Parę dni temu znany watykanolog, Marco Politi z włoskiej „La Repubblica”, zaatakował Ojca Świętego za to, że w swym nauczaniu łączy tradycje Jana Pawła II i bł. Piusa IX. W dialektyce Politiego są to rzeczy nie do pogodzenia.
Politi o Benedykcie XVI pisze tak, jakby dopiero ten papież odkrył dziedzictwo autora Syllabusa, podczas gdy Piusa IX beatyfikował właśnie Jan Paweł II. Podczas tej beatyfikacji Janowi Pawłowi II też zarzucano, że łączy: jednocześnie beatyfikowanych Piusa IX i Jana XXIII. Więcej, Jan Paweł II w swym Katechizmie (art. 2109), wskazał encyklikę Quanta cura, do której dodatek stanowił Syllabus errorum, jako niezbędną referencję do właściwego rozumienia nauki o wolności religijnej. Nic dziwnego, skoro Syllabus to po prostu potępienie dechrystianizacji: życia tak, jakby Boga nie było.
W pewnym jednak sensie – mówię wyłącznie o właściwym porządku uczuć – my, Polacy, powinniśmy zostawić na boku te dywagacje. Dla nas czynienie z bł. Piusa IX przeciwnika wolności jest po prostu śmieszne, gdyż był to jedyny mąż stanu drugiej połowy XIX wieku, który (nie bacząc na własne problemy) był gotów upominać się o prawa Polski do wolności, więcej – manifestował cześć dla Polski jako narodu w latach 70-tych, gdy sprawa polska wydawała się wszystkim ostatecznie pogrzebana. To dlatego Norwid poświęcił mu odę „Encyklika-oblężonego”.
„Och! Europo!… każ, niech wraz zamilknie Potwarca,/ Bo bezinteresowność przerosła Ciebie;// Słowa oblężonego starca/ Palą się w niebie!”
“Niech wraz zamilnie Potwarca” – dobre, dobre.
Szanowny Panie, czy to prawda, jak pisze Wielomski, że ma Pan na rękach krew abpa Wielgusa?
Ukłony
Co do arcybiskupa Wielgusa. Konfidentów należy ujawniać w imię prawdy.
Idzie nowe
. Tak też z relacjami, które wydawałoby się nie do pogodzenia. Gdy palce prawej ręki muzyka wydobywają fałszywe tony wystarczy gdy jeden z nich gra koncertowo. Powoli inne się dostrajają. Prawdziwe brzmienie to miłość, przebaczenie, zgoda, ustępliwość, szacunek, współdziałanie. Jeśli palce to partie polityczne to nowe, które idzie to współdziałanie partii, różnych ale pracujących dla Polski. Liczę, że to Pan pierwszy zawsze gra koncertowo. Szczęść Boże.
do zulusa:
Jeśli chodzi o sprawę arcybiskupa Wielgusa to ta sprawa nie jest tak oczywista jak przedstawiały ją media.Moim skromnym zdaniem nie był on współpracownikiem bezpieki.Zresztą przedstawione dowody właściwie też niczego szczególnego nie pokazują.W lecie w “Naszym Dzienniku” ukazywał się cykl artykułów pt.”Wielka mistyfikacja”, który wskazywał, że doniesienia jakoby arcybiskup Wielgus współpracował z SB były nieprawdziwe.Przedstawiono tam, w moim mniemaniu, naprawdę wiarygodne dowody.
Do Pana Marszałka.
Panie Marszałku, myślę, że nadszedł czas na osobny wpis z cyklu dialogi danego miesiąca( tak jak były np.dialogi listopadowe).Narosło już wiele pytań do Pana więc proszę już o odpowiedzi.Ja chciałbym przeczytać odpowiedź jaki jest pański stosunek do spraw służby zdrowia.Jak widzi Pan poprawę kondycji naszych szpitali?
Roky. Arc. Wielgus podpisał lojalkę, i to myśląc tylko o swojej karierze. Poza tym jest chwiejny. Raz twierdził,że współpracował, innym razem,że nie. Poza tym jeśli nie współpracował, to nie byłoby żadnych dowodów. A jakieś Nasz Dziennik przedstawiał. Poza tym środowosko o.Rydzyka rozpętało taką brutalną kampanię w jego obronie,że nie było mowy o merytorycznej dyskusji.
Co do Wielomskiego, to wydaje się,że uważa on ,że wszystko jest polityką. To tak samo jak ludzie pokroju Sierakowskiego.
Czasami wydaje mi się, że połowa ludzkiej nędzy wynika tylko z jednego – z pychy. Nie potępiam pytań, wątpliwości, krytyki a nawet świętego oburzenia. Wręcz doceniam je, jeśli wynikają z dociekliwości, z dążenia do prawdy a czasami z niezgody na niesprawiedliwość i głupotę. Poraża mnie jednak, gdy pozbawieni głębszych przemyśleń a przede wszystkim bez otwartości umysłu czynimy się wyrocznią wszystkiego i nie uznajemy wielkości innych. Benedykt XVI, nawet gdyby nie podzielać wiary katolickiej, jest obiektywnie człowiekiem wielkiej mądrości, wielkiego formatu. Można się z nim nie zgadzać, ale wchodząc w dyskusję muszę zakładać, że to ja muszę wykazać swoją rację, wykazać komuś błąd. To są zadania wielokrotnie przerastające możliwości prasowego artykułu. Dyskutując z Konfucjuszem nie mogę tego czynić nie poznawszy jego myśli i przesłanek. Jego słowa w moim systemie myślowym nie mają tego samego znaczenia. Dyskutując z Benedyktem XVI muszę najpierw poznać podstawy jego systemu myślowego. Musimy nauczyć się pokory! Jeśli z kimś się nie zgadzam, muszę założyć, że dopóki nie wykażę ewidentnie swojej racji, to ja się mylę.
W Hiszpanii, podobnie jak w Polsce, religia odgrywa ogromną rolę. Ale tam udało się ukrócić ambicje biskupów usiłujących wpływać na politykę – tłumaczy Grzegorz Napieralski, sekretarz generalny SLD. – Warto sięgnąć po sprawdzone wzorce – dodaje. (za: Interia “Jak sobie radzić z Kościołem? SLD jedzie po nauki”)
Bez komentarza
Ad. zulus
Uściślam swoje myśli: w “Naszym Dzienniku” wskazywano, iż materiały na arcybiskupa Wielgusa są podrobione.Pisząc, iż były na to dowody nie uściśliłem, iż nie chodzi mi o materiały bezpieki tylko właśnie ich brak.Pozdrawiam.
Jak można wskazać,że coś jest podrobione? Musieliby to sprawdzić grafolodzy. Poza tym SB nie fałszowała dokumentów, bo niby po co sama miałaby się oszukiwać. Zwłaszcza wtedy, gdy nie mogli przypuszczać,że system runie. A właśnie wtedy ks. Wielgus zaczął współpracować. Dla mnie o wiele wiarygodniejsze są badania ks. Isakowicza Zaleskiego, a szykanowanie go przez zwierzchników, zdaje się potwierdzać tezę,że Kościół polski nie chce zmierzyć się ze swoją przeszłością. Problemy są zamiatane pod dywan.
ad zulus
Te materiały były podawane dogłębnej analizie i faktycznie nic tam nie ma na arcybiskupa Wielgusa, przynajmniej ja tak uważam.Pozdrawiam.
Polecam książkę księdza Zaleskiego o lustracji w Kościele. Zamiatanie pod dywan nie rozwiązuje problemy (działalność Kościelnej Komisji Historycznej).
Co do arcybiskupa Wielgusa, to, o ile pamiętam była tak jakaś sprawa obyczajowa. Jak znajdę to podam źródło.
Co do ojca Rydzyka, kiedyś był zwolennikiem lustracji,ale w sprawie ks. Wielgusa, przyjął punkt widzenia typowy dla Gazety Wybiórczej.
Poza tym, w jakim celu SB fałszowałaby dokumenty?
Pozdrawiam.
“Poza tym SB nie fałszowała dokumentów, bo niby po co sama miałaby się oszukiwać.”
Wiem, że w wielu przypadkach SB-ecy fałszowali dokumenty. Czynili to przede wszystkim dlatego, że byli rozliczani wg efektów. Może gdyby wówczas Wielgus był “grubą rybą” w Kościele, to by się na takie numery nie zdecydowali, ale on był płotką. Nie chce przez to powiedzieć, że to na pewno fałszywka – nie wiem tego i w gruncie rzeczy mało mnie to interesuje. Nawet gdyby podpisał lojalkę (co samo w sobie nie było dobre), to nie rozstrzyga to o sądzie nad jego życiem. Popełnił błąd?! A kto z nas tego nie czyni? Ba, gdybyśmy tylko takie złe rzeczy czynili. Przekreślanie jego życia, życia pełnego zasług dla nauki i wiernych (opinie o pracy naukowej i duszpasterskiej są niemal bez wyjątku pozytywne) przez taki błąd, to dopiero zło. A tak na marginesie, jeśli tyle osób w Polsce należało do PZPR, tyle im sprzyjało, to należy ich przekreślić? Bardzo wielu opozycjonistów najpierw należało do partii i potrzebowało dużo czasu, by się obudzić! Ich też należałoby przekreślić? Nie chcę rozmydlać idei i odpowiedzialności, ale chyba za łatwo przychodzi nam potępianie. Może ten post powoli nam spojrzeć na siebie samych.
Do wypowiedzi 12. To,że ktoś popełnił błąd,cóż, każdemu może się zdarzyć. Problemem jest to,że się tego wypierał (jak ks. Czajkowski), dopiero jak nie miał wyjścia ,to się przyznał. Watykan zadecydował. A SB fałszowała dokumenty dopiero około roku 1988, wcześniej nie. Warto jednak zajrzeć do pracy ks. Czajkowskiego.
Dla mnie Wielgus okazał się małym człowieczkiem, zwykłym karierowicze., któremu zabrakło odwagi.
Przynalezność do PZPR nikogo nie przekreśla,ale donoszenie na kolegów, jest hańbiące. Proponuję dla obrońców biskupa Wielgusa: Rokiego i Jerzego Przeniczki, zapozannie się z zasadami “dobrej spowiedzi”.
Pozdrawiam i powtarzam za wielkimi postaciami: “tylko prawda was wyzwoli” i “tylko prawda jest ciekawa”.
Wybaczenie uzyskuje się poprzez przyznanie się do winy i pokutę.
Drogi Zulusie! Nie wiem doprawdy, dlaczego uważasz sie za osobę kompetentną, aby udzielać odpwiedzi w imieniu Pana Marszałka. Pytanie było zadane do niego i dajmy mu szansę zająć jasne stanowisko. Poza tym, obawiam się, że delikatnie rzecz ujmując, nie rozumiesz, co mówisz. Ile właściwie masz lat? – 12, 15 czy 17?
Tak się składa, że dobrze pamiętam lata 70-te, i nie muszę czytać opowiadań ks. Czajkowskiego – którego zresztą miałem “przyjemność” spotkać osobiście – aby wiedzieć czym był komunizm. Dlatego proszę uprzejmie Pana Marszałka o rzeczową odpowiedź. Bo “krew na rękach” to jednak dość poważna sprawa – tak a propos zasad “dobrej spowiedzi”.
A co do ks. Zaleskiego to cóż, nie tak dawno ukazał się tomik jego wierszy. Ma człowiek talent literacki… zapewne.
Adalbercie. Jak się nie ma argumentów, to się wypomina wiek. Zresztą mam trochę więcej lat i stan wojenny akurat pamiętam dobrze.
Poza tym w tym wypadku polemizowałem z Rokym i z Jerzym Przeniczką. Widzę,że niedokładnie śledzisz wypowiedzi i masz kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem.. Poza tym nie wiem do czego “pijesz”
Panie Marszałku,
Przecież Pan dobrze wie, że nauczanie Piusa IX w Quanta Cura i w Syllabusie stoi w sprzeczności z nauczaniem Dignitatis Humanae Soboru Watykańskiego II, którego zarówno poprzedni jak i obecny Papież, są spadkobiercami i realizatorami. Nie czytałem artukyłu Pana Politi, ale tu akurat ma rację: poglądy i nauczanie Piusa IX na temat wolności religijnej i relacji państwo-Kościół są nie do pogodzenia z poglądami Jana Pawła II, Benedykta XVI, Deklaracji Dignitatis Humanae ostatniego Soboru i nauczaniem najnowszego Katechizmu. Nikt tego nie kryje, nawet obecny Papież…
Adalbercie. Czy twój wpis na blogu był tylko epizodem? po co w takim razie zadawać pytania i wdawać się w polemikę?
Szanowny Zulusie, Po prostu, gdy nie mam nic do powiedzenia, to milczę.
Zadałem konkretne pytanie panu Marszałkowi, bo ta sprawa mnie interesuje i myślę, że okazja była stosowna. Ale nie jestem namolny.
Pan Marszałek jest osobą publiczną, więc zapewne ze znanych sobie racji nie uznał za stosowne odpowiedzieć.
No cóż. Rozumiem, że jak przystało na monarchistę, nie będzie wdawał się w polemiki z pospólstwem – rozumiem i szanuję. Ma prawo mieć swoje, nawet egzotyczne poglądy. W końcu, przynajmniej na razie, Polska to wolny i tolerancyjny kraj.
Ponieważ dobre wychowanie nakazuje odpowiadać na korespondencję i na wprost postawione pytanie, więc odpowiadam. Moje wpisy na tym blogu nie są epizodyczne, ale staram się wypowiadać wówczas, gdy to ma jakiś sens i ku czemuś konstruktywnemu prowadzi.
Poza tym moje poglądy są ogólnie mówiąc z mocno innej bajki niż tu prezentowane i stąd moja powściągliwość, bo trzeba uszanować wolę gospodarza.
Może zabrzmi to dość prozaicznie, ale pytania zadaje się głównie po to, aby usłyszeć odpowiedź. Pytać każdemu wolno. Jak by powiedział śp. Jan Paweł II: “osoba ma prawo do prawdy”. A więc ma prawo pytać, a ten, kto zna prawdę powinien mocno zastanowić się w swoim sumieniu, czy nie ma przypadkiem obowiązku dać świadectwa prawdzie. Może nie ma?
Natomiast do prowadzenia polemiki należy mieć odpowiednie przygotowanie w temacie, a tego nie mamy chyba obaj. Więc może na tym poprzestańmy.
Pozdrawiam
Co do lustracji i krytycznej analizy źródeł to, wydaje mi się,że pewne przygotowanie posiadam.
Mnie interesuje przede wszystkim prawda, bo tylko ona jest ciekawa. Nie jestem za karaniem konfidentów, ale za ujawnieniem. Zwłaszcza, gdy sprawują funkcje publiczne. Inaczej są to osoby podatne na szantaż.
Również pozdrawiam.
Szanowny Zulusie,
Cieszę się, że interesuje Cię PRAWDA. Gratuluję, to wielka sprawa. Proponuję więc tekst, który może okazać się pomocny.
„Niewiele daje wolność mówienia, jeśli słowo wypowiadane nie jest wolne, jeśli jest spętane, egocentryzmem, kłamstwem, podstępem, może nawet nienawiścią lub pogardą dla innych. […] Niewielki będzie pożytek z mówienia i pisania, jeśli słowo nie będzie używane po to, aby szukać prawdy, wyrażać prawdę i dzielić się nią, ale tylko po to, by zwyciężać w dyskusji i obronić swoje, może właśnie błędne stanowisko. Słowa mogą czasem wyrażać prawdę w sposób dla niej samej poniżający. Może się zdarzyć, że człowiek mówi jakąś prawdę po to, żeby uzasadnić swoje kłamstwo.
Wielki zamęt wprowadza człowiek, w nasz ludzki świat, jeśli prawdę próbuje oddać na służbę kłamstwu. […] Prawda zostaje poniżona także wówczas, gdy nie ma w niej miłości, do niej samej i do człowieka.” (Jan Paweł II, Prawda o życiu publicznym i osobistym, Pielgrzymka do Polski w 1991 r. )
Pozdrawiam
To chyba nie do mnie, ale do ludzi pokroju ks. Czajkowskiego, czy arcybiskupa Wielgusa.
Mnie interesuje prawda. W sprawie lustracji, nie tylko dotycząca kapłanów, ale również sędziów, prokuratorów, czy dziennikarzy (może przede wszystkim) i polityków.
Powtarzam,że osoba kiedyś kapująca na kolegów (i nie przyznająca się do tego), nie może być osobą zaufania publicznego. Raz z przyczyn etycznych, dwa że jest podatna na szantaż.
Kościół chowa problemy “pod dywan”. Wystarczy popatrzeć na działania (lub nic nie robienie) Kościelnej Komisji Historycznej, czy też na postępowanie jezuitów krakowskich (wspieranych przez kardynała Dziwisza). Problemy będą więc wyciągać na światło dzienne dziennikarze (często wrodzy Kościołowi).
Szanowny Zulusie,
przytoczone słowa Jana Pawła II nie są skierowane bezpośrenio do Ciebie, ani tym bardziej przeciwko Tobie. Są jedynie materiałem do przemyśleń. – Po prostu życzliwie rozmawiamy, aby lepiej zrozumieć otaczające nas sprawy i znaleźć prawdę.
Tyle, że prawda nie zawsze znaczy to samo. Jak mawiał krakowski filozof: bywa “święta prawda”, “tys prowda” i “g. prawda”. Sapienti satis.
Jak powiedział kiedyś pewien krakowski jezuita: “Jeśli chcesz oddać życie za jakąś wielką sprawę, to możesz to zrobić. Uważaj jednak bardzo, abyś w praktyce nie oddał życia za coś zupełnie innego”. Niestety, nasz piękny kraj pełen jest tzw. “pożytecznych idiotów”. Oby zabrakło nas w ich gronie.
Tutaj Adalbercie, zgadzam się z tobą całkowicie. Mimo,że nie zgadzamy się w dyskutowanej, przez nas sprawie, to jednak twoje wpisy czyta z dużym zainteresowaniem.
Pozdrawiam.
Szanowny Zulusie, dziękuję za komplement. Jeśli tak chętnie czytasz moje posty, to pozwól, że napiszę jeszcze jeden. Wprawdzie miałem już nie pisać, bo i tak te sprawy zostały załatwione podnad naszymi głowami, ale… mieliśmy dziś piękne czytanie z Księgi Daniela – opowieść o Zuzannie. Jakoś tak dziwnie ten fragment skojarzył mi się z naszym tematem. Może to przypadek?
Kim jest Zuzanna – łatwo odgadnąć. Kim są dwaj starcy, sędziowie ludu, też w sumie łatwo wywnioskować. No, ale kim jest ten Daniel?
Kto dziś miałby odwagę powiedzieć takie proste słowa: “Czy aż tak jesteście nierozumni, synowie Izraela, że skazujecie córkę izraelską bez dochodzenia i pewności? Wróćcie do sądu, bo ci ją fałszywie oskarżyli”. Dn 13, 49.
Stosujesz cytaty, jak ci wygodnie. W wypadku arcybiskupa nie było dochodzenia. On sam się przyznał, choć w sposób pokrętny.
Niech Kościół sam się oczyszcza, bo inaczej zajmą się tym dziennikarze. Działalność Kościelnej Komisji Historycznej (zresztą trudno mówić o działaniu) to kabaret.
Biskupi sami się ośmieszają, zwłaszcza jeden z Krakowa.
Szanowny Zulusie,
A propos cytatów: > http://www.rp.pl/artykul/104881.html
Zawsze uważałem pana Gowina, za… człowieka rozumnego inaczej, ale znowu mnie zaskoczył. No, nie wiedziałem, że jest marksistą: “zeznań było tak wiele, że nie mam wątpliwości” – wiadomo, ilość przechodzi w jakość. Jeśli zbierze się razem tysiąc półgłówków, to strach pomyśleć, co wymyślą.
W dodatku pan Gowin, oświadcza “nie mam wątpliwości”. A ja właśnie mam wątpliwości nie tylko co do kwestii szczecińskiej, ale i co do tego, czy w zaistniałem sytuacji abp. Dziwisz powinien utrzymywać jakiekolwiek relacje z panem Gowinem i jego kolegami, bo kto wie, o co potem może zostać oskarżony.
A w dodatku mam wątpliwości, czy ktoś, kto stwierdza “nie mam wątpliwości, że niestety są to oskarżenia prawdziwe” jeszcze przed wyrokiem sądu, ma kwalifikacje intelektualne (o moralnych nie wspomnę) do bycia senatorem w dużym europejskim kraju.
Gowin jest posłem,a nie senatorem. Ja zaś nie jestem Gowinem. Jeżeli KK nie chce rozwiązywać problemów, to o czymś to mówi. Czego się boją? Może kapusiów w episkopacie jest większa liczba?
Szanowny Zulusie,
Nasza dyskusja nieco się przeciąga… Ale może warto.
Nie wiem, czy KK nie chce rozwiązywać problemów. Nie wiem też, czy te problemy, o których mówisz, są faktycznie najważniejsze dla KK dziś. Nie czuję się upoważniony do wypowiadania się w imieniu Kościoła.
Jedno wiem na pewno – to nie politycy są od ich rozwiązywania. Politycy są od rozwiązywania problemów politycznych (sic!) – i niech tym się zajmą! Służba zdrowia, edukacja, emigracja zarobkowa, budownictwo mieszkaniowe… – wystarczy?
Pan Marszałek po prostu głupio zrobił składając deklarację, że nie weźmie udziału w ingresie abp. Wielgusa. W zasadzie mógł powiedzieć: “nie jestem marszałkiem waszych sumień” parafrazując bodajże króla Zygmunta Augusta. Ale co tam, “słowo się rzekło, kobyłka u płota”. Teraz trzeba ponieść konsekwencje.
Co działań Kościoła, to wystarczy popatrzeć na niedziałanie Komisji Historycznej. Prawda i tak wyjdzie na jaw, ale ujawnią ją dziennikarze, a wykorzystają wrogowie.
Tak się stanie
We wpisie nr 26 popełniłem błąd, bo temat nieco poruszający. Powinno być, oczywiście, “ks. kard. St. Dziwisz”, dla którego mam zawsze wielki szacunek. – Bardzo przepraszam.
Skoncentrowałem się na fakcie, że ks. Kardynał jest Arcypasterzem Kościoła krakowskiego, gdzie działa m.in. J. Gowin. Stąd też bardziej miałem na myśli funkcję, a nie osobę.
Cóż, dla mnie kardynał Dziwisz jest postacią tajemniczą. Anie nie był zarządcą, ani duszpaszterzem, ani nie jest intelektualistą. Mimo to keruję bardzo ważną placówką.
Dla mnie jest to człowiek bez twarzy (taką opinię słyszałem od mojego proboszcza i jednego wikarego). Niegdyś, gdy był jeszcze sekretarzem Jana Pawła II, miał ukrywać niektóre afery pedofilskie, teraz zaś broni kapusiów. Czyżby chciał się uwiarygadniać? W czyich oczach?
Szanowny Zulusie,
Uważam, że ktoś o takim doświadczeniu w skali całego Kościoła jak kard. St. Dziwisz, to dla Kościoła w Polsce i w ogóle dla Polski naprawdę skarb. Czy umiemy ten skarb wykorzystać? Pamiętam, że tuż po jego ingresie tzw. “troszczący się o Kościół” rozpętali aferę z rzekomymi agentami w kurii krakowskiej. – Ładne powitanie. Według mnie była to próba zastraszenia nowego Arcypasterza, próba pokazania mu jego miejsca w szeregu.
A swoją drogą bardzo mu współczuję, bo nie jest łatwo rządzić Kościołem w mieście, gdzie jest trzech kardynałów mianowanych, a jeszcze ze trzy tuziny takich, którzy w duszy kardynałami się czują…
Szanowny Zulusie, powinieneś wiedzieć, że rzucając podejrzenia powinieneś podać źródło, w przeciwnym razie rozpuszczasz plotkę, co jest grzechem.
Ukłony
Wojciechu (tak tłumaczy się Adalbert)
A jakie doświadczenie ma, niby, jego eminencja?
Co do Krakowa, tam było wielu kapusiów, bo placówka była ważna. Ale chciałbym dowiedzieć się jakie to zasługi, ma wg Ciebie arcybiskup Wielgus?
Szacunek dla ciebie za podjęcie tematu. Po prostu nie każdy jest w stanie tę tematykę podjąć.
Ja sam zostałem wychowany, jako katolik, ale nie chcę,żeby moimi pasterzami byli ludzie “nipewni moralnie”.
A dokumenty mówiące o współpracy biskupa Wielgusa są.
Ale kim jest kardynał Dziwisz? I czyje interesy reprezentuje. To jest obrońca pedofili (sprawa z Meksyku) i szmat kapujących na kolegów (kuria krakowska i nie tylko). Dla mnie żaden kapuś nie będzie autorytetem moralnym. Każda struktura potrzebuje agentów, ale to nie są autorytety. KK w Polsce boi się tego. Może dowiemy się kim był “TW” Filozof”?
Szanowny Zulusie,
Ja też trochę znam. Św. Wojciech – piękna i tragiczna postać, ale dla Polaków szczęśliwa.
widzę, że znasz historię Kościoła. To miłe.
A jak tłumaczy się “Zulus”? – nawet nie chcę wiedzieć.
Jeśli odważyłem się podjąć ten temat, to nie dlatego, że znam osobiście abp. Wielgusa, ale dlatego, że znam kogoś, kogo zaszczuli tzw. sprawiedliwi, bo nie pasował do ich prostackiego obrazu świata. Stąd moja solidarność z ludźmi, którym bez sądu odbiera się dobre imię.
Nawet zbrodniarze z Norymbergi mieli obrońców, a dlaczego nie mogą ich mieć katoliccy biskupi? W ogóle, co to za moda na sądy kapturowe.
Na tyle dobrze pamiętam komunizm, że wiem, że kapusie byli wszędzie. Na każdej klatce schodowej w bloku, na każdej ulicy w miasteczku, w każdej wiosce, w każdym zakładzie pracy w każdej instytucji, w każdej grupie dziekańskiej na studiach, w seminariach, w zakonach, itd. itd. Nie tylko w Krakowie… Na KUL-u, także na ATK, że o innych uczelniach nie wspomnę. Jedyne, czym się między sobą różnili, to swoją gorliwością – jedni symulowali współpracę, inni spełniali swój rzekomy obowiązek, a inni donosili z przyjemnością na swoich osobistych wrogów – vide Pawka Morozow. Taki był komunizm – polecam “Na Krymie” Mrożka. Zresztą, niewiele mnie to obchodzi.
Rozumiem, że chciałbyś mieć wyrazistych, heroicznych pasterzy, którzy byliby skałą, na której można oprzeć swoje przekonania i postawy życiowe. Ale to złudzenie – takich ludzi nie ma i nigdy nie będzie. Jedyną skałą był ten sprzed 2000 lat – Jezus Chrystus.
Jesteś dorosłym człowiekiem, a nie nastolatkiem, który bulwersuje się, że inni nie są doskonali. Dorosły człowiek nie gorszy się, ale zastanawia, co w tej sytuacji mogę zrobić, aby jednak służyć dobru a nie złu.
Katolicyzm, to nie jest sprawa wychowania, jak niektórzy myślą – “wiara przodków” – ale jest to osobisty, coraz bardziej dojrzały wybór. Codziennie decydujesz, czy naprawdę chcesz wziąć udział w tworzeniu historii zbawienia świata, czy tylko wymachiwać szalikiem swojej ulubionej partii politycznej?
Może zamiast szukać idealnych przywódców sam zostań przywódcą. Zdobądź kierownicze stanowisko w pracy i zobacz jak to pięknie kierować innymi ludźmi. Ja spróbowałem. Szukasz autorytetów – ale spróbuj sam być autorytetem… Zobaczysz jakie to miłe.
Ja osobiście nie wiem, jak bym się zachował, gdybym dostał “propozycję” współpracy. Nie wiem, bo jej nie dostałem. Piotr Apostoł też nie wiedział, kim jest, dopóki nie został poddany próbie. Potem już wiedział… A Jezus od początku wiedział…
Prawda jest taka, szanowny Zulusie, że wszyscy jesteśmy podłymi grzesznikami, ale jedni się nawracają, a inni trwają w swej pozornej sprawiedliwości do czasu, gdy życie to sprawdzi. Sprawiedliwy chrześcijanin to ten, kto świadomie współpracuje (heh, słowo-klucz) z łaską Boga i powoli podnosi się ze swoich grzechów.
I dlatego niespecjalnie interesuje mnie, kim był “Filozof”. Niech sie tym zajmuje IPN lub kontrwywiad, za to im płacą.
Ukłony
Znowu Wojciechu relatywizujesz. Chodzi o to,że wobec kapłanów wymagania są wyższe. Np. dziennikarze nie zostali zlustrowani, również sędziowie.
Bo co to za argument,że kapusie byli wszędzie. To tak samo jak powiedzieć,że złodzieje są wszędzie.
Nie chodzi o sądy kapturowe (samo sądzenie narodowców w Norymberdze było nielegalne), ale o prawdy. Kler ją ukrywa. Koalicja antylustracyjna w Episkopacie: Dziwisz (człowiek bez twarzy), Życiński (prawdopodobny TW “Filozof”0, Gocłowski (Stella Maris), Pieronek (rozmawiał z SB, starając się o paszport). Jedni kolaborowali (oni,czy Wielgus), inni ginęli (Popiełuszko, Zych, Suchowolec). Więc nie pisz,że taki był komunizm. Nie każdy musiał się sprzedać. Ja osobiście brzydzę się donosicielstwem.
Brak lustarcji również sprawia, że nieujawnieni kapusie są podatni na szantaż.
Jan Paweł II, mówił że prawda was wyzwoli, Józef Mackiewicz że tylko prawda jest ciekawa. A ty sprawę relatywizujesz. Powiedz to rodzinom ofiar zbrodni komunistycznych. A przecież nie każdy był k…ą.
Nie byłoby dobrze, gdyby nasza dyskusja zakończyła się słowem przekleństwa.
Właśnie Wielki Piątek uczy nas, że ostatnie słowo Chrystusa na krzyżu, to mimo wszystko słowo nadziei: “Ojcze, w Twe ręce powierzam ducha mego”.
Nie chcę moralizować. Tak po prostu myślę.
Owszem, relatywizuję prawdę, świadomie, z premedytacją. Bo prawda jest relatywna – tak, jest relatywna względem tej PRAWDY, o której powiedziano: “Ja się na to narodziłem, aby dać świadectwo prawdzie”.
O jakiej prawdzie mówił Jezus w obliczu swojej śmierci? O jakiej prawdzie chciał dać świadectwo ten, który chodził w gościnę do celników, ocalił życie cudzołożnicy, przebaczył Piotrowi?
Już Platon w “Eutyfronie” opisał sytuację konfrontacji pozornie “świętej prawdy” z naprawdę “świętą prawdą”. Ciekawa lektura.
Klasyczna prawda, to zgodność myśli z realną, poznawalną rzeczywistością. A może jest jeszcze inna definicja prawdy? Może ta najbardziej “święta prawda” to zgodność myśli z Tajemnicą? – No właśnie, za jaką prawdę umarł na Golgocie Jezus Chrystus?
A za jaką prawdę ja chciałbym umierać? Na pewno nie za “prawdę” zapisaną w tzw. “teczkach”. A skądinąd wiadomo, że “jeśli za coś nie warto umierać, to nie warto dla tego żyć”. Żyć warto dla czegoś zupełnie innego… “kto może niech pojmuje”.
Jutro Wielka Sobota – kapłan lub diakon wyśpiewa “Exultet”, katechumeni przyjmą Chrzest – “już nie ja żyję, żyje we mnie Chrystus”.