekt politycznej słabości przeciwników integracji). Polityczna Europa jest mozaiką wieku zróżnicowanych nurtow politycznych, postaw, koncepcji przyszłości i interesów narodowych. Niemożliwe jest, aby powstał tekst, który zadowoli wszystkich (a nawet kogokolwiek). Nie ulega zaś wątpliwości, że aktualny system polityczno-instytucjonalny UE stał się niewydolny i konieczne są zmiany. Zgadzam się z przedmówcami, że za dużo w UE tendencji do ekonomicznej regulacji i “socjalizmu”, ale być może musi tak być, bo partie socjaldemokratyczne są w Europie potężne i muszą współuczestniczyć w wypracowaniu kompromisu.
Nie wydaje mi się, aby krytyka traktatu była wyłączona z debaty publicznej : w Polsce byli tacy, którzy dzięki dostępowi do mediow z krytycznym przesłaniem w sprawie UE zrobili kariery, nawet jeśli skończyli smutno… Debata toczy się i teraz w wielu krajach, ale jeśli większościowe siły polityczne poprą traktat, to uzyska on bezwzględną legitymizację polityczno-społeczną.
http://liberalnydemokrata.blox.pl/
Do wypowiedzi 9. Jaka debata. Zwykła propaganda. Poza tym Europa wcale nie jest zróżnicowana politycznie. Dominuje nurt socjalizmów bezbożnych i prawie pobożnych (współczesna chadecja). Przykładem są ataki (nie tylko medialne), na jakie narażeni byli politycy,typu: Mieciar, Kaczyński,czy Haider.
Na tym poziomie nie co gadać. Jeśli dla Ciebie zulus chadecja, socjaldemokracja, liberałowie i zieloni to z grubsza to samo, to operujemy na innych płaszczyznach postrzegania świata. Tendencja wrzucania wszystkich, z kim się nie zgadzamy, do jednego worka nie jest zbyt rozwijająca – radzę to przemyśleć.
PS Haider jest rozumiem wzorem dobrego chrześcijanina…?
))
http://liberalnydemokrata.blox.pl/
Ponieważ nastąpiło pomieszanie pojęć.Współczesna chadecja nie ma wiele wspólnego z chrześcijaństwem, liberałowie często są bardziej lewicowi niż socjalidemokraci. Ostatnia znacząca formacja konserwatywna w Europie (torysi) skręciła w strone liberalizmu..
Chadecja,czy współcześni konserwatyści odpuścili sobie w ogóle walkę o kulturę. Skupili się nad dążeniem do zdobycia władzy i prowadzeniem trochę racjonalniejszej polityki gospodarczej (od socjalizmu). Przykłady tzw. “wielkich koalicji” w Austri,czy Niemczech,świadczą o tym,że wpółczesna chadecja zbliża się do socjaldemokracji (a nie odwrotnie). W Europie wśród parti głównego nurtu, rzeczywiście nie ma wielkiego wyboru. Czym różnił się np. Chirac od Jospina?
Co do Haidera. Co masz do niego, poza propagandą lewicową? Nie jest on bohaterem moich bajek,ale wiem,że był premierem Karyntii, a wówczas był to najbogatszy region Francji. Jak jego partia weszła do rządu, to minister s.z. Belgii Michel stwierdził,że powinno się przestać jeździć w Alpy. Żeby ukarać krnąbrny naród. A Michel to podobno chadek.
Austrii, nie Francji.
Politologia ciągle ewoluuje. Oczywiste jest, że chadecja czy konserwatyści dziś to nie to samo, co 50 czy 100 lat temu. To samo dotyczy liberałów. Ale jeśli już mowa o zbliżaniu się liberałów czy chadeków do socjalizmu, to należy uściślić i pamiętać, jak bardzo zmienili się socjaldemokraci w ciągu tych samych 50 i 100 lat. Z socjalizmem nie ma to także wiele wspólnego, więc trudno chadeków i liberałów oskarżać o socjalizm, skoro sami socjaldemokraci go porzucili. Partie ciążą do środka sceny, bo tam przesuwają się poglądy większości wyborców. Czasy radykalizmów się kończą. Dla mnie to dobra wiadomość, dla Was może nie, nie wiem.
http://liberalnydemokrata.blox.pl/
Socjaledemokraci ciągle atakują rodzinę,wspierają interwencjonizm. Więc dla mnie nie schodzą do centrum. Partie głównego nurtu już niewiele się różnią. Oznacza to,że zamieniają się w mafię (socjaliści zawsze byli po tej stronie) i dążą do drenowania kieszeni obywateli. Problemom związanym z ubezpieczeniami społecznymi, związani są socjaliści (różnej maści). Żeby dziś zrobić karierę trzeba być czerwonym, albo różowym. Ewentualnie zielonym (to taki niedojrały czerwony, typu Józek Fische,czy Daniel Cohn Bendit).
Zajrzyj do programów SPD, PS czy Labour z lat dwudziestych, albo pięćdziesiątych i porównaj z dzisiejszymi, a potem daj mi znać czy nadal nie widzisz różnicy.
PS “Atakują rodzinę”, “mafia” – rozumiem Twoją niechęć i jednoznaczne poglądy, ale ja na takim poziomie nigdy nie dyskutuję. Jeśli chcemy wymieniać się poglądami, to tylko merytorycznie. Uwarunkowane przesłankami ideologicznymi skróty myślowe psują debatę. Pół biedy jeśli dzieje się to w internecie, gorzej jeśli władzi do parlamentu (a włazi). Naprawdę, warto zawsze wyrażać krytykę w sposób stonowany i unikając nadmiernego użytkowania terminów wartościujących, o obelgach nie wspominając. Jeśli ktoś niezdecydowany, kształtujący dopiero swoje poglądy czyta napastliwe teksty, to niemal na pewno nie opowie się po stronie ich autora. W ten sposób zmniejszacie swoje szanse na dotarcie do większej ilości potencjalnych wyborców z przesłaniem. Wyrazista prawica w Polsce ten błąd popełnia ciągle od 1989 roku. Za mało wśród Was Marków Jurków (choć i oni mogliby bardziej panować nad swoimi emocjami), za dużo Arturów Zawiszów i Antonich Macierewiczów.
Lewica ciągle zmienia swoje przesłanie. Wygląda to tak,jakby skręcała do centrum. W rzeczywistości socjaliści są elementem szkodliwym. Kiedyś ich awangardą byli robotnicy, potem kolejno młodzież, kobiety, ekolodzy. Obecnie homosie. Bo wbrew temu co głosił Marks, robotnik w kapitaliźmie się bogacił (a nie tylko burżuj). Trzeba więc było postawić na inną grupę społeczną. Stąd zmieniają się prirytety.
Zresztą radzę poczytać program Parii Pracy (za czasów Blaira) i porównać z progamem NSDAP. Wielu różnic nie ma.
Lewica umie się sprzedawać w mediach. Stąd tak wysokie poparcie dla jednej z bardziej szkodliwych postaci w polskiej polityce-Kwaśniewskiego. U niego nie było żadnej treści, była tylko forma. Poparcie dla niego zaczęło spadać dopiero po “chorobie filipińskiej”. Jeżeli tak ma wyglądać współczesny polityk to ja dziękuję. Pijaństwo w siedzibie ONZ,w Mińsku (wsiadał do limuzyny przez bagażnik), w Charkowie, czy w trakcie ostatniej kampanii. Do tego dochodzą liczne kłamstwa tego prawie magistra. Jednak nadymały go media.
Co do wyrazistej prawicy. LPR w ostatnich wyborach do PE uzyskała świetny wynik. Gdy zaś zatraciła wyrazistość (w ostatnich wyborach) upadłą. Rozumiem,że dla ciebie najlepszy polityk to ten niewyrazisty. Rzeczywistość natomiast potrafili zmieniać politycy zdecydowani, np. Hitler, Stalin, Pinochet, Franco, Piłsudski, Dmowski, Mitterand, Thatcher, Reagan. Nie ze wszystkim sympatyzuję,ale oni przynajmnie nie byli “letni”. Obecnie mamy wysyp bezideowców-produktów marketingu. tacy ludzie jak Kwaśniewski, Marcinkiewicz, czy Tusk, nie powinni pełnić odpowiedzialnych funkcji. Oni potrafią bardzo długo i ładnie mówić, ale nie ma tam treści.
Co do zachowań kulturalnych. Określenie ojca Rydzyka per “pan” ma być tego przykładem.
Liberalne strony: Demokraci. pl. Ciekawe jaką odmianę liberalizmu prezentują Geremek, Frasyniuk,czy Mazowiecki.
Tak sobie wszedłem na liberalnydemokrata.pl. Tak jak przypuszczałem, strona w stylu “słoń a liberalizm”.
Poza tym refundowanie in vitro, czy czegokolwiek nie jest działaniem liberalnym. Zapoznaj się z klasykami: Smith, Mill, Bastiat, von Misses, von Hayek, Friedman.
To tyle o ideach. Twierdszisz,że ja się ni znam, a ty po prostu mieszasz pojęcia.
“Zresztą radzę poczytać program Parii Pracy (za czasów Blaira) i porównać z progamem NSDAP. Wielu różnic nie ma.” – Proszę o zachowanie resztek powagi. Program Labour z czasów Blaira czytałem i nie doszedłem do takich wniosków. Ale ja też nie podchodzę do świata polityki z pozycji uprzedzeń ideowych.
Demokraci.pl są jedyną polską partią deklarującą się jako liberalna i należącą do ELDR i ADLE. Frasyniuk jest socjalliberałem, Geremkowi i Mazowieckiemu najbliżej chyba do ordoliberalizmu.
Wśród klasyków liberalizmu wymieniasz tylko liberałów klasycznych i neoliberałów. To nie jest całość liberalizmu. Wiem, owszem, są tacy, którzy o innych liberałach mówią “socjaliści”, ale są też tacy, którzy o niektórych z wymienionych mówią “konserwtyści”. Jedni i drudzy są w błędzie – liberalizm jest pojęciem bardzo pojemnym. Dla mnie osobiście bardzo ważna jest np. myśl Milla, Arona czy Rawlsa, którzy z neoliberałami w wileu kwestiach się zgadzają.
Czterej spośród wymienionych zmarli długo przed wymyśleniem metody in vitro, więc argument o odwoływaniu się do nich w tej konkretnej kwestii jest co najmniej chybiony.
Hitler, Stalin, Pinochet, Franco, Piłsudski, Dmowski, Mitterand, Thatcher, Reagan…
Bilans każdego z nich jest negatywny.
Co do wypowiedzi 20. Thatcher,czy Reagan postawili swoje panstwa “na nogi”, Franco i Pinochet uratowali przed komunizmem. Więc o jaki negatywny bilians chodzi. Za socjalizm w Polsce odpowiada w dużej mierze środowisko ID (później UW), oni zwiększali podatki i narzucali coraz więcej koncesji.
Liberalizm to wolność, a ty przedstawiasz etatystów. Co do in vitro. Chodzi o zasadę,a nie tylko o ten problem. Liberał,jako wolnościowiec powinien popierać niskie podatki, sprzeciwiać się koncesjom czy refundacjom. Tacy ludzie jak Frasyniuk, Geremek,Mazowiecki,czy też Balcerowicz obrzydzili ludziom liberalizm (choć w ogóle go nie wprowadzali). Że środowisko dawnej UW należy do międzynarodówki liberalnej-niewiele to znaczy. Partie z tej międzynarodówki, często zachowują się bardziej lewicowo, niż socjalidemokraci (np. w Wielkiej Brytanii).
Co do wymienionych przeze mnie postaci-która z nich jest neoliberałem? Pewnie żadna.
Jak już pisałem nastąpiło pomieszanie pojęć.
Neoliberałami są von Mises, von Hayek (szkoła austriacka) i Friedman (monetarysta). Czyli wszyscy wymienieni, którzy nie umarli przed 1945 rokiem.
“Franco i Pinochet uratowali przed komunizmem. Więc o jaki negatywny bilans chodzi.” – Nie udawaj głupiego, zulus. Doskonale wiesz o co chodzi.
http://liberalnydemokrata.blox.pl/
Wcale nie wiem o co chodzi. O lewacką propagandę? O ofiary? Tu można sie spierać. Natomiast Reagan, Dmowski, Thatcher?
Poza tym, neoliberałowie. Są libearałami,czy nie są? Jeśli neoliberalizm, “kłóci” się z liberalizmem, to nim nie jest. To tak jak ze sprawiedliwością społeczną, demokracją ludową, czy krzesłem elektrycznym. Pomieszanie pojęć. Środowisko dawnej UW nie jest liberalne,bo wciąż budowali w Polsce socjalizm, a oparcie mieli w postkomuniście i totalitaryście Michniku.
Moja niedoskonała polszczyzna była zamierzona.
Dla michnikofanów relatywizm jest chyba normą.
Neoliberalizm nie kłóci się z liberalizmem. Kłóci się z socjalliberalizmem. Dlatego nie można być równocześnie neo- i socjalliberałem. Ale jeden i drugi może być i jest nurtem liberalizmu. Wiem, że dla zwolenników innych, dosyć ciasnych intelektualnie prądów ideowych kolektywizmu, takich jak socjalizm czy konserwatyzm, może być trudno to pojąć, ale w ramach prądu ideowego dopuszczalne jest dyskusja i wolna myśl, różnica zdań i debata. Liberalizm nie jest sektą, która wymaga stuprocentowego posłuszeństwa jakimś wzorcom. Nie mamy swojego Marksa, ani Hegla. Niczyj autorytet nie jest niepodważalny. Liberalizm jest ideą indywidualistów unikających używania kalki w krytycznym myśleniu o świecie i ludziach. Jest raczej postawą wobec drugiego człowieka niż zbiorem gotowych recept czy frazesów politycznych. Konserwatyzm i socjalizm są zaś laickimi religiami, grupującymi wierzących w równość i “sprawiedliwość społeczną” lub państwo, autorytet, hirarchię, tradycję i naród.
PS Do reszty wypowiedzi nie będę się odniosić. Już pisałem, że poniżej poziomu merytorycznego, czyli np. przy wymianie bluzg typu “totalitarysta”, nie biorę udziału.
Przepraszam za osobiste wycieczki. Czesto mnie ponosi. Co do konserwatyzmu, to jest dopiero pojemna doktryna. Tutaj można być bardziej socjalnym, czy liberalnym. Popierać dyktaturę lub demokrację. To nie ciasny prą jak piszesz i ma wielu “mistrzów”. W Polsce liberalizm nie istnieje w świadomości społecznej jako poważna propozycja ideowa. Ludzie kojarzą go z aferami lat 90-tych i z ze “zgnilizną” moralną. Przyczyniło się do tego środowisko UD, UW, KLD, Demokratów.Pl. Tacy ludzie jak Balcerowicz, Geremek (pod wpływem Michnika)i inni pod płaszczykiem liberalizmu budowali socjalizm czzy wręcz kleptokrację. Prawo nieprzejrzyste, kiepska konstytucja (którą i tak się czasem narusza), współpraca z postkomuną, obrona dygnitarzy komunistycznych itd.
To co mamy w Polsce ma niewiele wspólnego z liberalizmem, a jak już napisałem, wiadomo kto obrzydził Polakom liberalizm.
Nie jest ważne, jak w Polsce postrzegają liberalizm, jeśli dyskutejemy o idei jako globalnym zjawisku filozoficznym. Ludzie, którzy tak postrzegają liberalizm, po prostu nie rozumieją czym jest i tyle. Nie ma po co w ogóle o tym debatować.
Debata jest potrzebna bo liberalizm w Polsce został obrzydzony przez osoby,których działania nie miały wiele wspólnego z liberalizmem.
My obaj inaczej pojmujemy liberalizm. Dla ciebie,wydaje mi się,że liczy się się tzw. liberalizacja (czyt. rozlóźnienie) obyczajów, dla mnie to przede wszystkim ruch wolnościowy. A jeżeli muszę płacić przymusowo podatki na jakieś Muzeum Żydów Polskich, Świątynię Opatrzności Bożej, refundacje środków in vitro, finansowanie parti politycznych z budżetu (choć w rzeczywistości żadna mnie nie reprezentuje), to nie jest to wolność. Problemy przeze mnie wymienione,świadomie dotyczą spraw różnych, ale chodzi mi o kwestię zasadniczą. Nie mam wpływu, na co idą moje podatki, które są mi przymusowo odbierane.
Narzuca mi się poza tym jakie towary mam kupować, czyli włądze wchodzą mi w życiorys po prostu “z buciorami”. A to już nie jest wolność.
Przepraszam, ma być “rozluźnienie”. Takie rzeczy czasem zdarzają mi się, gdy piszę na komputerze.
Źle Ci się wydaje. Nie obchodzi mnie, czy ktoś prowadzi purytański styl życia, nosi włosiennice, chłosta się, pości i nie pija nigdy alkoholu, czy też jego styl zycia jest libertyński, więc sypia z kim popadnie, bierze udział w orgiach, odurza się, kręci pornografię, etc. Nie jestem za “rozluźnieniem” obyczajów w tym sensie, że marzę o tym, aby pierwszych było coraz mniej, a drugich coraz więcej. Ja chcę społeczeństwa, w którym równie dobrze mogą żyć i jedni i drudzy i wzajemnie pozostawiają siebie w spokoju, nie wyzywają od “oszołomów” czy “morderców dzieci nienarodzonych”. Jednych i drugich w spokoju winno zostawić państwo, które w żadnym razie nie powinno regulować sfery moralności obywateli, ani nie powinno uchwalać w tym zakresie żadnej legislacji, typu “ustawa antyaborcyjna”. Tak rozumiem liberalizm obyczajowy, nie zaś jako “promocję dewiacji”. Sam osobiście nie aspiruję ani do purtytańskiego, ani do libertyńskiego stylu życia.
Live and let live!
Dla mnie aborcja jest morderstwem. Więc powinna być zakazana. Zwłaszcza, gdy mordercom nie grozi stryczek (najwyżej dożywocie).
“Panstwo jako nocny stróż”,ale chroniące obywateli przed przestępcami.
Co do zachowań seksualnych (jakichkolwiek, ale za przyzwoleniem obu stron) nie powinno się nikomu wchodzić do łóżka. To powinna być sprawa prywatna. Ale jeśli homosie chcą swoje zboczenie propagować na ulicach, to temu trzeba dać odpór.
Ja także aborcję uważam za zło i czyn niedopuszczalny z moralnego punktu widzenia.
Jednak jestem świadom niewątpliwego faktu, iż moja postawa nie jest powszechna, jest to przedmiotem kontrowersji i głębokich podziałów społecznych, innymi słowy bardzo wielu ludzi ma na ten temat inny pogląd niż Ty lub ja. Ich hierarchia wartości etycznych najwyraźniej jest inna niż moja. Ubolewam nad tym, ale przyjmuję to wiadomości.
Za niedopuszczalne uważam przeto narzucanie za pomocą prawnych mechanizmów, jak zawsze obwarowanych sankcją karną opartą o aparat państwowego przymusu, wszystkim określonego rozwiązania. Między innymi dlatego, iż nie chciałbym, aby kiedyś w przyszłości, ludzie o innej hierarchii wartości niż moja, zdobyli przygniatającą większość i wprowadzili ustawodawstwo, które uważałbym za zamach na moje spojrzenie na świat.
Dlatego, choć aborcja jest z mojego punktu widzenia czynem moralnie niedopuszczalnym, jest (w państwie liberalno-demokratycznym) dopuszczalna prawnie. Prawo nie służy bowiem do ferowania werdyktów moralnych, winno pełnić funkcje społeczno-polityczne, nie zaś etyczno-religijne. Legislatorzy powinni potrafić, jak to często ma miejsce w dojrzalszych demokracjach, wyłączyć własne, prywatne przekonania moralno-religijne z procesu podejmowania decyzji politycznych, wiążących zróżnicowane pod względem normatywnym społeczeństwo. W efekcie zasada wycofania biurokracji państwowej (w tym zgromadzeń parlamentarnych) ze sfery wyborów moralnych musi być podtrzymana.
Zgadzam się z Rudym Gullianim, który problem aborcji uznał ze wybór, którego kobieta dokonuje w dialogu ze swoimi najbliższymi, swoim lekarzem i swoim Bogiem. Jeśli podejmie decyzję złą (z mojego punktu widzenia), to (nie mam wątpliwości) spotkają ją za to straszne konsekwencje. Ale powinno to być wieczne potępienie, a nie więzienie w III albo IV RP.
http://liberalnydemokrata.blox.pl/
do wypowiedzi 33
Mówisz, że jesteś liberałem, a podstawowej prawdy liberalizmu nie przyjmujesz do wiadomości, a wręcz zaprzeczasz jej.
Podstawowa zasada liberalizmu głosi, ze wolność człowieka jest ograniczona prawami innego człowieka. Innymi słowami twoja wolność kończy sie tam, gdzie twoje działania naruszają prawa innych ludzi. Tylko z tego wynika fakt, ze liberalizm jest najuczciwszy z systemów.
Aborcja jest klasycznym przykładem, gdzie prawo dziecka nienarodzonego jest nieprzestrzegane, łamane. Państwo ma w jednakowym stopniu chronić prawa wszystkich ludzi. Dlatego aborcja na życzenie powinna być po prostu zakazana i surowo karana.
To nie jest sprawa religii, ale właśnie liberalnego podejscia do rzeczywistości. Jak wolność i poszanowanie praw to dla wszystkich. Liberalizm dla kazdego, a nie wygoda “matki” kosztem smierci dziecka.
Pozdrawiam!