Na dzisiejszej konferencji prasowej w Rzeszowie wystąpiłem po raz pierwszy jako oficjalny kandydat. Zapowiedziałem kampanię na rzecz polityki zasad, przekonań i odwagi cywilnej, by dowieść politykom, że może mieć poparcie społeczne i być skuteczna. Nie trzeba tego udowadniać ludziom, bo skutki naszej polityki odczuwają właśnie teraz przygotowując się do odebrania nadpłat z PIT. To Prawica Rzeczypospolitej wywalczyła wielką ulgę prorodzinną, w konfrontacji z poprzednim rządem, który chciał ją zmniejszyć o połowę. Skuteczność polityki zasad trzeba udowodnić politykom, bo im najczęściej brakuje odwagi cywilnej. 

Mówiłem też o polityce obecnego rządu, którego działania są groźne dla Podkarpacia. Brak polityki prorodzinnej uderza najbardziej we wschodnią część kraju, również zmiany w ustawie samorządowej – zarezerwowanie statusu metropolii dla miast od Wisły na zachód degraduje Polskę wschodnią. Zmiany w ustawie medialnej grożą przyszłości takich ośrodków opinii jako TV Rzeszów czy Radio Rzeszów. Mam nadzieję, że zwolennicy tej polityki będą mieli odwagę jej bronić. Na razie wolą straszyć Podkarpacie desantem „spadochroniarzy”, co z upodobaniem powtarzają dziennikarze. Redaktora Radia Rzeszów, który o to pytał, uspokoiłem, że kandydaci, między którymi rozstrzygnie się wynik wyborów – Maciej Lewicki, Stanisław Zając i ja – są ludźmi z podkarpackim doświadczeniem politycznym. To, co naprawdę grozi tym wyborom – to nie jacyś spadochroniarze, ale naloty dywanowe polityków, którzy zewsząd przylecą na pomoc kandydatom wyznaczonym przez centrale wielkich partii – PO i PiS. Przylecą i rzucą – partyjne pieniądze z budżetu w Warszawie.