Zbrodnie w Tybecie tylko uzmysłowiły ślepym, co ciągle oznacza komunizm; nawet konsumpcyjny, pop-kulturowy i zupełnie post-. Nie od wczoraj chińscy komuniści wygrażają wojną Tajwanowi, wolnemu, pokojowemu i świetnie rozwiniętemu państwu. Odmawiają prawa do istnienia Kościołowi Rzymskokatolickiemu. A narzędziem „polityki jednego dziecka” czynią gwałty aborcyjne, w których zabijane są dzieci nawet na parę dni przed czasem rozwiązania. Tak wygląda „polityka” w komunizmie.
Gdy kierowałem Izbą, podniosłem na poziom międzykomisyjny stosunki między Sejmem a Yuanem w Tajpej. Chroniłem też działalność grupy przyjaciół Tybetu. Jej delegację do Dharamsali planowaliśmy na lato’2007. Nie dlatego, jak twierdzić by mógł jakiś komunistyczny propagandysta, by szkodzić Chinom. Po prostu dlatego, że chińscy chrześcijanie, Chińczycy na Tajwanie, Tybet mają zwyczajne prawo do solidarności, a przynajmniej kontaktów ze światem.
Niektórzy zwolennicy Igrzysk w Chinach powołują się na nieskuteczność bojkotu Olimpiady w Moskwie. Taka opinia oparta jest na głębokiej ignorancji historycznej, bo bojkot ten był jednym z zasadniczych elementów antykomunistycznej strategii Reagana. I został podjęty przez solidarność z Polską. Dziś możemy i powinniśmy zrobić to samo. Ktoś powie, że przecież nie od dziś znany jest charakter rządu w Pekinie. To prawda, ale skoro nie byli tego świadomi decydenci MKOL, wybierając komunistyczne Chiny na organizatora Olimpiady, to dziś mają jeszcze jedną okazję, by tej świadomości nabrać.
Czy teraz sportowcy mają naprawiać błędy polityków, którzy przyznali organizację igrzysk Chinom? Poza tym politycy nawet gdy potępiają w słowach Chiny, to nigdy nie narażą na szwank interesów gospodarczych krajów lub sił które reprezentują. Chiny też zdają sobie doskonale z tego sprawę, więc w razie bojkotu igrzysk głównymi poszkodowanymi zostaliby sportowcy no i oczywiście kibice, którym odebranoby możliwość przeżycia wspaniałych chwil. Nie zdziwiłbym się, gdyby w takiej sytuacji sportowcy zbojkotowali ideę olimpijską w ogóle.
Jest jaszcze inna sprawa, ale o tym w oddzielnym komentarzu.
Od długiego czasu (może nawet od zawsze) obserwuję taką sytuację po stronie polskiej prawicy, że jest po mistrzowsku manipulowana. Obrazowo można to porównać do takiej oto sytuacji – chcemy przejść, ale na drodze stoją pieski – ponieważ jesteśmy ludźmi myślącymi nosimy ze sobą kość (stąd nazwa – kość niezgody) którą rzucamy pieskom. Pieski zajmują się kością dodatkowo gryząc się przy tym, a my przechodzimy bezpiecznie lub też wykonujemy inne czynności np. okradamy dom. Najlepiej, gdyby nic nie było zauważone, ale w razie gdyby przyjechała policja lub TV to winę za całe zamieszanie zrzucamy na pieski. Dobrze jest mieć nie jedną a kilka kości na wypadek, gdyby pieski stały się wybredne oraz przynajmniej jedną sprawdzoną, której na pewno się nie oprą. Raz sprawdzona metoda może być wielokrotnie stosowana, bo pieski przecież nie potrafią myśleć.
…….W chwili obecnej, gdy ważą się losy Polski jest rzucanych mnóstwo tematów zastępczych do których niestety zaliczyłbym również temat igrzysk. (inne to: tradycyjnie sprawa aborcji, sprawa posiadanie broni, spektakl wokół Traktatu zamiast dyskusji czy go przyjąć itd.)
@ janekk:
Życie toczy się równolegle na wielu płaszczyznach.
Jestem przekonany, że nie można mieć ugruntowanej pozycji w sprawie aborcji [większość europejskiej prawicy, szczególnie tej 'zachodniej', wydaje się jednak nie mieć tak ugruntowanej pozycji w tej kwestii, jak np. Prawica RP ('cywilizacja życia'), i dopuszcza w swoich krajach aborcję jako 'prawo do wolności' do x-tego tygodnia ciąży] i nie mieć ugruntowanej pozycji w sprawie ochrony życia obywateli przed ich własnym państwem [i tu znowu: 'zachodnia' prawica wydaje się być rozgrzeszona, bo tak jak dopuszcza w swoich krajach aborcję (czy eksperymenty na zarodkach ludzkich), tak też 'oszczędza' Chiny w kwestii zabijanych tybetańskich protestantów, bo interesy gospodarcze są ważniejsze, niż 100 czy nawet 1000 protestantów zabitych w Tybecie, Pekinie, czy innych miastach lub prowincjach Chin, że o nagminnym wykonywaniu kary śmierci w Chinach nie wspomnę. Konsekwencja godna pozazdroszczenia, aczkolwiek nie sam punkt widzenia (ja go nie popieram, żeby było jasne)].
Co do losów Polski. Kwestia Traktatu Lizbońskiego została przesądzona przez Kaczyńskich w czerwcu 2007 roku, na szczycie szefów państw UE w Brukseli, kiedy to walcząc o tzw. PIERWIASTEK, Kaczyńscy ‘wywalczyli’ Traktakt Reformujący UE zwany obecnie Traktatem Lizbońskim (od miejsca podpisania (parafowania) go przez szefów 27 państw członkowskich UE w Lizbonie 13 grudnia 2007).
Uważam, że w momencie zawarcia ‘kompromisu’ przez Kaczyńskich sprawa została przesądzona i szanse zawrócenia z tej drogi określibym ‘matematycznie’ na jakieś maksymalnie 2% (podobnie oceniłbym szanse na to, że Chiny zmienią swoją politykę w kwestii Tybetu, czy Tajwanu pod wpływem międzynarodowego nacisku).
Nie oznacza to jednak, że należy składać broń (podobne szanse na sukces miało zresztą choćby Powstanie Warszawskie). Należy podjąć walkę, choćby ze względu na HONOR i ZASADY, które się głosi. Honor i zasady jako element prowadzenia polityki są często wyśmiewane przez tzw. ‘realistów’ (czyli ludzi, którzy politykę traktują, tak twierdzą, ‘racjonalnie’ i ‘realistycznie’. Tacy ludzie/politycy, przepraszam za tę ‘wycieczkę w aluzji’, nigdy nie daliby wiary w upadek choćby ZSRR, bo było to przed upadkiem ZSRR nieralne i nieralistyczne.), a politycy działający w imię honoru i zasad uważani są za NAIWNIAKÓW. Takim ‘naiwniakiem’ w polskiej polityce jest Marek Jurek (i inni wówczas posłowie PiS), bo zdecydował się (zdecydowali się) wystąpić z PiS w imię zasad i honoru, kiedy nie został zrealizowany przez PiS postulat ujęcia ochrony życia poczętego w ramach Konstytucji RP (a dziś SLD stara się zbić kapitał polityczny na podważaniu tzw. ‘kompromisu aborcyjnego’, i to zaledwie w rok po próbie podjętej przez Marka Jurka wpisania go do Konstytucji).
Dziś Marek Jurek ‘występuje przeciwko’ Traktatowi Lizbońskiemu, co dosłownie oznacza w języku dzisiejszych ‘realistów’ spod znaku PO, PiS i SLD, że chce on ni mniej, ni więcej jak dyskusji i referendum w sprawie tego traktatu. Dziś wystarczy postulować dyskusję (choć uważam osobiście, iż ona niewiele da, bo jest już późno, zbyt późno, żeby coś zmienić. Taka dyskusja jednak powinna zwrócić uwagę na konsekwencje, jakie niesie ze sobą nowy traktat europejski, bo może mieć to fundamentalne znaczenie w przyszłości. Należy po prostu mówić o zagrożeniach wynikających z Traktatu Lizbońskiego, bo NIKT, podkreślam NIKT, takiej dyskusji nie prowadził. Kaczyńscy zaczęli taką dyskusję prowadzić, gdy zaczęli proponować tzw. ‘pierwiastek’, ale ich KAPITULACJA w czerwcu 2007 w Brukseli tę dyskusję niemalże CAŁKOWICIE zamknęła), wystarczy postulować dyskusję nad Traktatem Lizbońskim, aby zostać sklasyfikowanym jako OSZOŁOM, EUROSCEPTYK, OSOBA SZKODZĄCA WIZERUNKOWI POLSKI w EUROPIE, itp.
Gdyby Mark Jurek był tzw. ‘realistą’, to powinien ten traktat poprzeć i powinien był zrobić to już wtedy, kiedy zrobił to Ludwik Dorn, czy Paweł Zalewski. Jednak Pan Marek Jurek wybrał inną drogę. I dlatego w tej chwili powinnien szukać takich argumentów do dyskusji nad Traktatem Lizbońskim, które nie będą powodować niejako ‘automatycznie’, iż zostanie on, z łatwością jaką choćby prezentują dziennikarze TVN (np. Pan Jacek Pałasiński), zaliczony właśnie do grona polityków OSZOŁOMÓW, EUROSCEPTYKÓW, OSÓB SZKODZĄCYCH WIZERUNKOWI POLSKI w EUROPIE (Pan Marszałek był już w tej roli jako działacz ZChN i raczej zdaje on sobie sprawę, co oznacza bycie ‘marginesem’ politycznym).
Reasumując:
Warto walczyć o dyskusję nad Traktatem Lizbońskim, bo jest to traktat, który OSŁABIA pozycję POLSKI w UE, i osłabia też pozycję małych i średnich państw w UE. Warto o tym mówić, choćby w imię jedynie HONORU i ZASAD.
Nikt chyba nie wierzy przy tym w to, iż Tybetańczycy ‘dali się zabić’ wywołując w Tybecie demonstracje, a zrobili to jedynie po to, żeby dostarczyć UE ‘temat zastępczy’?
To że MEDIA, ale nie tylko media, bo również śWIATOWA OPINIA PUBLICZNA (tudzież choćby EUROPEJSKA OPINIA PUBLICZNA) interesuje/interesują się jednymi tematami bardziej, a innymi mniej, należy do GRY POLITYCZNEJ. I wszelkim obserwatorom i komentatorom politycznym chciałbym przy tej okazji zwrócić uwagę fakt, iż trzeba w tej ‘GRZE’ (także ‘grze’ o Polskę, czy jej pozycję w UE) wypracować takie instrumenty, które pozwolą na osiąganie wpływu na to, o czym i w jaki sposób się mówi. W tej chwili Pan Marszałek, a przede wszystkim tematy, które porusza, jest (moim zdaniem) w dość niekorzystnej pozycji. Nie jest to BEZNADZIEJNA POZYCJA. Żeby jednak zaistnieć w dyskusji publicznej należy poruszać nie tylko tematy ‘najbliższe własnemu sercu i duszy’, ale równiez tematy ‘najbliższe sercu i duszy’ szeroko rozumianej OPINII PUBLICZNEJ. Dziś jednym z takich tematów są PRAWA CZŁOWIEKA w Chinach przy okazji Igrzysk Olimpijskich. Jest to temat tym ‘bliższy’ Panu Marszałowi, bo MORDOWANIE własnych obywateli przez JAKIKOLWIEK APARAT PRZYMUSU jakiegokolwiek PAŃSTWA na ŚWIECIE jest sprzeczny z ideą ‘CYWILIZACJI ŻYCIA’.
Wolałbym, aby to Pan Marszałek (którego bardzo szanuję)ustosunkował się do mojego postu, a nie ktoś, kto w swoim zarozumialstwie uważa, że dobrze wie, co Panu Marszałkowi w duszy gra. Nie obrażam się z tego powodu, kładąc to na karb młodości i niewyrobienia w prowadzeniu merytorycznej dyskusji. Cytat “Nikt chyba nie wierzy przy tym w to, iż Tybetańczycy ‘dali się zabić’ wywołując w Tybecie demonstracje, a zrobili to jedynie po to, żeby dostarczyć UE ‘temat zastępczy’?”…..wskazuje na to, że przekonywałem kogoś do sugerowanej hipotyzy.
Tybetańczycy walczą o swoją wolność, do czego mają prawo (zarówno do wolności jaki i do walki o nią). Mają również prawo, skoro już o tym mówimy, do wykorzystania czasu igrzysk do tego celu i nie można im mieć tego za złe.
Mój artykuł odnosił się do sytuacji ogólnej polskiej prawicy i to na przestrzeni wielu lat, ponieważ na politykę trzeba patrzyć z szerszej perspektywy. Nie obniżając w żaden sposób rangi takich wydarzeń jakie mają miejsce w Tybecie, należy je jednak widzieć we właściwych proporcjach w stosunku do naszaj polityki wewnętrznej, gdyż w skrajnych przypadkach mogłoby dojść do takiego absurdu, że dla obywateli polskich ważniejsza byłaby sprawa Tybetu niż los własnego kraju, który na własne życzenie może kiedyś znależć się w takiej sytuacji jak obecnie Tybet, co zresztą również przerabialiśmy.
Sprawy Traktatu nie uważam za przegranej, gdyż sposób jego ratyfikacji jest niezgodny z Konstytucją, a więc może zostać zakwestionowany. Również, nawet gdyby Polska go ratyfikowała, to jeszcze muszą go ratyfikować to pozostałe państwa, aby powstała Unia w nowym kształcie. Dlatego tak ważne jest, aby jak najdłużej przeciągać proces ratyfikacji, gdyż chcą nas wystawić na wabia dla innych wspólnotowych jeleni.
Mój przedmówca nie potrafi być również konsekwentny w swojm rozumowaniu, gdyż z jednej strony twierdzi, że Traktatem nie należy się przejmować, bo to sprawa przegrana, a z drugiej strony podobnie za przegraną uważa sprawię Tybetu, jednak uznaje, że nią się trzeba zajmować. Oczywiście, że o wiele bezpieczniej jest się zajmować sprawą Tybetu, bo co może ta sprawa obchodzić “polskojęzyczne” media. I nie potrzeba tu wcale używać argumentu, że jest to tamat zastępczy, bo rzeczywiście obiektywnie na takie miano nie zasługuje.
Generalnie uważam, i starałem się to przekazać w swojej wypowiedzi (dość najwyraźniej nieudolnie), że walczyć należy również o SPRAWY z góry uważane za PRZEGRANE, bo są sytuacje, w których wymaga tego RACJA STANU, HONOR, ZASADY, którymi się kierujemy lub ZWYKŁA UCZCIWOŚĆ (a nie tylko zimna kalkulacja i wyrachowanie polityczne).
Dlatego też uważam, że w przeszłości należało (chodzi mi o ‘pierwiastek’) i obecnie należy walczyć o utrzymanie status quo i jego EWOLUCJĘ w UE, a nie REWOLUCJĘ w postaci Traktatu Lizbońskiego.
Sytuację staram się ocenić ‘na zimno’ (tzn. realistycznie:))) i według tej subiektywnej oceny zarówno nieratyfikowanie TL, jak i zaprzestanie represji w Tybecie jest mało prawdopodobne. Niemniej jednak, szanse Tybetu na sukces w walce z KOMUNISTAMI CHIŃSKIMI oceniam na troszkę wyższe (raczej 3% ‘matematycznie’ a nie 2% jak chciałem uprzednio – tak czy inaczej to jest to w sumie o całe 50% więcej), niż ma to miejsce w przypadku TL, bo po prostu ‘za Tybetem stoi murem’ szeroko rozumiana światowa OPINIA PUBLICZNA. A jej nacisk, a także nacisk mediów jest przeogromny i nawet chińskie groźby skierowane w tę stronę NIE MAJĄ ZNACZENIA, a przynoszą wręcz odwrotny skutek.
W tym świetle sprawa ratyfikacji TL w Polsce jest po prostu w głębokim cieniu. Interesuje ona tylko EU-Establishment, natomiast polska OPINIA PUBLICZNA została już niemalże ukształtowana i będzie ją bardzo, ale to bardzo trudno zmienić.
Ponadto życzę i mam taką nadzieję, że Pan Marek Jurek ustosunkuje się prędzej czy później bezpośrednio do Pana/Twoich wypowiedzi. Ja pozwoliłem sobie odnieść się do jednej z nich. Jeśli kiedyś jednak przesadzę w swojej aktywności komentowania komentarzy blogowych, to przyznam, iż liczę jedynie na pomoc administratora bloga Pana Marka Jurka w formie zablokowania mi możliwości czynienia tego.
Nie wiem dodam, co Panu Marszałkowi w duszy gra, ale sądząc po publicznych wypowiedziach Pana Marszałka na blogu, to jestem przekonany, iż budowanie ‘cywilizacji życia’ należy do jednego z ważniejszych celów polityczno-społecznych Pana Marszałka.
A polska prawica wydaje mi się, niestety, bardzo ‘polska’…tzn. taka, jakby poza Polską świat nie istniał, jakby Polska znajdowała się na Księżycu, albo choćby w Nowej Zelandii. Stąd też takie kręcenie się w sosie własnym, a trąci to po prostu zmierzchłymi czasami. Dlatego w swoich wcześniejszych wypowiedziach na tym blogu namawiałem do poruszania choćby przez Prawicę RP tematów, które zaliczyć można do ‘nowoczesnych’, jak np. kwestie ochrony środowiska (bo szeroko rozumiana ‘cywilizacja życia’ może i powinna zawierać taki element, który jest również i w chwili obecnej, a i od długich lat, w centrum żywego zainteresowania opinii publicznej). Nie wydaje mi się, żebym odniósł sukces, ale nie przeszkadza mi o ten sukces na swój sposób tutaj ‘walczyć’, chociaż odnoszę wrażenie, że moje szanse przekonania polskiej prawicy, tudzież choćby Prawicy RP, do podejmowania tego typu tematów są ‘matematycznie’ na poziomie m/w 2%
))
fidelu… nie obraź się, że piszę z małej litery, ale chcę uniknąć wrażenia, że zwracam się do innej osoby o inicjałach F.C.
Jeżeli to twoje imię, a nie nick to oczywiście przepraszam. Przeczytałem Twój dość ciekawy wpis i mam do niego kilka uwag.
Widzę,że masz duże zaufanie do administratora blogu, ale przecież ja nigdy nie odmawiałem Ci prawa do swobodnej wypowiedzi, więc nie rozumiem skąd ta uwaga.
Jeśli chodzi o Twoje zapatrywania na to, co powinno być głównym przedmiotem zainteresowania elity politecznej, to uważam, że jednak polityka wewnętrzna. W normalnych krajach (w dużym stopniu również i u nas) działalnością w takich dziedzinach jak ochrona środowiska, prawa człowieka, ochrona życia poczętego i innych zajmują się organizacje pozarządowe, a rządy (lub poszczególni politycy) je tylko wspierają (lub nie, a czasem nawet zwalczają). Takie postępowanie wynika z przesłanek logicznych, gdyż politycy działają nie w imieniu “opini publicznej” lecz w imieniu swoich wyborców i jeżeli o tym zapomną, to szybko “wypadną z gry”.
Ty, jak widzę jesteś osobą o szerokich zainteresowaniach, więc nic nie stoi na przeszkodzie, abyś się zapisał do jednej z takich organizacji, a nawet założył własną np. “Organizację na rzecz wyzwolenia Tybytu”. I mówię to zupełnie poważnie.
Co do polskiej prawicy to, moim zdaniem, głównym jej problemem jest podatność na manipulację. Wielu z jej przedstawicieli to ludzie b. szlachetni, jadnak przegrywają w zderzeniu ze starymi, postkomunistycznymi wyjadaczami, dodatkowo wspartymi przez ich kumpli z komunistycznych służb znających techniki operacyjne manipulacji ludźmi. (w jednym z wcześniejszych wpisów próbowałem to w sposób obrazowy opisać). Mógłbym tu jeszcze co coś napisać, ale raczej w bezpośredniej korespondencji do Pana Marszałka, jeżeli zainteresowałby się moimi skromnymi uwagami.
pozdrawiam wszystkich czytających ten blog
‘fidel’ jak najbardziej małą literą!
Co do polityków to uważam, że politycy powinni również wychowywać swoich wyborców (ot taka pozytywistyczna misja). Wychowywać nie przez jakieś tam puste mentorstwo (pamiętamy Jarosława Kaczyńskiego jak zarządził w sprawie Rospudy lokalne referendum, a wyborcy pokazali mu, za przeproszeniem, gest Kozakiewicza???), ale poprzez tworzenie kompleksowych rozwiązań:
np. ‘cywilizacja życia’ -> ochrona środowiska -> rozwój nowoczesnych technologii -> nowe miejsca pracy -> nowe kierunki studiów -> niezależność energetyczna -> dynamiczny rozwój -> zadowoleni wyborcy i ich dzieci??? Tego nawet PO nie wymyśli! Jest to zbyt trudne na ich recepty zwiększania eksportu wieprzowiny do Rosji.
Problemem prawicy jest konsekwencja (i tu Pan Marszałek ma u wszystkich ‘plusa’, bo jest konsekwentny), wiarygodność (najlepszym przykładem jest chyba J.K.: do dziś nikt z jego zwolenników i przeciwników nie rozumie, o co mu chodzi z tym Traktatem Lizbońskim), no i, rzeczywiście, byłe służby KOMUSZEJ BEZPIEKI. Macierewiczowi i Wassermanowi udało się tej hydrze uciąć łeb, a ten odrasta, jak widać po dzisiejszej publikacji w Gazecie Wyborczej (‘Nasze nowe tajne służby ujawniły się w internecie’)…ciekawe, kto GW takie informacje dostarczył, bo z pewnością nie Macierewicz.
Tybetańskie lustro…
[...]Obserwuje ta wrzawe z uwaga, ale tez z daleko posunieta rezerwa, wynikajaca ze swiadomosci prostego faktu: historie pisza zwyciezcy… Niestety Tybetanczycy maja pecha[...]…