W sejmowej debacie na temat zalet traktatu lizbońskiego szczególne wrażenie zrobił na mnie argument Platformy. Otóż jej politycy twierdzą, że dzięki reformie pojawi się wreszcie w UE demokratyczna kontrola, wykonywana przez Parlament Europejski. 

Istotnie, dotychczasowe starania kontrolne Parlamentu Strasbourgskiego były zdecydowanie niedoceniane. Tymczasem już przeszło trzy lata temu Parlament ten skontrolował projektowany skład Komisji Europejskiej i wykrył tam – przemycanego przez Republikę Włoską – profesora Buttiglione. Buttiglione został zdemaskowany i skutecznie wyeliminowany. Florentyńskie manewry włoskiego rządu na nic się nie zdały. Europa została ocalona. A teraz jest już zupełnie bezpieczna: kontrola się dopiero zaczyna. 

Jarosław Kaczyński oznajmił natomiast, że wynegocjowany przez niego traktat, literalnie rozumiany, robi z Polski województwo Unii Europejskiej. Ale i przed tym Polskę ocali. Przecież gdyby nie mógł ocalić, w ogóle by go nie podpisywał. Narzędziem ocalenia będzie kamień filozoficzny. A ściśle biorąc – alchemiczna preambuła przewodniczącego Gosiewskiego. Traktat dotknięty preambułą zamienia się w Wielki Narodowy Sukces. Preambuła cofnięta – PO robi z nas prowincję Imperium. I znów preambuła przystawiona – Polska rządzi w Unii. Sprawa genialnie prosta. Szkoda, że Przemek Gosiewski od razu na to nie wpadł. Można by się w ogóle nie przejmować tymi całymi negocjacjami.