W wielu miejscach świata nie przed dwustu i nie przed siedemdziesięciu laty, ale dosłownie w tej chwili, chrześcijanie cierpią i umierają za wiarę. Świat milczy, albo – w najlepszym razie – rozkłada ręce. Społeczeństwa chrześcijańskie, tak łatwo wzruszające się każdym medialnym dramatem, niespecjalnie chcą wiedzieć co dzieje się z naszymi braćmi tam, gdzie życie jest mniej wygodne.
W Poznaniu po raz kolejny na niepokonalne przeszkody natrafiła akcja informacyjna o Drodze Krzyżowej Męczenników XXI wieku. Plakaty informujące o losie chrześcijan w Arabii Saudyjskiej, w Indiach i w Korei komunistycznej nie mogły zostać rozwieszone w autobusach i tramwajach, bo zgody odmówił prezes MZK Wojciech Tulibacki. Jego zdaniem prześladowania, o których informowały plakaty, tłumaczy kontekst polityczno-historyczny. Ciekawe, czy uczony prezes pomyślał o tym, że oportunizm w czasach PRL też tłumaczył kontekst polityczno-historyczny (i oczywiście specyficznie pojęta odpowiedzialność).
Tymczasem umieszczenie solidarności chrześcijańskiej na czele agendy polityki praw człowieka podniosłoby tylko międzynarodowy autorytet naszego kraju, pokazując, że za odrębnością naszego stanowiska stoją autentyczne racje uniwersalne, a nie prowincjonalna specyfika. Więcej, podjęcie tej sprawy przez Unię Europejską w pełni odpowiadałoby i charakterowi działalności Unii, i budowałoby jej polityczno-moralną tożsamość. O ile jednak Unia jest od tego bardzo daleko, to Polsce potrzebna jest tylko moralna odpowiedzialność i wyobraźnia polityków.
Cóż. Wielkopolska, niegdyś endecka, dziś jest czerwona. Pewnie inna byłaby reakcja, gdyby chodziło o przesladowania Żydów, czy homosiów (byle nie chrześijan-inne grupy się broni).
Poza tym sprywatyzować komunikację miejską, a wtedy takie postacie, jak p.Tulibacki, nie znalazłyby pewnie tak intratnej posady (takie posady dostaje się zwykle po znajomości). Na wolnym rynku,przypuszczam,że facet wielkiej kariery by nie zrobił. Szefem firmy zostaje zwykle ten, który u prywatnego przedsiębiorcy, takiej posady by nie znalazł. Nie poradziłby sobie również z działalnością gospodarczą.
Może w odpowiedzi zorganizować w Poznaniu akcję. Bojkot MZK. Cóż, obywatelskie nieposłuszeństwo jest elementem demokracji. Przy tym należałoby się domagać odwołania p. Tulibackiego. Przy tym odwoływać się do dyskryminacji.
Nie wszystko da się sprywatyzować, zulus…czy posada prezesa MZK jest intratna??? …nie aż tak bardzo…czy należy w autobusach urządzać wystawy??? Wydaje mi się, że tak…i o Żydach, i o chrześcijanach, i o zbrodniarzach UB, i o cyganach, i o Powstańcach Śląskich, itp. Trzeba mieć trochę wyobraźni, ale i odwagi cywilnej, a także pewności siebie…z drugiej strony ludzie odważni nie utrzymują się długo na swoich stnowiskach. Nie wiem, czy Pan Marszałek nie wymaga zbyt wiele od prezesa Tulibackiego…jest tyle innych spraw, które w tym kraju stoją na głowie, że jeden prezes tego nie zmieni, aczkolwiek kropla drąży skałę.
Panie Marszałku dlaczego tak jak Radek Sikorski czy Kazimierz Marcinkiewicz nie zdecyduje się pan udzielić wywiadu-rzeki, nie zdecyduje się na książke wywiad-rzeke przeprowadzony np. z Michałem Karnowskim i Piotrem Zarembą, mógłby pan w takiej książce opowiedzieć o sobie np. o podejściu do religii, roli religii w pańskim życiu i polityce, o pańskich zainteresowaniach np. footboll amerykański, o działalności politycznej, jak się pan czuł w PiSie, kogo z polityków uważa pan za przyjacieół itp. – taki wywiad-rzeka pozwoliłby nam pana lepiej poznań.
Fidel. Komunikację miejską można sprywatyzować, tak jak PKS (gorzej z PKP).
Kiedyś w Gorzowie był strajk kierowców PKS-u. Domagali się m.in.prywatyzacji. Działają prywatne firmy przewozowe, i to całkiem nieźle. A na komunkacji podmiejskiej można zarobić,gdyż z jej usług korzysta wielu klientów. Natomiast jestem ciekawy, czy jako firma komunalna zarabia na siebie, czy nie trzeba do niej dopłacać. Każdy bardziej szanuje swoje pieniądze, niż “niczyje”.
Firma prywatna mogłaby mieć prawo odmówić reklamowania czegokolwiek, natomiast firma publiczna powinna być dobrem wspólnym. Nie wiem,czy posada jest intratna,ale na pewno jest powyżej średniej krajowej.
Nie rozumiem,dlaczego niektóre osoby boją się prywatyzacji. Przecież wolny rynek jest w stanie działać, w większości branż.
Kierownictwo większości z firm panstwowych i komunalnych, jest wybierane z politycznego nadania. Niezbyt często liczą się kompetencje. Nie wiem,gdzie p.Tulibacki pracował wcześniej, ale nie zdziwiłbym, gdyby jesgo żona mogła powiedzieć :”mój mąż jest z zawodu dyrektorem”.
Tak jak kiedyś minister Wiesław Kaczmarek zrobił prezesem dużej firmy państwowej (nie pamiętam której) zrobił byłego ministra obrony narodowej Stanisława Dobrzańskiego. Zapytany,przez dziennikarzy: “jakie kompetencje ma p .Dobrzański”?; odpowiedział że : “Stasiu chciał spróbować szczęścia w biznesie, więc dałem mu szansę”. Tylk dlaczego Dobrzański doświadczeń ma nabywać w firmie państwowej? Określenie: “mordo ty moja”, wydaje się dobrze oddawać mentalność większości naszych, pożal się Boże, polityków.
Dziwne tłumaczenie podane przez Tulibackiego. Wygląda na to, że dostał jakiś przykaz z “góry” w imię określonej linii. Widocznie nie wolno informować o współczesnych prześladowaniach chrześcijan, bowiem może to poprzez współczucie ożywić świadomość i poczucie przynależności u chrześcijan tutaj, a może nawet uczuliłoby bardziej na przejawy prześladowań tutaj. Jeśli coś jest zwalczane, to najwidoczniej poczytywane jest jako zagrożenie, jako coś ważnego. To podnosi poczucie własnej wartości i znaczenia. A tego właśnie mają być pozbawieni chrześcijanie w społeczeństwach tzw. liberalnych.
Z drugiej strony trzeba zaznaczyć, że mówienie o “obronie uczuć religijnych” to przejęcie kategorii antychrześcijaśko-liberalnej, sprowadzającej religię do sfery uczuć. Tymczasem chrześcijaństwo – przynajmniej katolickie – rozumie się jako religia rozumna, opierająca się na racjach i argumentach. Na uczuciach opierają się protestanci, moderniści, w dużej części także żydzi i muzułmanie. Nie dziwi więc, że to właśnie oni zarówno walczą z katolicyzmem w dziedzinie uczuć (demagogia, ośmieszanie), jak i propagują siebie właśnie w taki sposób (przez poczucie wspólnoty, współczucie itp.).
Panie Marszałku,
Proponuję po prostu najpierw wystawę o UB-kach, którzy prześladowali Kościół, ludzi wierzących i księży lub na odwrót: o księżach prześladowanych przez UB. Odmowa Pana Tulibackiego byłaby w takim przypadku co najmniej przedziwna. Następnie można zorganizować inne wystawy, i o chrześcijanach, i o Żydach (z którymi ma Pan dość dobre stosunki, jeśli się nie mylę?), itp.
A do zulusa:
Prywatyzacja nie jest lekiem na całe zło, tudzież inne choroby, jak np. zacofanie gospodarcze (a tak, niestety, uważa np. PO, tudzież jej wyborcom tak się wydaje, że PO tak uważa). Państwo, tudzież samorządy, mają pewne określone zadania do wypełnienia. Jednym z takich zadań w nowoczesnym państwie jest stworzenie nowoczesnej, bezpiecznej, czystej i wygodnej komunikacji miejskiej, czy podmiejska. Ten tep komunikacji nigdzie na świecie nie jest dochodowy. To, czy państwo (tudzież samorząd) decyduje się na wypełnienie tego zadania własnymi siłami [przedsiębiorstwo państwowe/samorządowe], czy zleca je prywatnej firmie, nie oznacza że jedno jest niedochodowe, a inne tak: Do obydwu modeli trzeba dopłacać.
Dobrze jest jednak mieć konkurencję na rynku, czyli np. posiadać i podmiot prywatny, i państwowy wykonujący te same zadania. Tak jest np. w Warszawie. Część linii autobusowych obsługują autobusy MZA, a część obsługują prywatne firmy autobusowe.
A zorganizowanie wystawy w autobusach komunikacji miejskiej??? To już jest kwestia dyplomacji i polityki tylko, bez względu na rodzaj własności firmy. Zresztą kwestią nie tylko ekonomii, ale i polityki jest bycie prezesem każdej poważnej firmy, i to niezależnie od formy własności.
sacdjo katolicyzm rozumny?
“Abyśmy byli pewni wszystkiego, musimy zawsze trzymać się następującej zasady: niechaj to, co naszym oczom jawi się jako białe, będzie czarne, jeśli tak postanowi Kościół hierarchiczny”.
Ignacy Loyola
Żadna religia nie opiera się na rozumie. Albo sie wierzy w odgórnie ustalone dogmaty, albo jest się wolnomyślicielem i podąża za rozumem.
Sprzeczny z rozumem i racjonalizmem jest sam fundament religii – bóg – jak dotąd tyle na jego temat powstało prac a nikt go nie widział i nie udowodnił jego istnienia. Równie dobrze można by napisać te prace o krasnoludkach albo latającym potworze z makaronu.
Tam gdzie religia tam prześladowania. Raz ktoś prześladuje chrześcijan, raz chrześcijanie kogoś (czasami też sami siebie prześladują – protestanci katolików, katolicy arian).
Jak na razie niezbyt roztropne jest ciągłe mówienie wszystkim o prześladowaniu chrześcijan, gdy sami chrześcijanie prześladują.
Do Fidela. Jeśli w Warszawie istnieją firmy prywatne,tzn. że przynoszą one dochód. Inaczej by się nie opłacało. Wolny rynek jest lekiem na wypaczenia.
Do A. Gdzie obecnie chrzeđcijanie kogos przesladuja
Chodziło mi o firmy transportowe.
@ zulus:
Owszem transportowe firmy prywatne przynoszą w Warszawie (i nie tylko tam) zysk, bo samorząd zleca im (w ramach przetargów) zadania przewozu osób i za to im płaci. Ciężko, żeby firma prywatna nie przynosiła zysku.
Ale mam teraz pytanie filozoficzno-ekonomiczne:
Czy jeśli ten sam samorząd ‘dotuje’ MZA, czyli taką samą sumę pieniędzy przekazuje za takie same zadania jak firmie prywatnej, to czy oznacza to, że pieniądze podatników wyrzucane są w błoto lub w nieopłacalne państwowe firmy, lub też są marnotrawione, bo przekazywanie pieniędzy i zadań firmom innym niż prywatne traktowane jest często jako (tak uważa wielu) brak wolnego rynku???
Podpowiedź: Czy jak sprywatyzowano około 10 lat temu TP SA i do tej pory w Polsce mamy monopolistę na rynku komunikacji tradycyjnej, to znaczy, że mamy wolny rynek, bo TP SA stała się nagle firmą prywatną???
Uwaga końcowa: ‘Wolny rynek’ definiuje się jedak trochę inaczej niż tylko poprzez formę własności podmiotów działających w danym obszarze gospodarczym. Stąd taką ciekawostką może być kara jaką Komisja Europejska chce wymierzyć (lub już wymierzyła, nie znam szczegółów) firmie Microsoft za stosowanie praktyk monopolistycznych. I wcale nie chodzi o to, że KE nie lubi firm prywatnych.
Dlatego podsumuję to tak: To państwo i jego instytucje, a także system prawny mają stać na straży wolnego rynku, a nie prywatne firmy. Bo prywatne firmy, ich jednym i jedynym celem, jest wypracowywanie zysków, a nie pilnowanie rynku i tego czy jest wolny, czy nie (każda firma, która opanuje dany rynek jest zainteresowana też tylko jednym: utrzymaniem swojej pozycji i jej dalszym umacnianiem środkami legalnymi i nielegalnymi, aż do opanowania całego rynku, a nie na odwrót, czyli tworzeniem ‘wolnego rynku’ i dopuszczaniem na niego konkurencji).
“Wysoka Izbo! Bóg obdarzył nas wolnością. Ale wolność to nie są tylko roszczenia wobec własnego państwa. Wolność to nie rozdrapywanie budżetu narodowego jak postawu sukna. (Oklaski) Wolność, Wysoka Izbo, to jest przede wszystkim wypełnienie obowiązków. (Oklaski) Wolność to jest odpowiedzialność. Wolność narodowa zobowiązuje nas dziś do społecznego, politycznego, ale, gdy trzeba, również militarnego zaangażowania na rzecz takiego porządku międzynarodowego, w którym będzie miejsce na niepodległość Polski, w którym niepodległość Polski będzie pewna, trwalsza, w którym Polska niepodległa nie będzie faktem sezonowym, ale niepodważalnym czynnikiem życia międzynarodowego.”
Czyje to były słowa? Pana Posła PiS Marka Jurka, który w ten oto pobożny, odpowiedzialny, przeniknięty, zdawałoby się, do gruntu myślą o niepodległości Polski i racją stanu sposób popierał z trybuny sejmowej w dniu 26 marca 2003 (podjętą bez zgody Sejmu RP) decyzję prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oraz premiera Leszka Millera o wysłaniu polskich żołnierzy na wojnę do Iraku. Wojnę, która od dawna przygotowywana była przez neokonserwatywne środowiska amerykańskie skupione w PNAC (Project for the Next American Century). Tę wojnę, która zgodnie z wizją nakreśloną przez Samuela Huntingtona w książce “Clash of Civilizations” miała doprowadzić do ostatecznego, zwycięskiego starcia cywilizacji tzw. judeochrześcijańskiej ze światem islamu. Wojnę, dodajmy, sprzeczną z ówczesnym stanowiskiem wielu europejskich sojuszników USA w NATO.
PNAC – jest to ponadto środowisko propagujące od wielu lat doktrynę tzw. preemptive war, wojny uprzedzającej, sprowadzającej się do tego, iż w każdym wybranym przez siebie momencie można dokonać militarnego uderzenia na każdego przeciwnika, w dość swobodny sposób uznanego za aktualnego śmiertelnego wroga. Dodajmy że doktryna ta niewiele wspólnego ma z chrześcijańską nauką społeczną, wiele wspólnego natomiast z talmudyczną zasadą: “Jeśli ktoś ma zamiar zabić ciebie, ty pierwej zabij jego”.
Przypomnieć należy, iż amerykańska inwazja na Irak była w tym momencie (w marcu 2003 r.) całkowicie nielegalna z punktu widzenia prawa międzynarodowego, bowiem nie było po temu stosownej rezolucji ONZ. Administracja G.W. Busha zignorowała ponadto usilne starania Stolicy Apostolskiej, by nie dopuścić do tej wojny, podobnie jak wcześniej wszelkie publiczne apele Jana Pawła II. Dlatego w annałach sejmowych debata na ten temat zapisana została eufemistycznie jako “informacja rządowa na temat udziału polskiego kontyngentu wojskowego w składzie sił koalicji międzynarodowej dla wymuszenia przestrzegania przez Irak rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ”.
Najciekawszy jest jednak w tym wszystkim sposób, w jaki ultrakatolicki jak zwykle Pan Marek Jurek poradził sobie ze sprzecznością między popieraną przez niego wojną w Iraku, a jednoznacznym negatywnym stanowiskiem Jana Pawła II w tej sprawie. Otóż nie mogąc odwołać się do Papieża-Polaka, więc powołał się w swoim sejmowym wystąpieniu na opinię George’a Weigel’a, biografa Jana Pawła II: “Znamy też wypowiedzi autorytetów amerykańskiego społeczeństwa cywilnego. Niedawno tu w Warszawie jeden z najwybitniejszych autorytetów amerykańskiego katolicyzmu, George Weigel, biograf Jana Pawła II, powiedział wyraźnie, że rząd amerykański podjął decyzję po bardzo głębokiej refleksji moralnej, po wyczerpaniu wszystkich kryteriów, które powinny być spełnione, żeby podjęcie działań zbrojnych można było uznać za uzasadnione i sprawiedliwe.”
Warto przy tym pamiętać, że ów “jeden z najwybitniejszych autorytetów amerykańskiego katolicyzmu” należy właśnie do czołówki amerykańskiego neokonserwatyzmu spod znaku PNAC. Wówczas, kiedy Stolica Apostolska w osobie kardynała Pio Laghi czyniła starania, aby nie dopuścić do wojny, George Weigel powiedział: “Kiedy demonstracyjnie agresywny reżim gromadzi broń masowego rażenia – nie w celu odstraszenia a w celu ataku – uprawnione jest powiedzenie, w kategoriach moralnych, że to jest uruchomiona agresja, wobec której moralnie uprawnione jest domaganie się odpowiedzi na nią.” Z którego to “moralnego prawa” zresztą wkrótce administracja amerykańska skwapliwie skorzystała.
Nie kto inny zatem, tylko w znacznej mierze owi neokonserwatywni “judeochrześcijanie”, określani zachodniej literaturze przedmiotu jako “warmongers” – podżegacze wojenni, a wśród nich m.in. Pan, Panie Pośle Jurek, są odpowiedzialni za śmierć i cierpienia tysięcy chrześcijan w świecie, postrzeganych przez muzułmanów nie bez racji za agresora w wojnie religijnej przeciwko muzułmanom.
Można więc śmiało o Panu powiedzieć: modli się pod figurą, a PNAC-a ma za skórą.
Szersza polemika z polską odmianą amerykańskiego neokonserwatyzmu już wkrótce na blogu “Suwerenność Narodu Polskiego http://suwerennosc.blogspot.com
Jerzy Rachowski
ad “A.: 10 lutego 2008 @ 01:31″
Owszem, katolicyzm jest rozumny.
Wyrwane z kontekstu słowa św. Ignacego nie przeczą temu. Pochodzą one z “Ćwiczeń Duchownych”, czyli podręcznika dla prowadzących rekolekcje, które skierowane są właściwie do jezuitów, czyli zakonników ze specjalnym zadaniem w łonie Kościoła. Mówiąc krótko chodzi o to, żeby jezuici nie stawiali siebie ponad hierarchiczną władzą Kościoła (jest to pokusa stale obecna u zakonników), lecz byli dyspozycyjni zgodnie ze swoim charyzmatem. Zakłada to dobrowolną, rozumną i przemyślaną decyzję pójścia drogą tego powołania, a także możliwość ewentualnej decyzji opuszczenia tej drogi. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z generalnym wyrzeknięciem się własnych przemyśleń i opinij, lecz chodzi o podporządkowanie osobistego punktu widzenia obiektywnym orzeczeniom Urzędu Nauczycielskiego, oczywiście w ramach jego kompetencyj.
Co do religii i rozumu. Nie będę się rozwodził o innych religiach. Wystarczy o katolicyźmie. Otóż religia katolicka rozumności nie wyklacza, lecz ją zakłada. Niech to zilustruje przykład. Ma Pan w ciagu tygodnia zajechać do Tokyo. Nigdy Pan tam nie był, ale słyszał Pan, że to miasto istnieje i że za tydzień może Pan tam zdobyć wielką fortunę (tutaj wchodzi w grę wiara). Słyszał też Pan, gdzie się to znajduje i że to daleko (także tutaj wierzy Pan tym wiadomościom). I teraz stoi Pan przed wyborem: wybrać się pieszo, konno, samochodem, rowerem, którąś z wielu linii lotniczych czy drogą morską. W tym wyborze musi się Pan posłużyć rozumem, ale także nie sposób wyłączyć zaufania, zarówno co do informacji na temat różnych dróg jak przewoźników, bowiem nie ma Pan osobistego doświadczenia w tej dziedzinie.
Podobnie jest z wyborem katolicyzmu jako drogi osiągnięcia celu ostatecznego. Chyba że z góry przyjmie się, że Tokyo nie istnieje…
Prawdziwi, czyli wierni nauce Chrystusowej chrześcijanie, nigdy nikogo nie prześladowali i nie prześladują. Że czynili to i czynią schizmatycy (bizantyńczycy), heretycy (protestanci) czy źli katolicy (bardzo rzadko w porównaniu z innymi), to inna sprawa.
Fidel. Zawsze własność prywatna jest bardziej szanowana, a takie firmy są ukierunkowane na zysk. Powołanie się na KE jest śmieszne, gdyż UE obecnie jest konfederacją socjalistyczną. Przed praktykami monopolistycznymi można bronić się, poprzez stworzenie odpowiedniego prawa. U nas za to mamy monopole pastwowe: Poczta, TP S.A., PKS. A działalność w tych branżach jest dochodowa.
Tzw. dobro społeczne mnie nie przekonuje. Dlaczego ktoś ma za mnie decydować, na co wydawać moje pieniądze. A jak ktoś w ogóle nie korzysta z takiego MZK? To i tak jako podatnik partycypuje w kosztach jego utrzymania. Kapitalizm jest efektywniejszy niż socjalizm.
@ Jerzy Rachowski:
Rozumiem, że Marek Jurek odpowiedzialny jest również za ataki na World Trade Center w NY w 2001 roku, bo tam też gineli i cierpieli m.in. chrześcijanie???
Rozumiem także, że żadne prawo międzynarodowe, a prawa łamać przecież nie wolno, nie przewiduje interwencji zbrojnej przeciwko dyktatorom???
Na szczęście nie ma takiego prawa międzynarodowego, a nawet gdyby było, to USA by go nie sygnowało, zabraniającego USA pilnowania swoich interesów na świecie. Nie ma też takiego prawa, które by tego zabraniało Rosji, czy Chinom.
A Rada Bezpieczeństwa ONZ??? To przeżytek czasów Stalina bardziej umacniający kolonialny ‘status quo’ na świecie niż rozwiązujący realne problemy.
Zgadzam się z Fidelem. Wg mnie dla państwa powinny się liczyć tylko interesy. Tylko Fidel to powinno dotyczyć, nie tylko interwencji zbrojnych, ale również podpisania (lub nie) Protokołu z Kioto.
A ONZ to organizacja kabaretowa, nie mjaca większego znaczenia. Kandydat na prezydenta USA zaproponował utworzenie Światowego Sojuszu Demokratycznego (czy czegoś o podobnej nazwie). W ONZ natomiast chronieni są głównie brutalne, zbrodnicze, dyktatorskie reżimy.
Jeszcze tak z innej beczki (choć nie do końca). Niedawno UE wstrzymała wysyłanie żołnierzy do Czadu, bo jest tam niebezpiecznie. To jakiś absurd świadczący o degrengoladzie Europejczyków. Bo w myśl tej logiki wojsko wysyła sie tam,gdzie nie ma ryzyka. To różni starzejącą się, bez perspektyw, Europę, od prawdziwych mocarstw: USA, Chin, Rosji i Indi. W przyszłości pewnie jeszcze Brazylii.
kilka słów na marginesie powyższej dyskusji. Chrześcijanie na całym świecie cierpią – a my mamy się dobrze. Ciekawe, że niewiele jest organizacji takich jak fundacja św. Benedykta czy Voice of the Martyrs (http://www.persecution.com), które informują wolnych chrześcijan o losie prześladowanych braci.
A dlaczego prześladowanie chrześcijan wciąż jest tematem tabu? W Polsce, kraju tzw. “katolickim”?
Szanowny Panie fidel@15!
Cieszy mnie, że udało mi się spowodować u Pana konieczność postawienia szeregu pytań. Problem jednakże w tym, że te pytania są rzekomymi pytaniami, pytaniami pozornymi. W istocie bowiem są to twierdzenia (Pańskie osobiste wnioski, jakie zdołał Pan wyciągnąć z mojej wypowiedzi), które opatruje Pan następnie potrójnym znakiem zapytania na znak, jak bardzo są one Pańskim zdaniem absurdalne i jak bardzo się Pan z nimi nie zgadza.
Oczywiście ma Pan prawo nie zgadzać się na swoje twierdzenia i protestować najgoręcej przeciw nim. Mam tylko ogromną prośbę, aby tej paradoksalnej sytuacji jako rezultatu Pańskiej dość swobodnie prowadzonej aktywności intelektualnej nie łączyć z moją wypowiedzią.
Poruszył Pan sprawę Rady Bezpieczeństwa ONZ. Nie wiem czy Pan zdaje sobie sprawę, że z tego “przeżytku z czasów Stalina” od 1972, a właściwie z prawa weta w Radzie Bezpieczeństwa, korzystały niemal wyłącznie … USA, a nie ZSRR. Dodać należy, w znakomitej większości przypadków w obronie Izraela, bez względu na to, jak bardzo byłby on potępiany przez opinię światową jako bezwzględny dyktator, bądź otwarty agresor.
Mówię o tym, gdyż takie właśnie instrumentalne traktowanie prawa międzynarodowego, tylko pod kątem realizacji swoich państwowych interesów jednego mocarstwa USA (Izraela) doprowadziło do wydatnego obniżenia rangi zarówno prawa międzynarodowego jako środka skutecznej regulacji stosunków między narodami jak też wszelkich instytucji międzynarodowych. Dokładniej – do ustanowienia podwójnych standardów moralnych innych w stosunku do narodów silnych i bogatych, innych dla słabych (osłabianych) i biednych (zubożanych). W stosunkowo krótkim czasie doszło do tego, iż potężni mają faktyczne, niemal nieograniczone prawo agresji i niszczenia słabszego, podczas gdy słabszy pozbawiony zostaje nawet moralnego prawa do obrony swoje tożsamości i godności osoby ludzkiej.
Tym niemniej prawo międzynarodowe jest prawem i obowiązuje, niezależnie od tego, jak bardzo starano by się je zdezawuować, zniekształcić czy unieważnić. Gdyby natomiast było tak, jak raczy Pan zdaje się sugerować, że nie istnieje jakoby takie prawo międzynarodowe, które zakazywałoby agresji jednego państwa przeciwko drugiemu, w takim razie napaść na inny naród i usiłowanie wymordowania go w celu zdobycia “przestrzeni życiowej” byłoby niczym innym tylko zwykłym, pospolitym sposobem realizacji dbałości o własny interes państwowy. Jaka byłaby zatem Pańskim zdaniem podstawa prawna procesu w Norymberdze i wyroków skazujących tam zapadłych? Zwykłe “widzimisię” zwycięskich aliantów? I jaki cel miałoby to mieć? Chyba tylko zamanifestowanie przed światem własnej siły i ustanowienie zasady, że nie istnieje żadne prawo i żadne zasady, a tym co reguluje stosunki międzynarodowe to jedynie naga przemoc i bezprawie.
Dalej, warto zauważyć, że nie zawsze oficjalna, propagandowa wersja wydarzeń jest prawdziwa. Gdyby tak było, trzeba by zgodzić się ze wersją hitlerowskiej propagandy, iż to Polacy napadli w 1939 na radiostację w Gliwicach. Trzeba by się też zgodzić z wersją sowiecką, że zbrodnia w Katyniu to dzieło Niemców. Oznacza to, że w każdym wypadku spoczywa na nas obowiązek docierania do prawdy – tym cięższy, im więcej pytań się w związku z nim rodzi. Trudno zaś o więcej pytań, na które nie udzielono dotąd w USA oficjalnie odpowiedzi, jak w przypadku rzekomego ataku islamskich terrorystów na WTC i Pentagon 11 września 2001. (Tym którzy nie mieli dotąd okazji odczuć wątpliwości w tej sprawie polecam gorąco film “911: Ripple Effect – Full Length Video” http://video.google.pl/videoplay?docid=-9127706080717077488
Wreszcie, jest Pan w głębokim błędzie, jeżeli sądzi Pan, że chrześcijaninowi wolno widzieć tylko ofiary po stronie współwyznawców, zapominając o setkach tysięcy niewinnych istnień ludzkich, ofiar polityki „eksportu demokracji, wolności i praw człowieka”, „nowego wspaniałego ładu światowego”, zapominając o skutkach swojej własnej działalności, postępowania, czy tylko zaniechania.. To w każdym wypadku właśnie dowód na to, że integralność chrześcijańskiego sumienia jest w najwyższym stopniu zagrożona. A jak wiadomo z Ewangelii, „królestwo wewnętrznie skłócone się nie ostoi”.
Współczuję więc do pewnego stopnia Panu Marszałkowi Markowi Jurkowi, że tacy Mu się obrońcy trafili. Z drugiej strony jednak patrząc, z uwagi na powszechną konfuzję moralną, cynizm i pogardę dla prawa i zasad w Polsce, w czym Pan Marszałek ma niestety swój niebagatelny udział, można by rzec – takich się ma obrońców, na jakich się samemu zasłużyło. Smutne to zwłaszcza mając na uwadze Jego (szczere, mam nadzieję) zaangażowanie w obronę życia w ostatnim czasie.
Jerzy Rachowski
@ Jerzy Rachowski:
Nie protestuję aż tak gorąco jak Pan to sobie wyobraża. Poza tym nie mogę Panu obiecać, że nie będę już łączył swojej swobodnej aktywności intelektualnej z Pańskimi wypowiedziami. Nie na tym blogu. Bardzo mi przykro! Obiecuję natomiast, że na Pańskim blogu będę jedynie czytelnikiem.
Dziękuję za informację, o której nie miałem zielonego pojęcia, a mianowicie że od 1972 to niemal wyłącznie USA korzystały w Radzie Bezpieczeństwa z prawa weta. I cieszy mnie ta informacja tym bardziej, iż wygląda na to, że USA było również dzięki temu instrumentowi skuteczne w blokowaniu ekspansji ZSRR na świecie, a później doprowadziło nawet do upadku tego komuszego matecznika.
Z kategorii naiwnych jest moje poniższe pytanie, ale mimo to je zadam:
Rozumiem, że poza USA i Izraelem żadne inne państwo na świecie nie stosowało prawa międzynarodowego instrumentalnie, i że to USA są odpowiedzialne za istnienie podwójnych standardów moralnych w polityce międzynarodowej?
Na propagandzie akurat trochę się znam i zapewniam, że ani nie twierdziłem, ani nie twierdzę, iż oficjalne powody zaatakowania Iraku zezwalałyby na tę inwazję. Paradoksem jest to, iż Saddam Husain wydawał się robić wiele (w okresie poprzedzającym II wojnę iracką), aby uwiarygodnić twierdzenia administracji amerykańskiej będące oficjalnym powodem tej wojny.
Usunięcie mordercy i sadysty Saddama było decyzją spóźnioną, ale słuszną i bez znaczenia jest fakt, czy nastąpiło to z powodów oficjalnych, mniej oficjalnych, nieoficjalnych, czy z powodu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego państwom wysoko rozwiniętym (w tym samej Europie).
Ofiary wśród współwyznawców są mi najbliższe? Muszę Pana rozczarować: jest Pan w błędzie.
Na zakończenie dodam, że moją intencją nie była obrona Pana Marszałka Jurka…Pan Marszałek znacznie lepiej sam się obroni. Wydaje mi się jednak, ale proszę mnie wyprowadzić z błędu, jeśli jest inaczej, że to nie tyle Marek Jurek, jako główny podżegacz najgorszego sortu, wzbudza taką nienawiść wśród muzułmanów, że Ci w swojej desperacji jako żywe torpedy zrównują z ziemią WTC? Bardziej ufam rozpowszechnionej w świecie opinii (ale to może też tylko jest propaganda???), iż pewne odłamy muzułmanów wypowiedziały wojnę totalną i światu chrześcijańskiemu, i amerykańskiemu, i żydowskiemu, i innym, i ani Pan Marek Jurek, ani ja, ani Pan osobiście nie mamy i nie mieliśmy na tę decyzję najmniejszego wpływu, a tym bardziej na ponoszone ofiary, również ofiary chrześcijańskie. Jedyne co możemy zrobić, to zmniejszyć liczbę potencjalnych ofiar zgodnie ze swoją wolą i jak najlepszą wiedzą.
ad “fidel: 15 lutego 2008 @ 00:49″
To nie “pewne odłamy”, lecz islam w swej istocie jest wypowiedzeniem wojny “niewiernym” – żydom i chrześcijanom. I to nie jest wojna na argumenty, siłę przekonującą wierzeń, piękno obrzędów, lecz jest to wojna brutalnej przemocy, moderowana jedynie czasowo ze względów taktycznych. Tzw. extremiści czy “fundamentaliści” to tylko wierni, konsekwentni wyznawcy Madometa.