Wyjazd przeszkodził mi w regularnych wpisach. W Rzeszowie uczestniczyłem w bardzo udanych obchodach Narodowego Dnia Życia. Nie myślałem cztery lata temu, że zaproponowane przez nas obchody mogą przybrać kiedyś takie rozmiary. Tego samego dnia w Rzeszowie i wczoraj w Kielcach miałem też duże spotkania publiczne na temat traktatu. Sprzeciw wobec jego przyjęcia to już autentyczny ruch społeczny. I nie można go hamować, mimo zgody na ratyfikację w Parlamencie. 

Bo jest jeszcze szansa. Jeżeli Prezydent chciał ustawy ratyfikacyjnej przed szczytem NATO w Bukareszcie – to teraz nie powinien spieszyć się z samą ratyfikacją. Przynajmniej do połowy czerwca, do referendum w Irlandii. Jeżeli tam traktat zostanie odrzucony – Polska zyska możliwość ponownego podnoszenia swoich postulatów w procesie dalszych negocjacji.  

Oczywiście to tylko szansa. Irlandia będzie obiektem zmasowanej presji, by „nie przeszkadzała”. Wynik jednak jest otwarty, bo główny motyw irlandzkiego sprzeciwu przy poprzedniej ratyfikacji – zastrzeżenia do wspólnej polityki zagraniczno-obronnej – teraz będzie o wiele bardziej aktualny. Nie mniej aktualne będą też chrześcijańskie zastrzeżenia do traktatu. Nawet jednak koniunktura otwarta odrzuceniem traktatu w Irlandii wymagałaby od naszych polityków odwagi ponownego podniesienia polskich postulatów: obrony pozycji Polski, potwierdzenia szacunku Unii dla życia chrześcijańskiego w Europie, dowodów wzrostu solidarności (w energetyce, rolnictwie i polityce rozszerzenia), uzasadniających wyposażenie Unii w nowe kompetencje. Tylko szansa – ale rezygnować z niej nie wolno.