Nie lubię, kiedy o znaczeniu nadchodzących zmian w Unii Europejskiej mówi się w tonie apokaliptycznym. Tym sposobem nie zbudzi się poczucia narodowej odpowiedzialności, a jedynie spowoduje dalszą degradację debaty publicznej, gdzie słowa coraz mniej znaczą. Nie trzeba straszyć katastrofą narodową, by stwierdzić, że traktat lizboński jest zły dla Polski i dla Europy. Wystarczy poczucie odpowiedzialności za przyszłość i traktowanie serio głoszonych wczoraj zasad. Nowy traktat deformuje współpracę europejską; tak jego założenia – sformułowane już w Konstytucji dla Europy – oceniały jeszcze niedawno obie wielkie partie polityczne. Najpierw im należałoby zadać kłam; argumenty bowiem są słuszne albo nie – nie można ich ot, tak, bez przedstawienia nowych, odwołać. Ale skoro tak często czytam apele o rekapitulację zarzutów, powtórzę je raz jeszcze.
Następuje radykalne obniżenie przysługującej nam pozycji w Unii Europejskiej. Nasz głos słabnie o połowę w stosunku do Niemiec i o jedną trzecią w stosunku do Francji. Wpływ państw dominujących wzrośnie nawet formalnie, wobec poszerzenia zakresu decyzji podejmowanych większościowo, a więc przeciw opinii państw, które znajdą się w mniejszości. A to otwiera drogę do narzucania przez nie swojej polityki państwom Europy środkowej, choćby przy definiowaniu struktury i hierarchii celów unijnego budżetu (wyrównanie różnic gospodarczych, polityka rolna czy nowe technologie dla najbogatszych). Pamiętacie jeszcze jakie miejsce w Unii proponował nam parę lat temu prezydent Chirac?
Pozycja państw dominujących (w tym Niemiec) oraz degradacja Polski znajdzie potwierdzenie przede wszystkim w decydowanych większościowo wyborach Prezydenta Unii i ministra (Wysokiego Przedstawiciela ds.) spraw zagraniczno-obronnych. Szczególnie to drugie stanowisko związane będzie nie tylko z koordynacją, ale autentyczną inicjatywą w zakresie polityki Unii.
Definitywnie rezygnujemy z waluty narodowej – mimo oficjalnej ostrożności w tej kwestii tak prezydenta Kaczyńskiego, jak i premiera Tuska. Prezydent zapowiadał otwarcie debaty na ten temat dopiero za rok. Premier w niedawnym exposé zapewniał, że przede wszystkim należy sprawdzać czy euro nie obniży poziomu życia Polaków.
Dekretujemy wspólną politykę zagraniczną bez określenia jej celów (według traktatu ma to robić dopiero w przyszłości Rada Europejska). Nie ma żadnych gwarancji, że polityka ta będzie wspierać prozachodnie tendencje na Ukrainie, w Gruzji i innych krajach Europy wschodniej. Zmarnowaliśmy okazję by zażądać w ramach sprawdzianu intencji rezygnacji Niemiec z rurociągu bałtyckiego.
Traktat odrzucił formalnie zarówno potwierdzenie duchowego związku Europy z chrześcijaństwem, jak i pominął prawa rodziny i rodzinę jako wartość w katalogu wartości Unii Europejskiej. W zamian degraduje jej znaczenie utrwalając w prawie europejskim koncept „orientacji seksualnych”. (Pan Piotr Beniuszys pytał w czym przejawia się negacja chrześcijaństwa; jeśli nie wystarczy ta odpowiedź, proponuję Panu lekturę „Chrześcijańskiej Europy” J.H.H.Weilera; autor pisze o szkodach, jakie Europie wyrządza chrystofobia, jako ortodoksyjny Żyd).
Krótko mówiąc – mamy do czynienia z traktatem, który zamiast solidarności oferuje narodom Europy „konstytucyjny imperializm” (to też sformułowanie Weilera). Nasze postulaty – formułowane z umiarem i nastawieniem na współpracę – zostały odrzucone. A może – przez liderów dwóch wielkich partii – nigdy nie były traktowane serio?
3 mar 2008 @ 12:11
Jeśli Traktat ma być przyjęty to TYLKO razem z odpowiednimi poprawkami do Konstytucji. Inaczej narażamy się (jeśli Traktat będzie ratyfikowany przez resztę państw i wejdzie w życie) na kolosalne kłopoty.
Traktat Reformujący przewiduje powstanie nowego suwerennego państwa o nazwie Unia Europejska. Rzeczpospolita Polska utraci swą suwerenność i wejdzie w skład UE jako państwo członkowskie posiadające autonomię w zakresie określonym przez Traktat Reformujący.
Konstytucja RP będzie wymagała szeregu zmian, aby stała się zgodna z Traktatem Reformującym. W szczególności trzeba będzie usunąć art. 8 ust. 1 “Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej.” Trzeba będzie też usunąć art 4 ust 1 “Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.” Teoretycznie nie musimy przeprowadzać tych zmian, ale Traktat przewiduje, że w razie nie dostosowania prawa państwa członkowskiego do prawa UE odpowiednie organy UE mają prawo na państwo członkowskie nakładać kary.
Biorąc to pod uwagę jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest przyjęcie czyli ratyfikowanie Traktatu tylko jednocześnie z przyjęciem odpowiednich zmian w Konstytucji. Dlaczego? Nie jest tajemnicą, że wielu Polaków jest patriotami polskimi dumnymi z samowładztwa swojego narodu, nie mają zaufania do obcych rządów, nawet jeśli w ich składzie będzie trochę Polaków. Bardzo sobie cenią suwerenność Polski, wielu z nich poświęcało się aby tę suwerenność Polska miała, wielu czuje się spadkobiercami tych, którzy oddali życie w walce o suwerenną Polskę.
Powiedzmy, że teraz jednak w Sejmie nie znajdzie się odpowiednia liczba posłów, którzy Polaków nie zgadzających się na utratę suwerenności reprezentują i nie zdoła ta grupa zablokować ratyfikacji traktatu. Jeśli reszta państw ratyfikuje Traktat to wejdzie on w życie 1 stycznia 2009 r. i będziemy musieli w końcu zmienić Konstytucję aby nie płacić kar. Co prawda do zmiany Konstytucji potrzeba tyle samo posłów co do przyjęcia traktatu czyli 2/3, ale dodatkowo potrzeba jeszcze zgody bezwzględnej większości w Senacie. Wcale nie jest powiedziane, że bezwzględna większość senatorów będzie za pozbyciem się suwerenności Polski. Jest jednak jeszcze większe ryzyko zablokowania zmian w Konstytucji. Mianowicie przy zmienianiu rozdziału I, w którym są art. 4 i art. 8, już 1/5 ustawowej liczby posłów może zażądać zorganizowania referendum w sprawie zmiany Konstytucji. Raczej taka grupa posłów patriotów polskich się znajdzie, a wtedy może się okazać, że referendum wygrają patrioci polscy a nie patrioci europejscy.
Powstała by wtedy sytuacja patowa, za którą wszyscy zapłacimy, bo pewnie UE nie wykaże zrozumienia dla buntowników i nie odstąpi od wymierzania kar w celu “zachęcenia” narodu do oddania jej władzy nad RP. W ten sposób możemy trwać w klinczu wiele lat, płacić Unii wielkie pieniądze, zanim albo patrioci polscy się poddadzą, albo uda się z Unii wystąpić, a nie jest to łatwe i szybkie.
Aby uniknąć takiej koszmarnej sytuacji, w której płacilibyśmy Unii “za nic”, trzeba po prostu Traktat i zmiany w Konstytucji zatwierdzić lub odrzucić razem w jednym referendum. Albo naród przyjmie Traktat i odpowiednie zmiany w Konstytucji, albo Traktat zostanie odrzucony i Konstytucja zostanie bez zmian.
Patriota polski Janusz Baczyński
3 mar 2008 @ 12:39
Panie Marszałku, jak już napisałem wcześniej w odpowiedzi na uwagi innego dyskutanta, to że traktat coś pomija, to nie znaczy że neguje. W Europie żyje dziś dużo ateistów, dlatego te wartości nie zostały tam podkreślone expressis verbis. Obu tych faktów żałuję, ale nie traktuję tego jako powód by powstrzymać proces integracji europejskiej.
Debata o prawach rodziny jest elementem szerszej debaty na temat tego, czy grupa społeczna (np. mniejszośc etniczna, seksualna, albo właśnie rodzina) może być traktowana jako podmiot praw, czy też podmiotem praw może być tylko jednostka, zaś grupy cieszą się tymi prawami tylko za pośrednictwem praw posiadanych przez ich członków. Jako liberał skłaniam się ku rozwiązaniu indywidualistycznemu.
To że ludzie należący do mniejszości seksualnej posiadają w niektórych krajach Europy prawa równe co heteroseksualiści nie oznacza osłabienia rodziny (jedynie ewentualnie tradycyjnego modelu rodziny, który jednak nie jest jej jedynym modelem, a zagrożony jest nie przez gejów, ale przez rosnącą liczbę rozwodów). Sam zakładam właśnie rodzinę i w żaden sposób prawo dwóch kobiet lub mężczyzn do zarejestrowania swojego związku mojej rodzinie nie zagraża. Zagrażają jej natomiast ludzie o radykalnych poglądach, którzy organizują na ulicach mainifestacje i rzucają w swoich przeciwników np. kamieniami lub okazują agresję, którą potem do naszych domów dostarcza telewizja. Moralności publicznej i rodzinom zagraża także wielu polityków, którzy zachowują się skandalicznie. Z wieloma spośród nich do niedawna był Pan w jednej partii.
3 mar 2008 @ 15:53
Ja proponuję zaskarżenie Traktatu Rozbiorowego do Trybunału Konstytucyjnego.
Bo tylko w taki teraz sposób Polska może zablokować ratyfikację.
3 mar 2008 @ 16:27
Nazywanie czegoś, że jest normalne a nie jest, bądź takie modele funkcjonują na zachodzie Europy, nie oznacza że są dobre i właściwe. Co do Traktatu, Polacy będą sami sobie winni. Panie Marszałku, ja bym prosił o “otwarcie oczu” społeczeństwu, poprzez jakieś konferencje na żywo w mediach, chyba, że dostęp jest w tej chwili ograniczony. Trzeba powtarzać ludziom o tym co niesie ten traktat. Mam nadzieję, że oczy Polakom otworzą się i zrozumieją, że UE to wcale nic dobrego, a w sposób sczególny, kiedy inne kraje będą nas wykańczać w sposób jak sobie dawno postanowiły, mając więcej do powiedzenia bo są więksi!
3 mar 2008 @ 17:43
Dla Ciebie niedobre i niewłaściwe, dla kogoś innego dobre i właściwe. Kto to ma oceniać, kto być ostateczną instancją, kto źródłem niepodważalnych kryteriów epistemologicznych w czasach całkowitego braku konsensusu w sferze wizji “dobrego życia”? Benedykt XVI? Dalajlama? Marek Jurek? Jarosław Kaczyński? Ty? Ja? (Ja w każdym razie nie chcę, nie wiem jak reszta
3 mar 2008 @ 19:35
Panie Piotrze,
proponuję Panu zapoznać się z 10-cioma przykazaniami i z nich wyciągnąć daleko idące wnioski, a pozna Pan, co jest dobre, a co złe.
Z Bogiem
3 mar 2008 @ 20:11
Warto poznać stanowisko posłów w sprawie traktatu,posłów,na których głosowaliśmy…podaję link do imiennej listy z głosowania, które odbyło się
dnia 28 lutego 2008r.
Pierwsze czytanie przedstawionego przez Prezydium Sejmu projektu uchwały w sprawie trybu wyrażenia zgody na ratyfikację Traktatu z
Lizbony zmieniającego Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską.
http://orka.sejm.gov.pl/Glos6.nsf/nazwa/9_3/$file/glos_9_3.pdf
Myśę,iż warto wydrukować tą listę i pokazać ją szczególnie tym osobom,które bezkrytycznie popieraja PiS i nie widzą alternatywny,a wciąż wybierają mniejsze zło!!!
To “mniejsze zło” obecnie pozbawia naród prawa głosu w tak ważnej sprawie jaką jest retyfikacja
“Traktatu deformującego Europę”!!!
Pozdrawiam!
Klaudia
Kalisz
4 mar 2008 @ 08:29
Machab, 10 przykazań znam i staram się w moim życiu prywatnym stosować od dziecka. Ale nie jestem na tyle bezczelny, aby innym ludziom, którzy mają je w nosie, kazać żyć zgodnie z moją hierarchią wartości. Tobie też radzę tego nie robić, bo samozwańczych “apostołów moralności” inni ludzie najnormalniej nie lubią.
4 mar 2008 @ 19:26
A ja będę właśnie na tyle bezczelny, że będę walczył, aby w życiu społecznym, politycznym, a nie tylko prywatnym, te przykazania były prawem naczelnym, aby politycy, urzędnicy i wszyscy decydenci czcili swoją matkę i ojca, a w ogólności rodzinę naturalną (nie homo), aby nie zabijali (zwłaszcza nienarodzonych), nie cudzołożyli (bo niszczą drugiego człowieka i łamią przysięgę), nie kradli (nawet w białych rękawiczkach), aby żyli w prawdzie. Będę walczył o uszanowanie prawa do świątecznej (wolnej) niedzieli. O to wszystko będę bezczelnie walczył i tego się bezczelnie domagał. I będę też jawnie i bezczelnie ubolewał nad wszystkimi tymi, którzy nie poddają się Bogu, stawiając się ponad Niego.
Tobie zaś, drogi Piotrze B. nie radzę, aby stanął na Twojej drodze ktoś, kto, jak piszesz “ma w nosie” te przykazania. On Cię okradnie, wtrąci do więzienia i uwiedzie Twoją żonę. A wszystko to zrobi zgodnie z prawem, które wcześniej uchwali.
Co do mnie, nie jestem apostołem, tylko mówię głośno to, co myślę. Jeśli będziemy dobrze myśleć tylko prywatnie, to publicznie lepiej zmilczeć. Czy mnie ktoś lubi – nie dbam o to.
Króluj nam Chryste!
4 mar 2008 @ 23:17
“Aby nie zabijali (zwłaszcza nienarodzonych)”
Czy zabójstwo narodzonego jest moralnie mniej złe? Jeśli tak, to raczej Ciebie bałbym spotkać na swojej drodze…
5 mar 2008 @ 18:51
Serdecznie pozdrawiam Piotra i myślę, że nie musi się mnie obawiać.
W Twoim podejściu,Piotrze, do mojego ostatniego komentarza widzę główny powód tej już odwiecznej niemożności porozumienia się naszego Narodu. Porozumienia wszystkich podobnie myślących.
Napisałem o zabijaniu “zwłaszcza nienarodzonych”, ponieważ jest to grupa osób najbardziej niewinnych i najbardziej bezbronnych, jakie można sobie wyobrazić. Natomiast nie napisałem, że zabijanie innych ludzi jest moralnie mniej złe, to już jest Twoja interpretacja. Dlaczego więc nie wypowaiadasz się co do tego, co napisałem, a krytykujesz i z góry wydajesz na mnie wyrok za coś, czego nie napisałem. Tak czyni niestety większość naszych patriotów: nie łączą się z innymi w tym co jest powiedziane i łączy, ale jątrzą i szukają zwady w tym, czego szukają między wierszami.
A więc: nie zabijaj – znaczy nikogo. Niech tak – znaczy tak, a nie – znaczy nie. Czyżbyśmy skądś to znali?
5 mar 2008 @ 18:53
P.S.
Ja bym nie rozpaczał bardzo z powodu niemiecko-rosyjskiejgo gazociągu bałtyckiego. Oczywiście sprawa ta pokazuje wyraźnie obłudę Niemiec w polityte europejskiej, czyli bezwzględne realizowanie swoich interesów globalnych. Mimo ewentualnych korzyści dla Polski – w przypadku gdyby gazociąg prowadził lądem przez nasze terytorium – chyba lepiej jest nie wchodzić w układy niemiecko rosyjskie, jako że te dwa mocarstwa mogłyby w sytuacji konfliktu czy wykorzystując konflikt dać się nam we znaki. Przykład: nie będą płacić opłat tranzytowych, nam wtedy trzeba będzie zadziałać, co oni wezmą za pretekst do swoich działań, może nie od razu inwazji, ale ta nie byłaby chyba wykluczona, zwłaszcza ze strony Niemiec, skoro znajdziemy się we “wspólnym” superpaństwie brukselskim. Scenariusz ten może wydawać się przesadzony, ale chyba nie jest nierealistyczny.
5 mar 2008 @ 20:16
Do wypowiedzi 12. Dzisiaj interwencja zbrojna wydaje się nieprawdopodobna, ale czy na pewno? Jak w Austrii do rządu weszła Partia Wolności, to jaki był wrzask? Wtedy wrzask, a za 20 lat interwencja militarna.
9 mar 2008 @ 18:37
Do wyp. 11: Nie wydaję żadnego wyroku, tylko zadaję pytanie celem uściślenia, którego zresztą dokonałeś. Nie powodu przy okazji się gorączkować.