Siłą naszej kampanii jest przede wszystkim poświęcenie ludzi. Nie jesteśmy aparatem mobilizującym politycznych klientów, nie mamy wielkich pieniędzy, które zastąpią dobrowolną pracę. Nasza kampania rozwija się dzięki wspólnocie poglądów ludzi, którzy ją prowadzą, dzięki temu, że bardzo wielu Polaków chce odzyskać wiarę w sens polityki. 

Na spotkaniu w Dubiecku mówiłem o potrzebie obrony wiejskiego szkolnictwa, zagrożonego zapaścią demograficzną. Wiejskie szkoły, z ich bibliotekami i nauczycielami, to równocześnie placówki kultury, wsparcie dla rodzin i czynnik zdrowej struktury społecznej. 

Mówiliśmy też o zniesieniu abonamentu radiowo-telewizyjnego, który może być zastąpiony akcyzą od reklam w mediach komercyjnych. To stary projekt, aprobowany przez prywatnych nadawców. Zapewnia jednocześnie pewność dochodów, zwolnienie z obciążeń nie tylko słabszych grup, ale wszystkich odbiorców, a przede wszystkim przyszłość mediów publicznych. Choć teraźniejszość jest odstręczająca. W Telewizji Urbańskiego jest miejsce dla Urbana i Gadzinowskiego, ale nie ma dla Marszu Życia i Rodziny. Tego po prostu bronić się nie da. Jak potrwa to dłużej – prezes Urbański doprowadzi do prywatyzacji upadłościowej nowego typu: przez bankructwo autorytetu. Ja tego nie chcę, więc apelowałem do Prezydenta o podjęcie prac na rzecz nowej umowy medialnej, która pozwoli na zakończenie wojny o zabór publicznych RTV. 

W Żurawicy zapewniłem uczestników spotkania, że jestem jedynym kandydatem, który może zobowiązać się do prowadzenia aktywnej polityki w obronie waluty narodowej przeciw euro. Wieczorem w siedzibie przemyskiego ROP rozmawialiśmy jeszcze o wsparciu polskich środowisk i instytucji na Ukrainie. A na Podkarpacie naloty non stop. Wczoraj wicepremier Schetyna, dziś wicemarszałek Niesiołowski. A jutro w Przemyślu desant na całe Podkarpacie: Nelly Rokicina, Jacek Kurski, Adam Lipiński, Krzysztof Jasiński, Krzysztof Putra i inni. Jak widać – my z wolontariuszami, oni ze spadochroniarzami.