W trakcie naszej debaty ratyfikacyjnej nie miałem czasu odnotować jubileuszu bloga. Padł trzytysięczny głos w naszych e-rozmowach. Wpisał go wczoraj rano pan Piotr Beniuszys, na temat niejednorodności liberalizmu.

Istotnie, liberalizm nie jest zjawiskiem jednoznacznym. Choć w głównych nurtach wywodzi się z angielskiego Oświecenia i dziedziczy spadek Rewolucji francuskiej, u początków miał również związki z wcześniejszą tradycją europejską. Monteskiuszowski (zwany też arystokratycznym) liberalizm był w pewnym sensie reakcją na absolutystyczną destrukcję tradycyjnych swobód i praw, opartych na poświadczanej przez religię moralnej odpowiedzialności władzy, prawach kardynalnych i zasadzie rządów „król w swojej radzie, naród w swoich zgromadzeniach”. Sam absolutyzm zaś rozwijał się w miarę kryzysu kultury chrześcijańskiej: najpierw przez katolicką recepcję makiawelizmu (która spowodowała chorobę, której po dziś dzień podlega wielu konserwatystów), potem już wprost przez oświeceniową ideę postępu.

„Bezobjawowy” makiawelizm wyniósł ponad sprawiedliwość (i prawa kardynalne) „pokój społeczny” ustanawiany siłą władzy; Oświecenie postawiło za cel państwu nie zachowywanie sprawiedliwego ładu społecznego, ale „postęp”, radykalną zmianę społeczną, „przyszłą sprawiedliwość”. Jedno i drugie sprzyjało „kreatywności” władzy i zawieszeniu praw narodów i ludzi. I faktycznie torowało drogę Rewolucji.