Muszę wytłumaczyć długie milczenie; szczególnie w ostatnich dniach. Spędziłem je na Katolickim Kongresie Życia Publicznego w Bilbao i nie udało mi się stamtąd wysyłać wpisów, więc mogę Kongres zrelacjonować dopiero teraz. Kongresowi towarzyszyło powołanie Platformy Rodzina i Wolność, organizującej opór rodzin wobec wprowadzonej przez rząd Zapatero propagandy homoseksualnej do szkół. Perwersja pomysłu Zapatero polega i na tym, że zajęcia te mają być realizowane nie w ramach edukacji seksualnej, biologii czy nawet wychowania w rodzinie, ale w ramach wychowania obywatelskiego. „Pluralizm seksualny” ma zająć miejsce życia publicznego, albo – na przykład – przywiązania do przeszłości narodowej i jej tradycji. 

W Hiszpanii byłem pierwszy raz; znam południe Francji, Portugalię, Meksyk – w Hiszpanii do tej pory nie byłem. Zaskoczyła mnie naturalność i żywotność hiszpańskiego katolicyzmu. To nie żadne zideologizowane nacional catolicismo, ale życie chrześcijańskie, w którym wierność Bogu i patriotyzm łączą chrześcijan z Papieżem, biskupami i nawzajem między sobą, w jedności różnych społecznych tradycji katolickiej Hiszpanii i różnych nurtów jej życia dzisiejszego. Na Kongresie najbardziej obecne były Opus Dei i neokatechumenat. 

A Zapatero? Patrząc z bliska widać jasno, że jego działalność to ta sama rewolucja, co wcześniej Azañi i Lárgo Caballero. Tyle, że dziś skrajna lewica może korzystać z większego przyzwolenia społecznego. Ale obrońcy Christianitatis mają po swej stronie również męczenników z czasów tamtej rewolucji, sprzed siedemdziesięciu lat.