Jestem na Podkarpaciu. Zakończyliśmy już zbieranie podpisów. Jest ich dużo ponad wymagane trzy tysiące. Wszystkim, którzy wsparli swoim podpisem moją kandydaturę serdecznie dziękuję. Jesteśmy gotowi do rejestracji. 

Konkurencja zdecydowała się na kampanię dezinformacji, podważając moje związki z Podkarpaciem. Jest to o tyle zabawne, że połowę obecnych parlamentarzystów z regionu to ja wprowadzałem do podkarpackiego PiS-u. Ale nie to jest istotne. Moje zaangażowanie dla Podkarpacia to – między innymi czynnościami codziennej pracy – przede wszystkim przeforsowanie decyzji Sejmu o budowie drogi ekspresowej S-19 wzdłuż wschodnich granic Polski, wspieranie działalności PWSW – przyszłej Akademii Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, finansowanie adaptacji terenów po kopalni siarki pod Tarnobrzegiem, promocja instytucji kultury i zabytków Podkarpacia (szczególnie w Krośnieńskiem), obrona działalności specjalnej strefy ekonomicznej w Mielcu, rozszerzenie zasięgu Radia Rzeszów. To wszystko łączyłem z budową struktur Prawa i Sprawiedliwości. Z wielkim sukcesem, co pokazały wybory’2005. Można o tym nie widzieć, bo na polityce znają się wszyscy, choć nikt nie ma obowiązku wiedzieć o niej cokolwiek. Obowiązku nie ma, ale nie należy wtedy mówić o znajomości Podkarpacia i jego spraw.  

Ale jest rzecz najważniejsza: 22 czerwca to dzień, kiedy Podkarpacie może mówić do całej Polski, a w pewnym sensie – za całą Polskę. Może mówić jakiej polityki dla Polski chce – a Podkarpacie bardziej od innych potrzebuje polityki prorodzinnej (ludność Podkarpacia – w odróżnieniu od całego kraju – rośnie i będzie jeszcze rosła przez wiele lat), bardziej potrzebuje aktywnej polityki polskiej w ramach Unii – jako województwo zarówno przy granicy Schengen, jak i przy zewnętrznej granicy Unii, bardziej potrzebuje działań na rzecz Polaków za granicą, bo stąd wyjeżdża proporcjonalnie więcej młodzieży. O tym wszystkim trzeba mówić – choć może niektórzy nie chcą o tym rozmawiać.