Według Przemysława Gosiewskiego w PiS-ie „nie było dyskusji o tym, kto jest ZA, a kto PRZECIW traktatowi, natomiast była dyskusja, w jakiej formie ratyfikować traktat i niektórzy posłowie byli za tym, aby to się odbyło w drodze referendum” (PAP 10 bm.). Natomiast Zbigniew Girzyński w „Naszym Dzienniku” (tego samego dnia) daje mocną deklarację: „Parlament powinien odrzucić traktat lizboński”. Jeśli więc przewodniczący Klubu PiS mówi prawdę – to deklaracja b. sekretarza Klubu PiS jest adresowana wyłącznie do czytelników „Naszego Dziennika”, a nie do własnej partii. Tam – według Gosiewskiego – żadnych wypowiedzi przeciw traktatowi nie było.

Jednak dyskusja w PiS dotyczy nie tylko formy ratyfikacji. Chodzi też o wybór pozycji; o to, jak poprzeć traktat „z pozycji prawicowych”. Przemysław Gosiewski proponuje opatrzyć ustawę ratyfikacyjną preambułą na temat moralności, suwerenności i świata wartości. Zapomina – albo udaje – o wartości prawa konstytucyjnego. Bo Konstytucja jasno rozstrzyga, że ratyfikacja umów międzynarodowych stanowi prerogatywę Prezydenta (art. 133-1-1), a rolą Sejmu jest jedynie wyrażenie na to zgody (art. 89-1). I że ratyfikowana umowa międzynarodowa ma pierwszeństwo przed ustawą (art. 91-2).

PiS może zablokować ratyfikację traktatu deformującego UE. Reszta to niepoważna maskarada, jeszcze bardziej dewaluująca poziom polityki w Polsce. Panowie, karnawał się skończył.