Muszę wrócić do wczorajszego wpisu, by wyraźnie powtórzyć jego zasadniczy motyw. Nie do pogodzenia z porządkiem naturalnym, bronionym przez Kościół, jest ideologiczny koncept „orientacji seksualnych”. Orientacja to wybór kierunku. Orientacja seksualna to nie „skłonność” niezależna – jako skłonność właśnie – od woli. Orientacja to właśnie wola bycia na przykład homoseksualistą; albo biseksualistą, bo to również oficjalnie uznana „orientacja”. A lista zapewne nie jest zamknięta…
Pojęcie „orientacji” i jej praw ma już swą praktyczną wykładnię w prawodawstwie i polityce państw oraz organizacji międzynarodowych. Ostatnio Europejski Trybunał Praw Człowieka w imię „równości orientacji seksualnych” uznał za prawo człowieka adopcje homoseksualne. Może to uświadomi odpowiedzialność ludziom, którzy uważają, że słowa mają takie znaczenie, jakie w danym momencie wygodnie im przypisać.
Nikt nie zostanie homoseksualistą bo tak chce – choćby nie wiem jak chciał (sam z siebie), tak samo jak nikt nie polubi z mocy samej woli znienawidzonej potrawy.
Co do równości – do przeciwników adopcji przez homoseksualistów – czy lepiej by w Polsce dziecko miało dwóch ojców/matki, czy lepiej by przebywało w takim domu dziecka, gdzie jest bite czy nawet gwałcone przez starszych współmieszkańców?
Do zwolenników adopcji w imię równości – homoseksualiści chcą móc adoptować by nie być dyskryminowanym wobec heteroseksualnych par. Co więc mają powiedzieć aseksualni? W imię równości homoseksualiści chcą więc dyskryminować kogoś innego.
Ad. ~A
Lepiej, żeby dziecko było w domu dziecka,zamiast wśród dwóch panów/pań homoseksualnych, bo przesadą jest, że każdy sierociniec to miejsce dantejskich scen, a wśród dwóch zboczeńców nie może być wychowane normalnie.Proponuję nie reklamować patologii.Homoseksualizm jest nienaturalny i jeżeli ktoś tego nie rozumie, to coś z mim nie tak.To jest choroba.
Pozostaje jeszcze kwestia moralna.Bo jak opiekun z sierocińca może oddać dziecko, które jest ochrzczone, w ręce dwóch dewiatów.Przecież wiadomo, iż nie wychowają oni dziecka w świętej wierze katolickiej, a tego od rodziców wymaga przyjęcie chrztu przez dziecko, by wychowywali je zgodnie z wiarą chrześcijańską.
Roky zadałem jednak pytanie w domniemaniu, że gdzieś tam miałyby miejsce takie “sceny” – co byłoby lepsze dla dziecka?
Ponadto – uważasz, że dziecko jest rodzicom wydawane jak papierosy w kiosku? Jeżeli to “zboczeńcy” to dziecko – przy właściwie działającej procedurze – nie trafi ani do zboczeńców homo, ani hetero.
Druga sprawa – kto powiedział, że dziecko musi być wychowane po katolicku?
Jeżeli rodzice X ochrzcili dziecko, oddali do domu dziecka, to czy adoptujący dziecko rodzice Y muszą je wychować dalej po katolicku – zwłaszcza gdy to dość małe dziecko?
Może by tak oddać głos dziecku – niech samo wybierze gdy dorośnie?
Po trzecie – można nazwać homoseksualizm patologią, ale nie chorobą! Proponuję zacząć od poznania jakiejkolwiek definicji! Choroba na nabyta, patologiczna przypadłość, zaburzająca normalne funkcjonowanie w jakimś stopniu – czego tutaj nie można też mylić z urazem czy okaleczeniem. Homoseksualizm tym nie jest! Równie dobrze mogę nazwać Ciebie człowiekiem chorym, bo lubisz gumę do żucia a ja nie a samo żucie gumy jest nienaturalne!
ad.A
Porównywanie standardu z potologią nazywane jet demagogią.
Homoseksualiści żyjący w związku to wynaturzenie. – zawsze czyli standard.
Dom dziecka “gdzie (dziecko) jest bite czy nawet gwałcone przez starszych współmieszkańców to wyjątek od reguły.
Nie można używać takich porównań. To tak jakbym cię spytał co wolisz: dostać po ryju czy być moczony w gównie.
Do wypowiedzi A. Tak samo,jak przedstawiłeś możliwą sytuację w domach dziecka, też może być w “rodzinach” homoseksualnych. To porównanie było niemądre, bo przedstawia SYTUACJĘ RZADKĄ. a bardziej powinniśmy zająć się standartowymi sytuacjami.
Dziecko wychowywane przez dwóch homosiów, może stać się zarówno, takim samym homosiem, jak i mogłoby gejówn znienawidzić (gdyby np.inne dzieci dokuczały).
Homoseksualizm jest nienaturalny z biologicznego, gdyż ze związku nie ma potomstwa. Poza tym akceptacja żądań tych środowisk, doprowadziła do tego,że np. w Hiszpanii, w urzędach, nie używa się określeń typu “matka”, “ojciec”. Zastąpiły je określenia: “rodzic A”, “rodzic B”. Przecież to jest nienormalne.
Nie uznał prawa do “homoseksualnych adopcji” (cokolwiek to miałoby być), tylko do tego, że JEŚLI państwo przyznaje prawo do adopcji ludziom samotnym, to nie może ono być uzaleznione od orientacji seksualnej.
http://liberalnydemokrata.blox.pl/
Do wypowiedzi 6. O ile mi wiadomo, osobom samotnym zwykle nie pozwala się na adopcję.