maj 2008
Miesiąc
Przemyski Zjazd Solidarności
W Zjeździe uczestniczyłem na zaproszenie władz Regionu. Mówiłem o sukcesie obniżenia PIT dla rodzin, o niewielkim wydłużeniu urlopów macierzyńskich w poprzedniej kadencji, które domaga się dalszych działań, o lepszej ochronie pracy kobiet wracających z urlopów macierzyńskich, a także o niepowodzeniu zapewnienia prawa do święta we wszystkie niedziele. Podziękowałem Solidarności za tę ostatnią inicjatywę, bez której nie uzyskalibyśmy nawet tych kilkunastu dni w pełni gwarantujących prawo do święta i odpoczynku.
Zachęcałem też Solidarność do twórczego myślenia o swej roli w przyszłości: na polu praw rodziny, współpracy z zagranicznymi związkami w ochronie praw Polaków pracujących w krajach Unii, wreszcie przy kontroli prywatyzacyjnych pomysłów rządu PO. Wątków stricte wyborczych unikałem świadomie, uzależniając ich podjęcie od życzeń gospodarzy.
Niestety, goszczący również na Zjeździe poseł Andrzej Ćwierz z PiS nie zachował takiego umiaru. Przemawiając w imieniu Stanisława Zająca namiętnie zaatakował moją kandydaturę do Senatu w imię „jedności prawicy”. I ta „agresywna jedność” stanowiła właściwie główny wątek merytoryczny jego wystąpienia.
Poproszony na zakończenie Zjazdu o zabranie głosu, odpowiedziałem Andrzejowi (którego początkom działalności w PiS patronowałem), że jedność powinniśmy zachować przede wszystkim w realizacji bezdyskusyjnych zobowiązań społecznych: na przykład prawa do wolności świąt czy prawa rodzin do niższych podatków bezpośrednich. W tych sprawach nie powinno być żadnej samowoli partyjnych central. Ich realizacja nie może podlegać zawieszeniu ze względu na partyjne strategie. Tymczasem posłowie PiS (w tym Andrzej Ćwierz i Stanisław Zając) głosowali przeciw wyłączeniu handlu we wszystkie niedziele, przeciw wielkiej uldze PIT na dzieci czy przeciw domaganiu się szacunku dla życia chrześcijańskiego w traktacie europejskim. Problem nie polega zresztą na sprawach już przegłosowanych. Rzecz w tym, że w ich dyskursie politycznym siła partii, która dała im mandaty, jest sprawą najważniejszą. Niestety, ważniejszą w praktyce od praw rodziny czy zasad cywilizacji chrześcijańskiej.
Christianitas
27 maja 2008
Zasady zobowiązują
Rada Rodziny Episkopatu Polski określiła kilka dni temu praktyczne postulaty pracy na rzecz cywilizacji życia i praw rodziny: (1) zagwarantowanie w Konstytucji prawa do życia, (2) odrzucenie metody in vitro, (3) moratorium ONZ chroniące życie nienarodzonych, (4) upowszechnienie idei adopcji, (5) solidarność ekonomiczna wobec rodzin wychowujących większą liczbę dzieci.
Wczoraj w Rzeszowie wydałem deklarację pełnej i czynnej solidarności z tymi postulatami. Czynnej – nie chodzi bowiem o to, by tylko poglądy katolickie deklarować, ale by je realizować. Dlatego stwierdziłem też w deklaracji, że te pięć postulatów powinny podjąć wszystkie siły polityczne, odpowiedzialnie traktujące politykę: myślące o przyszłości Polski i Europy, rozumiejące czym jest sprawiedliwość i natura ludzka. Nie chodzi tu bowiem o żadne „postulaty światopoglądowe”, ale o oczywiste wymogi dobra wspólnego.
I idąc za tym zaapelowałem do kandydatów PO i PiS w nadchodzących wyborach uzupełniających o przedstawienie jasnego stanowiska ich partii wobec zadań społecznych wskazanych przez Radę Rodziny. Nie prywatnych poglądów – ale zobowiązań ich partii. Jeżeli nie będą potrafili pokazać tego dziś, przed wyborami – tym bardziej nie uzyskają nic, jeśli zajmą miejsca w Senacie. Trzeba więc wyjaśnić czy mają naprawdę zaplecze, czy tylko – balast partyjny.
Marsz Życia w realu i w wirtualu
Dzisiejszy Marsz Życia i Rodziny wywołał niezłe zamieszanie w mediach. TVN zaniżył liczbę uczestników ponad dwukrotnie w stosunku do danych policyjnych. Natomiast główny serwis „prawicowej” Telewizji Urbańskiego w ogóle Marsz zignorował. Dla „Wiadomości” najpoważniejszą informacją były wzajemne oskarżenia między b. premierem Marcinkiewiczem i prezydentem Kaczyńskim. W ten sposób TVP – korzystając ze światłych rad posła Gadzinowskiego – realizuje swoją misję publiczną.
Dziennikarze podczas Marszu pytali m.in. o sprawę moratorium ONZ chroniącego życie nienarodzonych. Przypomniałem, że już w lutym zwróciłem się w tej sprawie z apelem do Prezydenta, premiera i marszałków obu Izb – i do tej pory nie dostałem odpowiedzi od Prezydenta i marszałka Senatu. Premier i marszałek Sejmu faktycznie odmówili zajęcia się sprawą.
„Fakty” TVN przedstawiły więc pośrednią odpowiedź prezydenta Kaczyńskiego, wyrażoną ustami ministra Kamińskiego: Prezydent uważa obecny stan ustawowy za zadowalający. I tak w kółko – my o prawie konstytucyjnym i opinii międzynarodowej, oni o przepisach ustawowych i swoim samozadowoleniu. Niestety, w sprawie cywilizacji życia obóz PiS zachowuje się, jakby uważał, że skoro mamy zadowalający Kodeks Drogowy, niepotrzebna jest ani nadmierna kontrola, ani ostrzeżenia w miejscach szczególnie częstych wypadków, ani jakiekolwiek zainteresowanie bezpieczeństwem ludzi na drogach. Całe szczęście, że to tylko abstrakcyjna analogia. Bo łatwo sobie wyobrazić, co działoby się na drogach, gdyby bezpieczeństwa ludzi miały tam bronić papierowe normy i deklamacje zadowolonych z siebie polityków, zajętych walką o władzę.
Konieczność ustawy antyubeckiej
Afera Stachowicza każe zapytać: ilu ich jeszcze jest? Członków SB działających w strukturach wolnej Polski? Ludwik Dorn pod koniec swego urzędowania w MSW powiedział, że czas zacząć ich stamtąd usuwać; a fragmentaryczne dane, które do mnie docierały, świadczą, że nie jest to kwestia sporadycznych przypadków.
Mówiłem o tym wczoraj, podczas kampanii w Bieszczadach – w Ustrzykach Dolnych i Czarnej. Przypomniałem pierwotne założenia ustawy antyubeckiej, które ogłosiłem w styczniu ubiegłego roku: (1) uznanie SB za antypolską organizację działającą przeciwko niepodległości Polski oraz prawom obywatelskim, (2) ujawnienie pełnych zasobów kadrowych SB ze zaktualizowanymi nazwiskami (czego praktycznym celem jest ochrona życia społecznego przed politycznymi czy gospodarczymi wpływami byłych funkcjonariuszy SB), (3) natychmiastowe odebranie im przywilejów emerytalnych, (4) nałożenie na funkcjonariuszy SB – pod odpowiedzialnością karną – obowiązku pełnego zeznania w prokuraturze Instytutu Pamięci Narodowej o wiedzy na temat działalności SB.
Najlepiej, gdyby swego autorytetu dla ponadpartyjnej promocji ustawy antyubeckiej użył Prezydent. Jeżeli jednak nadal będzie trwało milczenie w tych sprawach bądź jeżeli „dezubekizacja” pominie któreś z wymienionych założeń – zgłoszę w Senacie całość, bądź konieczne elementy, tej ustawy. Nie można czekać na następnego Stachowicza.
Dokąd nas prowadzą?
Cztery miesiące temu pisałem o brytyjskich eksperymentach nad stworzeniem hybrydy zwierzo-ludzkiej. A teraz w Westminsterze radzą nad formalnym zalegalizowaniem tego rodzaju makabrycznych praktyk. Radzą, bo nikt w Europie nie powie, że mamy tu do czynienia nie z abstrakcyjnymi dywagacjami na temat „granic nauki”, ale z oczywistym naruszeniem praw człowieka, uniwersalnych praw ludzi wynikających z ich natury.
Trzeba reagować na tę „tragiczną negację praw człowieka”, którą piętnował Jan Paweł II (por. Evangelium Vitae 19). Trzeba reagować, by walczyć o prawa ludzi, gdyż dziś „deklaracje praw osób i narodów, głoszone na forum konferencji międzynarodowych, są jedynie jałową retoryką” (EV 18) . Jeżeli nasza dyplomacja nie jest do tego przygotowana – trzeba zastanowić się nad jej kształtem i zmianami, które są konieczne. Dla porządku – mówię o zmianach pragmatycznych, by we właściwych miejscach nie brakowało właściwych ludzi i by byli odpowiednio umocowani.
A dlaczego dziś Polska nie reaguje, mimo że kolejne władze zgadzają się na ocenianie naszego kraju przez instytucje, które uzurpują sobie prawo orzekania o prawach człowieka? Z różnych powodów. Niektórzy potrafią tylko krzyczeć o Judaszach, zamiast sensownie pracować dla dobra wspólnego. Innym po prostu brak odwagi – bo musieliby domagać się reakcji od swoich przywódców albo krytykować ich cynizm i bierność. Milczą, bo chcą być skuteczni. I są. Oczywiście nie oni, ale liderzy, których się boją i którzy zawziętą odmową obrony cywilizacji chrześcijańskiej i po prostu ludzkiej – skutecznie zniechęcają polityków do kierowania się przekonaniami, a nawet myślenia. I wreszcie jest trzecia przyczyna: brak dostatecznego wsparcia opinii publicznej dla tych, którzy mają odwagę i kompetencje.
Dziś wszyscy ubolewamy nad odrzuceniem odniesień do chrześcijaństwa w nowym traktacie UE. Wszyscy się cieszymy, gdy Benedykt XVI mówi o szczególnej roli Polski w Europie. Ale gdy w czerwcu ubiegłego roku rozpoczynała się finałowa tura negocjacji traktatowych, Sejm dużą większością głosów odmówił wyrażenia „[oczekiwania], że w nowym Traktacie Unii Europejskiej znajdzie się zapis potwierdzający wagę chrześcijaństwa dla jedności i tożsamości Europy.” Przeciw tej propozycji głosował cały PiS (z wyjątkiem Arkadiusza Czartoryskiego), co nie zmniejszyło bezwarunkowego poparcia dla tej partii ze strony wielkiej części opinii prawicowej. Sprawę uznano za równie ważną, co śmieć za kanapą. Ale dopóki taka beztroska się utrzyma, dopóty nasze władze będą milczeć o postępach kontrkultury śmierci w Europie, biernie godząc się na coraz większą presję na nasz kraj. Bo demokracja to nie tylko prawo do recenzowania polityków, ale odpowiedzialność za ich działalność, którą – dzięki władzy wyborczej – ponosimy wszyscy.
Bez kategorii
19 maja 2008
Kolejna ofiara przyjaźni inaczej
I znów podobny koszmar. Tym razem maltretowane dziecko – w Kamiennej Górze – zostało zamęczone na śmierć. Przez tzw. przyjaciela matki. Nie lekceważę zjawisk przemocy w rodzinie, ale tu mamy do czynienia ze zbrodnią, wobec istoty bezbronnej, pozornie ujawnioną – lecz w istocie przemilczaną. Bo choć wypadek po wypadku widzimy przemoc wobec dzieci w tzw. wolnych związkach, milczy się cały czas o takiej kategorii gwałtu.
Rodziny debatę o przemocy rodzinnej przyjmują z całkowitą pokorą. Choć nie dotyczy to nas samych – uwrażliwianie opinii publicznej na cierpienia dziecka jest ważniejsze od naszego dobrego samopoczucia. W ogóle w świecie tak zranionym złem nie należy mieć zbyt dobrego samopoczucia.
Jednak gdy lata temu zwróciłem uwagę, że zdecydowana większość przypadków przemocy wobec dzieci nie dotyczy rodzin, ale związków nieformalnych – przekonałem się, że zwolennicy „wolnych” związków nie są tak tolerancyjni jak rodziny. W Inforadio, które zacytowało moją wypowiedź – wybuchła autentyczna teleburza. Okazało się, że dla zwolenników związków konkubinackich debata o przemocy w tego rodzaju związkach jest w ogóle niedopuszczalna. Jeszcze niedawno echo tych nastrojów dało się słyszeć po wypowiedzi Jarosława Gowina na temat in vitro; wypowiedzi mało sensownej w odniesieniu do in vitro.
Nie zamierzam nikogo oceniać. Przeciwnie, sam znam przynajmniej jeden przypadek bardzo dobrych rodziców, którzy pobrali się mając już wspólnie dwoje dzieci. Różnie biegną ludzkie losy, a Duch wieje kędy chce. Ale prawo do rodziców jest właśnie naturalnym prawem dziecka – ma ono prawo, by rodzice traktowali jako trwały swój związek ze sobą i z dziećmi. To prawda moralna. A prawda socjologiczna jest taka, że dzieci są wielokrotnie bezpieczniejsze w rodzinach. I propaganda wolnych związków uderza przede wszystkim w ich prawa.
Podkarpacie and Kultura
16 maja 2008
Na ziemi Świętego Andrzeja
Tak się złożyło, że w dniu narodowego święta – uroczystości Świętego Andrzeja Boboli – drogi kampanii zaniosły mnie na jego rodzinną Ziemię Sanocką. W Sanoku odwiedziłem miejscowe Muzeum i siedzibę „Solidarności”. Rozmawialiśmy m.in. o działalności sanockiej podstrefy Euro-Parku Mielec. Na spotkaniu z dziennikarzami w Muzeum mówiłem o potrzebie promocji podkarpackich instytucji kultury, przypominając wsparcie, którego udzielałem Muzeum Krośnieńskiemu. Muzeum Sanockie zabiega o rozbudowę i o lepsze finansowanie, gdyż status placówki powiatowej skazuje je na sytuację zupełnie nieodpowiadającą jego randze kulturalnej, przede wszystkim ze względu na świetne zbiory ikon.
Korzystając z okazji obejrzałem ponownie Galerię Beksińskiego. Czym są wszystkie ludzkie zmartwienia przy rozpaczy, która przebija z tego malarstwa? Patrząc na te obrazy raz jeszcze pomyślałem o Andrzeju Boboli i nadziei poświadczonej przez jego męczeństwo. Ale jak ją ludziom przekazać?
Wszystkim dziękuję za słowa wyborczej zachęty. Zdjęcia będą na e-stronie kampanii, którą niedługo otwieram. OZON-owi wyjaśniam, że zmniejszanie podatków dla rodzin, choć wpływa na rodzicielstwo, przede wszystkim jest aktem zwykłej sprawiedliwości wobec rodzin wychowujących już dzieci i uznania, że ma to społeczne (a nie tylko prywatne) znaczenie.
Kampania w Jasielskiem
Na spotkanie w Jaśle, współorganizowane przez grono działaczy niepełnosprawnych, przyszła młodzież, radni, dziennikarze. Mówiłem o solidarności, której sprawdzianem jest stosunek do najsłabszych. Zapowiedziałem, że dalsze zmniejszenia podatków dla rodzin muszą zagwarantować rodzicom podwójną ulgę na dzieci niepełnosprawne, bez limitu wieku, jeżeli będą wymagały stałej opieki. A także za konsekwentnym egzekwowaniem standartów integracji w komunikacji i w instytucjach użyteczności publicznej.
Rozmawialiśmy też o traktacie lizbońskim. Pochwaliłem oczywiście posłów, którzy nie poparli go w Sejmie, ale zwróciłem uwagę, że nic nie zrobili ani latem i jesienią ubiegłego roku by traktat ten nie został zawarty, ani żeby teraz zapobiec pospiesznemu przyjęciu ustawy ratyfikacyjnej. I nigdy nie krytykowali zawarcia tego traktatu. Obchodziło ich tylko by nie byli z nim za bardzo kojarzeni. Tymczasem polityka to ciągły proces, głosowania go tylko konkludują. Dlatego już dziś zapowiedziałem zdecydowaną obronę waluty narodowej, zarówno ze względu na poziom życia naszych rodzin, jak – przede wszystkim – jako instrumentu konkurencyjności naszych przedsiębiorstw.
Zwolennikom kandydującego z PiS Stanisława Zająca – przedstawiającym mnie jako kandydata z zewnątrz – musiałem przypomnieć, że nic takiego nie mówili, gdy prowadziłem w Krośnieńskiem kampanię Staszka bądź gdy w Jaśle udzielałem wsparcia obecnej burmistrz Marii Kurowskiej. Choć, zaznaczyłem, żadnej odpowiedzialności nie ponoszę za koalicje, które już po swym wyborze zawarła.
Naloty dywanowe na Podkarpacie
Na dzisiejszej konferencji prasowej w Rzeszowie wystąpiłem po raz pierwszy jako oficjalny kandydat. Zapowiedziałem kampanię na rzecz polityki zasad, przekonań i odwagi cywilnej, by dowieść politykom, że może mieć poparcie społeczne i być skuteczna. Nie trzeba tego udowadniać ludziom, bo skutki naszej polityki odczuwają właśnie teraz przygotowując się do odebrania nadpłat z PIT. To Prawica Rzeczypospolitej wywalczyła wielką ulgę prorodzinną, w konfrontacji z poprzednim rządem, który chciał ją zmniejszyć o połowę. Skuteczność polityki zasad trzeba udowodnić politykom, bo im najczęściej brakuje odwagi cywilnej.
Mówiłem też o polityce obecnego rządu, którego działania są groźne dla Podkarpacia. Brak polityki prorodzinnej uderza najbardziej we wschodnią część kraju, również zmiany w ustawie samorządowej – zarezerwowanie statusu metropolii dla miast od Wisły na zachód degraduje Polskę wschodnią. Zmiany w ustawie medialnej grożą przyszłości takich ośrodków opinii jako TV Rzeszów czy Radio Rzeszów. Mam nadzieję, że zwolennicy tej polityki będą mieli odwagę jej bronić. Na razie wolą straszyć Podkarpacie desantem „spadochroniarzy”, co z upodobaniem powtarzają dziennikarze. Redaktora Radia Rzeszów, który o to pytał, uspokoiłem, że kandydaci, między którymi rozstrzygnie się wynik wyborów – Maciej Lewicki, Stanisław Zając i ja – są ludźmi z podkarpackim doświadczeniem politycznym. To, co naprawdę grozi tym wyborom – to nie jacyś spadochroniarze, ale naloty dywanowe polityków, którzy zewsząd przylecą na pomoc kandydatom wyznaczonym przez centrale wielkich partii – PO i PiS. Przylecą i rzucą – partyjne pieniądze z budżetu w Warszawie.
Wyjaśnienie traktatowe
Po wpisie o debacie na PWSW w Przemyślu sacdjo prosił o sprecyzowanie, dlaczego nowe zasady liczenia głosów mogą już za jedenaście lat dać nam znacznie gorszy budżet Unii, a więc również znacznie słabsze możliwości inwestycyjne niż obecnie. Dziękuję za tę okazję do rozszerzenia kwestii. Otóż już budżet na LP 2019-25 będzie dyskutowany w warunkach nie tylko poważnego osłabienia siły polskiego głosu, ale – wskutek uruchomienia zasady „podwójnej większości” – pomniejszonego znaczenia Europy środkowej w ogóle. Przewodniczący Bundestagu, Norbert Lammert, wyznał w czasie debaty, którą mieliśmy na UW, że być może Helmut Kohl popełnił błąd dążąc do rozszerzenia Unii przed jej zreformowaniem. Gdyby wybrano inną drogę – ustalenie zasad działania Unii wewnątrz starej piętnastki – krajom Europy środkowej można by łatwiej zaproponować (czytaj: narzucić) unijny modus cooperandi. Ta koncepcja powraca w postaci „podwójnej większości”: do jej ukonstytuowania wystarcza piętnaście państw Unii (reprezentujących 65 % ludności). To właściwie zamienia „wielkie rozszerzenie” na „wielki przyłączenie” i ułatwia jednostronną politykę wewnątrz Unii, tak jakby Europy środkowej we wspólnocie nie było. Wpływ Polski wraz z innymi „młodymi” państwami Unii zmaleje we wszystkich ważnych dla nas planach: od solidarności ekonomicznej po geopolitykę wschodnią. Nasza pozycja będzie dodatkowo osłabiona mniejszym wpływem (naszym i większości państw o podobnych interesach) na wybór władz unijnych – do których będzie należało inicjowanie i koordynowanie polityki we wszystkich dziedzinach.
„Buntownicy”
Kupiłem sobie „Buntowników”, amerykańskiej historyczki Lynn Olson, o czterdziestu posłach, którzy nakłonili Wielką Brytanię do czynnego oporu wobec Hitlera. Przeciwstawili się premierowi i własnej partii, która była zachwycona Monachium i wcale nie domagała się podjęcia realnej walki, gdy nasi zachodni alianci prowadzili „dziwną wojnę”. Duża część opinii publicznej traktowała ich jako mącicieli i histeryków, straszących najpierw urojonym zagrożeniem, a potem – domagających się skrajnych i przesadnych reakcji.
Niektórzy zapłacili za to odejściem z polityki. Dzisiejszy pragmatyk powiedziałby, że nie ma się czym chwalić – usprawiedliwia ich tylko to, że im się udało; i to że było ich przynajmniej czterdziestu. Gdyby Londyn zdecydował się na rozmowy z Niemcami, gdyby pogodził się z rządami hitlerowskimi na kontynencie – pragmatycy dziś traktowaliby ich jak głupców. Najodważniejszy z nich – Ronald Cartland – zapłacił cenę najwyższą, jednak nie polityczną i nie za politykę, ale po prostu za patriotyzm. Poszedł z Izby na wojnę i poległ we Francji.
Naprawdę na uznanie zasługuje nie ich nonkonformizm, ale przekonania: to, że szukali prawdy politycznej – narodowej racji stanu zgodnej z dobrem powszechnym – i że uważali za konieczne podjąć w jej imię działanie. Skąd bierze się to, że dziś polityki dobra publicznego i odwagi cywilnej nie tylko się nie oczekuje, ale nawet nie rozumie? To nie tylko kwestia kryzysu zasad; również ogólnego kryzysu kultury. Russell Kirk napisał kiedyś, że bez nauczania historii nie wychowamy prawdziwych mężów stanu. Bo wielu ludzi nigdy się nie dowie, jak skuteczne w istocie są zasady. I jak naiwny – cynizm.
Rejestracja i debata na PWSW
Wczoraj zarejestrowaliśmy moją kandydaturę do Senatu w Krośnie. Jestem drugim zgłoszonym kandydatem, wcześniej zarejestrował się dr Maciej Lewicki z Platformy. Moją kandydaturę poparło swoimi podpisami ponad sześć tysięcy osób.
Spotkałem się również w Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu z Pawłem Zalewskim, poprzednim przewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, na debacie o traktacie lizbońskim i przyszłości polskiej polityki europejskiej. Paweł Zalewski przekonywał, że „mleko się rozlało”, nie jesteśmy ani przed negocjacjami, ani w trakcie – ale po przyjęciu traktatu, który teraz należy ratyfikować. Ja oddzieliłem plan przeszłości (potępienie źle wynegocjowanego i pochopnie popartego ustawą sejmową traktatu) od przyszłości – a tu przypomniałem mój apel do Prezydenta o niedokonywanie ratyfikacji przed referendum irlandzkim, więc przed połową czerwca. Na pytanie prowadzącego debatę dr. Zająca o konsekwencje traktatu dla obywateli wymieniłem dla przykładu trzy: (1) słabsze oparcie dla kontynuacji Wspólnej Polityki Rolnej, która jest ważnym oparciem dla naszych rolników (a niestety coraz częściej podnoszą się w Unii głosy o potrzebie jej radykalnego ograniczenia), (2) podział budżetu Unii już za jedenaście lat (a więc związane z tym możliwości poprawy warunków życia), wreszcie (3) zagrożenie praw wychowawczych rodziców, gdyż wprowadzana właśnie w Hiszpanii edukacja cywilna znakomicie pokazuje, co może oznaczać zapisana w art. 10 traktatu dyspozycja zwalczania wszelkiej dyskryminacji ze względu na orientację seksualną.
Mówiliśmy też o bliskiej przyszłości rozwiązywania praktycznych problemów związanych z udziałem w strefie Schengen, i to bynajmniej nie likwidacji resztek urządzeń granicznych na granicy słowackiej. O tym też – praktycznych możliwościach ulepszenia ruchu na granicy ukraińskiej – mówiłem na niedawnym spotkaniu w Lubaczowie.
Zaczyna się kampania
Jestem na Podkarpaciu. Zakończyliśmy już zbieranie podpisów. Jest ich dużo ponad wymagane trzy tysiące. Wszystkim, którzy wsparli swoim podpisem moją kandydaturę serdecznie dziękuję. Jesteśmy gotowi do rejestracji.
Konkurencja zdecydowała się na kampanię dezinformacji, podważając moje związki z Podkarpaciem. Jest to o tyle zabawne, że połowę obecnych parlamentarzystów z regionu to ja wprowadzałem do podkarpackiego PiS-u. Ale nie to jest istotne. Moje zaangażowanie dla Podkarpacia to – między innymi czynnościami codziennej pracy – przede wszystkim przeforsowanie decyzji Sejmu o budowie drogi ekspresowej S-19 wzdłuż wschodnich granic Polski, wspieranie działalności PWSW – przyszłej Akademii Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, finansowanie adaptacji terenów po kopalni siarki pod Tarnobrzegiem, promocja instytucji kultury i zabytków Podkarpacia (szczególnie w Krośnieńskiem), obrona działalności specjalnej strefy ekonomicznej w Mielcu, rozszerzenie zasięgu Radia Rzeszów. To wszystko łączyłem z budową struktur Prawa i Sprawiedliwości. Z wielkim sukcesem, co pokazały wybory’2005. Można o tym nie widzieć, bo na polityce znają się wszyscy, choć nikt nie ma obowiązku wiedzieć o niej cokolwiek. Obowiązku nie ma, ale nie należy wtedy mówić o znajomości Podkarpacia i jego spraw.
Ale jest rzecz najważniejsza: 22 czerwca to dzień, kiedy Podkarpacie może mówić do całej Polski, a w pewnym sensie – za całą Polskę. Może mówić jakiej polityki dla Polski chce – a Podkarpacie bardziej od innych potrzebuje polityki prorodzinnej (ludność Podkarpacia – w odróżnieniu od całego kraju – rośnie i będzie jeszcze rosła przez wiele lat), bardziej potrzebuje aktywnej polityki polskiej w ramach Unii – jako województwo zarówno przy granicy Schengen, jak i przy zewnętrznej granicy Unii, bardziej potrzebuje działań na rzecz Polaków za granicą, bo stąd wyjeżdża proporcjonalnie więcej młodzieży. O tym wszystkim trzeba mówić – choć może niektórzy nie chcą o tym rozmawiać.
Sprawa najważniejsza z ważnych
Największym wyzwaniem dla przyszłości Polski jest kryzys demograficzny. Tu nie chodzi o satysfakcję deklaracji o 40-milionowym narodzie, ale o rzeczywistą przyszłość, o to czy pozostaniemy narodem normalnym – czy będziemy musieli pogodzić się ze zjawiskami, które dziś uważamy za nierealne. Pierwsze to kryzys systemu emerytalnego, który obejmie już pokolenie dzisiejszych pięćdziesięciolatków. Drugie to próżnia na rynku pracy, wraz z nieuchronną cudzoziemską imigracją. A ta niesie ze sobą wszystkie zjawiska marginalizacji, zagrożenie dla bezpieczeństwa, systemu szkolnego, tożsamości narodu i państwa.
Niestety, od początku trzeciej niepodległości przyrost ludności spadał z roku na rok. Poprzedził to kryzys rodziny, od RP 1995 zaczęła maleć ilość małżeństw w Polsce, a jedenaście lat temu zaczął się nieprzerwany spadek ludności. Według prognoz w tym roku ludność Polski spadnie poniżej 38 milionów i – jeśli nie nastąpią wyraźne zmiany postaw społecznych – ten kryzys będzie trwał. Za piętnaście lat ubędzie nas milion, po sześciu kolejnych latach – następny milion, a potem (gdy nasze dzieci będą w naszym wieku) spadek przybierze charakter lawinowy.
To dlatego wczoraj, w „Kawie na ławę” zarzuciłem przemówieniu premiera kompletne ignorowanie tego najważniejszego problemu: za dwadzieścia lat będziemy mieli boiska przy każdej szkole, tylko trzeba będzie zamykać kolejne szkoły, bo nie będzie dzieci. A premier nic nie mówił ani o zmianach polityki podatkowej wobec rodzin, ani o macierzyństwie. Przy okazji jedno sprostowanie. Marszałek Niesiołowski pociesza się, że w ostatnim czasie coś drgnęło. Prawda jest taka, że w ubiegłym roku ludność Polski spadła o ponad 10 tys. osób. Jeśli chodzi o urodzenia, to był rzeczywiście najlepszy rok od dziesięciu lat, co potwierdza wartość nawet tak ograniczonych działań pronatalistycznych jak wyśmiewane „becikowe” czy cofnięcie drastycznego ograniczenia urlopów macierzyńskich, dokonanego przez rząd Millera. Nie zmienia to faktu, że ciągle jesteśmy głęboko poniżej progu 400 tys. urodzeń rocznie, poniżej którego zeszliśmy w drugiej połowie lat 90-tych. Jeśli chcemy by było lepiej, potrzebne są konsekwentne i kompleksowe zmiany – w polityce i w życiu społecznym (na które polityka też pośrednio oddziaływuje). Nie ma fatalizmu klęski demograficznej – i będę o tym jeszcze pisał.
Życzenia majowe
Majowe święta mamy w tym roku bogatsze niż zwykle. Dzięki wczesnej Wielkanocy uświetnia je Wniebowstąpienie Pańskie. Po ludzku trochę smutne, jak dla Apostołów. Kończy się czas wielkanocny, wkrótce już przestaniemy śpiewać Regina Coeli. Pociesza nas świadomość obietnicy Pana: „nie zostawię was sierotami” (J 14,18). Nadchodzą Zielone Świątki, a z nimi – czas Kościoła Walczącego na ziemi, skwarne lato Christianitatis.
Rzadko się dziś pamięta (dlaczego?), że zanim papież Pius XII ustanowił uroczystość Świętego Józefa Robotnika, Pius XI – jakby przygotowując ten akt liturgiczny – w Divini Redemptoris oddał pod Opiekę Świętego Józefa cały katolicki opór wobec komunizmu. Rzecz bardziej aktualna niż się myśli. Nie tylko ze względu na Olimpiadę w Pekinie i wizytę sekretarza Napieralskiego w państwie Zapatero. Niestety, o tym, że opór ten jest ciągle aktualny pisał parę lat temu, w przedmowie do nowego wydania „Wprowadzenia w chrześcijaństwo”, nasz obecny papież: „rok 1989 oznaczał nieoczekiwany kres reżymów komunistycznych w Europie, po których pozostało smutne dziedzictwo spustoszonej ziemi i spustoszonych dusz. Jeśli ktoś oczekiwał, że znów wybiła godzina chrześcijańskiej wiary, to musiał się poczuć rozczarowany (…), w tym historycznym momencie chrześcijaństwo bez większego powodzenia próbowało się prezentować jako epokowa alternatywa. Marksistowska wizja ziemskiego zbawienia (…) nie abdykowała również po szoku, jakim był rok 1989.”
I wreszcie Święto Królowej Polski. Chwalimy się często pierwszą pisaną konstytucją w Europie, jakby Brytyjczycy musieli się wstydzić, że mają tylko Wielką Kartę Swobód, Habeas Corpus i inne prawa i zwyczaje, którym przypisują rangę konstytucyjną. Rzecz nie w spisaniu Konstytucji, ale w świetnym połączeniu jej nowoczesnej formy (uporządkowany ład monarchii parlamentarnej) z niezmienną tradycją (katolicki charakter państwa). To dlatego papież Pius VI, który potępił Rewolucję Francuską, naszej Konstytucji Majowej wyraził najwyższe uznanie. W tym sensie 3 Maja stanowił nie tylko testament niepodległości, ale i drogowskaz dla Europy w czasach pooświeceniowego zamętu.
A w planie politycznym (codziennych zadań życia narodowego) zawsze najważniejsza będzie prośba, którą dziś wszyscy kierujemy do Boga: aby religia nieustannie cieszyła się wolnością, a Ojczyzna rozwijała się w pokoju. Byśmy tę modlitwę zanosili jak najlepiej do Pana – nie tylko słowami, ale czynami – tego Wszystkim Czytelnikom serdecznie dziś życzę.