W Zjeździe uczestniczyłem na zaproszenie władz Regionu. Mówiłem o sukcesie obniżenia PIT dla rodzin, o niewielkim wydłużeniu urlopów macierzyńskich w poprzedniej kadencji, które domaga się dalszych działań, o lepszej ochronie pracy kobiet wracających z urlopów macierzyńskich, a także o niepowodzeniu zapewnienia prawa do święta we wszystkie niedziele. Podziękowałem Solidarności za tę ostatnią inicjatywę, bez której nie uzyskalibyśmy nawet tych kilkunastu dni w pełni gwarantujących prawo do święta i odpoczynku.

Zachęcałem też Solidarność do twórczego myślenia o swej roli w przyszłości: na polu praw rodziny, współpracy z zagranicznymi związkami w ochronie praw Polaków pracujących w krajach Unii, wreszcie przy kontroli prywatyzacyjnych pomysłów rządu PO. Wątków stricte wyborczych unikałem świadomie, uzależniając ich podjęcie od życzeń gospodarzy.

Niestety, goszczący również na Zjeździe poseł Andrzej Ćwierz z PiS nie zachował takiego umiaru. Przemawiając w imieniu Stanisława Zająca namiętnie zaatakował moją kandydaturę do Senatu w imię „jedności prawicy”. I ta „agresywna jedność” stanowiła właściwie główny wątek merytoryczny jego wystąpienia.

Poproszony na zakończenie Zjazdu o zabranie głosu, odpowiedziałem Andrzejowi (którego początkom działalności w PiS patronowałem), że jedność powinniśmy zachować przede wszystkim w realizacji bezdyskusyjnych zobowiązań społecznych: na przykład prawa do wolności świąt czy prawa rodzin do niższych podatków bezpośrednich. W tych sprawach nie powinno być żadnej samowoli partyjnych central. Ich realizacja nie może podlegać zawieszeniu ze względu na partyjne strategie. Tymczasem posłowie PiS (w tym Andrzej Ćwierz i Stanisław Zając) głosowali przeciw wyłączeniu handlu we wszystkie niedziele, przeciw wielkiej uldze PIT na dzieci czy przeciw domaganiu się szacunku dla życia chrześcijańskiego w traktacie europejskim. Problem nie polega zresztą na sprawach już przegłosowanych. Rzecz w tym, że w ich dyskursie politycznym siła partii, która dała im mandaty, jest sprawą najważniejszą. Niestety, ważniejszą w praktyce od praw rodziny czy zasad cywilizacji chrześcijańskiej.