Wróciłem w nocy z wyjazdu do Kielc i Radomia. W ciągu dnia sporo dziennikarzy dzwoniło z pytaniami o tekst Mikołaja Wójcika. W czasie wyjazdu (podczas kolejnych spotkań i w mediach) wyłączać trzeba co chwila telefon, więc nie bardzo nawet mogłem autoryzować wypowiedzi. W każdym razie wyjaśnię tu i teraz dwa najważniejsze aspekty sprawy. 

Mam wrażenie, że tekst „Dziennika” zupełnie niepotrzebnie przedstawia kluczowy problem narodowy, jakim jest traktat lizboński, jako element gry partyjnej. Zależy mi na tym, żeby PiS zablokował ten traktat, a nie na tym, by odróżniać się od PiS, który tego nie zrobi. Sprawa jest trudna, ale łatwe nie potrzebują zaangażowania. I tak udało się mocno wzruszyć dotychczasowe stanowisko PiS-u. Oczywiście trzeba nadal demaskować sztuczki alchemiczno-polityczne, żądając poważnej i uczciwej decyzji w sprawie traktatu. Jak mówiłem przy sprawie Konstytucji: po PiS-owsku jednoznacznej i  jednogłośnej. A dziś, i jutro, i pojutrze zrobimy wszystko, by PiS pamiętał o zobowiązaniach wobec wyborców, którzy naprawdę uwierzyli w program Europy Solidarnych Narodów. (Jego założenia przypomniałem ostatnio w „Naszym Dzienniku”). 

Sprawa druga: rola Radia Maryja. W sprawie traktatu okazała się wyjątkowa, bo jedynie Radio oraz TV Trwam i „Nasz Dziennik” potraktowały sprawę traktatu naprawdę poważnie. Dla innych mediów to ciągle element gier PO-PiS-owych, na równi z aferą remontu Krakowskiego Przedmieścia. Ale przecież zarzuty wobec traktatu znamy w Polsce od kilku lat, od kiedy Konwent Giscarda zakończył swoją działalność. Przecież to nie Radio Maryja rzucało się na stos w obronie Nicei i „pierwiastka”. Ale dzięki Radiu można to było przypomnieć.