W wielu miejscach świata nie przed dwustu i nie przed siedemdziesięciu laty, ale dosłownie w tej chwili, chrześcijanie cierpią i umierają za wiarę. Świat milczy, albo – w najlepszym razie – rozkłada ręce. Społeczeństwa chrześcijańskie, tak łatwo wzruszające się każdym medialnym dramatem, niespecjalnie chcą wiedzieć co dzieje się z naszymi braćmi tam, gdzie życie jest mniej wygodne.

W Poznaniu po raz kolejny na niepokonalne przeszkody natrafiła akcja informacyjna o Drodze Krzyżowej Męczenników XXI wieku. Plakaty informujące o losie chrześcijan w Arabii Saudyjskiej, w Indiach i w Korei komunistycznej nie mogły zostać rozwieszone w autobusach i tramwajach, bo zgody odmówił prezes MZK Wojciech Tulibacki. Jego zdaniem prześladowania, o których informowały plakaty, tłumaczy kontekst polityczno-historyczny. Ciekawe, czy uczony prezes pomyślał o tym, że oportunizm w czasach PRL też tłumaczył kontekst polityczno-historyczny (i oczywiście specyficznie pojęta odpowiedzialność).

Tymczasem umieszczenie solidarności chrześcijańskiej na czele agendy polityki praw człowieka podniosłoby tylko międzynarodowy autorytet naszego kraju, pokazując, że za odrębnością naszego stanowiska stoją autentyczne racje uniwersalne, a nie prowincjonalna specyfika. Więcej, podjęcie tej sprawy przez Unię Europejską w pełni odpowiadałoby i charakterowi działalności Unii, i budowałoby jej polityczno-moralną tożsamość. O ile jednak Unia jest od tego bardzo daleko, to Polsce potrzebna jest tylko moralna odpowiedzialność i wyobraźnia polityków.